wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 30

           Moi rodzice mieli się pojawić w Sydney w piątek około południa i zostać, aż do późnego wieczora. Musiałam, więc dokładnie zaplanować cały dzień, bo w grę wchodziła też moja praca i wykłady Luke'a. Na szczęście udało mi się zmienić jej godziny, więc o dwunastej będę już wolna. Hemmings, zaś pojawić się miał około drugiej. Postawiłam na wczesny obiad w moim starym mieszkaniu, które kiedyś dzieliłam z Jen. Później w planach miałam zabranie rodziców na miasto. Końcowym punktem była wspólna kolacja.
            Czwartek był dniem przygotowawczym. Umówiłam się z Lukiem po zajęciach, że razem pojedziemy do supermarketu i kupimy wszystko, czego potrzebujemy do stworzenia obiadu i kolacji. Żadne z nas nie było mistrzem gotowania, dlatego postawiłam na dość proste i klasyczne potrawy. Nie chciałam angażować w pracę Jen i Ashtona, którzy przy nas uchodzili za kuchennych geniuszy.
             Jak tylko dobiegły końca moje ćwiczenia z Metodologii badań, pospiesznie się spakowałam i jako jedna z pierwszych osób opuściłam salę. Zrobiłam slalom między innymi studentami, którzy zgromadzili się w wąskim bocznym korytarzu wydziału. Następnie ruszyłam w stronę głównych drzwi.
              Wyskoczyłam na zewnątrz, zostając oślepiona przez słońce. Musiałam kilka razy zamrugać, aby pozbyć się przed oczami mroczków i łez. W końcu kiedy odzyskałam na nowo wzrok, poszłam w stronę parkingu, rozglądając się za czarnym znanym samochodem. Luke zaparkował na drugim końcu, tuż przy bramie wyjazdowej.
- Cześć – rzuciłam, wsiadając do środka. Chłopak uśmiechnął się szeroko, pochylając się w moją stronę. Musnął swoimi ustami moje.
- Cześć. Masz listę?
- Mam wszystko.
- W takim razie kierunek sklep.
- Luke?
- Tak?
- Myślisz… Myślisz, że to całe spotkanie wypali?
- Nie mów, że dalej masz wątpliwości – odparł, nie odrywając ode mnie swoich błękitnych oczu. Wzruszyłam ramionami, a on pokręcił głową. – Będzie okej.
- Oby.
- Więcej entuzjazmu. – Zerknęłam na niego z uśmiechem. Najwidoczniej teraz to Hemmings był tym bardziej pozytywnym w naszym związku. Nawet nie ukrywałam tego, że takie podejście mi się podobało.

***
             Luke podniósł głowę, starając się namierzyć blondynkę, która buszowała wśród kolorowych półek. Mruknął pod nosem, opierając się na wózku. Nigdy nie lubił zakupów i zazwyczaj załatwiał je szybko. Mel jednak miała wielką listę rzeczy do kupienia, a on już nie miał siły. Dodatkowo dziewczyna zamiast skupiać się na tych najważniejszych produktach, dreptała wśród szamponów, odżywek i balsamów do ciała, mimo chodem wybierając też lakiery do paznokci, których i tak miała za dużo. A przynajmniej takie było jego zdanie.
             Odsunął się na bok, kiedy starsza kobieta z wózkiem wcisnęła się między niego, a półkę. Przekręcił oczami, gdy obrzuciła go surowym spojrzeniem tak, jakby facet nie mógł stać w dziale tych wszystkich damskich pierdół. Zignorował ją, odszukując na nowo swoją dziewczynę.
- Mało ci – rzucił, kiedy Mel, włożyła do wózka krem do rąk, owocowy balsam do ciała i kolejne pięć lakierów do paznokci.
- Nie przesadzaj – odparła, a blondyn spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Nie jest tego, aż tak dużo.
- Cała szuflada – przypomniał jej, jakby dziewczyna nagle doznała amnezji. – Połowy nawet nigdy nie używałaś.
- Luke?
- Tak.
- Cicho.
- No, wiesz?
- Luke.
- No, co?
- Kocham cię. – To wystarczało, by chłopak rozpromienił się i przestał marudzić.
- Ja też cię kocham – odpowiedział, sprzedając jej szybkiego całusa w czubek nosa. – Ale to i tak nie zmieni faktu, że masz tych lakierów za dużo.
- Lakierów nigdy za dużo.
             Mel spojrzała na niego z miną niewiniątka, co skutecznie go rozczuliło. Wiedział, że to oznacza zakończenie tematu. Może kiedyś dojdzie do tego, że te jej gierki nie będą miały na niego takiego wpływu. Być może, jak minie więcej czasu, to się na nie uodporni i będzie bardziej stanowczy. Jednak na daną chwilę blondynka dopięła swego.

***
             Weszliśmy do domu, obładowani zakupami. Postawiliśmy wszystko na stole. Chciałam zabrać się za gotowanie już dzisiaj, aby jutro tylko wszystko podgrzać. Zresztą, skoro miałam być od rana w pracy, to nie miałabym czasu na przygotowanie od podstaw całych dań.
             Luke bez słowa zabrał się za rozpakowywanie siatek. Co jakiś czas instruowałam go, co gdzie ma położyć, aby jakoś zorganizować sobie przestrzeń w kuchni. Blondyn zaoferował swoją pomoc przy gotowaniu, z czego z ochotą skorzystałam. W końcu dodatkowe dwie ręce do pracy zawsze się przydadzą.
             Wymyśliłam sobie, że na obiad podamy pieczone ziemniaki obtoczone w przyprawach oraz pieczeń z łagodnym sosem. Całość wzbogacić miały dwie surówki. Potem oczywiście miał zostać zaserwowany deser, w postaci lodów z owocami i bitą śmietaną. Na kolacji, zaś pojawić się miał zapiekany makaron z warzywami, mięsem i serem.
              Luke, jak na grzecznego pomocnika przystało, stał po drugiej stronie blatu, krojąc warzywa w kostkę. Ja przygotowywałam danie główne. Byliśmy w połowie pracy, kiedy drzwi od mieszkania otworzyły się. Do moich uszu doszedł znany chichot Irwina. Puknęłam Hemmingsa w ramię, wskazując brodą na salon. Po chwili przed naszymi oczami zmaterializował się roześmiany Ashton. Pożegnał się szybko ze swoim rozmówcą przez telefon, a następnie wsunął urządzenie do kieszeni. Jego brązowe oczy zatrzymały się na naszej dwójce.
- Co tam? Robicie kuchenne rewolucje? – zapytał z uśmiechem, podchodząc bliżej, aby dokładnie zobaczyć etap, w którym jesteśmy. – Jak idzie?
- Będzie okej- odpowiedziałam, wycierając dłonie w ręcznik papierowy. – Coś do picia?
- Masz coś zimnego?
- Może być Cola?
- Pasuje – rzucił, opierając się o blat. Dokładnie zlustrował dzieło Hemmingsa.
- Co?- wydusił z siebie blondyn.
- W tym momencie moje oczy krwawią na widok tego, jak ty to kroisz – skomentował Irwin. Luke niewiele myśląc trzepnął go w tył głowy. – Ej, kurwa! Powaliło cię?! To ja tu jestem ekspertem i… Ał! Weź się wal! – rzucił, kiedy blondyn uderzył go tym razem w ramię. – Boże… Co z tobą?
- To się nie przypierdalaj.
- Jaki wulgarny, misiu – prychnął Ashton, a ja parsknęłam śmiechem.
- Chyba stanowczo za dużo ostatnio przebywałeś z Michaelem i Zackiem – odparłam, mierząc go wzrokiem. Chłopak wyszczerzył się do mnie szeroko. – Ty byłeś tą spokojniejszą jednostką w centrum dowodzenia.
- Każdy z nas ma swoje demony.
- Każdy z nas ma swoje odpały – pociągnął Luke, zerkając na niego.
              Ashton przekręcił oczami, podchodząc do stołu. Ustawił krzesło tak, by dobrze go było widać, a następnie usiadł na nim. Złapał za postawioną przeze mnie szklankę z napojem, upijając z niej duży łyk. Oblizał usta, cmokając po nosem. Zaśmiałam się po raz kolejny.
- Jak tam plan na jutro?
- Obmyślony i gotowy do zrealizowania – powiedziałam, kiwając głową.
- Obiad i kolację zjecie tutaj?
- Dokładnie.
- A co powiesz na… małą zmianę?
- Małą?- zainteresował się Luke. – Jak małą?
- Odnośnie kolacji. Polubiłem twojego tatę – powiedział powoli Ash, wskazując na mnie palcem.
- Co związku z tym?
- Co powiecie na to, by kolację zjeść w centrum dowodzenia?
- Moja matka chybaby tego nie przeżyła.
- Daj spokój, Mel – rzucił ze śmiechem Ash. Luke bacznie obserwował całą tę rozmowę. – Przeprosiła was, więc myślę, że nie ma przeszkód, by nas poznała. Wrzućmy ją na głęboką wodę. Zobaczymy, czy faktycznie przegryzła temat.
- No, nie wiem… To dla niej będzie dość ekstremalne.
- Ekstremalny był ten cały szum, jaki zrobiła – skwitował Ash, a ja musiałam w myślach przyznać mu rację. – To było do kitu. To było niepotrzebne.
- Racja…
- Więc, jak? Kolacja z nami?
- A co mi tam – odparłam ze śmiechem.- Pasuje. Luke?
- Jestem za – odpowiedział blondyn, uśmiechając się.
- Co na to reszta?
- Oni? Oni już wiedzą. Przedyskutowałem z nimi ten pomysł, zanim wyszedłem z domu. Poparli go – powiedział Ash, wzruszając ramionami.
- W takim razie, okej.
- Mel? Nie chcesz zrobić sobie przerwy i iść się ze mną dotlenić?
- Potworny nałóg – skwitował Luke, krzywiąc się pod nosem.
- Nie spinaj się tak, księżniczko, tylko wracaj do krojenia warzyw.
- Pieprz się - mruknął Hemmings, a Irwin ponownie zaczął się śmiać.

             Dochodziła północ, kiedy weszłam do salonu. Właśnie skończyłam sprzątać cały ten burdel, jaki zrobiliśmy w trakcie gotowania. Mimo wszystko byłam zadowolona z efektu końcowego, bo wszystko prezentowało się naprawdę dobrze i miałam nadzieję, że tak będzie także pod względem smaku.
             Luke leżał wyciągnięty na kanapie, wpatrując się w ekran telewizora. Właśnie leciał program ze śmiesznymi filmikami. Blondyn, co chwilę uśmiechał się pod nosem, jakby tylko był w stanie reagować w taki sposób na to, co w nim pokazują. Chyba gotowaniem wymęczyłam Hemmingsa.
             Podeszłam do chłopaka. Zmierzwiłam mu włosy na głowie, jednocześnie dając mu znać, że jestem obok. Błękitne tęczówki od razu spojrzały wprost na mnie. Jego uśmiech poszerzył się. Widać było po nim zmęczenie. Odpowiedziałam tym samym, ciężko wzdychając.
- Zostajemy tu na noc czy wracamy do centrum dowodzenia?
- Nie chce mi się ruszać tyłka.
- To zostajemy.
- Chodź do mnie.
              Wyciągnął dłoń. Chwyciłam ją od razu. Blondyn pociągnął mnie w swoją stronę, a ja padłam na kanapę, wciskając się między niego, a oparcie. Zarzuciłam mu ramię na brzuch, wtulając się w jego ciepłe ciało. Usłyszałam bicie jego serca, które przyjemnie koiło i rozluźniało. Do mojego nosa doszedł zapach jego perfum, a także przypraw, którymi się przez przypadek obsypał. Uśmiechnęłam się po raz kolejny, zadzierając głowę do góry. Luke mnie obserwował.
- Tak lubię – powiedział, obejmując mnie ramieniem.
- Też tak lubię – odpowiedziałam szybko, całując skórę na jego szyi. Zamruczał cicho pod nosem. Podciągnęłam się do góry, by na krótką chwilę złączyć nasze usta w czułym pocałunku.
- Jesteś dla mnie wszystkim. 
              Po jego słowach poczułam przyjemne uderzenie gorąca, które zmieszało się ze wzruszeniem. Byłam pewna, że gdyby powiedział coś podobnego jeszcze raz, to z pewnością bym się rozpłakała. Ale nie moja wina, że Luke w tak dosłowny sposób potrafił mnie rozczulić.
- Ty też jesteś dla mnie wszystkim. Wszystkim, czego potrzebowałam i potrzebuję nadal – wyszeptałam, choć miałam wrażenie, że i to było zbyt głośne.
              Luke posłał mi kolejny szeroki uśmiech. Złapał wolną dłonią moją brodę, zmuszając do kolejnego pocałunku, któremu poddałam się od razu. Nasze usta i języki były ze sobą idealnie synchronizowane, a ciała doskonale do siebie przylegały. Jakbyśmy byli po prostu stworzeni dla siebie. Poczułam na plecach przyjemny dreszcz. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy blondyn musnął moje wargi, zakańczając tym nasze zbliżenie.
- Poleżymy jeszcze trochę?
- Namówiłeś mnie.
              Luke po raz kolejny zaśmiał się cicho. Ułożyłam się wygodniej, ponownie mocno wtulając się w chłopaka. Objął mnie ramionami. Jego dłoń powędrowała w stronę moich włosów i po chwili zaczął okręcać pojedyncze kosmyki wokół swojego palca wskazującego. Robił to często i odruchowo, a ja się do tego przyzwyczaiłam. Oboje skupiliśmy się na programie.


***
Spotkanie z rodzicami coraz bliżej i jak widać, będzie mała zmiana miejsca na kolację. O ile tata Mel polubił ich paczkę, tak ciekawe, jak zareaguje niczego nieświadoma mamusia :) 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Dopiero teraz zorientowałam się, że to już przed ostatni rozdział. Byłam pewna, że do końca zostały może dwa lub trzy, a tu zaraz koniec kolejnego opowiadania. Oczywiście będzie też epilog, więc dopiero pożegnamy się z tą historią oficjalnie za dwa tygodnie :) Chyba, że numer 31 wyjdzie mi dłuższy, to pomęczycie się o jeden tydzień dłużej :D

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, które uwielbiam czytać :)

Standardowo przypominam o Asku.

Pozdrawiam i do następnego wtorku!


Mały Edit :)

Od dzisiaj znajdziecie mnie także na Twitterze. Zainteresowanych zapraszam na @RoxyDonau :)

Pozdrawiam!

10 komentarzy:

  1. Jezu, Luke jest taki kochany :) Oni naprawdę tworzą zarąbistą parę :) Hahahah Ash rozbrajasz. Jestem mega ciekawa rodzinnego spotkania :)
    Jak to kurna zaraz koniec???????? Weeeeeeź nieeeeee!!!!!
    Czekam na kolejny rozdział, choć z drugiej strony wcale nie chce końca tego opowiadania :/
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety - sama byłam zdziwiona, że to praktycznie już niedługo :P Ale wszystko musi się w końcu kiedyś skończyć :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że mamuśka w końcu zaakceptuje Luka i wszystko zakończy się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wyjdzie w ostatnim rozdziale - wtedy się okaże, po jakiej faktycznie stronie stoi mama Mel :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. To już przedostatni? Będzie mi smutno, że moje ulubione opowiadanie się skończyło, no ale wszystko kiedyś musi mieć swój koniec. Wydaje mi się, że matka Mel zaakceptuje całą ich zwariowaną paczkę. Mam nadzieję :)
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też szybko zleciało :) Cieszę się, że PC jest Twoim ulubionym opowiadaniem :) Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Już nawet nie pamiętam kiedy dokładnie zaczęłam czytać PC, ale na pewno gdzieś przy dziesiątym :)
    A zaraz po skończeniu PC ruszy jakieś nowe ff?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie powoli się piszą dwie nowe historie, a trzecia jest w opracowaniu. Jednak raczej nie pojawi się nic nowego od razu (chyba, że mi się coś nagle odmieni). Chcę najpierw napisać kilka rozdziałów do przodu, aby mieć pewność, że nie zaniedbam innych historii, które już są na blogach/wattpadzie :)
      Jednak, jak coś nowego się pojawi to wtedy znajdziesz taką informację na blogu, asku i twitterze :)

      Usuń