wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział 21

          Obudziłam się, czując ciepłą dłoń przejeżdżającą po moim boku. Mruknęłam z zadowoleniem, uśmiechając się pod nosem. Lekko drgnęłam, dając mu znać, że już nie śpię. Po chwili jego ciepłe wargi zaczęły składać powolne pocałunki na moim odsłoniętym ramieniu, by skończyć tuż przy karku. Poczułam na plecach szybki dreszcz, który i on musiał wyczuć. Zaśmiał się cicho.
- Cześć, skarbie – powiedział, kiedy w końcu odwróciłam się tak, by móc go widzieć.
- Cześć, słoneczko – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się szeroko, ukazując mi jednocześnie urocze dołeczki w swoich policzkach.
- Będziemy jedną z tych par, co mówią do siebie tak słodko przy każdej nadarzającej się okazji?
- A potem oboje będziemy rzygać tęczą – podsumowałam, a on parsknął śmiechem, wciskając się w moje ciało. Objęłam go, wsuwając jednocześnie dłoń w jego rozczochrane włosy. Ułożył się tak, by dokładnie widzieć moją twarz.
- Tęczą, jak po zjedzeniu Skittlesów?
- Apetycznie.
- Sama zaczęłaś – odparł ze śmiechem, a potem zawisł nade mną. Przybliżył się, ale ja szybko go odepchnęłam. – Ej!
- Nie myliśmy zębów.
- Całus z zamkniętą buzią?
- Pasuje – odpowiedziałam z uśmiechem.
          Zamknęłam usta i on zrobił to samo. Cmoknął mnie w ten sposób, a potem oboje zaczęliśmy się śmiać. Uniósł się na łokciu, przez co kołdra jeszcze bardziej zsunęła się z jego ciała. Zagryzłam lekko wargę, przejeżdżając dłonią po jego klatce piersiowej. Pocałował mnie lekko w policzek, cicho mrucząc pod nosem. Jego wargi po chwili zjechały w dół mojej szczęki, by szybko znaleźć się na szyi. Odchyliłam lekko głowę, by ułatwić mu zadanie.
- Chodź – rzucił, odsuwając się ode mnie.
- Co?
- No, chodź – powiedział ze śmiechem, a następnie wyskoczył z łóżka w trybie natychmiastowym.
          Uniosłam brwi z zaskoczeniem, patrząc, jak wsuwa na siebie czerwone bokserki, które leżały na podłodze. Złapał też za zużytą prezerwatywę, którą wykorzystaliśmy przed spaniem i wrzucił ją do kosza. Następnie podał mi koszulkę i czarne figi. Nie wiedząc, o co mu chodzi, posłusznie ubrałam się. Zdążyłam wstać, a Luke złapał mnie za rękę i wyciągną z pokoju. Zanim się zorientowałam, wpadliśmy do łazienki.
- Powiesz mi, o co chodzi? – zapytałam, gdy na mnie w końcu spojrzał.
- Myj zęby.
- Co? – rzuciłam ze śmiechem.
- Mówiłaś, że nie myliśmy zębów. Umyjmy je szybko, a potem wracamy do łóżka – odpowiedział, posyłając mi łobuzerski uśmiech.
- No… Zaskakujesz mnie, Hemmings.
- Nadrabiam stracony czas.
- Podoba mi się to – odparłam, sprzedając mu klapsa w lewy pośladek. Chłopak podskoczył, a potem znów obdarzył mnie swoim cichym śmiechem, który uwielbiałam. – Poczekaj, dam ci szczoteczkę.
           Zanurkowałam do szafki. Ja i Jen używaliśmy elektrycznych szczoteczek do zębów i zawsze miałyśmy do nich zapasowe końcówki. Złapałam za przezroczyste opakowanie, a następnie wyciągnęłam z niej końcówkę z okrągłą główką. Podałam mu ją.
- Może być?
- Może. Zrobię z tego wersję manualną – rzucił, łapiąc za pastę do zębów.
- Powtórz jeszcze raz wersja manualna.
- Wersja manualna – powiedział powoli. Odwróciłam się w jego stronę, cmokając go szybko w policzek.
- Teraz było dobrze.
- Zgubiłem akcent?
- Słowa troszeczkę ci się zlały – odpowiedziałam, przejmując od niego pastę.
- Tylko się pospiesz.
- Ktoś tu się nakręcił?
- A dziwisz się? – mruknął, zabierając się za mycie zębów. – Zresztą, ja się nie czepiałem, gdy dobierałaś się do mnie przed zaśnięciem.
- Jakoś nie widziałam, byś miał coś przeciwko – odparłam, sama rozpoczynając mycie kłów. – Będziesz mi to teraz wypominał?
- Nie... Chociaż może – powiedział, a potem dla zabawy ubrudził mi policzek pastą.
- Luke, no! – Odskoczyłam, co rozbawiło go jeszcze bardziej.
           Umyliśmy zęby i twarze. Podałam mu ręcznik. Luke szybko się w niego wytarł, a następnie odrzucił go na bok. Zdążyłam odłożyć swój, a blondyn podszedł do mnie. Spojrzałam w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się zadziornie. Prawie krzyknęłam, kiedy znienacka wziął mnie na ręce.
- Kierunek pokój – powiedział ze śmiechem, a ja objęłam jego kark rękami. Po chwili znów padłam na łóżko, a Luke znalazł się tuż nade mną.

           Obudziłam się po raz drugi tego, jakże krótkiego dnia. Przetarłam dłońmi oczy, a potem lekko ziewnęłam. Poczułam na swoich plecach gorący, ale miarowy oddech Hemmingsa. Odwróciłam się delikatnie tak, by go przypadkiem nie szturchnąć. Luke dalej przebywał w krainie snów.
            Uśmiechnęłam się, spoglądając na jego spokojną twarz. Nachyliłam się, dając mu małego całusa w czubek nosa. Chłopak poruszył się, a ja wykorzystałam ten moment, by wysunąć się spod jego ramienia. Zerknęłam na niego, kiedy wcisnął się bardziej w poduszkę, jeszcze mocniej zakopując się pod kołdrą.
            Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w niego, nie mogąc oderwać oczu od sylwetki w większości ukrytej pod pierzyną. Pokręciłam głową, przypominając sobie wczorajszy dzień. Na początku byłam osobą niezdecydowaną, zagubioną i rozbitą, przez te wszystkie wydarzenia, które ostatnio miały miejsce. Teraz miałam wrażenie, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. A do tego stanu wystarczyło, tylko to uczucie, które mi dawał.
           Na początku nasza rozmowa była dość napięta i zbyt emocjonalna. Luke pierwszy raz podniósł na mnie głos, a ja czułam się jeszcze bardziej przytłoczona, niż przed wyjściem z domu. Potem jednak opanował się i wyznał mi wszystko. Byłam mu za to wdzięczna, bo do tej pory nie byłam pewna, czy sama bym się przyznała do tego, co czuję, gdyby nie zaczął pierwszy. Gdyby nie utorował tej trudnej i grząskiej drogi. Domyślam się, że mogłabym najnormalniej w świecie stchórzyć, a wtedy nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy teraz. Nasza relacja mogłaby się zepsuć jeszcze bardziej. Na szczęście wszystko potoczyło się inaczej.
            Złapałam za swoje rzeczy, a także za jego koszulkę. Podeszłam do szafy, wyciągając z niej czystą bieliznę i krótkie szare spodenki. Sydney znów topiło się w słońcu. Ostatnio ta pogada zmieniała się często, że ciężko było nad nią nadążyć. Zerknęłam przez ramię na Luke'a. Spał dalej. Zresztą przy nim nie musiałam uważać na hałas, więc mogłam legalnie kręcić się po pokoju, nie obawiając się tego, że go obudzę. Kiedy miałam wszystko, poszłam do łazienki, aby doprowadzić się do stanu używalności.

            Zabrałam się za robienie obiecanego śniadania. Postawiłam na omlety z czekoladą. W trakcie pracy usłyszałam, jak Luke wychodzi z pokoju, a potem bunkruje się w łazience. Doszedł do mnie odgłos płynącej wody, przez co wiedziałam, że chłopak postanowił wziąć prysznic. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie siedział tam niewidomo, jak długo.
           Kiedy zrzuciłam ostatnią porcję omletów na talerz, usłyszałam kroki. Uśmiechnęłam się pod nosem. Luke zatrzymał się tuż za moimi plecami. Udałam, że wcale nie wiem, że tam jest. Blondyn jednak nie czekał zbyt długo. Po chwili objął mnie w pasie, opierając brodę na moim ramieniu.
- Znalazłem złodzieja mojej koszulki – powiedział, puszczając mnie. 
            Oparł się o blat, mierząc mnie wzrokiem. Zrobiłam to samo. Zaprezentował się teraz przede mną w samych tylko spodniach, a ja nie miałam nic przeciwko, by paradował tak przed moim nosem częściej. Przynajmniej mogłam się na niego legalnie pogapić.
- Polubiłam ją – rzuciłam, ciągnąc lekko za czarny materiał. Ponownie wcisnęłam się w jego garderobę, która tak przyjemnie przesiąkła jego zapachem.
- Wyglądasz w niej lepiej ode mnie.
- Mam nadzieję, że jesteś głodny – odparłam, a Luke uśmiechnął się szeroko, kiedy użyłam języka migowego.
- Kocham cię – powiedział, ujmując moją twarz w dłonie. Zrobił to tak szybko, że prawie wypuściłam talerz, który trzymałam w ręku. Musnął swoimi ustami moje, a ja miałam wrażenie, że rozpłynę się od tego przyjemnego ciepła, jakie od niego biło. – I tak… Jestem cholernie głodny.
- Też cie kocham. – Cmoknęłam go po raz kolejny w nos. – A teraz zapraszam do stołu – rzuciłam, a on znów posłał mi swój uśmiech, który tak dobrze znałam i który uwielbiałam.
- Omlety?
- Z czekoladą.
- Pycha.
- Kawy?
- Tak.
           Usiadł przy stole. Zaraz przed nim pojawił się talerz z gorącym jedzeniem. Dodałam do tego parujący kubek z kawą. Po chwili zajęłam miejsce obok niego. Sama byłam okropnie głodna, więc nic dziwnego, że rzuciłam się na omlety, jakbym co najmniej nie jadła od tygodnia.
            Nagle blondyn wyciągnął z kieszeni telefon, który po raz kolejny zawibrował mu w dłoni. Odblokował go, a potem uniósł lekko brwi do góry. Zacisnął usta, by po chwili zachichotać pod nosem. Zerknęłam na niego z nieukrywaną ciekawością. Luke odwrócił się, a nasze spojrzenia na moment się spotkały.
- Ashton zaprasza nas w bardzo oryginalny sposób na obiad – powiedział ze śmiechem.
- Co takiego napisał? - Hemmings podał mi komórkę, a ja skupiłam się na wiadomości. Wytrzeszczyłam oczy, a potem sama parsknęłam śmiechem.

Od Ashton:
Jak skończycie się pieprzyć, to wracajcie do centrum dowodzenia. Mamy dziś wspólny obiad i będą wszyscy.

- Myślisz, że będzie przesłuchanie? – zapytał Luke, kiedy oddałam mu telefon.
- Nie myślę, ja to wiem. Jen mi nie popuści. A pewnie i ciebie weźmie w obroty, chyba że dorwie cię, któryś z chłopaków.  

          Wyszykowaliśmy się do wyjścia. Musieliśmy w końcu stawić się na obiedzie, który zapowiedział Irwin. Rozejrzałam się jeszcze szybko po stole, sprawdzając, czy mam ze sobą telefon i klucze –czyli dwie najpotrzebniejsze i niezbędne rzeczy. Następnie oboje opuściliśmy mieszkanie. Zamknęłam drzwi na klucz.
           Jak tylko ruszyliśmy w stronę chodnika, Luke od razu złapał mnie za rękę, na co ja uśmiechnęłam się szeroko. Zerknął na mnie, a potem przyciągnął do siebie, by móc objąć mnie w pasie. To pasowało mi jeszcze bardziej. Najchętniej nigdy już bym go nie puszczała. Teraz nie bałam się do tego przyznać, że byłam w tym niesłyszącym chłopaku zakochana po same uszy. Czułam się tak, jakbym przeżywała swoją wielką miłość po raz pierwszy – a wiadomo, że ten pierwszy raz jest zazwyczaj najbardziej wyjątkowy.
           Dojście do białego domu, które przez chłopaków nazywane jest centrum dowodzenia, zajęło nam ponad pół godziny. Powodem tego było to, że nie narzuciliśmy sobie żadnego szybkiego i spektakularnego tempa. Szliśmy do celu spacerkiem, ciesząc się wzajemnym towarzystwem i piękną pogodą.
           Dotarliśmy do drzwi, a Luke od razu otworzył je. Przepuścił mnie w drzwiach. Jak tylko minęłam próg, zatrzymałam się raptownie, czując na sobie zaciekawione spojrzenia pozostałych. Nawet Calum, odwrócił się w naszą stronę, jakby doskonale nas widział. Ashton stał w przejściu do kuchni, uśmiechając się głupkowato pod nosem. Podobną minę zresztą miała i reszta zgromadzonych. Jedynie Grace zachowała w miarę normalny wyraz twarzy, który nie zdradzał tego, że musieli chwilę wcześniej o nas rozmawiać. A było to po nich widać.
- No, w końcu – rzuciła Jennifer, która szczerzyła się najbardziej z nich wszystkich.
- Jest ostatni oficjalny dodatek! – krzyknął Zack, a ja miałam ochotę uderzyć się w głowę, a najlepiej zapaść się pod ziemię.
- Zdążyliśmy na obiad? – zapytał Luke, jak gdyby nigdy nic.
- Och… Pewnie, że zdążyliście – odpowiedział Michael, dwuznacznym tonem, którego Luke nie mógł wychwycić, ale ja za to bardzo dobrze go słyszałam. Blondyn tylko kiwnął głową, a następnie zerknął na mnie.
- Idę się przebrać i…
- Ty chcesz mnie z nimi zostawić? – warknęłam cicho, łapiąc go za ramię.
- Poradzisz sobie – wymamrotał, chichocząc pod nosem. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Luke uśmiechnął się niewinnie, a potem minął mnie i wbiegł szybko po schodach.
            Jak w zwolnionym tempie, odwróciłam się ponownie do reszty. Ashton poszedł do kuchni, ale byłam pewna, że będzie wsłuchiwał się w każde słowo, jakie tu teraz padnie. Zauważyłam święcące się oczy Jen. Oj, tak. Będzie przesłuchanie. Postanowiłam jednak udać, że wszystko jest tak, jak dawniej. Jak gdyby nigdy nic podeszłam do nich i usiadłam na wolnym miejscu na kanapie, tuż obok Hooda.
- Więc Mel – zaczęła Jen, a ja jęknęłam pod nosem. Calum wybuchł śmiechem, trącając ramieniem Grace, która spojrzała na mnie ze współczuciem. – Ty i Luke w końcu jesteście razem?
- Tak, jakoś wyszło…
- Wyszło –prychnął Michael, patrząc na mnie z niedowierzaniem. – Dziwię się, że tak wiele czasu wam to zajęło, głąby.
- Jaki milusi – odpowiedziałam, zerkając na zielonowłosego. Uśmiechnął się do mnie szeroko, zadowolony z siebie.
- Witam w drużynie dodatków – rzuci Zack, obejmując mnie i mocno przyciskając do siebie. – Tak się cieszę!
- Nasza załoga jest teraz w stu procentach pełna- skomentowała Calum, wyciągając rękę przed siebie. Szybko namierzył szklankę z piciem i chwycił za nią, ocierając się odrobinę o sąsiednie naczynie.
- Jak było? – wypaliła Jen.
- Co? – rzuciłam, patrząc na nią i robiąc wielkie oczy.
- Wiesz… Wasza dwójka… Wolna chata…
- Możesz nie przy nas – mruknął Michael, a ona zaśmiała się. – To tak, jakbym dyskutował o łóżkowych sprawach mojego własnego brata!
- Dzięki, Mikey…
- Co nie zmienia faktu, że i tak chcę poznać pikantne szczegóły waszego wieczoru – pociągnęła Jen.
- Skąd wiesz, że mieliśmy pikantny, tylko wieczór? – wypaliłam zanim zdążyłam się powstrzymać. Calum parsknął śmiechem wprost do swojej szklanki.
- Teraz tym bardziej chcę wiedzieć!
- Błagam Jen, nie teraz! – pociągnął Hood. –Chcę jeszcze pożyć!
- Skończcie temat seksu i chodźcie na obiad. Wam tylko jedno w głowie! – krzyknął Ashton z kuchni.
- Się odezwał ten święty – skwitował Hood. – Jakoś w nocy nie zachowywałeś się nazbyt cicho!
- Pierdol się, Cal! – odpowiedział Irwin.
- Szkoda tylko, że Calum ma rację – rzucił Zack. Zerknęłam na Jen, która oblała się mocnym rumieńcem. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem razem z innymi.

***
            Pomagał Ashtonowi w sprzątaniu po obiedzie, jaki im zaserwował. Pozostali zaszyli się znów w salonie. Calum sprzeczał się o coś z Michaelem, a Zack i Grace patrzeli na nich z politowaniem. Mel i Jen rozmawiały o czymś cicho, co jakiś czas śmiejąc się pod nosem. Kilka razy wyłapał odrobinę pojedynczych słów, ale nie skupiał się za bardzo na tym, o czym dokładnie mówią. Jego uwaga skoncentrowana była na jego dziewczynie. A myślenie o Mel w tej kategorii, jako jego drugiej połówki naprawdę sprawiała, że czuł się szczęśliwy. Miał teraz wszystko, czego pragnął. Ona dawała mu wszystko.
- Stary, no weź –rzucił Ashton, pukając go w ramię. Choć nie słyszał słów, to i tak posłusznie odwrócił się w jego stronę. – Ciągle się na nią patrzysz. Teraz jest twoja, możesz więc odpuścić.
- Nie mogę. Uwielbiam ją obserwować – powiedział zgodnie z prawdą, a Irwin zaśmiał się cicho. – No, co?
- Nic. Doskonale wiem, co masz namyśli – odpowiedział, łapiąc za kolejne brudne talerze. – Cieszę się, że między wami w końcu się ułożyło. Że w końcu porozmawialiście otwarcie. A to doprowadziło was do tego, że jesteście razem. Choć dla mnie powinno to się stać znacznie szybciej, bo od samego początku była między wami chemia.
- Tajemnicza chemia – wtrącił Luke.
- Dokładnie. Mieliście to i macie to nadal. Cieszę się twoim szczęściem.
- To urocze, Ash – odparł Hemmings słodkim głosem.
- A idź ty – rzucił jego przyjaciel, odpychając go ze śmiechem.  


***
Mimo, że nasza parka się oficjalnie ze sobą zeszła, to jeszcze nie kończymy ich historii. Przed nami jeszcze trochę rozdziałów, bo przecież zawsze można im jeszcze odrobinę utrudnić, teraz już wspólne, życie :D

Zainteresowanych Mukową historią, informuję, że na nowe opowiadanie ma już pierwszy rozdział. Dlatego chętnych zapraszam na link poniżej:


Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań odnośnie fabuły i bohaterów na Asku - link w kolumnie Menu :)

Dziękuję Wam za cudowne komentarze, które uwielbiam! - Ale to wiecie :)

Pozdrawiam i do następnego wtorku!

8 komentarzy:

  1. O Boże, po prostu skisłam na tym rozdziale, płaczę ze śmiechu hahahaha! Sms od Ashton’a i docinki Michael’a- mistrzowie rozwalania systemu! Wyobrażam sobie jak Calum parska do szklanki i Jen robi przesłuchanie:’)Ten rozdział jest taki pozytywny, genialny(jak zawsze):D Jestem strasznie ciekawa następnego rozdziału!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że bohaterowie skutecznie Cię rozbawili :) Trochę pozytywów się przyda po tym, co urządzili przed :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Są już wszystkie dodatki ;-) Rozdział genialny, cieszę się, że Mel i Luke są razem i mam nadzieję, że mimo przeciwności (które pewnie im przygotujesz) dadzą sobie radę. Sms od Ashtona mnie po prostu rozwalił, wyobrażam sobie cały ten rozdział, mam te sceny przed oczami ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się, że rozdział się podobał :) Hehe to się okaże, czy sobie poradzą :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. A ja chcę by rzygali miłością i słodkością, jak po zjedzeniu Skitlesów :D Naprawdę zasługują na długie szczęście, ale jak zwykle ROXY WIE LEPIEJ! Skrzywdź ich bardziej, niż to konieczne to kopnę cię w tyłek - serio mówię :P Jezu sms Asha był zajebisty :D
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może być za słodko nooooo :P Bo się stworzy prawdziwa tęcza od tej słodkości :P Uuuu wyczuwam groźbę.
      Cieszę się, że Ash cię rozbawił :)
      Pozdrawiam!

      Usuń