wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział 31

            Byłam zestresowana. Od samego rana moje myśli krążyły wokół spotkania, które dzisiaj miało się odbyć. I musiałam się przyznać przed samą sobą, że cholernie się go bałam. Nadal w głowie miałam gorzki smak porażki, po pierwszej wizycie u rodziców. Nie chciałam, by sytuacja się powtórzyła. Mimo tego, że moja mama przeprosiła mnie i Luke'a, to nadal miałam w sobie pewne obawy, że rodzicielka nie będzie zachowywała się naturalnie i Hemmings to wyczuje. Naprawdę chciałam, by w końcu doszło do pełnej akceptacji naszego związku. By już nic nie stało nam na przeszkodzie do ogólnego i pełnego szczęścia.
            Przed spotkaniem z rodzicami, musiałam najpierw odbębnić swoją zmianę w księgarni. Byłam na niej z Jonem, który szybko wyczuł, że czymś się denerwuję. Chłopak nie znał całej historii związanej z kiepskim obiadem w Griffith. Sprzedałam mu małe kłamstwo o rzekomej kłótni między mną a mamą, która omijała Luke'a i jego niepełnosprawność. Nie chciałam, by i on się litował, nie tylko nad blondynem, ale też i nade mną. Dlatego też Jon był wielce przekonany, że dzisiaj po prostu ma dojść do wielkiej zgody między matką i córką. I w sumie te jego przypuszczenia wcale nie odchodziły tak daleko od rzeczywistego powodu mojego zdekoncentrowania i stresu.
             Kiedy dostałam od taty sms-a z wiadomością, że już są na miejscu, zaczęłam się stresować podwójnie. Po całej akcji rozmawiałam z mamą, tylko raz i to było wtedy, gdy oficjalnie przeprosiła mnie przez telefon. Teraz mieliśmy się spotkać twarzą w twarz, co było na swój sposób dość przerażające. Słowa wypowiedziane przez telefon to jedno, ale zachowanie w rzeczywistości to drugie. Nie chciałam, aby matula odstawiła jakąś szopkę, gdyby się okazało, że nadal nie do końca pogodziła się z całościowym obrazem Luke'a. I chyba ta obawa najbardziej wpychała mnie w objęcia strachu. Nadal jednak byłam gotowa stać za Hemmingsem murem, nawet kosztem dalszej wojny. Z drugiej jednak strony mogło być zupełnie inaczej. Mama faktycznie mogła zrozumieć swój błąd, a ja niepotrzebnie rozsiewałam w sobie wewnętrzną panikę i wizję porażki.
- Przyjechali już? – Byłam tak pogrążona we własnych myślach, że najnormalniej w świecie przestraszyłam się Jona, który stał po drugiej stronie lady.
- Przyjechali – odpowiedziałam, patrząc na zegar.
- Idź już.

- Co?
- Zostało ci dziesięć minut do końca zmiany. Idź. Tu i tak nic się nie dzieje.
- Ale…
- Idź, bo zaraz zmienię zdanie – odparł ze śmiechem.
- Dzięki – powiedziałam, uśmiechając się lekko pod nosem.
              Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę zaplecza. Doskoczyłam do swojej szafki, a następnie szybko się przebrałam. Spojrzałam w lustro. Świetnie, od tego wszystkiego byłam blada, jak ściana. Jakbym miała zaraz ze stresu tu paść, rozpłakać się lub zejść na zawał. Ewentualnie wszystko na raz. W końcu kiedy byłam gotowa, wyszłam z powrotem na salę sprzedażową, by szybko pożegnać się z Jonem.
- Powodzenia – powiedział, kiedy skierowałam się w stronę drzwi.
- Dzięki.
- Pozdrów rodziców!
- Pozdrowię – odpowiedziałam, chcąc się uśmiechnąć, ale miałam tak spięte mięśnie twarzy, że z pewnością wyszedł z tego, jakiś grymas. Na szczęście Jon tego nie widział.
             Tata napisał, że zatrzymali się na parkingu po drugiej stronie ulicy. Nie chcieli się pakować, na załadowany po brzegi uczelniany parking. W sumie wcale mu się nie dziwiłam. Dzisiaj była tu cała masa kolorowych aut. Wyszłam poza teren uniwersytetu, a następnie skręciłam w stronę przejścia dla pieszych. Z daleka dostrzegłam znany samochód. Nic dziwnego, że moje serce i puls od razu przyspieszyło. Ze stresu moje dłonie stały się mokre od potu, więc szybko wytarłam je w spodnie. Pierwszy raz tak bardzo bałam się spotkania z własną matką.
             Nie zdążyłam podejść do zaparkowanego auta, gdy drzwi od kierowcy otworzyły się. Tata od razu wynurzył się na zewnątrz, mając na twarzy szeroki uśmiech, który odrobinę mnie uspokoił. Przyspieszyłam kroku, a potem wpadłam w jego ramiona, jakbym nie widziała go od roku. Poczułam znany zapach jego perfum, których nie zmieniał od bardzo dawna. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy cmoknął mnie w policzek, jakbym nadal miała dziesięć lat.
            Kiedy się od niego oderwałam, dostrzegłam otwarte drzwi od strony pasażera. Moje niebieskie tęczówki zatrzymały się na mamie, która obserwowała całą tą krótką scenkę ze łzami w oczach. Podeszłam do niej, a ona rozłożyła ramiona. To był moment, jak objęłam ją, a matula zaszlochała cicho w moje ramię. Sama nie wytrzymałam i dołączyłam do niej, będąc wzruszona tą chwilą. W tym momencie wyglądałyśmy, jak dwa płaczące bałagany, którymi niewątpliwie byłyśmy. Miałam wrażenie, że jesteśmy wyjęte, z jakieś łzawej powieści i nic dookoła nas nie istnieje.
- Przepraszam, córeczko – wyszeptała mama, co spowodowało, że musiałam mocniej zacisnąć usta, by nie rozpłakać się ponownie. Słowo przepraszam wypowiedziane na żywo, było o wiele mocniejsze i prawdziwsze, niż wtedy gdy usłyszałam je przez telefon. – Przepraszam.
- Już jest w porządku – odpowiedziałam, nawet nie siląc się na to, by uspokoić drżący głos. – Naprawimy wszystko.
- To ja naprawię wszystko – powiedziała cicho. 
             Spojrzałam na jej uśmiech. Pokiwałam głową, a następnie znów wtuliłam się w nią, czując, że być może naprawdę wszystko się ułoży. Ulga i nadzieja, którą czułam, sprawiły, że nie widziałam innej możliwości, niż tylko szczęśliwe zakończenie w tej historii.

             Stałam przy kuchence, odgrzewając przygotowane wczoraj jedzenie. Miałam nadzieję, że niczego nie spalę i że dania zrobione przeze mnie i Hemmingsa będą rodzicom smakować. W końcu, aż tak źle to nam nie poszło, szczególnie, że Ash dał nam kilka kulinarnych wskazówek przed swoim wyjściem.
             Zerknęłam na rodziców, którzy siedzieli przy stole. Przed nimi stały na wpół wypite kubki z kawą, którą im zaserwowałam zaraz po przyjściu do mieszkania. Rozmawialiśmy trochę o pracy i uczelni, jakbyśmy od zawsze tkwili na normalnych torach relacji, co niesamowicie mnie cieszyło. Nie było napiętej i niewygodnej atmosfery. Było naprawdę przyjemnie, jakby to, co się wydarzyło w Griffith odeszło i zniknęło.
- Przyjdzie Luke? – zapytał tata, spoglądając na mnie, kiedy zaczęłam rozstawiać talerze na stole.
- Jak tylko skończy zajęcia.
             Zdążyłam to powiedzieć, a drzwi od mieszkania otworzyły się. Zmarszczyłam lekko czoło, zastanawiając się, kto z naszej paczki chce nam przeszkodzić, pomimo tego, że uprzedzałam o wizycie swoich rodziców. Usłyszałam kroki, więc natychmiast przeszłam do salonu. Uniosłam z zaskoczeniem brwi do góry, widząc przed sobą uśmiechniętego blondyna.
- Co ty tu robisz? – wymigałam, podchodząc do niego.
- Zerwałem się z zajęć. – Zaśmiał się pod nosem, a następnie musnął szybko moje usta swoimi. – Twoi rodzice już są?
- Mel? - Usłyszałam głos mamy. 
             Drgnęłam, odwracając się w stronę rodzicielki. Luke odruchowo podążył wzrokiem w tym samym kierunku. Matula stała niedaleko nas, mając dość niepewną minę, choć pod nosem wymalował jej się skruszony uśmiech. Wiedziałam, że dla niej nastał teraz jeden z trudniejszych momentów. Przeproszenie mnie to jedno, ale przeproszenie osoby, którą się tak mocno obraziło, to drugie.
- Dzień dobry – rzucił Luke.
- Dzień dobry – odpowiedziała, podchodząc do nas powoli.
             Odsunęłam się odrobinę, choć najchętniej zostawiłabym ich samych. Jednak nie było to możliwe, bo mama złapała mnie za rękę, ściskając ją delikatnie. Odpowiedziałam jej uśmiechem. Blondyn stał przez chwilę nieruchomo, nie za bardzo wiedząc, co teraz powinien zrobić. Między nami nastała cisza. Mama w końcu rozluźniła się na tyle, by odezwać się ponownie, ówcześnie łapiąc głębszy oddech.
- Chciałabym cię przeprosić za to wszystko, co stało się u nas w domu – powiedziała ostrożnie. Luke dokładnie śledził ruchy jej warg, odczytując każde wypowiedziane przez nią słowo. – Nie tak powinno być. Nie wiem, dlaczego tak zareagowałam…
- Chce pani, jak najlepiej dla Mel i…
- Ty jesteś dla niej najlepszy, Luke – przerwała mu, a ja już drugi raz tego dnia, zobaczyłam jej zaszklone oczy. – Dopiero teraz to tak naprawdę widziałam. Kiedy mogłam obserwować was z boku. Między wami jest tak mocne i niesamowite uczucie, że nie wybaczyłabym sobie, gdybym przyczyniła się do zepsucia tego, co macie. Przepraszam za to, w jaki sposób podeszłam do ciebie. Myliłam się. Powiedziałam wiele nietaktownych i niesłusznych rzeczy, które wtedy wydawały mi się właściwe. Naprawdę nie wiem, co mnie napadło. Ale chcę to naprawić. Macie moje pełne wsparcie. Jesteś wspaniałym człowiekiem, Luke. Radzisz sobie, mimo przeciwności losu. Udaje ci się żyć normalnie i sprawiasz, że moja córka jest szczęśliwa. A czego bardziej może sobie życzyć rodzic, kiedy widzi radość u swojego dziecka? Cieszę się, że Mel znalazła kogoś takiego, jak ty.
              Musiałam się odwrócić, gdy mama objęła Luke'a, przyciągając go mocno do siebie. Otarłam szybko palcami mokre policzki. Nie byłam zaskoczona tym, że po tej małej przemowie, najnormalniej w świecie się rozkleiłam. I to drugi raz tego, jakże krótkiego dnia. Podskoczyłam lekko, kiedy poczułam, jak mama dotyka mojego ramienia. Uściskała także i mnie, a następnie złapała moją dłoń, podając ją Hemmingsowi. Jego ciepłe palce, szybko oplotły się wokół mojej ręki. Uścisnęłam go, posyłając mu uśmiech. Chłopak odpowiedział tym samym.
- Jesteście idealni. Życzę wam szczęścia.
- Dzięki, mamo – wydusiłam z siebie.
- Będę mieć naprawdę śliczne wnuki.
- Mamo – jęknęłam, ale mój głos został zagłuszony przez śmiech pozostałej dwójki. 
              Luke przyciągnął mnie do siebie, a ja wpadłam w jego ramiona. Musnął ustami moją skroń, na co mama uśmiechnęła się szeroko. Blondyn niewiele myśląc, złapał moją matulę i zgarnął ją do grupowego uścisku. 
             Ewidentnie kryzysy rodzinne mieliśmy za sobą. A ja cieszyłam się każdym tym najdrobniejszym momentem, które wynagradzały mi, w jakiś sposób, to co działo się wcześniej. W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi. Miałam u boku rodziców, kochającego chłopaka i szaloną paczkę przyjaciół, z którą spotkanie odbędzie się wieczorem. Nie potrzebowałam, niczego więcej.

              Obiad upłynął nam w miłej i przyjemnej atmosferze, z czego cholernie byłam zadowolona. Luke i mama szybko znaleźli ze sobą wspólny język i cały czas ze sobą rozmawiali, jakby i oni nadrabiali ten czas, który straciliśmy. Patrząc tak na nich, zastanawiałam się, jak to możliwe, że w ogóle doszło do takiego kryzysu. Dlaczego mama była tak bardzo negatywnie nastawiona, choć teraz ewidentnie Hemmings podbij jej serducho. Widząc rozpromieniony uśmiech taty, który przysłuchiwał się ich pogawędce, postanowiłam przestać rozpamiętywać to, co było. Skupiłam się na chwili obecnej, czerpiąc z niej to, co najlepsze.
             Po zjedzonym obiedzie i deserze, wyciągnęliśmy rodziców na miasto. Nie obeszło się bez przystanku w cukierni, w której to wypiliśmy kolejną kawę i zjedliśmy dodatkową porcję lodów. Po takiej dawce byłam już naprawdę pełna. Panowie, zaś chyba limitu nie mieli, bo wciągnęli dodatkowo po kawałku czekoladowego ciasta. Ja i mama odmówiłyśmy tej pychocie. Nie wiem, gdzie bym to zmieściła.
             Po wyjściu z cukierni, skierowaliśmy się w stronę pobliskiego parku. Luke szedł z przodu z mamą, a ja i tata ciągnęliśmy się tuż za nimi. Ludzi było tu znacznie mniej, więc nie musieliśmy wędrować w ścisku i tłoku. Była to taka pora, gdzie ruch wzmagał się, nie tylko na ulicach, ale także na chodnikach.
- Kolację zjemy u chłopaków – powiedziałam powoli, patrząc na tatę.
- Będzie Calum? – zainteresował się mężczyzna.
- Calum to twój kumpel?
- Nie moja wina, że chłopak ma coś w sobie. Nie da się go nie lubić. Potrafi mnie rozśmieszyć, nawet jednym niewinnym powiedzonkiem.
- Tak… Calum to ma. To charyzma.
- Charyzma i dystans.
- On by stwierdził, że to urok Hooda – powiedziałam ze śmiechem. – Myślisz, że mama nie będzie mieć nic przeciwko takiemu spotkaniu?- zapytałam szeptem, czując lekko obawę. Tata uśmiechnął się szeroko, kręcąc szybko głową.
- Przegryzła to. Widzę, że naprawdę jej zależy. Zrozumiała swój błąd. Da sobie radę.
- Mam taką nadzieję.
- Opowiadałem jej o twojej paczce.
- Tak?
- Sama mnie o nią pytała – dodał, nadal się uśmiechając. – Będzie dobrze, zobaczysz.
- Dzisiaj poznasz jeszcze Michaela i Zacka. Ta dwójka jest najbardziej zbzikowana z nas wszystkich.
- W takim razie nie mogę się doczekać.
- Mel. – Spojrzałam na Luke'a, który zatrzymał się przed nami. Kiwnęłam mu głową. – Zjemy gofry?
- Nie masz dość?
- Panie Masterson? – odparł, widząc, że nie jestem skora do współpracy.
- Gofry z czekoladą i bitą śmietaną.
- To ja rozumiem – rzucił Hemmings, kiedy tata podszedł do niego, by razem ruszyć w kierunku budki.
- Myślisz, że w końcu od tego jedzenia pękną? – zapytała ze śmiechem mama.
- Nie ma takiej opcji. Tata i Luke są z tych, co zamiast żołądka mają czarną dziurę i mogą wpychać w siebie więcej.
- Dobrali się.
- Dobrali się – powtórzyłam ze śmiechem.

             Po spacerze wróciliśmy do mieszkania, aby zabrać przygotowaną dla nas wszystkich kolację. Mama nie kryła ciekawości i optymizmu do tego, by poznać naszych wspólnych przyjaciół. Nie mogła się też doczekać, by w końcu zobaczyć się z Jen. Po jej słowach, tym bardziej wzrosła moja nadzieja na to, że ten dzień naprawdę będzie można zaliczyć do udanych.
              Tata zaparkował na podjeździe, niedaleko czarnego samochodu Hemmingsa. Wysiedliśmy z auta, a następnie ruszyliśmy za Lukiem, który z siatkami, szedł w stronę drzwi. Otworzył je, a w nas buchnęła standardowa wrzawa, która często gościła w tym domu, gdy miało dojść do jakiegoś ważnego wydarzenia. Najwidoczniej nasi przyjaciele uznali, że wizyta rodziców jest tym, do czego trzeba się odpowiednio przyszykować. A szykowanie się w naszym wypadku oznaczało totalny chaos.
- Już są! Już są! – Doszedł do mnie głos Jen, kiedy weszliśmy do centrum dowodzenia.
- Jen, skarbie! – krzyknęła mama, zgarniając brunetkę w swoje ramiona.
- Cześć, ciociu. Cieszę się, ze was widzę.
- Mnie też? – zapytał tata, ze śmiechem.
- W szczególności wujka – odparła, obejmując go. Nagle wszyscy podskoczyliśmy, gdy usłyszeliśmy przewracające się na podłogę krzesło. – Oszaleję z nimi. Który to znowu?!- warknęła, idąc szybko do kuchni. – Michael!
- To nie ja! To ten głąb!
- Mamy gości – rzuciła, a ja zaśmiałam się.
- To tu normalne – powiedział Luke, drapiąc się po karku. Zagryzł lekko wargę, zerkając na mamę. Matula jednak zaśmiała się cicho, co ewidentnie uspokoiło blondyna. – Zapraszam do…
- Jesteśmy gotowi! – krzyknął Zack, z kuchni.
- Chodźcie – odparłam, łapiąc mamę za rękę i prowadząc ją do pomieszczenia, w którym znajdowała się reszta.
            Weszłam do kuchni. Ash i Jen krzątali się przy blacie, a reszta grzecznie siedziała przy stole. Zauważyłam, że brakuje tu Caluma, choć przyjaciółka powiedziała, że na kolacji będą wszyscy. Widząc moje zaintrygowane spojrzenie, brunetka wskazała na sufit, dając mi znać, że Hood zaraz pewnie zejdzie.
- Cześć, dzieciaki – rzucił tata, luzackim tonem. Podszedł do Clifforda i jego chłopaka, by się z nimi poznać.
- Mamo – zaczęłam, widząc, że matula dokładnie obserwuje każdego. – To Ash, Michael, Zack i Grace.
- Miło mi was poznać – odparła mama, a ja wskazałam jej wolne krzesło. Luke w międzyczasie podszedł do naszej pary kucharzy, podając im główne danie.
- Będzie przystawka. Sałatka z kurczaka i pieczywo z masłem czosnkowym, ziołami prowansalskimi i serem – poinformowała nas Jen.
- Jest Calum? – pociągnął tata, rozglądając się.
- Twój ulubieniec – rzuciłam przesłodzonym tonem. – Ej! No, weź – mruknęłam, kiedy tata zmierzwił mi moje blond włosy.
- Calum jest obecny zawsze i wszędzie! – Podskoczyliśmy, kiedy Mulat wparował do pomieszczenia. Wpadł na krzesło, na którym siedziała mama, odbijając się od niego. Kobieta pisnęła wystraszona, a potem wstrzymała oddech. – Miło mi panią poznać.
- Trochę bardziej na lewo – podpowiedział mu Clifford. Calum uśmiechnął się, stając dokładnie naprzeciwko niej.
- Miło mi panią poznać - powtórzył z szerokim uśmiechem. Złapał ją za dłoń, muskając ustami jej wierzch.
- Mnie również.
- Proszę mi wybaczyć ten mały wypadek. Nie chciałem pani przestraszyć. Ale tyle tu pięknych kobiet, że aż mnie oślepiło – wyrecytował Hood.
- To nasz czaruś – powiedziałam ze śmiechem, na co mama zaśmiała się.
- Ja tylko stwierdzam fakty. Gdzie mogę sobie klapnąć?
- Siadaj tutaj – rzuciła Grace, uderzając lekko wolne krzesło obok siebie, aby mógł podążyć za dźwiękiem.
- Oczywiście, słoneczko – pociągnął Mulat, co wywołało u jego dziewczyny lekkie rumieńce. Mama spojrzała na mnie, nadal uśmiechając się szeroko. Najwidoczniej szybko polubiła naszą wesołą gromadkę.

             Byłam naprawdę zadowolona z całego przebiegu spotkania. Mama zaakceptowała Luke'a i pozostałą część paczki. Nie zdziwiłam się tym, że w jej łaski szybko wkupił się, nie tylko blondyn, ale także Michael i Zack, którzy stali się jej ulubieńcami. Skutecznie potrafili ją rozbawić, a mama kilkakrotnie popłakała się przez nich ze śmiechu, bo chłopaki sypali zabawnymi historyjkami, które zazwyczaj dotyczyły, nie tylko ich, ale także i nas.
             Kiedy rodzice wyjechali z centrum dowodzenia, aby wrócić do domu, my zabraliśmy się za szybkie sprzątanie. Nasza damska drużyna – bo Jen i Grace przyszły mi z pomocą – dość sprawnie ogarnęła całą kuchnię, która znów świeciła czystością. Potem rozeszliśmy się do pokoi, aby w końcu odpocząć po wyczerpującym wieczorze.
             Podeszłam do łóżka, na którym leżał wyciągnięty Hemmings. Chłopak uśmiechnął się, gdy usiadłam obok. Przejechał palcami po moim ramieniu, a ja od razu poczułam przyjemną falę ciepła, która rozeszła się po całym ciele. Nachyliłam się i musnęłam jego usta swoimi. Luke odpowiedział od razu, licząc na więcej. Nie opierałam się, gdy wsunął mi dłoń we włosy, a jego wargi ponownie odnalazły moje. Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej, nie przerywając pocałunku, który z powolnego i czułego, zmienił się w odrobinę bardziej zachłanny i chciwy. Padłam na jego klatkę piersiową, nie odrywając się od blondyna nawet na moment.
- Kocham cię – wyszeptał, przejeżdżając opuszkami palców po mojej wardze.
- Kocham cię – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Pokochałaś ciszę.
- Pokochałam ciszę – powtórzyłam za nim, by po chwili znów złączyć nasze usta. Drgnęłam, kiedy Luke wsunął mi dłonie pod koszulkę. Przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa. Zaśmiałam się wprost w jego wargi.
- Jak sytuacja w centrum dowodzenia?
- Każdy zmęczony i pewnie zajęty sobą.
- To mi odpowiada – powiedział z niewinnym uśmieszkiem. Ponowie zaśmiałam się, kiedy przewrócił mnie na plecy. Teraz to on był górą. – To mi bardzo odpowiada – wyszeptał, muskając ustami moją szyję. 


***
I mamy happy end - mamusia się ogarnęła, wszyscy są szczęśliwi, Mel i Luke nadal razem :) Nie mogłam zrobić im tego, by w końcówce się rozstali, pokłócili czy coś podobnego. Mam nadzieję, że takie rozwiązanie pasuje także i Wam :)

To już ostatni rozdział Pokochać Ciszę i nie powiem, ale jest mi trochę smutno z tego powodu, że ta historia dobiegła końca. Ale jeszcze się na tym nie skupiajmy, bo będzie na zakończenie klasyczny epilog. Tak więc, "widzimy się tu" ostatni raz we wtorek za tydzień. Wcale nie smutam... nie... jest okej... :(

Standardowo przypominam Wam o Asku, a także o Twitterze - @RoxyDonau w obu przypadkach :)

Dziękuję Wam za tak cudowne komentarze! Uwielbiam Was!

Pozdrawiam :)

14 komentarzy:

  1. Dzięki Roxy ryczałam razem z nimi, to było tak mocno wzruszające - szczególnie te słowa matki Mel do Hemmo. Ja tak cholernie nie chcę, by ta historia się skończyła, będzie mi brakować tej cudownej paczki, która patrzyła na świat w tak pozytywny sposób mimo tego, że nie zawsze mieli łatwo. Kurde, pisze to i mam znowu łzy w oczach - dziękuję Roxy za tak wspaniałą historię :****
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mila, dzięki za tak fantastyczne słowa :) Cholernie się cieszę, że ten rozdział tak Cię wzruszył. Cieszę się, że ta historia tak Ci się podobała :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jak ich można nie lubić :-P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta historia była niezwykła. Dzięki niej sama patrzę na świat inaczej i inaczej oceniam ludzi. Trochę szkoda, że to już koniec, ale lepsze to niż ciągnięcie na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Cieszę się, że to opowiadanie Ci się podobało i że coś zmieniło w patrzeniu na świat - z tej zmiany cholernie mocno się cieszę, bo to jest dla mnie naprawdę niesamowite, że coś takiego mi się udało!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. No i koniec mojego ulubionego ff :( dziękuję Ci za to opowiadanie. Trochę mnie ono dotyczy, dlatego jest mi bliskie. Też należy do tych innych. Raczej o niespotykanej tematyce. Oczywiście, że szkoda. Nawet mi chyba łezka idzie :(
    Zuzia ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że PC było Twoim ulubionym ff i że w jakiś sposób udało mi się, choć odrobinę Cię wzruszyć :) Dzięki bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Uważam, że jesteś świetną artystką - pisarką, samą w sobie. Piszesz cudownie. To opowiadanie ma na mnie bardzo duże oddziaływanie. Masz dar do pisania i nie możesz go zaprzepaścić, bo było by szkoda tak ogromnego talentu jaki posiadasz. Tak dużo mam do powiedzenia tobie a gubię się w jednym zwykłym zdaniu, to raczej przez emocje, więc lepiej to zakończę ��.

    To opowiadanie jest wyśmienite jedyne z jedynych ��.
    A ty jesteś cudowna. ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, bardzo dziękuję za tak fantastyczne i miłe słowa, a także opinię, aż mi się ciepło na serduchu zrobiło :) Ogromnie się cieszę, że udało mi się wzbudzić emocje - a o to najciężej. Ten komentarz naprawdę dał mi mocnego kopa. Aż chce mi się pisać! Dziękuję!
      Cieszę się bardzo, że ta historia Ci się tak podobała :)
      Raz jeszcze dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Dziś skończyłam czytać ostatni rozdział dokładnie 25.04.2016 o godzinie 23:28 Uwierz nieraz płakałam wyobrażając sobie,że to ja jestem głucha,nieraz robiłam screeny niektórych tekstów,albo wygłupów chłopaków.Jak zobaczyłam,że napisałaś,że jutro ostatni raz tutaj napiszesz to rzuciłam chusteczki higieniczne w ekran.Dobrze,że to były chusteczki.
    Dzięki tobie stałam się bardziej tolerancyjna za co bardzo ci dziękuje.Naprawdę z takich blogów możesz wiele się nauczyć.
    Szczerze mówiąc cały epilog mam w głowie,ale wiem,że nie bedzie takiego happy end'u jak myślę.Że Luke będzie miał operację i usłyszy głos Melissy.
    Idę muszę znaleźć sobie nowy blog do czytania po nocach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tak wspaniały komentarz :) Uśmiechałam się cały czas, podczas czytania go. Naprawdę się cieszę, że historia wzbudziła tyle emocji :)
      Zobaczymy, może Twój epilog, który sobie wymyśliłaś się sprawdzi, a może i nie :)
      Dziękuję raz jeszcze
      Pozdrawiam :)

      Ps. Fakt, dobrze, że to były tylko chusteczki :)
      Ps2. Jak nie masz, co czytać, to zapraszam na inne moje ff o 5SOS - może coś Cię zainteresuje :)

      Usuń
  7. BOSKIE!!! Nie wierzę , kolejną Twoją historie przeczytałam całą . Jeszcze trochę i mi się historie skończą 😜😂😂😂 BŁAGAM Pisz dalej! Ja chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że to ff również Ci się spodobało :)
      Na razie nie zamierzam "rzucać" pisania hah :)
      Pozdrawiam

      Usuń