wtorek, 29 marca 2016

Rozdział 28

           Minęło kilka dni od naszego małego kryzysu. Miałam wrażenie, że od tamtego momentu nic nie straciliśmy, a zyskaliśmy więcej. Nasz związek, cała relacja i uczucia, jakby dodatkowo się dzięki temu wzmocniły. Byłam pewna, że teraz jesteśmy o wiele silniejsi, jako jedność. Jakbyśmy mogli zrobić wszystko i nic nie mogłoby nas pokonać, a tym bardziej rozdzielić.
           Ogromnie cieszyłam się też z tego, że mój dawny Luke powoli wracał. Blondyn znów częściej żartował i uśmiechał się, co ewidentnie wskazywało na poprawę jego ogólnej samooceny. Nie wycofał się, a zatrzymał w dobrym miejscu, by ponownie ruszyć do przodu. Wiedziałam, że nie do końca jeszcze pogodził się ze sprawą odnośnie mojej matki, jednak ona teraz nie przysłaniała wszystkiego, co działo się w naszym życiu. Zresztą, sama tego jeszcze nie przetrawiłam i liczyłam się z tym, że zarówno ja, jak i on możemy nigdy tego nie przegryźć. Mimo tego udawało nam się funkcjonować po staremu, spychając całą tę sprawę w dalsze rejony.
            Od momentu felernego obiadu w moim rodzinnym mieście, nie miałam żadnych wiadomości od rodziców. Ani ojciec, ani matka nie kontaktowali się ze mną, a ja również unikałam dzwonienia czy sms-owania do nich. W sumie tata w tej całej sytuacji był po naszej stronie, więc gromadząca się we mnie złość, nie była skierowana na niego. Czułam jednak odrobinę żalu, bo byłam pewna, że i on się wycofał. W głębi serca liczyłam też na to, że moja matka w końcu się obudzi i zrozumie swój błąd. Miałam tylko nadzieję, że nie dojdzie to do niej zbyt późno. W takich momentach czas nie był naszym zwolennikiem, a przeciwnikiem. Przeciąganie spokojnej rozmowy i odkładanie przeprosin, tylko wszystko pogłębiało.

            Luke uśmiechnął się do mnie szeroko. Dostrzegłam w jego policzkach znane mi dołeczki, które wręcz ubóstwiałam. W takim wydaniu Hemmings prezentował się nad wyraz uroczo i słodko. Nadal byłam w nim zakochana po uszy i miałam wrażenie, że to uczucie z każdym dniem staje się coraz mocniejsze.
            Chłopak usiadł na ławce obok, zarzucając mi rękę na ramiona. Odwrócił się, w dalszym ciągu uśmiechając się pod nosem. Uniosłam jedną brew do góry, dokładnie lustrując jego zadowoloną twarz. Po krótkiej obserwacji, zrozumiałam, co wprawiło go w tak dobry nastrój.
- Zaliczyłeś?
- Dostałem maksymalną ilość punktów – powiedział, a jego oczy, aż błyszczały.
- Kujon – skwitowałam ze śmiechem. Blondyn zmarszczył nos. – I po co było tyle stresu?
- To był cholernie ważny i trudny test i…
- I go zaliczyłeś.
- Pomijając to, że musiałem zarwać dwie noce, by przebrnąć przez cały obowiązujący mnie materiał…
- Kujon – powtórzyłam, a on parsknął śmiechem. – Cieszę się, ze się udało – dodałam, klepiąc go po udzie.
- Co powiesz na obiad na mieście? Wiem, że dzisiaj nie pracujesz.
- Pewnie. Umówimy się na miejscu? – zapytałam, bo Luke kończył zajęcia później ode mnie.
- Tak. Pod włoską knajpką, jak skończę wykłady?
- Pasuje.
- Pasuje – rzucił Luke, a potem szybko cmoknął mnie w nos.  

             Wyszłam z uczelni, mrużąc lekko oczy. Całe Sydney było spowite w słońcu, ale nie było koszmarnego upału. W sumie pogoda była przyjemna i idealna na spokojne spacery czy po prostu na siedzenie na powietrzu.
             Pożegnałam się szybko z moją grupą, a następnie ruszyłam w stronę chodnika. Zdążyłam dojść do przejścia dla pieszych, gdy poczułam wibrację w kieszeni. Wyciągnęłam telefon. Dostałam wiadomość. Odblokowałam go i przechodząc na drugą stronę ulicy, zaczęłam czytać jej treść.

Od Jen:
Koniecznie przyjdź teraz do naszego mieszkania. Bądź sama.

              Nawet nie ukrywałam tego, że byłam zaskoczona, zdezorientowana i zaintrygowana sms-em od Jennifer. Dodatkowo poczułam lekki strach, że coś mogło jej się stać. Jej, któremuś z chłopaków lub jej rodzicom. Chociaż, gdyby to chodziło o naszą paczkę, to pewnie mogłybyśmy te spotkanie odbyć w centrum dowodzenia. Wiedziałam, że nie było sensu wydzwanianie do niej, bo Jen z pewnością nic by mi przez telefon nie powiedziała. Za dobrze ją znałam, by nawet nie podejmować tego rodzaju kontaktu.
             Przyspieszyłam kroku, idąc w znanym sobie kierunku. Dawno nie wracałam z uczelni do naszego starego mieszkania, które nadal wynajmowałyśmy. Od momentu kiedy związałam się z Lukiem, moim drugim miejscem był ich dom. Małe lokum moje i Jen dawno spadło na trzecie miejsce, choć nadal mieliśmy tam pełno swoich rzeczy i co jakiś czas zjawiałyśmy się w nim, by coś zabrać. Gniazdko miłości, jak mieszkanie określali chłopaki, służyło też parom do odbycia chwil sam na sam. Nie miałyśmy nic przeciwko temu.
             Dotarłam na miejsce w rekordowym dla siebie czasie. Narzuciłam sobie całkiem niezłe tempo. Jednak z każdym krokiem moje zdenerwowanie rosło. Naprawdę martwiłam się o to, co mogło się stać. Doskoczyłam do drzwi i od razu wleciałam do środka. Zaczęłam pospiesznie rozglądać się po salonie.
             Niemalże zachłysnęłam się powietrzem, gdy moje oczy spotkały się ze starszymi niebieskimi tęczówkami ojca. Mężczyzna siedział w kuchni przy stole, w towarzystwie Ashtona i Jennifer. Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Musiałam mieć naprawdę głupią minę. Ale czemu ja się dziwiłam? W końcu nie spodziewałam się takiej wizyty.
- Tata? – wydusiłam z siebie, jakbym miała co najmniej omamy.
- Cześć, myszko.
- To my już pójdziemy - rzuciła Jen. – Dobrze było wujka znowu zobaczyć. – Zarówno ja, jak i ona zwracaliśmy się do swoich rodziców właśnie w taki sposób. Ale rodziną nigdy nie byłyśmy.
- Ciebie również – powiedział, gdy brunetka nachyliła się, aby szybko go uścisnąć. – Cześć, Ash.
- Do widzenia, panie Masterson – odpowiedział uśmiechnięty Irwin.
             Jen złapała chłopaka za rękę, a następnie pociągnęła go w stronę drzwi. Pożegnałam się z nimi szybko, by ponownie skupić się na ojcu. Gdy tata zauważył, że znów mu się przyglądam, spuścił lekko głowę, koncentrując się na parującym przed nim kubku. Wzięłam głębszy oddech, podchodząc do niego. Bez słowa cmoknęłam na przywitanie jego policzek, na co zareagował uśmiechem i ulgą. Czyżby myślał, że jestem zła także na niego?
- Co się stało? – zapytałam cicho, siadając obok niego. – Dlaczego nie powiedziałeś, że przyjeżdżasz?
- Nie byłem pewny, czy po tym co się stało, będziesz chciała jeszcze rozmawiać ze swoim staruszkiem.
- Żartujesz? Przecież ty nic nie zrobiłeś.
- Właśnie – odpowiedział, kiwając głową. Zacisnął usta, nie odrywając ode mnie wzroku. – Nie zrobiłem nic, by złagodzić sytuację, by was jakoś zatrzymać.
- Nie zatrzymałbyś nas, tato. Mama przegięła i…
- Wiem. Też mam do niej żal. Tak nie powinno być. Luke to naprawdę świetny chłopak. Polubiłem go. – Uśmiechnęłam się lekko, a on odpowiedział zaraz tym samym. – Czułem się jednak zażenowany i zawstydzony zachowaniem własnej żony i tego, co mówiła, choć Luke tego nie słyszał. Ale on już to wie, prawda?
- Musiałam mu powiedzieć, czemu tak nagle wyszliśmy.
- Wiem. I naprawdę przepraszam.
-Tato, to nie ty powinieneś nas przepraszać. To mama zrobiła aferę, która była niepotrzebna i kompletnie nie na miejscu.
- Mam nadzieję, że to nie popsuło niczego między wami. Tworzycie naprawdę ładną i dobraną parę.
- Nic się nie popsuło. – Nie chciałam, by tata wiedział o naszym małym kryzysie, do którego przyczyniła się matka. Wolałam to pominąć i go nie dobijać, szczególnie, że naprawdę wyglądał na skruszonego, choć wcale nie powinien tak się czuć.
- To dobrze. Zjemy razem obiad czy byłaś umówiona ze swoim chłopakiem?
- Byłam – powiedziałam powoli, ponownie się do niego uśmiechając. 
             Złapałam go za rękę, a on uścisnął ją. To spowodowało, że miałam ochotę rzucić się w jego ramiona i uściskać go mocno za to, jakim był cudownym i wyrozumiałym rodzicem. Jak podszedł do całej sytuacji. Jak bez problemów zaakceptował Hemmingsa.
- To może zjemy we trójkę?
- Pewnie. Nie wypuszczę cię tak szybko, skoro już zjawiłeś się w Sydney.
- Wiem, że się nie odzywałem, ale… Było mi wstyd.
- Tato.
- Naprawdę, kochanie - rzucił, klepiąc mnie po dłoni. – To nie tak powinno wyglądać. Bałem się wykonać do ciebie telefon czy choćby napisać sms-a. Byłem pewny, że nie zechcesz ze mną rozmawiać. W końcu jednak spontanicznie zdecydowałem się na przyjazd. Po tym wszystkim, tak właśnie powinno być. Spokojna rozmowa twarzą w twarz.
- Jesteś najlepszy. – Zaśmiał się cicho. – Luke za niecałe trzy godziny kończy zajęcia. Mam nadzieję, że nie jesteś tak głodny i dasz radę wytrzymać.
- Wytrzymam. Myślisz, że Luke nie będzie miał nic przeciwko wspólnemu spotkaniu?
- Nie. Z pewnością nie – odpowiedziałam, mając głęboką nadzieję na to, że mam rację. – Tylko proszę… Nie wchodź na temat mamy i tego, co się stało.
- Och… Oczywiście.
- Dzięki. Mam nadzieję, że pasuje ci włoskie jedzenie?
- Pewnie.

***
             Stał obok niewielkiej włoskiej knajpki, która znajdowała się dwie ulice dalej od Uniwersytetu Sydney. Tkwił w tym miejscu od dobrych dziesięciu minut, a blondynki nadal nie było. Mel zazwyczaj się nie spóźniała, więc Luke zaczął zastanawiać się, co takiego ją zatrzymało. Po raz kolejny spojrzał na zegarek, zupełnie ignorując mijających go pospiesznie ludzi.
            Wziął głębszy oddech, wsuwając telefon do kieszeni. Da jej jeszcze pięć minut, a potem napisze do niej sms-a. Jak to nie podziała, zagada do Michaela, Ashtona, Caluma lub Jen, by do niej zadzwonili. Naprawdę musiał mocno się strofować, by kompletnie nie opanowało go uczucie zdenerwowania, które było w tym momencie dość irracjonalne, ale i tak silniejsze od niego. W końcu to przecież nie jest wielka tragedia. To tylko dziesięć minut… Teraz już z pewnością odrobinę więcej.
             Zacisnął lekko usta, odwracając się. Nie udało mu się powstrzymać zaskoczenia, które wymalowało się na jego twarzy. Jego błękitne oczy musiały być teraz wielkości spodków. Mel szła w jego kierunku, a u jej boku znajdował się uśmiechnięty ojciec dziewczyny. Teraz Hemmings zrozumiał, czemu się spóźniła. Dlaczego jednak go nie uprzedziła, że będzie miała gościa w postaci własnego ojca?
- Cześć, skarbie – rzuciła z szerokim uśmiechem, cmokając go przelotnie w usta.
- Cześć, Luke.
- Dzień dobry – odpowiedział, a następnie uścisnął dłoń starszego mężczyzny.
- Trochę pokrzyżowałem wam plany – pociągnął ojciec blondynki. – Chyba nie masz nic przeciwko, że zjem z wami obiad?
- Oczywiście, że nie – powiedział Luke, kręcąc dodatkową głową. I faktycznie tak było, bo Hemmings naprawdę go lubił. Był tak inny od swojej żony.
- Tata zrobił mi małą niespodziankę – odezwała się Mel, ruszając w kierunku drzwi.
- Przyjechałem bez zapowiedzi – dodał mężczyzna. – Luke – położył dłoń na jego ramieniu.
- Tato, obiecałeś – mruknęła z niezadowoleniem Mel, kiedy jej ojciec zatrzymał się niedaleko wejścia do lokalu.
- Zamienię z nim, tylko dwa słowa – powiedział niewinnym tonem, uśmiechając się do córki.
- Ale…
- Zaraz przyjdziemy, a ty znajdź dla nas stolik – rzucił Hemmings, wyganiając ją ręką. Dziewczyna przekręciła oczami, na co obaj panowie zaśmiali się cicho, a następnie zniknęła we wnętrzu małej knajpki.
            Luke powoli odwrócił się w stronę ojca Mel. Mężczyzna lekko zacisnął szczękę, spoglądając na brudny chodnik. Po chwili podniósł głowę, by złapać z niesłyszącym chłopakiem kontakt wzrokowy. Hemmings zaczął obawiać się tego, co może od niego usłyszeć. Może on też zmienił zdanie i będzie chciał ich rozdzielić? Może przekaże mu tą złą wiadomość w bardziej delikatny sposób, niż ten w jaki zrobiła to jego małżonka?
- Chcę cię przeprosić – powiedział pan Masterson. Blondyn uniósł brwi do góry, nie kryjąc lekkiego szoku, w jakim się znalazł. – Obiecałem Mel, że nie będę z tobą rozmawiać o tym… o tym, co się stało u nas w domu. Jednak chcę cię przeprosić za zachowanie mojej żony. To nie tak powinno być.
- Nic się nie stało.
- Nie, Luke… Stało się i obaj dobrze o tym wiemy. Nie wiem, co w nią wstąpiło i nawet nie chcę jej tłumaczyć. Po prostu… Przepraszam.
- W porządku, naprawdę – pociągnął Hemmings z uśmiechem.
- Czyli nie jesteś na mnie wkurzony?
- Nigdy nie byłem – odpowiedział Luke, a mężczyzna rozpromienił się.
- To chciałem usłyszeć – rzucił, klepiąc go po plecach. – Chodźmy do środka, bo Mel mnie zamorduję, jak będę cię tu trzymał nie wiadomo, jak długo. – Luke zaśmiał się, a następnie oboje weszli do lokalu.

***
            Musiałam przyznać, że obiad odbywał się w naprawdę przyjemnej i miłej atmosferze. Tata już więcej nie poruszał tematu matki, a zamiast tego skupił się na studiach, pracy – nie tylko swojej, ale także i naszej. Rozmowa kleiła się od samego początku, co wprowadzało mnie w totalne zadowolenie. Cieszyłam się, że przynajmniej on dogaduje się z Lukiem i odwrotnie. Nie traktował go inaczej, za co byłam mu wdzięczna.
            Uśmiechnęłam się, kiedy do lokalu wszedł Calum w towarzystwie Grace. Luke szybko wyłapał tą nagłą zmianę, która pojawiła się na mojej twarzy. Podążył za moim wzrokiem, a następnie sam się uśmiechnął. Machnęłam ręką w stronę dziewczyny. Czarnowłosa powiedziała coś do Mulata, a on szybko pokiwał głową. Oboje ruszyli w naszym kierunku. Zauważyłam zaciekawione spojrzenie taty.
- Czołem, załogo – rzucił Hood, łapiąc za oparcie krzesła. – Wolne?
- Siadaj – odparłam, a on od razu zajął miejsce. – Macie coś przeciwko, że się dosiądziemy?
- Calum, oni mają wspólny obiad – zaczęła Grace.
- W domu też jadamy wspólne obiady – pociągnął Cal, przysuwając się bliżej stołu. – Ale moment. – Drgnął, a następnie odwrócił się w stronę mojego taty. – Ciebie nie znam. – Tata lekko rozchylił ze zdziwieniem usta. Najwidoczniej zatkało go od czułego szóstego zmysłu Mulata.
- Cal, Grace to mój tata.
- Och, miło pana poznać, panie Masterson – rzucił Hood, siląc się na bardzo oficjalny i grzeczny ton. Wyciągnął dłoń przed siebie, a tata podał mu swoją.
- Tato, to Calum i Grace nasi przyjaciele.
- Mi również miło.
- Na pewno nie przeszkadzamy? – zapytała dziewczyna, zajmując miejsce obok Mulata.
- Na pewno. Chętnie poznam nowych przyjaciół Mel – odpowiedział ojciec z uśmiechem.
- Nie jesteśmy tacy nowi – skwitował Calum, wzruszając ramionami.
- Zaczyna się- mruknął Luke, a ja zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Nie pusz się tak Hemmo, wszyscy jesteśmy jedną wielką dziwną rodziną, prawda panie M?- powiedział uśmiechnięty Hood.
- Prawda, prawda.
- Świetnie. Kto chętny do przeczytania mi menu? Luke, kochany kumplu?
- Teraz kochany, tak?
- Nie ciśnij się, bo wiesz, że cię kocham, jak brata. A teraz czytaj blondi, jestem głodny. 
            Mój tata nie wytrzymał i parsknął cichym śmiechem. Luke przekręcił oczami, ale posłusznie złapał za kartę i przybliżył się do Caluma. Ja i Grace wymieniłyśmy spojrzenia, uśmiechając się. Byłam pewna, że w takim gronie tata też będzie czuł się dobrze, szczególnie, że odniosłam wrażenie, że Calum już go do siebie przekonał. Ojciec był kupiony przez niego po całości. Ale to był Hood. On szybko zjednywał do siebie ludzi.

            Zaproponowałam tacie, aby został u mnie na noc, a jutro na spokojnie wróciłby sobie do domu. Podziękował mi jednak, tłumacząc się tym, że z samego rana musi być w pracy, choć chętnie by został i poznał pozostałą część naszej paczki. W sumie do kompletu brakowało mu tylko Michaela i Zacka, bo Ashtona miał okazję już poznać. Ja i Luke pożegnaliśmy się z nim, a następnie spacerkiem wróciliśmy na spokojnie do domu. Byłam pewna, że i Hemmings jest zadowolony z przebiegu wizyty mojego ojca. Ja byłam.
             Weszłam do pokoju, przeczesując palcami mokre włosy. Przed chwilą wyszłam z łazienki, do której próbowałam się dostać od godzinny. Niestety miejscówkę z prysznicem zajmował Michael i zanim się wypindrzył do snu, minęło trochę czasu.
             Luke odwrócił się w moją stronę, gdy usiadłam na łóżku. Od razu oplotłam jego kark rękami, wtulając się w jego plecy. Siedział tyłem, czytając moją książkę. Była to kolejna powieść Harlana Cobena. Pogładziłam palcami jego skórę, muskając ją lekko ustami. Poczułam, jak przeszedł go szybki dreszcz. Odsunęłam się odrobinę, by móc na niego spojrzeć. Błękitne tęczówki obserwowały mnie z ciekawością. Na jego twarzy wymalowany był uśmiech, który kochałam.
- Nie, no – mruknął cicho, udając niezadowolenie. – Wracaj na poprzednie miejsce. Uwielbiam, jak się do mnie przytulasz.
- Nie wolisz od przodu?
- Racja – skwitował i zanim zdążyłam się zorientować, przewrócił mnie na pierzynę. Zawisł tuż nade mną.
- To nie jest przytulanie – powiedziałam, kiedy zaczął składać wolne pocałunki na moich policzkach, zahaczając też o nos i linię szczęki.
- Małe urozmaicenie – odparł ze śmiechem. - Jak sytuacja w domu?
- Wszyscy są u siebie, ale nie ma gwarancji, że już śpią.
- Jestem w stanie zaryzykować.
- Luke – rzuciłam ze śmiechem, kiedy lekko przygryzł mi skórę na szyi.
            Poczułam, jak jego dłoń powoli wsuwa się pod moją górną część piżamy. Pod wpływem jego dotyku, aż dostałam gęsiej skórki. Miałam wrażenie, że jego palce rozpalają te miejsca, na które trafiły. Niewiele myśląc ujęłam jego twarz w dłonie i wpiłam się zachłannie w jego usta, przyciągając go do siebie jeszcze mocniej. Luke odwzajemnił pocałunek od razu.
            Spojrzał w moje niebieskie tęczówki. Nadal się uśmiechał. Zagryzł lekko wargę, niedaleko miejsca, w którym znajdował się jego kolczyk. Wyglądał naprawdę uroczo w takim wydaniu. Przejechałam palcem po jego nosie, na co zareagował cichym śmiechem. Chciałam się podnieść i być górą, ale jak tylko się uniosłam, Luke popchnął mnie z powrotem na materac.
- Nie, nie, nie… Ja jeszcze nie skończyłem.
- Skąd wiesz, że chciałam to przerwać?
- Nie chciałaś? – Pokręciłam głową, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Idealnie.
            Ponownie złączył nasze usta. Mruknęłam, nie odrywając się od niego, gdy jego dłoń, która znajdowała się pod moją koszulką, powędrowała wyżej. Jego gorące wargi zjechały w bok, by znów skupić się na szyi. Odruchowo wsunęłam mu rękę we włosy, zaciskając palce na ich końcówkach. Chłopak lekko się o mnie otarł, wywołując kolejną falę przyjemnych dreszczy.
            To była chwila, jak nasze pieszczoty przerodziły się w konkretniejszą zabawę. Bardziej zachłanną i namiętną. Szybko straciliśmy ubrania, nie chcąc dłużej zwlekać z główną rozgrywką. Zresztą oboje byliśmy już na siebie mocno nakręceni i napaleni. Dodatkowo pospieszał nas fakt, że ktoś w każdej chwili może wparować nam nieproszony do pokoju. Musieliśmy być cicho, aby rano nie być pod odstrzałem reszty. Dla mnie było to cholernie trudne, zważywszy na to, że to, co robił Hemmings skutecznie odbierało mi racjonalne myślenie.
             Luke doszedł jako pierwszy, ale wykonał jeszcze kilka pchnięć, by do końca doprowadzić także i mnie. Pocałował mnie po raz kolejny. Jego wargi delikatnie drżały, a nasze przyspieszone i ciężkie oddechy mieszały się ze sobą, by po chwili powoli i stopniowo wracać do normalnego tempa. Serce biło mi szybko i mocno. Miałam wrażenie, że u niego jest tak samo. 
            Przenieśliśmy się na poduszki. Od razu wtuliłam się w Hemmingsa. Uwielbiałam być w jego ramionach. Kiedy mnie obejmował, czułam nie tylko ogromne szczęście, ale także miałam poczucie bezpieczeństwa. Jego bliskość dodawała mi siły. Luke był dla mnie kotwicą, która utrzymywała mnie w dobrym miejscu, popychając jednocześnie ku lepszemu. Dopełniał mnie kompletnie. Wiedziałam, że nikt nie byłby w stanie w stu procentach go zastąpić. Nie chciałam, by ktokolwiek zajmował jego miejsce. Liczył się, tylko on. 


***
U Luke'a i Mel powoli wszystko wraca na odpowiednie tory. No i jest niezapowiedziana, acz udana wizyta ojca :) Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

W ogóle dopiero dzisiaj zauważyłam, że do zakończenia tej historii pozostały trzy rozdziały i epilog. Zdecydowanie za szybko mi to wszystko zleciało. 

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, jak otrzymałam! Uwielbiam je!

Nadal zachęcam - bo zostało do końca marca już niewiele czasu - na oddawanie głosów na ulubioną historię i bohaterkę :) Bardzo dziękuję za już oddane głosy :)

Standardowo przypominam o Asku.

Kolejny rozdział - za tydzień.

Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Boskie...;** Uwielbiam te historie. :D Oni są tacy uroczy. Niespodziewana wizyta taty zupełnie mnie nie zaskoczyła. Miło że jako jedyny przyjechał przeprosić, chociaż nie miał za co. Calum to moje życie. Jak to możliwe ze sama jego obecność doprowadza mnie do śmiechu? Fajny rozdział. Szkoda że niedługo koniec ale jakoś to przeboleje. Oby tak dalej. Pozdrawiam i życzę dużo weny. ;** ~La_Luna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łeee, a myślałam, że Cię nią zaskoczę :P Nie wszyło :D Ja sama bardzo lubię tutaj Hooda :) I nawet te scenki z nim, jakoś tak szybko i łatwo się piszą :)
      Cieszę się, że Ci się podobało. Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Serio to już prawie koniec? :OO Swoje wywody zostawię na ostatni rozdział lub epilog, bo to zdecydowanie najbliższa mi opowieść. Jak dobrze, że kryzysy już za nimi, może jeszcze coś się zmieni od strony matki Mel.
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, już prawie koniec. Sama byłam zdziwiona, jak zobaczyłam ilość rozdziałów do końca.
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń