wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 22

          Minęły całe dwa miesiące odkąd ja i Luke zostaliśmy oficjalnie parą. Będąc z nim, czuję się w końcu naprawdę szczęśliwa. Jakbym znalazła połówkę, której na oślep szukałam przez całe swoje życie. Teraz mogłam śmiało stwierdzić, że jestem pełna, a nie wybrakowana. On zapełnił tą pustkę, którą w sobie nosiłam. Pokazał mi swój świat, pozwalając jednocześnie mi w niego wejść. Obdarzył tak wielkim uczuciem, z którego czerpałam garściami, jednocześnie oddając mu to samo. Do tej pory zachodziłam w głowę, jak mogłam być tak głupia, by wcześniej nie zauważyć tego, co jest między nami. Ale jak to się mówi: lepiej późno, niż wcale.
           Od tamtej pory ja i Jen zaczęłyśmy jeszcze częściej przebywać w domu chłopaków. Praktycznie teraz pod ich dachem nie mieszkało, tylko czterech facetów, ale siódemka tak bardzo różnych osób, bo nie można tu pominąć Zacka. Chyba właśnie ta różnorodność wśród nas sprawiała, że potrafiliśmy się idealnie ze sobą dogadywać. Od czasu do czasu na dłużej zostawała tam także i Grace. Mimo, że była dorosła, to ja nadal musiałam kryć ją przed konserwatywnymi rodzicami, którzy uważali, że spanie przed ślubem u chłopaka jest nie na miejscu i puszczać im drobne kłamstwo, gdy robili jej kontrolę, że dziewczyna nocuje u mnie.
            Nie było jednak tak, że ja i Jennifer pozbyłyśmy się swojego przytulnego małego mieszkanka. Nadal je wynajmowałyśmy, ale przebywałyśmy tam naprawdę rzadko. Głównie dodatkowe mieszkanie służyło parom do odbycia romantycznej randki, na którą ktoś się zdecydował i by inni nie wchodzili im wtedy w drogę. Zaś centrum dowodzenia – czyli biały dom chłopaków - zyskał odrobinę kobiecej ręki, a także dodatkowe źródło zakupów. Chłopaki, co prawda nie chcieli byśmy dokładały się do czynszu, skoro utrzymujemy gniazdko miłości – jak nazwali nasze mieszkanie - więc ustaliłyśmy, że chociaż będziemy robić tam regularne zakupy. A przy takiej ilości osób jedzenie i środki czystości znikały w zastraszająco szybkim tempie.
            Zazwyczaj w domu panował lekki harmider, do czego szybko się przyzwyczaiłam i naprawdę to polubiłam. A nawet wręcz pokochałam. Nie sądziłam, że zwiąże się z tymi ludźmi, aż tak emocjonalnie. Nie wyobrażałam sobie tego, byśmy na tym etapie zbyt długo przebywali oddzielnie. Miałam wrażenie, że po prostu uzależniałam się od reszty mieszkańców.
           Cisza w domu zapanowała jedynie w momencie, gdy przyszła sesja. Każdy kuł, ile mógł, aby zaliczyć poszczególne przedmioty i móc bez stresu rozpocząć kolejny semestr na Uniwersytecie Sydney. Kiedy widziało się kogoś z książką czy notatkami, zostawiało się go w spokoju, jednocześnie przypominając sobie o tym, że trzeba samemu się wziąć do nauki. Motywowaliśmy się nawzajem, a także narzekaliśmy na ilość materiału, co było naprawdę miłe i śmieszne zarazem. Na całe szczęście wszyscy zaliczyliśmy przeklętą sesję i w czasie przerwy międzysemestralnej mogliśmy cieszyć się krótkimi wakacjami od wykładów i ćwiczeń. Niestety wszystko to, co dobre zbyt szybko się kończy.

           Poderwałam się z łóżka, prawie doznając małego zawału, kiedy poczułam, jak niemalże trzęsę się razem z poduszką. Raptownie odchyliłam się, wystraszona tym nagłym wyrwaniem ze snu. Byłam pewna, że spotkam się z podłogą, gdy w ostatniej chwili na moim nadgarstku pojawiła się silna męska dłoń, która utrzymała mnie w pionie. Luke przyciągnął mnie do siebie, śmiejąc się pod nosem. Niewiele myśląc trzepnęłam go w ramię, a on wyłączył piekielne urządzenie, chichrając się jeszcze bardziej.
           Nienawidziłam jego budzika od samego poznania się z tym pieprzonym urządzeniem. Zawsze przyprawiał mnie o atak serca i bolące mięśnie, gdy zrywałam się do pozycji siedzącej, jak tylko się włączał. Już nie wspomnę o tym, że za pierwszym razem zleciałam ze strachu z łóżka, a mój boski chłopak się z tego powodu popłakał. I to nie dlatego, że było mu przykro. Po prostu śmiał się tak mocno i tak głośno, że poszło mu oczami.
            Ten z pozoru niewinny czarny budzik, był podłączony cienkim kabelkiem do okrągłego plastiku, zwanego poduszeczką wibracyjną. I właśnie to uruchomiało się, gdy wybijał alarm. A co robiło dokładnie? Zgodnie z nazwą wibrowało. Ale nawalało tak, że miałam wrażenie, że trzęsie się całe łóżko. I naprawdę można było od tego kopnąć ze strachu w kalendarz. Hemmings był już do niego przyzwyczajony, ja nie. 
            Zazwyczaj było tak, że Luke, gdy musiał wstać wcześniej ode mnie, używał budzika, który zakładał na nadgarstek. Wtedy budził się tylko on, a ja mogłam na spokojnie spać dalej. Kiedy wstawaliśmy o tej samej porze, to ja budziłam chłopaka. Dlatego tego poranka spojrzałam na niego z wyrzutem, powodując kolejny napad śmiechu. Tak… Bardzo zabawne.
- Przepraszam – wymigał, będąc już cały czerwony na twarzy. – W tamtym budziku padła mi bateria. Musiałem nastawić ten.
- Mogłeś mnie chociaż uprzedzić – odpowiedziałam, przekręcając oczami.
- Ominąłby mnie wtedy taki cudny widok.
- Wal się – wysyczałam, odkrywając kołdrę. 
            Wstałam z łóżka, przeciągając się. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze godzinę spania, zanim nie zadzwoniłby mój budzik. Jednak po takiej traumatycznej pobudce, odechciało mi się wracania do łóżka.
- No, Mel…
- Słucham?
- Nie, to ja słucham – rzucił, a potem parsknął śmiechem, padając na poduszki.
- Serio, Luke?
- To było śmieszne.
- Chyba dla ciebie, łosiu – skwitowałam, ale mimo wszystko uśmiechnęłam się.
           Zauważyłam, że Luke coraz częściej traktuje z dystansem to, że nie słyszy. Jakby udzielał mu się pod tym względem sposób bycia Caluma, który potrafił śmiać się sam z siebie. I naprawdę cieszyłam się, że to robi. Że nie pogrąża się w negatywnych myślach, uważając się za kogoś wybrakowanego. Za kogoś, kto jest gorszy od osoby słyszącej.
- Wstawaj – rzuciłam, klepiąc go w pośladki.
- Najpierw poranny buziak z zamkniętą buzią – powiedział, firmując usta w dzióbek i wychylając się w moją stronę. Cmoknęłam go przelotnie, na co zareagował promiennym uśmiechem. – Kochanie, zrobisz mi śniadanie? Proszę?
- Już się przyzwyczaiłeś? Może Jen lub Ash będą już na nogach, to się wbijemy do nich.
- To też dobra opcja – pociągnął Luke, wypełzając z łóżka. – Cholernie seksownie wyglądasz w mojej koszulce.
- Wiem.
- Twoja skromność mnie powala.
- Tak? Nie odebrało ci od tego mowy? – rzuciłam, a potem odwróciłam się, by pogrzebać w jego szafie. Luke zrobił mi w niej miejsce, więc mogłam do środka wrzucić trochę swoich ubrań. Dużo trochę.
- Odebrało mi słuch, czaisz to? – odpowiedział rozbawiony. 
            Powoli odwróciłam się w jego stronę. Blondyn zagryzł lekko wargę, w miejscu, w którym znajdował się jego kolczyk. Uśmiechnął się niewinnie, co było w jego wykonaniu naprawdę urocze.
- Jesteś straszny, Hemmings. I nie jesteś osobą, która mówi czaisz to.
- Bo?
- Nie, to do ciebie nie pasuje. Nie jesteś luzakiem.
- Uraziłaś mnie doszczętnie – powiedział z teatralnym przejęciem. – Idziemy jeść? Jestem głodny.
- Żadna nowość.
- Więc?
- Ja najpierw idę do łazienki, czaisz to? – rzuciłam, a Luke parsknął śmiechem, a potem padł z powrotem na łóżko.

            W kuchni nie zastaliśmy nikogo. Musiałam, więc ruszyć tyłek i zrobić nam śniadanie, a także kawę. Postawiłam na tosty, które były najszybszą opcją na ciepło. Zresztą czas nas gonił i nie mogliśmy przeciągać poranka w nieskończoność, bo dziś znów zaczynaliśmy zajęcia.
           Siedziałam obok Luke'a, który pochłaniał tosty, chrupiąc mi tuż przy uchu. Nasze krzesła były tak blisko siebie, że z łatwością obejmował mnie wolną dłonią w pasie, co jakiś czas przejeżdżając palcami po materiale białej bluzki. Uśmiechnęłam się, podnosząc głowę znad planu zajęć, którego w ciszy studiowałam od kilku długich minut. Wlepiłam w niego swoje niebieskie oczy. Odstawił kubek z kawą z powrotem na stół, a następnie spojrzał na mnie.
- Co?
- Zobacz – odpowiedziałam, podsuwając mu plan pod nos.- Zgadnij, z jakiego przedmiotu będę najlepsza?
           Luke puścił mnie, aby dokładnie przyjrzeć się tabelce. Jego błękitne tęczówki, które były znacznie jaśniejsze od moich, zaczęły sprawdzać poszczególne dni. W końcu uśmiechnął się szeroko, wskazując palcem na poranne środowe zajęcia.
- Dokładnie, skarbie – rzuciłam, wpatrując się w nazwę wykładów i ćwiczeń o nazwie Język migowy. – Będę najlepsza.
- Skąd wiesz, że nikt u ciebie w grupie nie będzie lepszy?
- Bo nikt oprócz mnie nie zna migowego – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego szeroko. – A mam w nim całkiem dobry stopnień - dodałam, całując go w nos. I miałam w tym trochę racji, bo teraz migałam o wiele lepiej. Znałam dużo więcej słów, choć i tak Luke w rozmowie ze mną musiał spowalniać ruchy, bo nie byłam na tak zaawansowanym poziomie, jak Michael czy Ashton, z którymi komunikował się za pomocą migowego w strasznie szybkim tempie.
- Będziesz migowym kujonem?
- Dzięki mojemu super ekstra chłopakowi – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się.
- W końcu na coś się przydałem.
- Przydajesz się w bardzo wielu rzeczach.
- Jakich na przykład?
- Do robienia mi wieczornej herbaty lub kakao, do ścielenia łóżka czy dotrzymywania mi towarzystwa. A i do seksu… Przydajesz się do seksu – powiedziałam, drocząc się z nim. Luke lekko mnie popchnął, a ja zachwiałam się na swoim krześle. Zaśmiał się, kręcąc głową. Przejechał nosem po moim policzku, by na jego górze złożyć szybki pocałunek.
- Jezu… Jacy wy jesteście cholernie słodcy.
            Odwróciłam się w stronę wejścia. Luke widząc moją reakcję zaraz zrobił to samo. W progu stała Jen, uśmiechając się szeroko. Miała na sobie granatową piżamę w białe pluszowe misie. Brązowe włosy związała w niedbały kitek.
- Słodcy do zrzygania. Czołem, ludzie! Macie jeszcze jakieś jedzenie? – Doszedł do mnie drugi głos.             Zza pleców Jen wyłonił się Michael, który też wyglądał, jakby dopiero co zwlekł się z łóżka. Dziwiłam się, że już jest na nogach, bo Clifford uwielbiał spać do późna. Minął moją przyjaciółkę, podciągając szare krótkie spodenki. Przejechał dłonią po czerwonych włosach, które od niedawna zastępowały soczystą zieleń, jaką prezentował na głowie.
- Głodny?
- Jeszcze, jak. – Klapnął na krzesło obok, a potem jak gdyby nigdy nic, przysunął do siebie talerz z moimi tostami. Bez słowa wziął jednego i wgryzł się w chrupiący chleb. Otrzepał czarną koszulkę z okruchów.
- Nie krępuj się.
- Nie zamierzam – rzucił z uśmiechem. – Z czego się tak chichraliście, zanim wam przeszkodziliśmy?
- Mam język migowy, jako przedmiot.
- Będziesz najlepsza – skwitował Michael, wzruszając ramionami. – Kujon.
- Pieprz się.
- Ale nie z tobą. Mam chłopaka i ty też masz chłopaka. Propozycja nie na miejscu, Mel – powiedział, a kuchnia znów wypełniła się śmiechem.
- Też bym chciała nauczyć się języka migowego – odezwała się ponownie Jen, siadając obok Luke'a. Złapała za jego tosta. – Wszyscy coś tam umiecie. Nawet Calum zna kilka zwrotów. Jestem zacofana pod tym względem.
- Mogę cię, czegoś nauczyć. Mam dzisiaj wolne – odpowiedział Michael.
- Serio? Chociaż trochę?
- Chociaż trochę – rzucił Clifford, kiwając głową.

***
            Razem z Ashtonem wszedł do domu. Ściągnął buty, a potem złapał za silikonową opaskę. Naciągnął ją na nadgarstek. Zerknął na Irwina, który wpatrywał się w głąb salonu. Poszedł w jego ślady, spoglądając na Zacka, Michaela i Jen siedzących na podłodze. Podejrzewał, że Clifford dawał dziewczynie pierwsze lekcje migowego.
- Cześć – rzucił w ich kierunku, a Jen od razu poderwała się z miejsca.
- O! Czekaj, stój… Chcę się z tobą przywitać! – powiedziała z podekscytowaniem, który wywołał na jego twarzy szeroki uśmiech.
           Rozpędziła się w jego stronę tak, że prawie wleciała na swojego chłopaka. Zignorowała to, że Irwin nastawił policzek, czekając na przywitalnego buziaka. Jęknął niezadowolony, spoglądając z wyrzutem na blondyna, który roześmiał się. Zatrzymała się przed nim, prawie podskakując w miejscu.
- Patrz, patrz – pociągnęła, pukając go w ramię, kiedy ten rzucił okiem na rozbawionego Michaela i Zacka. Jego błękitne tęczówki znów skupiły się na dziewczynie.
- No, pokazuj. 
           Jen skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej, a potem wyciągnęła prawą dłoń, ustawiając kciuk i palec wskazujący w większej odległości od siebie, tworząc coś na wzór literki C. Luke zrobił wielkie oczy. Spojrzał po raz kolejny na Michaela i Zacka, którzy teraz prawie tarzali się po podłodze ze śmiechu. Hemmings domyślił się, że obaj ją wrobili. Jen wcale się nie przywitała.
- I jak? I dlaczego oni mają ze mnie polewkę?
- Pokaż to jeszcze raz – powiedział powoli, a dziewczyna kiwnęła głową. Już chciała zacząć, ale Luke znowu jej przerwał. – Poczekaj. – Złapał Ashtona za ramię, przyciągając go do siebie tak, że teraz stał przed nim. – Teraz. – Jen szybko powtórzyła swoje ruchy. – Tak powinno być.
- Czy te dwa gnomy mnie wkręciły?- zapytała, wskazując na nich palcem.
- Dokładnie.
- Co pokazałam?
- Kocham cię.
- O! To… Wredne dupki! – krzyknęła, a następnie doskoczyła do sofy. 
            Złapała za pierwszą lepszą poduszkę i cisnęła nią w Clifforda, który cały czerwony nadal dusił się ze śmiechu. Jednak chłopak miał dobry refleks i zasłonił się Zackiem, który oberwał wystrzelonym pociskiem wprost w klatkę piersiową. Salon znów wypełnił się śmiechem. Jen odgarnęła z twarzy brązowe kosmyki włosów i spojrzała ponownie na Luke'a i Asha.
- Nie to miało być – powiedziała, wpatrując się w Irwina.
- Wiem, skarbie – odpowiedział z uśmiechem.
- A prawda jest taka – zaczął Michael. –Że Jen jest tragicznym uczniem.
- Nigdy nie miałam głowy do języków, dobra!
- To widać – skwitował Clifford.
- Dlaczego ja się z wami kumpluję? – warknęła pod nosem.
- Bo jesteśmy hot – odparł Zack, uśmiechając się do niej szeroko.
- Oszaleję z wami.

***
            Nigdy nie lubiłam pracować po zajęciach i siedzieć w księgarni do końca. Była to dla mnie katorga. I dodatkowo cały dzień byłam poza domem. Dlatego kiedy weszłam w końcu do centrum dowodzenia, odetchnęłam z ulgą, że już mam wolne od swoich obowiązków i mogę wyluzować.
           Przywitałam się z pozostałą załogą. Część przesiadywała w salonie, a Ashton i Jen zabunkrowali się w kuchni. Oznajmili mi, że za piętnaście minut będzie kolacja. Poprosili też, bym skoczyła na górę po Luke'a, który od jakiś trzech godzin nie wysunął nosa ze swojego królestwa.
            Weszłam na górę, a następnie skierowałam się do odpowiednich drzwi. Bez jakiegokolwiek znaku, wparowałam do pokoju, nie starając się być cicho. W końcu i tak nie musiałam. Odłożyłam torbę na bok, wpatrując się w chłopaka siedzącego przed komputerem. Szybko zerknęłam na ekran. Pracował nad kolejnym zleceniem, grzebiąc w programie graficznym.
            Podeszłam do niego. Położyłam mu ręce na ramionach, jednocześnie sprzedając mu szybkiego buziaka w policzek. Odwrócił się, a na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Odsunął się odrobinę od biurka. Złapał za moje dłonie i przyciągnął do siebie. Usiadłam na jego kolanach, a on od razu się we mnie wtulił. Poczułam przyjemne i znane ciepło, które płynęło od jego ciała. Uwielbiałam mieć go tak blisko siebie.
- Koniec ciężkiego dnia? – zapytał, podnosząc głowę.
- Koniec. Nie chcę ci przeszkadzać…
- Nie przeszkadzasz. I tak chciałem sobie zrobić przerwę. Zresztą mam to odesłać najpóźniej do końca tygodnia, więc się wyrobię.
            Poprawiłam pozycję, w jakiej siedziałam, jeszcze bardziej przylegając do chłopaka. Objęłam jego kark ramieniem. Pocałowałam go w czoło. Luke ujął wolną ręką moje policzki, przenosząc swoje usta na moje. Od razu odpowiedziałam na pocałunek, który wywołał na moich plecach gęsią skórkę. Wsunął palce w moje włosy, napierając na mnie jeszcze mocniej. W dole brzucha poczułam przyjemne łaskotanie. Jego wargi przesunęły się w bok, zjeżdżając na moją brodę, a potem szyję.
- Musimy zejść na kolację – powiedziałam, odsuwając się od niego. Luke zrobił niezadowoloną minę. – No, co? Nie jesteś głodny?
- Jestem, ale… Miałem ochotę na małe obściskiwanie się.
- Dokończymy później- odparłam ze śmiechem.
- Trzymam za słowo. – Trącił palcem mój nos, a ja w zamian za to sprzedałam mu lekkiego pstryczka w ucho. Zaśmiał się. – Jen dzisiaj wyznała mi miłość.
- Co?
- Powiedziała, że mnie kocha.
- Co? – dopytywałam się, będąc całkowicie zdezorientowana. Uniosłam brwi do góry, nie spuszczając z niego wzroku.
- Przez przypadek oczywiście. Michael ją wkręcił mówiąc, że migowe kocham cię to powitanie. – Zacisnęłam usta, a potem zaśmiałam się pod nosem. – Trochę się wkurzyła, ale chłopaki mieli niezły ubaw.
- W to nie wątpię. Pewnie najbardziej rozbawiony był pomysłodawca pomysłu.
- Dokładnie. I wiesz, co?
- Co?
- Zdecydowanie wolę, jak ty to do mnie mówisz. – Uśmiechnęłam się.
- Kocham cię.
- O właśnie to – rzucił szybko Luke, ujmując po raz kolejny moją twarz w dłoniach. Musnął swoimi wargami moje usta. – Kocham cię. 


***
Na razie mamy małą sielankę, bo w końcu trochę im się spokoju należy. Ale tylko trochę :D Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu, choć jest spokojny. Nastał lekki przeskok w czasie, więc trzeba też było odrobinę nakreślić nową sytuację :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, które UWIELBIAM! Wiadomo, ale tak prawda :)

Przypominam również - standardowo - o możliwości zadawania mi pytań odnośnie fabuły i bohaterów na Asku. Link w kolumnie Menu.

Kolejny rozdział tradycyjnie za tydzień!

Pozdrawiam!

10 komentarzy:

  1. Genialny, jak zwykle. Mel zabłyśnie na lekcjach języka migowego ^^ Uwielbiam ją i Luke'a oraz Jen i Asha.. no i Mikey'a i Zacka też shippuję, tak samo jak Caluma z Grace Xd Wszyscy są świetni
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że bohaterowie przypadli Ci do gustu i że ta paczka da się lubić :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jak zwykle genialny :) Dziewczyno oddaj trochę umiejętności takiego pisania :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :)
      Czy ja wiem, czy to są aż takie umiejętności - ale dzięki za taki komplement :)

      Usuń
  3. Mikey i Zack- mistrzowie rozwalania systemu, ale to już klasyka w ich wykonaniu. Można się po nich wszystkiego spodziewać i to jest w nich najlepsze!:)Powiem szczerze, gdybym ja miała nauczyć Jen języka migowego najpewniej wywinęłabym jej podobny numer;) Już sobie wyobrażam jak Mel spada z łóżka, a Luke skręca się ze śmiechu w sumie teraz mi tez uśmiech nie schodzi z twarzy:)
    Rozdział jak zawsze świetny! Czekam na następny!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma w tej historii lepszych od nich XD I wiesz, co... przyznam się, że pewnie i ja nie mogłabym się powstrzymać i też bym coś zrobiła XD
      Cieszę się, że rozdział Cię rozbawił.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. MICHAEL XD Matko uwielbiam cię chłopie i twojego kotka też hahahah oni są wyrąbani w kosmos i te ich pomysły- podobają mi się tacy zakręceni i wyluzowani kumple Luka :) W sumie to i kumple Mel :)
    A Luke i Mel jako parka są idealni - mam nadzieję, że za bardzo im nie namieszasz, bo nie chcę by na końcu jednak skończyli osobno.
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że sama ich stworzyłam, ale też bardzo lubię Michaela i Zacka XD Cieszę się, że bohaterowie Ci się podobają i że dają się lubić :)
      Pozdrawiam!

      Usuń