wtorek, 23 lutego 2016

Rozdział 23

           Wyszłam z ostatniego wykładu, który kończył się równo o dwunastej. Nie mogłam jednak iść do domu, bo musiałam zaliczyć jeszcze swoją dzisiejszą zmianę w księgarni, która trwała do czwartej. Miałam nadzieję, że te cztery godziny szybko mi miną. I pewnie tak będzie, bo do towarzystwa miałam tam Jona i dostawę.
           Już chciałam ruszyć w przeciwną stronę, co reszta grupy, która kierowała się w ku drzwiom wyjściowym, ale dostrzegłam stojącego kawałek dalej uśmiechniętego blondyna, ubranego w zielono niebieską koszulę w kratę. Poprawiłam torbę, którą miałam na ramieniu i podeszłam do Luke'a. Chłopak cmoknął mnie szybko w usta.
- Koniec?
- Pracuję do czwartej – wymigałam, krzywiąc się jednocześnie.
            Kątem oka dostrzegłam Ethana, który zatrzymał się niedaleko nas. Był w towarzystwie naszego wspólnego kolegi z roku. Chłopak nawet nie próbował ukryć tego, że się na nas patrzy. A jego wzrok był tak chłodny, że miałam wrażenie, że zaraz poczuję gęsią skórkę. Byłam jednak do tego przyzwyczajona. Od czasu felernej kolacji nasze stosunki tak się popsuły, że Ethan zdegradował mnie do zła koniecznego, które trzeba tolerować z uwagi na ten sam kierunek studiów. Nie odzywał się do mnie, a ja wcale nad tym nie ubolewałam.
- Wpaść po ciebie? Kończę o tej samej porze.
- Pewnie. Będziemy mogli iść na zakupy.
- Zakupy?
- Jen przysłała mi listę rzeczy, które się skończyły lub zaraz skończą – odpowiedziałam, znów skupiając się, tylko na Hemmingsie. Ethan nadal się na nas patrzył.
- Nadal ze sobą nie rozmawiacie? – wypalił Luke, a ja uniosłam lekko brwi do góry. Nawet nie musiał wymieniać jego imienia, bo ja doskonale wiedziałam, o kim mówi.
- Nic się nie zmieniło.
- Niech się pieprzy – skwitował Luke, wzruszając ramionami. 
           Po chwili odwrócił się i triumfalnie uśmiechnął do opalonego chłopaka. Kiwnął mu niewinnie głową, jakby nic nie wiedział, o tym, co się działo między mną a nim. Przekręciłam oczami, w momencie kiedy błękitne tęczówki Hemmingsa znów spoczęły na mojej osobie. Parsknął cichym śmiechem.
            Blondyn nie wiedział, co dokładnie zdarzyło się pod restauracją i o co ja i Ethan tak mocno się pokłóciliśmy. Zarysowałam mu tylko okrojoną sytuację, jaka miała miejsce, pomijając w tym wszystkim jego osobę. Nie chciałam, by było mu przykro. Nie chciałam powtarzać mu tych wszystkich słów, jakie o nim powiedział mój świetny kolega ze studiów.
- Musiałeś? – rzuciłam, kiedy Ethan odwrócił się i ruszył w stronę głównego wyjścia.
- Nie mogłem się powstrzymać. Sama mówiłaś, że to dupek.
- To dupek – pociągnęłam, kiwając głową. Zerknęłam na zegarek. – Muszę spadać. Powinnam już być w księgarni.
- Małe co nieco na umilenie pracy – powiedział Luke, ściągając szybko plecak i nurkując do jego wnętrza. Wyciągnął z środka dwa czekoladowe batony, owinięte w błyszczące czerwone opakowania. – Dla ciebie i Jona. Tylko się z nim podziel.
- Nic nie obiecuję, bo to jedne z moich ulubionych – skwitowałam, zabierając od niego łakocie. Blondyn znów się zaśmiał, a następnie cmoknął mnie w nos.
- Widzimy się później.
- Do później.

             Nie byłam złą koleżanką i podzieliłam się słodyczami z Jonem. Spałaszowaliśmy przejęte od Luke'a batony, popijając je kawą z mlekiem. W końcu jednak musieliśmy zabrać się za robotę, bo czekała na nas nierozpakowana dostawa. Były to na szczęście nie za duże kartony. Sztuk trzy. Dodatkowo mocno okurzone. Nic dziwnego, że Jon szybko zaczął kichać. Zawsze tak reagował na większą warstwę kurzu.
            Wyznawaliśmy w księgarni pracę zespołową, więc udało nam się wyrobić przed czwartą i skończyć dostawę. Nowe powieści i podręczniki ładnie prezentowały się na wyczyszczonych półkach. Miałam nadzieję, że klienci się na to skuszą. Dodatkowo zmieniliśmy jeszcze regał z Top10, który otrzymał dwie nowe pozycje, które teraz były najbardziej rozchwytywane. 
           Jon zamiótł podłogę, na której znajdowały się skrawki tektury, a ja porozcinałam kartony i zataszczyłam na zaplecze. Ułożyłam je przy drzwiach od zaplecza, a następnie umyłam ręce. Otrzepałam też spodnie i koszulkę z kurzu, jaki się zgromadził. Uwielbiałam tak uwalone pudła, które tylko czyhały na to, by cię usyfić od góry do dołu. Na szczęście Jon od jakiegoś czasu przestał już kichać, a jego ostatnim etapem alergii na tego typu bród był zaczerwieniony nos, który musiał ścierpieć częste i bliskie spotkanie z chusteczkami.
- Jon!
- Co?!
- Przebiorę się już, okej?!
- Rób, co chcesz! – Standardowa odpowiedź mojego kumpla, który pewnie już dobrał się do komputera.
             Otworzyłam szafkę i złapałam za koszulkę z krótkim rękawkiem w odcieniu śliwki. Zrzuciłam brudny pracowniczy mundurek, wciągając na siebie coś czystego. Poprawiłam włosy, które rozczochrały mi się na wszystkie strony, pod wpływem szybkiego przebierania się. Zdążyłam dopakować jeszcze torbę, gdy usłyszałam znany głos, który pojawił się na sali sprzedażowej.
- Cześć, stary.
- Cześć, Jon. Gdzie Mel?
- Pindrzy się – odpowiedział chłopak w okularach, a ja zazgrzytałam zębami. Cały Jon. Do moich uszu doszedł cichy śmiech Luke'a. – Zaraz pewnie przyjdzie.
- W co tym razem grasz?
- Chciałem odpalić Candy Crush Saga.
- A co z Criminal Case?
- Mała przerwa. Teraz wciągnęły mnie cukierki – rzucił Jon. – Jest i ona – pociągnął, kiedy wyszłam na salę. – Przyszedł twój królewicz z bajki. Gdzie masz swojego rumaka, Luke? – Blondyn parsknął śmiechem. – Nie… Zapomnijcie… To głupio zabrzmiało – skwitował szybko, widząc, jak mierzę go wzrokiem.
- Jak ty sobie grabisz – wymamrotałam, podchodząc do Hemmingsa.
- Ale i tak mnie lubisz? – pociągnął, poprawiając okulary w grubych oprawkach, które zsunęły mu się na czubek nosa.
- Zastanawiam się.
- Ja cię lubię - odpowiedział Luke, a Jon klasnął w dłonie. Pomachał na mnie palcem.
- Widzisz! Luke jest w moim teamie – skwitował zadowolony. – A teraz spadówa. Przeszkadzacie mi.
- Jak milusio – rzuciłam na odchodnym, kiedy oboje skierowaliśmy się w stronę drzwi. – Do następnej zmiany, Jon.
- Trzymaj się, Mel! Nara, stary!- Puknęłam Luke'a w nogę, dając mu znać, że Jon się z nami żegna.
- Na razie! – odpowiedział automatycznie.
            Wyszliśmy na cichy korytarz. Wokół nas nie było nikogo. O tej porze większość studentów jest już po zajęciach, a nieliczne grupy męczą się w małych salach lub wielkich aulach. Ruszyliśmy w milczeniu w stronę drzwi. Kiedy znaleźliśmy się na dworze, poczułam przyjemne promienie słońca, które dzisiaj od rana wisiały nad Sydney. Już chciałam złapać Luke'a za rękę tak, jak to robiłam za każdym razem, jednak chłopak odwrócił się, stając naprzeciwko mnie. Uniosłam zaskoczona brwi do góry. To ewidentnie oznaczało, że ma mi coś ważnego do zakomunikowania.
- Coś się stało? – Dopiero, jak się odezwałam, blondyn splótł moje palce ze swoimi. Poczułam przyjemne ciepło bijące od jego skóry. Lekko zacisnął usta, a potem uśmiechnął się.
- Stało – odpowiedział powoli, nie odrywając ode mnie swoich błękitnych tęczówek, w którym można się było zatopić.
- Więc?
- Moi rodzice chcą cię w końcu poznać – zaczął ostrożnie, dokładnie obserwując moją reakcję. Wstrzymałam oddech. Zaskoczył mnie kompletnie. Ale czego ja się spodziewałam? W końcu przecież musieliśmy poznać swoich rodziców.
- Kiedy?
- Zapraszają nas w sobotę na obiad – powiedział i zaśmiał się pod nosem. – Ale masz minę.
- Co?
- Wyglądasz, jakby moja mama miała ci tam zafundować tortury.
- Ja… Nie, po prostu… Nie spodziewałam się, że wyjedziesz mi z czymś takim- wymamrotałam, a w środku już poczułam się ogromnie zestresowana, choć sobota miała się pojawić dopiero za trzy dni.
- Nie chcesz iść? – zapytał z nutą zawodu w głosie.
- No, coś ty! Z przyjemnością poznam twoich rodziców.
- To zrób to – pociągnął, puszczając mnie. Jego palce znalazły się na kącikach moich ust. Podciągnął je do góry, formując je w krzywy uśmiech. Znów się zaśmiał, a ja zaraz do niego dołączyłam. – Tak lepiej.
- Naprawdę chętnie pójdę – zapewniłam go. Luke od razu rozpromienił się. Cmoknął mnie w nos. Zresztą byłam naprawdę ciekawa jego rodziny i tego, jacy są. Z rozmów z chłopakami wyłapałam, że rodzina Hemmings należy do tych normalnych i naprawdę sympatycznych.
- Będę też moi bracia…
- Pasuje – rzuciłam, kiwając głową. – Tylko w co ja się ubiorę… - Luke przekręcił teatralnie oczami. Znów się zaśmiałam. – No, co? To ważna kwestia!
- Nie wnikam – skwitował, łapiąc mnie z powrotem za rękę. – Chodźmy już po te zakupy.

           Leżałam na łóżku blondyna. Mój wzrok skupiał się na drobnym druku Ręki Mistrza Stephena Kinga. Sięgnęłam po tą książkę już po raz trzeci. Nie umiałam nic na to poradzić, że po prostu uwielbiałam tą historię. Guns N’ Roses cicho wygrywało kolejny swój utwór. Miałam podzielność uwagi, więc bardzo często czytałam, mając na uszach białe słuchawki.
           Oderwałam wzrok od tekstu, by spojrzeć na Luke'a, który leżał na brzuchu tuż obok. Pod rękami miał zwiniętą poduszkę, na której opierał brodę. Co jakiś czas skubał zębami dolną wargę, zahaczając o swój kolczyk. On również pogrążył się w lekturze tyle, że jego tomisko wiedzy było o wiele większe od powieści Kinga. Skupiony był na Historii Urbanistyki, książce, którą musiał przeczytać na zajęcia. Z tego, co mówił miało to być uzupełnieniem wykładu, z którego później miał się odbyć ważny egzamin. Nie dziwiłam się, że Luke zaczął czytać ją już teraz, bo była naprawdę objętościowo spora.
            Drgnęłam, czując, jak telefon zawibrował na mojej nodze. Odłożyłam książkę na brzuch i ściągnęłam słuchawki. Wsunęłam dłoń do kieszeni dresów, wydobywając z niej komórkę. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła moja mama. Uśmiechnęłam się lekko, przeciągając palcem po ekranie. Odebrałam.
- Hej, mamo – rzuciłam, zerkając w bok. Luke oderwał wzrok od książki i teraz jego błękitne tęczówki dokładnie śledziły ruch moich warg. Nikt mi nie powie, że Hemmings nie jest ciekawski.
- Cześć, słońce! Jak tam początek nowego semestru?
- Ujdzie – skwitowałam, wzruszając jednocześnie ramionami. – Na razie nie ma ciśnienia. Lepiej powiedz, jak było u ciotki w Campbelltown.
- Było świetnie! Naprawdę oboje z tatą wypoczęliśmy od pracy.
- I dobrze, należało wam się. – Ponownie zatrzymałam wzrok na blondynie, który uśmiechnął się do mnie, a potem sprzedał przelotnego całusa w policzek.
- Choć ten tydzień za szybko mi zleciał.
- Zawsze tak jest, gdy się dobrze bawisz – skwitowałam, kiwając głową, choć matula nie mogła tego zobaczyć.
- Pomyślałam, że może wpadniesz do nas na weekend? Wiem, że masz wolne od pracy, więc mogłabyś przyjechać do staruszków.
- Na cały weekend nie mogę. Rodzice Luke'a zaprosili nas w sobotę na obiad…
- Och, w takim razie my zapraszamy was w niedzielę! – rzuciła szybko mama. – Będzie weekend zapoznawczy. Też w końcu chciałabym poznać twojego narzeczonego.
- Luke nie jest moim narzeczonym – sprostowałam, a Hemmings zaśmiał się.
- Kiedyś tak się mówiło na partnerów.
- A teraz tak się mówi po zapierścionkowaniu przez partnera. – Mama parsknęła śmiechem. – W poniedziałek mam tylko pracę na piętnastą i… poczekaj. – Odsunęłam telefon od ucha. – O której zaczynasz wykłady w poniedziałek?
- Mam wolne – odpowiedział Luke.
- Chcesz jechać do moich rodziców? Mama chcę cię poznać– powiedziałam, poruszając tylko ustami. Blondyn uśmiechnął się i pokiwał głową. – Okej, jestem – pociągnęłam, wracając do rozmowy z matulą. – Będziemy w niedzielę. Prześpimy się u was, a potem wrócimy przed południem do Sydney.
- Świetnie! Powiem ojcu, że przyjedziecie! Naprawdę się cieszę. Nie mogę się doczekać, aż poznam Luke'a. Powiesz mi, co lubi? Nie chcę dać plamy i przygotować czegoś, czego nie zje i…
- Luke jest wszystkożerny.
- Dobra, dobra… Wymyślę coś dobrego.
- Mamo…
- I jakiś deser… Tak… Deser musi być. – Uniosłam jedną brew do góry. Moja mama ekscytowała się naszym przyjazdem, jakbyśmy byli co najmniej parą królewską. Zaśmiałam się cicho. – Wiesz Mel… Zadzwonię jutro i wtedy dłużej pogadamy. Powiem tacie o weekendzie i od razu zabiorę się za stworzenie menu.
- Tylko nie przesadź.
- Czy ja kiedykolwiek przesadziłam?
- A nie?
- Dobra, dobra – wymamrotała i zachichotała pod nosem, niczym piętnastolatka. – Kocham cię córciu i do usłyszenia.
- Też cię kocham. Ciebie i tatę. Do usłyszenia.
- Pozdrów Luke'a.
- Pozdrowię. Pa! – Rozłączyłam się i spojrzałam na Hemmingsa, który właśnie bawił się kosmykiem moich blond włosów. Puknęłam go w ramię, a chłopak od razu spojrzał na mnie. – Masz pozdrowienia.
- Dziękuję, pozdrów mamę, jak będziesz z nią znowu rozmawiać.
- Przekażę.
- Szykuje się weekend z rodzicami? – zapytał, obejmując mnie ramieniem.
- Na to wygląda.
- Zestresowana?
- Cholernie się boję – odpowiedziałam, a on zaczął się śmiać. – Bardzo zabawne.
- Bardzo… Wolę nie wiedzieć, jak będziesz wariować później.
- A ty?
- Jestem spokojny.
- Spokojny?
- Do czasu. – Zacisnęłam usta. Przez moment spoglądaliśmy na siebie. Nie wytrzymaliśmy zbyt długo i po chwili pokój Hemmingsa ponownie wypełnił się naszym śmiechem. 


***
Szykuje się ważny dzień dla naszej dwójki - mianowicie poznanie rodziców swoich drugich połówek :) Mel już się stresuje, a Luke udaje, że go to nie rusza (typoooowe :D). No i na moment mieliśmy powrót Ethana. 
Mam nadzieję, że rozdział - mimo, że jest spokojny to przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze!

Przypominam o Asku, gdzie możecie zadawać mi pytania odnośnie fabuły i bohaterów - link w zakładce Menu. 

Kolejny w następny wtorek.

Pozdrawiam!

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam Jona :D Jest mega :) Tak samo, jak Michael i Zack. Oczywiście ubóstwiam też Mel i Luka, bo są idealnie dobrani. Dobra, Ethan... weź idź, dalej nikt cię tu nie lubi :P W końcu spotkają się ze swoimi rodzinami :) Myślę, że się polubią z jednej i drugiej strony :) Jestem mega ciekawa tej wizyty u Hemmo - czy mamusia zrobi wywiad? XD
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh cieszę się, że Ci bohaterowie - choć nie są głównymi - to i tak Ci przypadli do gustu.
      Może mamusia zrobi wywiad - się okaże :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oj yeah!Świetny rozdział!
    Luke jest wszystkozerny- rozwaliłaś mnie tym tekstem hahahahahah do tej pory nie mogę przestać się śmiać ☺ Serio, wątpię czy przeżyję do nastepnegi wtorku- zje mnie moja ciekawość, najpierw na DPJ teraz tu hahah:')
    Zgadzam się z Mileną-Ethan... chłopie weź wyjdź i nie wracaj, albo jak mówi stary wierszyk "spłoń, przepadnij, w gó*no wpadnij". Amen☺
    Pozdrawiam i życzę weny❤!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Cieszę się, że Cię rozwaliłam tym tekstem :) Dobrze, że Cię w jakiś sposób mocno zaciekawiłam.
      HAHAHAHA - stary wierszyk tym razem to mnie rozwalił XD
      Dzięki za tak cudny komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jest wszystkożerny - leje z tego Xd Nie no, nie mogę, najpierw DPJ teraz PC i no po prostu nie wytrzymam z tym czekaniem. Rozdział oczywiście świetny.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię rozbawiłam - a raczej tekst wypowiedziany przez Mel :)
      Pozdrawiam

      Usuń