wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 27

          Przeszedł przez korytarz pełen innych studentów. Poprawił książki, które trzymał pod pachą. Musiał udać się do biblioteki i w końcu je oddać. W sumie, już ich nie potrzebował. Sprawdził godzinę. Miał dokładnie dwadzieścia minut, aby je zwrócić. Na szczęście budynek, do którego chciał iść nie był daleko.
          Wyszedł na główny hol. Odruchowo spojrzał w bok. Mel przeważnie zawsze miała o tej godzinie zajęcia w dużej auli. Kąciki jego ust delikatnie podniosły się ku górze, gdy dostrzegł siedzącą pod salą blondynkę. 
           Nie była jednak sama. Była wśród swojej grupy. O czymś ze sobą rozmawiali. Dziewczyna uśmiechała się, gestykulowała i co jakiś czas śmiała się pod nosem, wtórując reszcie. Jedna z jej koleżanek nagle wyciągnęła telefon. Wysunęła go w stronę pozostałych. Mel od razu pokiwała głową. Luke domyślał się, że włączono jakąś piosenkę. Blondynka rozpromieniła się jeszcze bardziej, a on wyczytał z jej ust to, że ona uwielbia ten kawałek. Hemmings w tym momencie żałował, że nie będzie mu dane go poznać.
           Jego palce mocniej zacisnęły się na książkach w miękkich okładkach. Jego mózg bardzo szybko przypomniał mu zdarzenie z niedzieli, po którym nadal czuł gorzki smak porażki i żalu. Wiedział, że w jakiś sposób znów zaczyna użalać się nad sobą, ale to było silniejsze od niego. Może przyczyną tego było to, że słowa te padły z ust matki Mel? A może to, że Luke powoli zaczynał naprawdę w nie wierzyć? 
           Niemalże zmusił się do tego, by oderwać swoje błękitne oczy od kogoś, kto daje mu szczęście. Spojrzał na czarne czubki swoich butów. Zagryzł wargę tuż przy miejscu, w którym znajdował się kolczyk. Pokręcił głową, jakby odpowiadał sobie na nieme pytanie, a następnie odwrócił się i szybko ruszył w stronę wyjścia. W tym momencie miał wrażenie, że brakuje mu powietrza.
           Wypadł na zewnątrz, biorąc głębokie oddechy. Zamknął oczy, by po chwili znów spojrzeć przed siebie. Otaczali go normalni i pełnosprawni ludzie. Teraz tym bardziej czuł się, jak wyrzutek. Jak ktoś, kto nigdy nie osiągnie tego, co oni. Jakby był człowiekiem z zupełnie innej, gorszej kategorii.
           Ruszył pospiesznie w stronę biblioteki. Chciał, jak najszybciej oddać książki i uciec do domu. Jedyne, o czym myślał to, to by znów zabunkrować się w swoim pokoju. Pogrążony we własnych myślach, nie do końca pogodzony z własnymi demonami. Zignorował nawet fakt, że jeszcze nie skończył wykładu, a on i Mel kończyli dziś o tej samej porze zajęcia i później mieli udać się na wspólny obiad. Nie chciał psuć jej wyjścia, więc wolał odsunąć się w cień. Być może Mel zje ten posiłek w towarzystwie osób, które nie będą tak ograniczone, jak on.

***
           Siedziałam na zajęciach z Diagnozy i terapii logopedycznej. Minęło może z pół godzinny, a ja już czułam, jak zdrętwiał mi tyłek. Znajdująca się obok mnie Taylor mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem. Spojrzałam na nią. Wlepiała oczy w wykładowcę, a jej mina wyrażała znużenie. Wcale jej się nie dziwiłam. Profesorek akurat dzisiaj zaczął koszmarnie przynudzać.
           Lekko drgnęłam, gdy poczułam na nodze znaną wibrację. Spojrzałam na prowadzącego. Siwy mężczyzna pochłonięty był opisywaniem kolejnego pasjonującego slajdu. Powoli wydobyłam komórkę z kieszeni, chowając ją pod ławką. Mój palec zaczął szybko błądzić po ekranie. Weszłam w wiadomości.

Od Luke:
Nie czekaj na mnie. Kiepsko się czuję i poszedłem do domu. Przepraszam, że nie zjemy razem obiadu.

          Uniosłam zaskoczona brwi do góry. Rano Hemmings czuł się dobrze, ale jak to mówią, choroba nie wybiera. Nie zmieniło to jednak faktu, że zaczęłam się o niego martwić. Szczególnie, że nie wiedziałam dokładnie, co mu dolega. Zagryzłam lekko wargę, powoli zaczynając tworzyć wiadomość zwrotną.

Do Luke:
Natychmiast kładź się do łóżka i masz z niego nie wychodzić, dopóki nie wrócę. Obiadem się nie przejmuj, będzie jeszcze wiele okazji :)

***
           Westchnął ciężko pod nosem, odczytując wiadomość od Mel. Wsunął telefon z powrotem do kieszeni. Podszedł do drzwi i otworzył je. Wiedział, że Michael jest w domu. W końcu na podjeździe stał jego samochód. Zdążył wejść do środka, a czerwonowłosy wyłonił się z kuchni. Przysunął puszkę z piciem do ust, marszcząc przy tym czoło. Zmierzył blondyna wzrokiem od góry do dołu.
- A ty, co tu robisz? Nie masz zajęć?
- Zerwałem się – odpowiedział Luke.
- Od kiedy to olewasz swoje ważne wykłady?
- Od momentu, kiedy mam inne rzeczy na głowie. A teraz daj mi spokój.
- Jaki niegrzeczny. Co jest? Zły humor?
- Nie ważne, Mikey – mruknął Luke, przekręcając oczami.
- Chodzi o matkę Mel? – Spojrzał na niego z niedowierzaniem. Czy w tym domu wszyscy wszystko musieli wiedzieć? – Słyszałem twoją nocną rozmowę z Calumem.
- Więc nie muszę ci już niczego mówić – odparł Hemmings, zrzucając z nóg buty. Złapał za plecak i już chciał ruszyć w stronę schodów, ale Clifford złapał go za ramię, zanim do nich dotarł.
- Poczekaj.
- Odpuść mi – rzucił niezadowolony. Naprawdę nie pragnął teraz niczego innego, jak paść na łóżko i nie wychodzić z pokoju do końca swojego życia.
- Nie odpuszczę. Wiem, co czujesz.
- Och, czyżby? – zakpił Luke. Michael zacisnął usta. – Przepraszam.
- Nie zapominaj, że mnie nie akceptuje mój własny ojciec. Nie robię jednak z tego żadnego dramatu. Jest chujowo. Cholernie boli, gdy musimy się spotykać, szczególnie, że zawsze rzuci coś nieprzyjemnego w stosunku do mnie. Jakby bycie gejem było wielką zbrodnią – pociągnął Clifford, mieszając napojem, który miał w puszcze.- Jednak żyję dalej. Cieszę się, że mam osoby, które akceptują mnie takim, jakim jestem. Ty też je masz, Luke. Sprawa z matką Mel nie może się na tobie tak odbijać, bo inaczej ześwirujesz. Musisz to przegryźć, ale nie popadaj w ponowny dół. To nie jest tego warte. – Klepnął go w plecy. – Teraz możesz iść i na spokojnie przetrawić to, co ci powiedziałem.
           Czerwonowłosy odwrócił się, a następnie powoli ruszył w stronę kanapy. Padł na nią, biorąc pilot do ręki. Luke jeszcze przez chwilę stał w miejscu, obserwując płynne ruchy swojego przyjaciela, który wrócił do marnowania czasu prze telewizorem. Przełknął cicho ślinę, czując nieprzyjemny ścisk w gardle. Spuścił głowę i wszedł na piętro, od razu wchodząc do swojego pokoju. Odrzucił plecak na bok, a następnie padł na łóżko.
           Michael miał rację. Nie powinien tak tego przeżywać, bo inaczej naprawdę zwariuje. Jednak to, co było łatwe dla Clifforda czy nawet Caluma, nie było łatwe dla niego. Chciał szczęścia Mel. Kiedy jednak wiedział, że przez niego pokłóciła się z matką, wątpił w to, że ona nadal może to czuć. Że może cieszyć się każdym kolejnym dniem, będąc obok niego. A przecież blondynka zawsze miała dobre relacje z rodzicielką. Punktem zwrotnym okazał się być on. On, który je nagle rozdzielił.

***
            Weszłam do domu. Od razu usłyszałam odgłos grającego telewizora. Mój wzrok powędrował w kierunku kanapy, na której znajdował się rozwalony Michael. Zaśmiałam się pod nosem, bo chłopak niemalże przysypiał. Chyba trafił na naprawdę fascynujący program. W pozostałej części domu było cicho. Byłam pewna, że oprócz niego i Luke'a, który z pewnością już kisił się w łóżku, nikogo nie ma. Zazwyczaj, gdy w centrum dowodzenia przebywało więcej ludzi, od razu dało się to słyszeć i widzieć, a nawet czuć – jak Ashton lub Jen zabierali się za swoje popisowe dania.
            Ściągnęłam buty, wchodząc w głąb salonu. W tym momencie Mikey otworzył oczy. Zielone tęczówki spojrzały wprost na mnie. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Pomachał mi ręką, podciągając się i przekręcając na plecy.
- A ty już wolne? – zapytałam, kiedy zmienił kanał.
- Miąłem, tylko jeden wykład- odpowiedział znużonym głosem. – Luke jest w domu.
- Wiem. Pisał mi, że źle się czuje – rzuciłam, idąc w stronę schodów.
- Mel?
- Tak? – Odwróciłam się do niego ponownie. Michael wychylił się zza oparcia, by móc na mnie spojrzeć.
- Porozmawiaj z nim, proszę. – Wystarczyło to jedno zdanie, abym zaczęła się jednocześnie i martwić i denerwować.
- Co się stało?
- Po prostu pogadajcie. Jak wróci ktoś jeszcze to powiem, by wam nie przeszkadzał.
- Okej. Dzięki –wydusiłam z siebie, czując lekkie drżenie rąk. Co się działo? Czy Hemmings coś przede mną ukrywał?
           Odwróciłam się i szybko weszłam na górę. Pomijając dzwonek, wparowałam do królestwa blondyna, które teraz dzielił ze mną. Od razu zobaczyłam Luke'a leżącego na łóżku. Był odwrócony ode mnie plecami. Ramionami mocno obejmował poduszkę. Nie byłam pewna, czy śpi czy nie. Nie był przykryty kołdrą, ani żadnym innym kocem, więc zaczynałam powoli zastanawiać się, czy ta jego nagła choroba nie była zwykłą ściemą. A jeśli była, to co go skłoniło do tego, by mnie okłamać?
           Odłożyłam torbę na bok. Podeszłam do łóżka. Usiadłam na materacu. Chłopak drgnął. Powoli odwrócił się w moją stronę. Błękitne tęczówki szybko odnalazły moje oczy. Był lekko blady, ale nie wyglądał, jakby coś mu dolegało. Przejechałam delikatnie dłonią po jego twarzy. Nie był rozpalony.
- Hej, słoneczko.
- Cześć.
- Co jest?
- Nic, po prostu trochę źle się czuję.
- Luke – powiedziałam, a on pokiwał głową. Pogładziłam go po ramieniu. – Powiedz mi prawdę. Widzę, że coś się dzieje. Nie sądzę jednak, że jest to wina zbliżającej się choroby. – Dostrzegłam, jak mocniej zagryzł wargę. – Dlaczego mnie okłamujesz? Jeśli nie chciałeś nigdzie wychodzić, trzeba było powiedzieć mi to wprost. Problemu by nie było Martwię się o ciebie.
- Tu nie chodzi o obiad – jęknął, przecierając twarz dłońmi.
- A, o co? Myślałam, że mówimy sobie wszystko. – Luke wziął głęboki oddech, nie odrywając ode mnie wzroku. Widziałam po jego minie, że toczy w sobie jakąś wewnętrzną walkę. Teraz tym bardziej bałam się tego, co mogę od niego usłyszeć.
            Odsunęłam się odrobinę, by zrobić mu więcej miejsca. Blondyn usiadł na łóżku. Zwiesił głowę, a ja poczułam nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł mi po kręgosłupie. Wyciągnęłam w jego stronę dłoń. Przejechałam wzdłuż jego uda, by na końcu wsunąć palce w jego rękę. Nie odwzajemnił tego gestu.
- Luke? – wydusiłam z siebie, kiedy na mnie spojrzał.
- Chodzi o… Chodzi o twoją mamę.
- Zrobiła coś? Rozmawiała z tobą?
- Nie.
- Więc… Nie mów, że dalej masz poczucie winy – jęknęłam z niedowierzaniem. 
           Wyczułam, jak spiął wszystkie mięśnie. Wziął głęboki oddech. Jego wzrok zatrzymał się na naszych złączonych dłoniach. Dopiero teraz lekko zacisnął palce na mojej skórze. Kiedy jednak jego błękitne tęczówki znów skupiły się na mnie, uścisk ten zelżał, a potem zniknął zupełnie. Puścił moją rękę.
- Myślę… Myślę, że lepiej będzie, jak się rozstaniemy.
            Momentalnie wstrzymałam oddech. Moje serce zaczęło mocno łomotać w klatce piersiowej. Zaszkliły mu się oczy, w momencie kiedy z moich poleciały pierwsze łzy. Przez chwilę zupełnie nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć, ani co zrobić. Powiedział to cichym, lekko drżącym głosem, a ja miałam wrażenie, jakby co najmniej wykrzyczał mi to w twarz. Uczucie smutku i bólu wypełniły mnie, zalewając każdą nawet najmniejszą komórkę mojego ciała.
- Co… Co ty wygadujesz? –wydusiłam z siebie, jeszcze bardziej przybliżając się do niego. – Chcesz mnie zostawić, tylko z powodu mojej matki? Chyba, że jest coś jeszcze, o czym nie wiem. – Byłam zdziwiona, że udało mi się opanować głos i nie zacząć krzyczeć, choć emocje rozdzierały mnie od środka.
- Tak będzie lepiej. Ona ma rację. Nie jestem wystarczająco dla ciebie dobry. Zasługujesz na kogoś lepszego. Kogoś lepszego ode mnie. Kogoś, kto sprawi, że naprawdę będziesz szczęśliwa. Bo ty… - Przejechał dłonią po moim policzku, zabierając odrobinę łez, które się na nim znalazły. – Ty zasługujesz na szczęście, Mel. Kocham cię. Kocham cię tak bardzo, że pozwalam ci odejść. Bo nie liczy się dla mnie nic innego, niż to byś mogła żyć w pełni. Ze mną nie będzie ci to dane. Ale znajdziesz to wszystko u osoby pełnosprawnej.
            Miałam wrażenie, jakby Luke wyrwał mi siłą serce, a następnie podeptał je tuż przed moim nosem. Jego słowa bolały podwójnie. Czułam się winna temu, że to moja matka zdegradowała go znowu do osoby wycofanej. Jakby on był kimś z niższej półki. A tak nie było. Narastała we mnie gorycz i złość, ale te wszystkie uczucia nie były kierowane na niego.
- Nie możesz mi tego zrobić – wyszeptałam, łapiąc go kurczowo za koszulkę. Z jego błękitnych oczu wypłynęły łzy, jakby Luke już się poddał. Jakby nie zamierzał walczyć o nas. To był kolejny zadany przez niego cios. – Proszę cię… Nie możesz mnie zostawić.
- Mel, tak będzie lepiej. Tak powinno być.
- Nie, nie, nie… - wyrzuciłam z siebie, przywierając do niego jeszcze mocniej. Poczułam, jak zatrząsł się w moich ramionach. Już nawet nie próbował walczyć z tym, co się z nim działo. – Nie chcę być z kimś innym. Ty dajesz mi szczęście, choć mam wrażenie, że o tym zapominasz. Ty, jesteś dla mnie szczęściem. Nie chcę nikogo innego. Nie chcę… Ja nie chcę kochać nikogo innego. Wybrałam ciebie. To, co myśli moja matka nie powinno mieć, aż takiego wpływu na nas. Proszę cię Luke, nie poddawaj się tylko dlatego, że przez nią poczułeś się gorszy. Bo taki nie jesteś. Jesteś wyjątkowy, idealny dla mnie. Nie chcę cię stracić. – Musnęłam swoimi ustami jego drżące wargi. – Nie zostawiaj mnie. Udowodnijmy nie tylko jej, ale i samym sobie, że jesteśmy ponad to i nic nie jest w stanie nas zniszczyć.
           Wstrzymałam oddech, gdy Luke poruszył się gwałtownie. Nie wiem czemu, ale przez chwilę byłam pewna, że się odsunie. On jednak przybliżył się jeszcze bardziej, ciasno mnie obejmując. Pocałował mnie w czoło, a następnie wtulił się w moje ciało, jakby szukał punktu zaczepienia, by nie rozpaść się mocniej. Przywarłam do niego, delikatnie gładząc go po plecach. Słyszałam, jak ciężko łapie oddech. Podniosłam głowę, dotykając jego twarzy. Po raz kolejny zagryzł wargę, nawet nie kryjąc łez.
- Przepraszam… Przepraszam, Mel.
- Nie zostawisz mnie, prawda? – Pokręcił szybko głową, a potem westchnął cicho.
- Nigdy cię nie zostawię. Przepraszam za to, do czego doprowadziłem. Ja… Byłem pewny, że tak powinno być.
- Wiesz, jak powinno być? Ty i ja. To powinno być, bez względu na to, co inni sobie myślą. To z kim się wiążemy, to tylko i wyłącznie nasze wybory i nikt nie powinien się wtrącać.
- Masz rację - powiedział, a następnie znów pocałował mnie w czoło. Jego usta na dłużej zatrzymały się na mojej skórze, a ja zaczęłam jeszcze bardziej obarczać matkę winą. Bo to ona spowodowała to, co teraz się między nami działo.
- Kocham cię, Luke.
- Ja ciebie też, skarbie.
- I tak powinno być – odparłam, wtulając się w niego. – I błagam, nigdy więcej nie wpadaj na tak głupie pomysły.
- Przepraszam.
- I nie przejmuj się tak moją matką.
- Przepraszam.
- I nie przepraszaj mnie więcej.
- Przepraszam? – odparł z minimalnym uśmiechem.
- Wariat – mruknęłam, muskając jego usta. – Czy między nami znów jest…
- Nic się nie zmienia. To było naprawdę niedorzeczne z mojej strony. Cieszę się jednak, że tego naprawdę nie spierdoliłem.
- Jest okej, kocie. Mam do ciebie słabość, więc uznajmy, że mamy ten kryzys za sobą.


***
Smutku i dramy ciąg dalszy - ale za to możemy podziękować jednej osobie, a mianowicie matce Mel. Jak myślicie, kobieta w końcu zmieni zdanie? Nawróci się? Czy "kwasu" będzie ciąg dalszy? 

Zachęcam do oddawania głosów w sondach. Nadal wybieramy ulubioną historię i bohaterkę :) Głosowanie trwa do końca marca. Przypominam także o Asku :)

Dziękuję Wam za wszystkie pozostawione komentarze!

Kolejny rozdział klasycznie za tydzień.

Pozdrawiam i do następnego wtorku!


14 komentarzy:

  1. Już się bałam, że stanie się coś naprawdę niedobrego pomiędzy nimi. Że coś tak fajnego się zepsuje. Mel jest jak trzy osoby, które znam. Są tak mega tolerancyjnymi osobami, na dodatek nie przejmującymi się zdaniem innych, które niestety czasem boli.
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt zdanie innych niestety czasem boli - szczególnie, gdy te negatywne słowa kierowane są od bliskiej osoby. Na inne nie warto reagować, ani wdawać się w dyskusję, bo nie ma sensu :)
      Na szczęście się nie zepsuło :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czy ty dziewczyno chcesz żebym ja ci tu na zawał zeszła? Wiesz co ja przeżywałam? Masz szczęście ze z tego wybrnęłaś. Cóż, to jedyna rzecz, którą "skrytykuje". Rozdział jak zwykle cudowny. Wszystko jest opisane tak, że przeżywam te historie razem z bohaterami. Biedny Luke tak to wszystko przeżywa. Dobrze, że ma osoby, które go wspierają.:) Małe pytanko. Gdzie ty mi podziałaś mego Calumcia? (Luke forever) Luke-perfekcyjny, rozdział-cudowny, Ty-wspaniała a ja od pewnego czasu polubiłam wtorki. ;) Oby tak dalej. Życzę dużo weny i pozdrawiam. ~La_Luna♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak? :D Przepraszam :D
      Cieszę się, że Ci się podoba i że w jakiś sposób wciągnęło Cię na tyle, że "jesteś" z bohaterami. A co do Caluma, to nie zapodziałam go nigdzie. Kiedy Luke i Mel przeżywają kryzys, a Clifford pochrapuje na kanapie, Hood jest w tym czasie na swoich zajęciach na uczelni :D Dlatego go nie ma w tym rozdziale :D
      Dziękuję bardzo za tak miły komentarz :*
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Taaa... na zajęciach. Hood pewnie uczy się biologii ze swoją dziewczyną.;) Zgadnij jaki dział omawiają.

      Usuń
    3. Uczą się o amebach XD Ale serio, byłam i sprawdziłam, siedział wtedy grzecznie na mikroekonomii :) Ale już nie wnikam, co robił po zajęciach hahaha

      Usuń
  3. Genialny! Matka Mel mnie tak wnerwiła, że naprawdę tętno mi urosło! Miałam łzy w oczach, jak czytałam ten rozdział. Luke zachował się jak idiota, ale na całe szczęście wyjaśnili sobie to ♥ Z niecierpliwością czekam na następny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, podjął zbyt impulsywnie decyzję, ale to dlatego, że naprawdę uwierzył w te wszystkie słowa. Widzę, że matka Mel nadal jest pod kreską - i wcale się nie dziwię.
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ja nie mogę, ale mnie przestraszyłaś! XD Teraz ja i La_Luna możemy stwożyć klub niedoszłych zawałowców hhahah
    Jak ja się cieszę, że jedna wszystko się ułożyło i Luke pozbył się tych idiotycznych pomysłów:). Mam nadzieję, ze matka Mel jakoś się ogarnie, bo może być słabo. No, ale jak nie chce zaakceptować Luke’a to nie będzie miała relacji z córką, więc albo zmieni swoje poglądy, albo nie..:/ Jednak liczę na to, że zmądrzeje, bo w sumie człowiek uczy się przez całe życie…
    Czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam :D
      Może jej się odmieni, a może nie - czas pokaże, czy matka Mel wyciągnęła z tej sytuacji jakieś konkretne wnioski. Fakt, Luke chyba już więcej jej z czymś takim nie wyskoczy :)
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Chyba? Nie ma żadnego "chyba". (Kropka i dwa wykrzykniki) ;)

      Usuń
    3. W sumie nie będzie miał już czasu XD Opowiadanie się kończy :)

      Usuń
  5. No! Masz szczęście że ich nie rozłączyłaś bo bym Cię dorwała! 😜😂😂😂 Tak to znowu ja jak widzisz kolejne mnie wciągnęło!
    😜😘

    OdpowiedzUsuń