wtorek, 5 kwietnia 2016

Rozdział 29

             Nastała sobota, w której to wszyscy mieliśmy wolne od zajęć i pracy. Dlatego szybko padł pomysł, aby wybrać się na plażę. Nie chcieliśmy ślęczeć na piasku i wygrzewać się w słońcu. Postawiliśmy na długi spacer, który miał się kończyć przy samym molo. Tam w pobliskiej restauracji mieliśmy coś zjeść, a potem wrócić na spokojnie do domu, by resztę czasu spędzić przed telewizorem.
            Mimo tego, że nie planowaliśmy leżenia plackiem na złocistym pisaku, ani pluskania się w wodzie, to jednak w naszym centrum dowodzenia wyprawa ta wprowadziła duże zamieszanie. Każdy na każdego wpadał, zrobiła się kolejka do łazienki, bo każdy chciał się w niej ogarnąć, a rzeczy walały się po salonie i ciężko było stwierdzić, co do kogo należy.
- Kto mi popierdzielił okulary przeciwsłoneczne?! – Ja, Michael i Zack, poskoczyliśmy w miejscu, kiedy do kuchni wparowała Jen. Obrzuciła nas surowym wzrokiem, jakby któreś z nas było winne nagłemu zniknięciu jej okularów.
- Jakie konkretnie? – zapytałam powoli, a Jen przekręciła oczami. Przyjaciółka miała ich dość sporą kolekcję, więc potrzebowałam więcej szczegółów, by namierzyć te, o które się pytała.
- Te w grubej oprawce, z niebieskimi elementami po boku! One pasują mi do sukienki! - Kątem oka zauważyłam, jak Michael schował się za plecami Zacka, dusząc się ze śmiechu. Udałam, że nic nie widzę, by samej się nie roześmiać.
- Jest jeszcze schłodzona Pepsi? – zapytał Luke, wchodząc do kuchni.
- Gdzie są moje okulary? – rzuciła brunetka, łapiąc go za koszulkę. Blondyn odwrócił się w jej stronę, więc była zmuszona powtórzyć pytanie.
- Nie widziałem twoich okularów.
- Ludzie! – krzyknął Hood, który również zmaterializował się w pomieszczeniu. Odbił się od boku Hemmingsa, wpadając na Jen, która ustawiła go jednym zgrabnym ruchem do pionu, aby się nie przewrócił. – Dlaczego wy do cholery stoicie na środku pieprzonego przejścia?
- Szukam moich oku… Oddawaj! Te są moje!
- Ej, kobieto! Zabieraj łapy!
- Masz moje okulary!
- Tak? Nie wiedziałem. Myślałem, że to moje.
- Oddawaj!
- Grzecznie poproś – rzucił ze śmiechem Hood, odsuwając się od niej. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który miał jeszcze bardziej sprowokować brunetkę.
- Jesteście, jak dzieci – podsumował ich Hemmings, dobierając się do lodówki.
- Hood do cholery!
- Uderzysz mnie? Nie bije się osób w okularach. Szczególnie tych niewidomych i…
- Dobry Boże – mruknęła Jen, przekręcając oczami. – Jak wy z nim wytrzymujecie?
- To nasz kochany słodziak – podsumował Zack.
- Mam się obrazić? – wtrącił Michael, mierząc swojego chłopaka od góry do dołu.
- Dzięki, kotku, ja też cię kocham – skwitował Calum, ściągając okulary. Podał je Jen, która od razu wsunęła je na czubek głowy.
- Z wami można zwariować – powiedziała przyjaciółka.
- Dlatego tak nas wszyscy uwielbiają – pociągnął Calum, a ja parsknęłam śmiechem. – Jesteśmy uroczy.
- Słowa uwielbiają i uroczy zaczynają przy was diametralnie zmieniać znaczenie – odparła brunetka, parząc na chłopaków, jak na kosmitów.
- Zraniłaś me serce – skwitował Clifford, łapiąc się za klatkę piersiową.
- Słodki Jezu – mruknęła Jen, a następnie wyszła z kuchni, mając najwidoczniej dość. Nie wytrzymałam i po raz kolejny parsknęłam śmiechem. On jednak szybko został zagłuszony przez męską część naszej paczki, który do mnie odłączyli.

               Odwróciłam twarz w stronę słońca, wyłapując jego ciepłe promienie. Po chwili moje policzki zostały lekko schłodzone przez delikatny wiatr, który towarzyszył nam od początku spaceru. Dzięki temu mała wycieczka była znacznie przyjemniejsza, bo nie było, aż tak gorąco, jak mogłoby być.
              Palce blondyna mocniej zacisnęły się na moich. Zerknął na mnie, wykrzywiając usta w pogodnym uśmiechu. Odpowiedziałam tym samym, puszczając jego rękę. Oplotłam go w pasie, przyciskając głowę do jego klatki piersiowej. Słyszałam i czułam równy rytm bicia jego serca.
             Zrobiliśmy sobie mały przystanek podczas marszu, a to za sprawą tego, że natknęliśmy się po drodze na budkę z lodami. Nawet nie było opcji, by przejść obok niej obojętnie. Nie z chłopakami, którzy od razu chcieli spałaszować największe z nich. Po zjedzeniu, uznaliśmy, że możemy zrobić sobie krótką przerwę, aby odsapnąć po deserze.
- Grace, jestem brudny?- Usłyszałam za plecami głos Hooda.
- Nie.
- A koszulka?
- W porządku.
- Ekstra. Dostanę buziaka?
- Co jest? – zapytał Luke, kiedy oderwałam wzrok od tamtej parki, śmiejąc się cicho pod nosem.
- Oni są idealni – skwitowałam, wskazując Caluma i Grace brodą.
- Fakt. Ale my nie jesteśmy gorsi.
- Dostanę buziaka? – powtórzyłam tekst Hooda, co wywołało u Luke'a uroczy chichot.
- A zasłużyłaś?
- No, wiesz?
               Uśmiechnął się szeroko, nachylając się w moją stronę. Jego wargi musnęły moje raz, a potem kolejny. Wspięłam się odrobinę na palce, by samej skraść mu dodatkowy pocałunek, ale ktoś miał jednak całkowicie inne plany. Zdążyłam, tylko przejechać palcami po jego policzku, kiedy to się stało. 
              Coś mocno łupnęło w plecy Hemmingsa. Blondyn nie utrzymał równowagi i poleciał na mnie. Chciałam go podtrzymać, ratując siebie i jednocześnie jego od upadku. Niestety puściłam go, robiąc kilka kroków do tyłu, w panice machając rękami. Wleciałam w czyjeś szerokie ramiona, a Luke padł na piach tuż pod moimi nogami.
              Zamrugałam, słysząc za plecami głośny śmiech Zacka. To on był moim małym wybawicielem od bliskiego spotkania z ziemią. Luke zaś uniósł się na łokciach, a na jego plecach zasiadł rozbawiony i niemalże płaczący ze śmiechu Michael. Czarnowłosy postawił mnie do pionu.
- Dzięki.
- Czy ciebie pojebało?! – warknął Luke, kiedy Clifford dla zgrywy rozczochrał mu włosy. – Wal się!
- Mój kochany Hemmo – zagruchał Michael, przechylając się tak, by blondyn mógł go widzieć. – Nie całujemy się w miejscach publicznych, by nie gorszyć innych użytkowników tej zacnej plaży. A zresztą, chciałem na barana.
- I dlatego baranie, teraz leżę na piachu? – odparł Luke, starając się go zepchnąć. Michael jednak, niczym miś koala, przyczepił się do jego ciała.
- Teraz to jest demoralizacja pozostałych użytkowników plaży – skwitowałam ze śmiechem.
- Mój tatuś – wydusił Michael, kiedy mijały nas dwie starsze kobiety. Spojrzały na nich zniesmaczone, a potem z oburzeniem stwierdziły, że takie zachowania są niedopuszczalne. Zack parsknął tak głośnym śmiechem, że byłam pewna, że przez niego ogłuchnę.
- Czy ja, o czymś nie wiem? - zapytał Calum, który nadal siedział z Grace. – Macie te dziwne odpały z tatusiem? Mój biedny niewinny mózg właśnie w tym momencie został zbrukany.
- Ty i niewinność? – rzucił Michael, podnosząc się z Hemmingsa. 
               Podał rękę blondynowi, pomagając wstać również i jemu. Następnie otrzepał go z piachu, choć Luke za wszelką cenę starał się go od siebie odepchnąć, co wyglądało naprawdę komicznie. Wiedziałam, że Mikey robi to dla zgrywy, bo kiedy Luke rzucił w jego kierunku soczyste spierdalaj, ten znów wtulił się w niego.
- Przytul mnie.
- Masz Zacka.
- Przytul mnie! – zawył Clifford.
- Jezu, jaki obciach- skwitował Luke, przekręcając oczami. Objął jednak Michaela, który wyszczerzył się triumfalnie. Zerknęłam na Zacka, który niemalże już płakał ze śmiechu. Jego ciemne załzawione oczy spojrzały wprost na mnie.
- Przytulić cię? – zapytał, wyciągając ręce.
- Przytulaj, skoro tamci zajęci są sobą.
              Zack uśmiechnął się szeroko, a następnie zgarnął mnie w swoje ramiona. Oplotłam jego pas rękami, czując w nosie jego perfumy, które były o wiele delikatniejsze, niż te, których używał Hemmings. Spojrzeliśmy na Michaela i Luke'a, a potem cała nasza czwórka po raz kolejny wybuchła śmiechem.
- Co nas ominęło? – Spojrzeliśmy na Jen i Ashtona, którzy pojawili się obok. Oboje z zaciekawieniem patrzeli na nowo powstałe pary. – Wymieniacie się partnerami?
- Na daną chwilę, tak – odpowiedział Zack.
- Który z was jest na górze?- odezwała się Jen, wskazując na Luke'a i Michaela.
- Ja! – rzucili jednocześnie.
- To powodzenia – skwitowała brunetka. – Tylko się nie pobijcie o to zacne miejsce.

               Mieszkańcy centrum dowodzenia rozbiegli się po całym domu, zajmując się swoimi sprawami. Jedni grali na konsoli, inni czytali książki lub spali, wymęczeni przez spacer. Ja i Luke znajdowaliśmy się w naszym pokoju, oglądając jeden ze starszych filmów o zombie.
              Włożyłam do ust kolejną małą garść popcornu, nie odrywając oczu od sceny, w której to truposz rozrywał wnętrzności swojej ofiary. Smakowicie, nie ma co. Luke zaśmiał się pod nosem. Od samego początku bawiły go tego typu akcje. Jedne bardziej, inne mniej.
- Och! Widziałaś to! – rzucił, a potem znów zaczął się śmiać, co spowodowało, że zatrzęsłam się tuż obok niego. – Słabe!
- Luke, ten film ma prawie pięćdziesiąt lat – zaczęłam, przekręcając oczami. – Nie spodziewaj się mocnych efektów specjalnych.
- Ty jesteś moim mocnym efektem specjalnym – wymruczał, przejeżdżając nosem po moim policzku. – Pachniesz popcornem.
- Dzięki, to najlepszy komplement, jaki otrzymałam w całym swoim życiu.
- Staram się – skwitował, ponownie chichocząc.
               Uśmiechnęłam się pod nosem, ciesząc się z tego, że Hemmings również i dzisiaj ma dobry humor. Od naszego małego kryzysu codziennie śledziłam jego nastroje, aby mieć stu procentową pewność, że wszystko już jest w porządku. Nie chciałam, by ponownie zaczął się wycofywać. A jeśli tak by się stało, chciałam szybko wychwycić ten moment, by móc zacząć działać i to naprawić.
              Poskoczyłam w miejscu, kiedy produkcja o zombie została zagłuszona przez znany mi dzwonek. Wychyliłam się, aby sięgnąć telefon, który znajdował się na szafce. Spojrzałam na wyświetlacz. Wstrzymałam oddech, a ręka z urządzeniem znieruchomiała. Luke odwrócił wzrok od ekranu telewizora. Jego błękitne tęczówki spoczęły na tym, co wyświetliło się na ekranie. Dzwoniła moja mama.
- Odbierz – powiedział cicho.
- Nie.
- Może to coś ważnego.
- Mam to gdzieś – rzuciłam tonem małego, niezadowolonego dziecka.
- Mel, to twoja matka.
- Mam to gdzieś – powtórzyłam, odkładając telefon na bok. Komórka ucichła, a w pokoju znów słychać było, tylko dźwięk grającego telewizora.
- Mel?
- Nie chcę z nią rozmawiać. Nie po tym, co się stało.
- Mel, ale…
- Czemu ci na tym tak zależy, co?! Obraziła cię, naskoczyła na mnie, powiedziała tak wiele… - westchnęłam ciężko. – A to wszystko wiesz, do czego prawie doprowadziło?!
- Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz na mnie krzyczysz, więc… uspokój się, proszę. Myślę jednak, że powinnaś odebrać. Może to chodzi, nie wiem, o twojego tatę, jakąś ciotkę. Może to naprawdę coś ważnego. Oddzwoń do niej.
- Nie ma kurwa mowy.
- Mel!
               Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Wkurzona, wcisnęłam się w poduszkę, która robiła za moje prowizoryczne oparcie. Miałam wrażenie, że zaraz zacznę zgrzytać zębami. Luke dokładnie śledził każdy mój ruch, czujnie mi się przyglądając. Miałam ochotę go walnąć, tylko po to, by przestał.
               Prychnęłam pod nosem, kiedy w pokoju po raz kolejny rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Spojrzałam wściekłym spojrzeniem na komórkę. Na ekranie znów pojawiło się słowo mama. Odwróciłam od telefonu głowę, chcąc zignorować kolejne połączenie.
- Mel?
              Przekręciłam oczami po raz kolejny. Wiedziałam, że Luke mi nie popuści. Nie wiem, czemu tak mocno chciał, abym przeprowadziła tę rozmowę. Po tym wszystkim, to on najbardziej powinien mieć tę kobietę gdzieś, a nie zachęcać mnie do odebrania tego przeklętego telefonu, którego dźwięk porządnie zaczął mnie w tym momencie irytować.
               Niechętnie sięgnęłam po komórkę. Telefon znów przestał dzwonić. Chciałam go odłożyć na miejsce, ale mama ponowiła próbę kontaktu ze mną. Luke puknął mnie lekko w ramię, by zachęcić do działania. Zacisnęłam usta, a następnie przejechałam palcem po ekranie.
- Tak?
- Mel, kochanie ja…
- Daruj sobie takie słowa i od razu przejdź do konkretów - warknęłam, a moje palce mocniej zacisnęły się na komórce.
- Mel, ja tak bardzo chcę cię przeprosić – powiedziała jednym tchem. Po raz kolejny wstrzymałam oddech. Luke w dalszym ciągu nie spuszczał ze mnie wzroku, dokładnie z czytując z moich ust, każde wypowiedziane słowo.
- Chcesz przeprosić?
- Nigdy nie powinnam mówić tych wszystkich rzeczy. Nigdy nie powinnam była podchodzić w taki sposób do Luke'a i pozostałych twoich przyjaciół. W końcu to zrozumiałam. Córeczko, proszę… Zależy mi na tym, by wszystko naprawić. Wiem jednak, że mocno cię zraniłam. Ciebie i Luke'a. Żałuję, że dotarło to do mnie tak późno. Powinnam się była obudzić wcześniej, mając na uwadze to, jak bardzo jesteście ze sobą szczęśliwi. Nigdy też nie powinnam mówić o nim w taki sposób. To, że nie słyszy nie jest jednoznaczne z tym, że jest złym człowiekiem i nieodpowiednim mężczyzną przy twoim boku. Ja… Naprawdę bardzo cię przepraszam. Ciebie i Luke'a. – W tym momencie nie miałam zupełnie pojęcia, co powinnam jej odpowiedzieć. Zacisnęłam usta, czując, jak łzy powoli gromadzą się w moich czach.
- Co się stało? Mel? – zapytał Luke, patrząc na mnie z niepokojem.
- Mama mnie przeprosiła. Ciebie i mnie – odpowiedziałam mu, poruszając, tylko ustami. Chłopak uniósł z zaskoczeniem brwi do góry, a następnie lekko się uśmiechnął. Chyba jego czas reakcji był znacznie szybszy, niż mój, bo ja nadal tkwiłam zawieszona pomiędzy tym, co się stało, a tym, co mi teraz powiedziała.
- Skarbie – głos mamy na nowo sprowadził mnie na ziemię. Otarłam palcem kącik oka, by zabrać stamtąd łzę, która wydostała się na zewnątrz. – Naprawdę chcę to naprawić. Dajcie mi oboje szansę. Spróbujmy jeszcze raz. Proszę…
- W porządku – wydusiłam z siebie, starając się uspokoić oddech, który stał się po wpływem emocji nieco szybszy i płytszy.
- Naprawdę?
- Tak, możemy spróbować to naprawić.
- Cudownie. W takim razie przyjedziecie do nas na obiad? Niech to spotkanie odbędzie się tak, jak powinno.
- Tak szybko? – Następnie spojrzałam na blondyna. – Mama zaprasza nas na obiad – przekazałam mu bezdźwięcznie tą krótką wiadomość. Hemmings szybko pokiwał głową. Spojrzałam na niego zaskoczona. – Serio? – Po raz kolejny kiwnął głową, uśmiechając się.
- Tym razem niech twoi rodzice przyjadą do nas- pociągnął, migając.
- Dobry pomysł – rzuciłam cicho, a potem wróciłam do rozmowy z matulą. – Mamo?
- Jestem, kochanie.
- To wy przyjedźcie do nas.
- W porządku – powiedziała, a ja wyczułam, że musiała się uśmiechnąć. - Przyjedziemy.



***
Trochę luzu, trochę śmiechu, ale mama Mel nadal w tle. Kobieta chyba w końcu się ogarnęła, choć zajęło jej to trochę czasu. Jak myślicie, czy tym razem spotkanie obejdzie się bez problemów? 

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Mamy już kwiecień, a co za tym idzie, zakończyło się głosowanie w sondach. Za wszystkie oddane głosy bardzo Wam dziękuję :) 
Waszym ulubionym opowiadaniem zostało Pod Jednym Dachem, a ulubioną bohaterką Rosalie :) Widziałam, że przez jakiś czas na podium stało Dwa Plus Jeden, a Rose walczyła o pierwsze miejsce z Sam. Poniżej znajdują się całościowe wyniki.

Ulubione opowiadanie:


To właśnie życie pisze najlepsze scenariusze - 4%
Pod Jednym Dachem - 28%
The Great Escape - 6%
Dwa Plus Jeden - 24%
Pokochać Ciszę - 11%
Broken - 22%
The Guardian Angel - 5%
Ilość oddanych głosów: 188

Ulubiona bohaterka:
Malia - 10%
Rosalie - 37%
Felicity - 7%
Emily - 11%
Melissa - 7%
Samantha - 27%
Inna, nie pierwszoplanowa - 1%
Ilość oddanych głosów: 123

Raz jeszcze dziękuję Wam za wzięcie udziału w głosowaniach :)

Standardowo przypominam Wam o Asku :)

Kolejny rozdział w następny wtorek.

Pozdrawiam :)

10 komentarzy:

  1. W końcu zdecydowała się na przeprosiny... jak to się mówi. Lepiej późno niż wcale :)
    Centrum dowodzenia jest takim mega pozytywnym miejscem! W tej paczce nigdy nie jest nudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że uważasz centrum dowodzenia za pozytywne miejsce :) Takie miało być :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Haha... no Lukey, coś mi się wydaje, że jednak będziesz (jeateś) na dole. XD Dlaczego nawet spacer w ich wydaniu jest taki komiczny? Nie mogłam przestać się śmiać. A jest u mnie 5:20. Rozumiesz to?! Wstałam o 5 rano tylko po to, aby przeczytać twój rozdział. Oczywiście jak zawsze jest on genialny. Mama Mel w końcu przeprosiła. Wiedziałam, że prędzej czy później to zrobi. (Wsumie tym wypadku ciutkę później) Czekam na następny i kończę. Nie umiem się rozpisywać. :) Pozdrawiam i życzę Bardzo, Bardzo dużo weny (chodź wiem, że i tak ją masz) ~La_Luna ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha przeczytałam pierwsze zdanie i zaczęłam się śmiać XD Oni są po prostu pozytywnie zakręceni - szczególnie Michael i Zack :D Łał, serio? Mega się cieszę :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Pewnie zasługa taty Mel, bo możliwe, że zrobił swojej żonie kazanie. Ale ważne, że przeprosiła!!! Oni tworzą taką super udaną parę. Jak dla mnie to nic nie powinno stawać im na przeszkodzie ♥
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Z konta siostry jakby co:))

      Usuń
    2. Fakt, ważne, że kobieta się w końcu ogarnęła :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ta akcja na plaży była rozbrajająca XD Michael i Zack i ich pomysły XD uwielbiam ich, jak i całą ich paczkę :)
    Łał no nieźle, matka Mel się obudziła. W końcu, czas najwyższy. Jestem ciekawa, jak przebiegnie to ich wspólnie spotkanie. Oby było lepsze niż to pierwsze :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas najwyższy - prawda :) A co do ich spotkania to... się okaże :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń