wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział 20

          Z miną zbitego psa, wyłoniłam się z łazienki. Przynajmniej wyglądałam, jak człowiek i nie musiałam straszyć ludzi na ulicy. Nie było też widać mojego wewnętrznego wycofania. A powoli przechodziłam w ten stan, mając dość tego wszystkiego, co dzieje się wokół mnie. Najchętniej wsiadłabym w pierwszy lepszy autobus i pojechała do Griffith, by choć na trochę oderwać się od Sydney. Oderwać się też od niego.
          Jennfier podniosła głowę do góry, jak tylko weszłam do kuchni. Siedziała przy stole, pochylona nad telefonem i kolorową gazetą. W sumie sama nie wiedziałam, czy czyta czy z kimś pisze. Zresztą w tym momencie naprawdę mało mnie to interesowało. Usiadłam obok, przysuwając sobie pod nos na pół wypitą kawę, którą męczyłam już od dobrych czterdziestu minut.
- Wyprostuj się, uszy do góry i uśmiech na twarz – poinstruowała mnie przyjaciółka, lekko pociągając za moje blond włosy. – Będzie dobrze.
- Jasne – mruknęłam, biorąc mały łyk kawy. 
          Byłam umówiona z blondynem na trzecią w pobliskim parku. Oboje uznaliśmy, że rozmowa na dość neutralnym terenie będzie najlepszym sposobem do wyjaśnienia sobie wszystkiego. Nie będziemy musieli się też obawiać tego, że ktoś nam przerwie.
- Prawdopodobnie zostanę dzisiaj na noc u Ashtona- powiedziała powoli Jen, bacznie mi się przyglądając.
- Nie masz jutro zajęć?
- Jutro jest dzień rektorski. Nie pamiętasz? Wszyscy mamy wolne od zajęć – przypomniała, a ja pokiwałam głową. Faktycznie, zupełnie bym o tym zapomniała. Dzięki temu przedłużył nam się weekend. – Do pracy też nie idę, więc… Sama rozumiesz. Chcę to dobrze wykorzystać.
- Jego czy czas? – zapytałam z lekkim śmiechem. Jen zmierzyła mnie wzrokiem, a potem wyszczerzyła się, ukazując mi szereg białych zębów.
- Jego, oczywiście, że jego. Może nawet kilka razy…
- Bez szczegółów – wtrąciłam, a ona zaśmiała się.
- Już sobie to wyobrażam…
- Jesteś niewyżyta.
- No, trudno – odparła, wzruszając ramionami. – Ashtonowi to nie przeszkadza.
- Zdziwiłabym się, gdyby mu przeszkadzało – skwitowałam, a Jen klepnęła mnie w ramię.
- Nie powinnaś już wychodzić? – zapytała, wskazując na zegarek, wiszący w kuchni. 
           Miała rację. Do trzeciej pozostało niewiele czasu, a przecież musiałam jeszcze dojść do tego przeklętego parku. Kiwnęłam jej głową, dopiłam kawę i wstałam z miejsca. Zarzuciłam na siebie czarną bluzę.
- Zobaczymy się jutro, tak?
- Tak. Daj znać, jak poszło. Gdybyś mnie potrzebowała, dzwoń śmiało. Przyjdę od razu.
- Dzięki – powiedziałam, kierując się w stronę drzwi. 
           Obojętnie, co by się nie działo i tak nie zadzwoniłabym do niej. Nie chciałam psuć jej spotkania z Ashtonem. Wnioskowałam po jej słowach, że raczej ta dwójka będzie mocno sobą zajęta. Zresztą nigdy nie lubiłam zawracać komuś głowy swoimi problemami. Byłam też w końcu dorosła i powinnam sama sobie z nimi radzić. Nawet jeśli miały cholernie boleć.

           Szłam powoli w stronę parku. Miałam wrażenie, że każdy kolejny krok jest jeszcze trudniejszy do pokonania. Im byłam bliżej, tym bardziej się bałam. Niebo nad Sydney było ponure i szare, jakby idealnie odzwierciedlało moje samopoczucie. Gdzieś w środku czułam, że to całe spotkanie i tak może przerodzić się w totalną porażkę. Chociaż nie powinnam być z góry do niego negatywnie nastawiona.
           Weszłam do parku. Z uwagi na niezbyt przyjemną pogodę, ludzi było tu znacznie mniej, niż w słoneczne dni. Ruszyłam niemalże pustym deptakiem w stronę stawku. Dokładnie rozglądałam się po ławkach, starając się wychwycić sylwetkę Hemmingsa. Było już po trzeciej, a Luke należał do osób punktualnych, więc byłam pewna, że już gdzieś tu jest.
           Zatrzymałam się, kiedy go zobaczyłam. Siedział naprzeciwko mnie, lekko pochylony do przodu. Łokciami opierał się o kolana. Wpatrywał się w ekran telefonu, jakby coś czytał lub coś sprawdzał. Zauważyłam niebieskie słuchawki. Miał na sobie czarną bluzę z kapturem, który naciągnął na głowę. Spod niego wychodziły mu blond włosy, zaczesane na bok. Kilka kosmyków lekko opadało mu na czoło.
           Przez chwilę nie byłam pewna, czy naprawdę chcę dzisiaj z nim rozmawiać. Wiedziałam, że powinnam, ale ten wewnętrzny strach był silniejszy ode mnie. Przełknęłam cicho ślinę, robiąc kolejny krok do przodu. Wtedy Luke podniósł głowę, a jego błękitne tęczówki spoczęły na mojej osobie. Uśmiechnął się. Odpowiedziałam tym samym, choć w moim wykonaniu była to bardziej uboga wersja, bo nie mogłam zmusić mięśni twarzy do czegoś większego. Jakby nagle chłopak zaczął mnie w pewien sposób paraliżować.
           Podeszłam do ławki, czując, jak zaczynając trząść mi się dłonie. Usiadłam obok, odwracając się do niego tak, by mógł mnie widzieć. Luke ściągnął szybko słuchawki, wkładając je do kieszeni bluzy. Po raz kolejny posłał mi swój słynny uśmiech, a w jego policzkach pojawiły się małe urocze dołeczki.
- Przepraszam za spóźnienie – wydusiłam z siebie.
- Cieszę się, że przyszłaś.
           Przyjrzałam mu się uważniej. Nie wyglądał, jakby się denerwował. Był całkiem spokojny, co było przeciwieństwem mojego stanu. Ja miałam wrażenie, że jak tylko na to pozwolę, to moje ciało zacznie całe się trząść, a ja nad tym już w ogóle nie zapanuję.
- Chciałeś ze mną porozmawiać – powiedziałam powoli. Pokiwał głową i wziął głęboki oddech. Zacisnęłam mocniej usta.
- Myślę, że… Chyba coś niedobrego stało się między nami i to moja wina.
- Co? Twoja? Niby czemu?
- To ja pierwszy wszystko skomplikowałem.
- Rozumiem. Ja za to się pogubiłam. Nie tak to powinno wyglądać. Wina leży po obu stronach. – Pokręcił głową. – Przestań zwalać wszystko na siebie. – Uniósł lekko brwi do góry.
- Wtedy pod twoim domem…
- Stało się. Mówi się trudno – przerwałam mu. Zagryzł wargę. – Możemy o tym zapomnieć. Nie musimy do tego wracać. Zresztą… Spotykasz się teraz z Charlotte i…
- Co? – odparł szybko, a potem pokręcił głową. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – Nie spotykam się z Charlotte. Dlaczego w ogóle tak pomyślałaś?
- Jak to, dlaczego? Widząc was razem, każdy by tak to zinterpretował.
- Wiem, że ona mocno przegina, ale… Nie… Nie mógłbym z nią być.
- Okej. Zresztą, nic mi do tego.
- Mel! – warknął, a ja, aż podskoczyłam, kiedy podniósł na mnie głos. – Przepraszam.
- Nie, spoko… Nic się nie stało.
- Przestań. Przestań cały czas powtarzać, że nic się nie stało! Przestań w końcu udawać! Nie jestem ślepy! Widzę, że coś się dzieje i nie rozumiem, dlaczego nie chcesz mi powiedzieć! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi!
- Luke?
- Co?!
- Przestań na mnie krzyczeć – powiedziałam cicho, czując, jak do oczu napływają mi łzy.
- Przepraszam – powtórzył, a ja pokręciłam głową. Podniosłam się z ławki. – Mel?
- To nie ma sensu. To już kompletnie nie ma sensu – wymamrotałam, a z każdym wypowiedzianym słowem, czułam się jeszcze gorzej.
- Nie, nie, nie – powiedział, łapiąc mnie za rękę. Szybki dreszcz przebiegł mi po plecach, kiedy jego ciepła skóra otarła się o moją. – Nie przekreślaj tego wszystkiego. Nie rób tego, tylko dlatego, że oboje popełniliśmy kilka błędów. Proszę… Nie zostawiaj mnie, bo ja… Ja cię potrzebuję. 
          Spojrzałam w jego przygaszone błękitne tęczówki i w tym momencie naprawdę nienawidziłam samej siebie. Luke był wyjątkowy. Był dobrym człowiekiem i wzorowym przyjacielem, a ja doprowadzałam go do takiego stanu. 
- Wiem, że znajomość ze mną jest ciężka- ciągnął dalej, a mój oddech z każdą sekundą przyspieszał. Wiedziałam, że jeśli pociągnie swój monolog dłużej, to z pewnością rozpłaczę się, jak małe dziecko. A nie chciałam tego robić przy nim. Jednak nadal trzymał mnie za rękę i ten gest nie pozwalał mi na to, by odejść.
- Nie jest ciężka – wtrąciłam, a on szybko pokręcił głową.
- Wiem, jak jest. Nie jestem taki, jak inni. Nie mogę robić z tobą wielu rzeczy, które mogłabyś robić z kimś innym.
- O czym ty mówisz?- jęknęłam z niedowierzaniem.
- Wiem, że być może teraz wymagam od ciebie zbyt wiele, bo i tak dużo już dla mnie zrobiłaś –kontynuował, a ja nie mogłam oderwać od niego oczu. – Ale naprawdę nie chcę tego wszystkiego kończyć. Przy tobie naprawdę czuję się normalny. Pozwalałem łamać ci kolejne bariery, a ty to robiłaś. Mimo to nadal cię potrzebuję. Z tobą wszystko jest łatwiejsze.
- Luke…
- Nie, poczekaj – powiedział szybko, a ja zrobiłam krok w jego stronę. – Daj mi dokończyć. Długo myślałem nad tym, co tak naprawdę chcę ci powiedzieć. I zacznę od tego, że nie żałuję pocałunku pod twoim domem. – Wstrzymałam oddech. – Nie wiem, dlaczego za niego przepraszałem. Nigdy nie powinienem był tego robić, bo wtedy wszystko było by łatwiejsze. Nieumyślnie wprowadziłem cię w błąd. Zaprzeczyłem temu, co do ciebie czuję. A prawda jest taka, że uwielbiam w tobie każdą nawet najdrobniejszą rzecz. To, jaka jesteś i w jaki sposób przyciągasz mnie do siebie. Dzięki tobie mój świat jest pełny. W końcu nie jest wybrakowany. Sprawiasz, że czuję się szczęśliwy, że każdy dzień jest sto razy przyjemniejszy. Naprawdę nie chcę cię stracić... Cholernie boję się ciebie stracić. – Końcowe zdanie wypowiedział niemalże szeptem. Coś ścisnęło mnie w środku. Przez chwilę zupełnie nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Poczułam spływające po moich policzkach łzy. – Mel, proszę… Nie chcę byś przeze mnie płakała.
- Przepraszam – wydusiłam, ocierając łzy wolną dłonią. – Naprawdę przepraszam…
- Nie... Proszę, Mel – jęknął, kręcąc głową. Luke chyba naprawdę w tym momencie źle odczytał moje zamiary. Nie zamierzałam go zostawiać. Nie po tym wszystkim, co mi powiedział. – Proszę… Wiem, że nigdy nie dorównam osobie w pełni sprawnej. Wiem, że bycie ze mną nie będzie proste. Ale… Kocham cię. – Moje serce momentalnie przyspieszyło. – Kocham cię tak bardzo, że w tym momencie to, aż boli – dodał, a jego palce mocniej zacisnęły się wokół moich. 
           Przybliżyłam się do niego. Nie rozłączając naszych dłoni, usiadłam znów obok, tym razem jednak znacznie bliżej. Luke przygryzł wargę, kiedy wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Przejechałam palcami po jego nieco szorstkim policzku.
- Nikt jeszcze nie powiedział mi, tylu pięknych słów na raz – powiedziałam cicho, a mój głos lekko zadrżał. 
          Moja ręka powędrowała w stronę jego karku. Luke oparł swoje czoło o moje, a ja poczułam na wargach jego gorący oddech, kiedy próbował wolniej łapać powietrze. To zobrazowało mi, jak emocjonalnie on sam do tego wszystkiego podchodzi.
- Wiem, że nie mam zbyt wiele do zaoferowania – odezwał się ponownie. Musiał podnieś głowę, by móc na mnie spojrzeć.
- Masz wszystko – odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. – Ty masz wszystko. Masz wszystko, czego ja potrzebuję. Jesteś wszystkim, czego potrzebuję. 
           Jego błękitne oczy czujnie wyłapywały każde moje słowo. Wiedziałam, że to jest ten moment, by nie tylko naprawić naszą relację, ale ją także wzbogacić. I dostać to, czego tak naprawdę od dłuższego czasu pragnęłam. 
- Kocham cię, Luke. Byłam głupia, że nie dostrzegłam tego uczucia wcześniej. Że ignorowałam wszystko, bo bałam się samej do tego przyznać. Ale… Kocham cię. Kocham cię takiego, jakim jesteś. Nic bym nie zmieniła– dokończyłam, uśmiechając się przez łzy.
           On również odpowiedział mi uśmiechem, a potem puścił moją dłoń. Z początku mi to nie odpowiadało. Chciałam, by nie puszczał mnie już nigdy. Ale wtedy zrobił coś, co sprawiło, że wszystkie emocje we mnie wybuchły na nowo. Pocałował mnie. Ujął moją twarz i złączył nasze usta, a ja czerpałam z tej chwili garściami. Jego wargi i język idealnie współgrały z moimi, nadając temu wszystkiemu odpowiednie tempo. Objęłam go, mocniej przyciągając do siebie i pałając się tym wszystkim, jakbym mogła próbować smaku jego ust po raz pierwszy. A to cholernie mi się podobało. Zacisnęłam palce na jego czarnej bluzie, a Luke lekko przechylił głowę, by pogłębić nasz pocałunek. W tym momencie mieliśmy gdzieś to, że siedzimy w parku, w którym nie jesteśmy sami.
          Odrobinę przyspieszyłam tempo, pragnąc jego bliskości jeszcze bardziej. Jeszcze chciwiej, niż wcześniej. Jakby mój mózg i ciało, chciało tym sposobem załatać te dziury, które utworzyły się, gdy wszystko zaczęło się komplikować. Jakby koniecznie chciało nadrobić ten cały wspólny stracony czas, który mogliśmy już mieć. Razem.
           Luke odsunął się, gdy pierwsze krople deszczu spadły nam na twarze. Uśmiechnął się, będąc nadal blisko. Jego uśmiech był najpiękniejszym uśmiechem, jaki mogłam kiedykolwiek podziwiać. Musnął lekko moje wargi, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cała, aż drżę od tego wszystkiego, co się wydarzyło.
- Zaraz kompletnie się rozpada – powiedział ciszej, a ja miałam wrażenie, że rozpłynę się od jego ciepłego głosu. – Idziemy do mnie czy do ciebie?
- Zdecydowanie idziemy do mnie – odpowiedziałam, a potem po raz kolejny złączyłam nasze usta.

          Szliśmy szybkim tempem w stronę domu, próbując zdążyć przed zbliżającą się ulewą. Na ziemię padały coraz to większe krople deszczu. Chociaż miałam to gdzieś, czy trafimy do celu susi czy mokrzy. Byłam tak szczęśliwa, że nawet burza, której się tak cholernie boję, nie byłaby teraz w stanie zepsuć mi samopoczucia. 
          Luke szedł obok, trzymając mnie mocno za rękę. Co jakiś czas posyłał w moją stronę promienne uśmiechy, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był mój. Teraz oficjalnie był mój. A ja zrozumiałam, że nie widzę świata poza nim. Wszystko inne mogłoby nie istnieć. Tylko on.
          Przyciągnął mnie do siebie, całując przelotnie w czoło. Zaśmiałam się pod nosem. Wtedy chłopak wleciał na starszą kobietę, która szła tuż za nami. Raptownie zatrzymaliśmy się i spojrzeliśmy na nią.
- Nie jesteście tu sami – warknęła nieznajoma.
- Przepraszam, naprawdę pani nie słyszałem…
- Może czas najwyższy zacząć używać uszu – odparła, a Luke uśmiechnął się do niej szeroko. Kobieta zmieszała się.
- Chciałbym, ale od dziesięciu lat nie słyszę. Naprawdę przepraszam. – Staruszka zrobiła zakłopotaną minę. – Przepraszam.
- Ja, nie…
- Nic się nie stało – rzucił ze śmiechem. – Przecież to ja na panią wpadłem.
- Chodź Luke – odezwałam się, ciągnąc go za rękę.
- Tworzycie ładną parę. – Nieznajoma w dalszym ciągu próbowała wybrnąć z twarzą z tej sytuacji, która najwidoczniej bawiła blondyna.
- Jestem największym szczęściarzem pod słońcem – odparł Hemmings, znów przyciągając mnie do siebie. Cmoknął mnie w policzek. Znów zrobiło mi się gorąco. – Miłego dnia.
- Miłego dnia, dzieciaki – rzuciła kobieta z uśmiechem, machając nam na odchodnym. Odpowiedzieliśmy tym samym, a potem przyspieszyliśmy korku.

           Udało nam się uciec przed ulewą, która rozpętała się zaraz po tym, jak wpadliśmy do domu. Zamknęłam drzwi i odwróciłam się. Luke uśmiechnął się po raz kolejny tego dnia. Podeszłam do niego i wpiłam się zachłannie w jego usta, od razu przyciskając się do jego ciepłego ciała. Dłonie chłopaka oplotły mnie w pasie, a ja poczułam przyjemne dreszcze, które pojawiły się na plecach. W tle bębnił deszcz.  Miałam też wrażenie, że słyszę przyspieszone bicie swojego serca.
          Odwróciłam nas, nawet na moment nie odrywając swoich ust od jego. Delikatnie przygryzł mi dolną wargę, a ja zamruczałam pod nosem. Jego dłonie zaczęły powolną wędrówkę wzdłuż mojego ciała, co było niezwykle kuszące i podniecające jednocześnie. Oboje na oślep ruszyliśmy w stronę kanapy, nie przerywając pieszczot.
          Nie spodziewałam się jednak, że sofa pojawi się tak szybko i tak nagle. Wpadliśmy na nią, a ja poleciałam do tyłu, ciągnąc chłopaka za sobą. Padłam na nią, a Luke znalazł się nade mną. Spojrzałam w jego błękitne oczy. Wybuchliśmy śmiechem.
- Nic ci się nie stało? – zapytał, spoglądając na mnie i czekając na odpowiedź.
- Nic – odpowiedziałam cicho.
- To dob…
          Ale nie dokończył, bo złapałam go za bluzę i przyciągnęłam go z powrotem do siebie. Wpił się w moje usta, zmieniając tempo na nieco szybsze. Dalej jednak całował z takim uczuciem, że od tego szumiało mi w głowie. Poczułam jego dłoń na udzie. Zadrżałam lekko, wsuwając rękę pod jego górne ubranie.
- Mel… - Uniósł się na ręku, by znów móc mnie widzieć. – Naprawdę nie chcę tego przerywać, bo w tym momencie nie pragnę niczego bardziej, niż tego, by znaleźć się jeszcze bliżej ciebie, ale… Ale chcę mieć pewność, że ty też tego chcesz- powiedział, a ja wyłapałam, jak jego oddech odrobinę przyspieszył. Moja dłoń przeniosła się na jego plecy, przez co wyczułam, jak przeszedł go szybki dreszcz. W tym momencie byłam tak samo nakręcona na niego, jak on na mnie. Za nic nie chciałam, by to się już skończyło.
- Chcę tego, więc nie przestawaj- poprosiłam, a on uśmiechnął się.
           Naparłam na niego mocniej, by być górą. Niestety zapomniałam o tym, że to nie łóżko, a zwyczajna sofa, która też ma swoje granice. Dlatego zanim się obejrzeliśmy, padliśmy na podłogę z głośnym hukiem. Przygniotłam Luke'a swoim ciałem, a on syknął cicho pod nosem. Od razu podniosłam się, wpatrując się w niego.
- Nic ci się nie stało?- zapytałam, powstrzymując śmiech. – Przepraszam.
- Nic mi nie jest – rzucił i sam zaczął się śmiać. Dołączyłam do niego od razu.
- Na pewno? – dopytałam dla pewności.
- Na pewno – odpowiedział, podnosząc się. 
          Ujął moją twarz w dłonie i znów pocałował mnie. Jego ręka powędrowała do mojego biodra. Przysunął mnie bliżej siebie, a ja oplotłam jego kark rękami, jeszcze bardziej napierając wargami na jego wargi.
          Puściłam go, by móc uwolnić się od bluzy. Odrzuciłam ją na bok. Zaraz po tym złapałam za jego garderobę. Luke znów się uśmiechnął, gdy podciągnęłam ją do góry. Pomógł mi ją z siebie ściągnąć, a potem znów złączył nasze usta. Wsunęłam mu dłoń we włosy, przesuwając się na jego udach, na co mruknął pod nosem. Uśmiechnęłam się. Cicho westchnął, gdy odsunęłam się od niego.
- Kocham cię – powtórzył te dwa najpiękniejsze słowa, jakie mogłam od niego usłyszeć.
- Kocham cię – odpowiedziałam, migając. Zagryzł lekko wargę, spoglądając mi głęboko w oczy. Jeszcze nikt nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób. Jakby nie widział nic, poza mną. A to cholernie mi się podobało. – Chodź.
          Wstałam i wyciągnęłam w jego stronę rękę. Luke dźwignął się z podłogi. Chwycił moją dłoń, na co uśmiechnęłam się szeroko. Już chciałam go pociągnąć w stronę pokoju, ale to blondyn przejął stery. Zanim zdążyłam się zorientować, poprowadził mnie do mojego królestwa.
           Weszliśmy do środka, niemalże rzucając się na siebie, jakbyśmy oboje byli tego spragnieni. Jakby ta krótka droga z salonu do pokoju, była zbyt długą rozłąką dla naszych ciał. Luke złapał za swoja koszulkę i szybko się jej pozbył. Dokładnie obejrzałam jego odsłonięty tors, zagryzając przy tym wargę. Zerknął na mnie, ciągnąc jednocześnie za dół mojej bluzki. Po chwili i ja straciłam górną część garderoby. Jego ręce powędrowały wzdłuż moich pleców, a potem przeniosły się na brzuch. Odchyliłam głowę, kiedy zaczął składać szybkie pocałunki na mojej szyi i ramionach, tworząc między nimi wilgotną ścieżkę. Jęknęłam cicho pod nosem, gdy przygryzł mi skórę na obojczyku. Wiedziałam, co zamierza zrobić, ale nie powstrzymywałam go przed tym, by zostawił tam po sobie ślad.
           Padłam na łóżko, lekko odbijając się od miękkiego materaca. Luke znalazł się tuż nade mną. Przez chwilę znów obsypywaliśmy się pocałunkami, a nasze dłonie badały każdy skrawek ciała, tej drugiej osoby. W końcu jednak przekręciłam nas tak, że mogłam znów być na górze. Jego ręce znalazły się na moich pośladkach. Otarłam się o niego, a on przycisnął mnie jeszcze bardziej do siebie, przez co wyczułam twarde wybrzuszenie w jego spodniach. Zrobiłam to po raz kolejny, wywierając jeszcze większy nacisk na swoje i jego biodra. Zamruczał pod nosem, a jego ciepły oddech owiał moją twarz.
           Podniosłam się. Usiadł, przeczesując mi palcami blond włosy. Uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział tym samym. W tym momencie nie potrzebowaliśmy żadnych słów. Każde z nas wiedziało, czego dokładnie chciało to drugie.
           Szybko uwolnił mnie od stanika, odrzucając go na bok. Jego wargi skupiły się na moich piersiach, powodując u mnie lekkie drżenie całego organizmu. Kolejna fala gorąca uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą. Jęknęłam po raz kolejny, pocierając skórę na jego karku i plecach, co jakiś czas odrobinę mocniej zaciskając na nich palce, dając mu jednocześnie znać, że jego pieszczoty w stu procentach mi się podobają i jak najbardziej odpowiadają. Kiedy się wyprostował, zaatakowałam jego szyję i miejsce za uchem. Poczułam, jak po jego kręgosłupie przebiega kolejny dreszcz.
           Zanim zdążyłam się zorientować, znów leżałam pod nim, a Luke już dobierał się do moich spodni. Sprawnie rozpiął mi zamek i guzik, a potem ściągnął mi je razem z bielizną. Zwilżył usta językiem, łącząc nas w kolejnym pospiesznym i mniej dokładnym pocałunku. Zaczerpnęłam głośniej i mocniej powietrza w momencie, gdy jego palce przesunęły się po mojej kobiecości. Ujęłam jego kark jedną ręką, zmuszając go do tego, by na mnie spojrzał.
- Wejdź we mnie – powiedziałam zniecierpliwionym tonem. W tej chwili chciałam tylko tego, by w końcu dał mi to, czego pragnęłam. Jego… Jego całego.
           Luke cmoknął mnie szybko w nos, a potem podniósł się. Poszłam w jego ślady, kiedy chłopak nie kwapił się od tego, by sam się rozebrać do końca. Dorwałam się do jego spodni, a potem obserwowałam to, jak szybko zrzuca je z siebie łącznie z czerwonymi bokserkami. Po chwili jednak przekręcił oczami, co mnie rozbawiło. Wychylił się z łóżka. Złapał za spodnie i wyjął z tylnej kieszeni portfel. Wyciągnął z niego prezerwatywę.
- W takim tempie – odparłam, kręcąc głową i zabierając mu z ręki filetowe opakowanie.
- Jesteś niecierpliwa.
- Do takiego stanu mnie doprowadziłeś – rzuciłam, otwierając ją. – Sam się obsłużysz? – Pokręcił z rozbawieniem głową.
- A może robię to celowo, by wziąć cię odrobinę na wstrzymanie? Nie pomyś… -Ale urwał, gdy chwyciłam jego członka w dłoń, poruszając nią powoli. Ujął moją twarz i wpił się w usta, od czasu do czasu pomrukując cicho. – Zapomnij o opóźnianiu wszystkiego, chcę już być w tobie – wyszeptał, wprost do mojego ucha.
           Odepchnęłam go lekko, by móc w końcu założyć mu prezerwatywę. Zerknęłam na niego, gdy lekko przygryzł wargę, co było cholernie seksowne w jego wykonaniu, szczególnie, że znajdował się tuż przede mną i to bez żadnych ubrań. Kiedy był gotowy, pociągnął mnie w swoją stronę. Padł na plecy, a ja znów znalazłam się nad nim. Uniosłam się, a on od razu wszedł we mnie, wydobywając z mojego gardła głośniejszy jęk. Wyprostowałam się, czując jego dłonie błądzące po moim ciele. Nadałam nam najpierw wolniejsze tempo, by potem odrobinę przyspieszyć. Nie odrywał ode mnie wzroku, dokładnie obserwując każdą moją reakcję.
           Jęknął pod nosem, łapiąc moje nadgarstki. Przyciągnął mnie do siebie tak mocno, że opadłam na jego ciało, a on zachłannie wpił się w moje usta. Przetrzymał mnie w tej pozycji dłużej, napierając dłonią na mój kark. Poruszył się we mnie, a ja znów jęknęłam, wciskając się w jego klatkę piersiową.
          Zaasekurował mnie dłońmi, gdy szybko zmienił pozycję. Teraz to on był górą. Wszedł we mnie ponownie. Kolejny mój jęk został stłumiony przez jego usta, które co chwilę muskały moje. Nasze przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą. Luke zwiększył tempo, a ja spojrzałam w jego błękitne oczy. Jego źrenice były rozszerzone, policzki zaś lekko zaróżowione. Dostrzegłam pojedyncze kropelki potu na jego czole. Wsunęłam mu dłoń we włosy, kiedy jego wargi przesunęły się po skórze na mojej szyi. Druga powędrowała na jego plecy. Zacisnęłam palce, słysząc kolejny jego jęk.
- Mel – wymruczał, przyspieszając jeszcze bardziej. - Jezu, Skarbie ja zaraz… - Aż zatrzęsłam się od tego określenia, jakie użył w stosunku do mnie.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę – odpowiedziałam drżącym głosem, gdy na mnie spojrzał.
           Pokiwał głową, choć wiedziałam, że w tym momencie oczekuję od niego naprawdę dużej do spełnienia rzeczy. Zacisnął mocno usta, a potem mruknął pod nosem, by po chwili zagryźć wargę tuż przy miejscu, w którym znajdował się jego kolczyk. Widziałam, jak napina wszystkie mięśnie, by odciągnąć finał. Zacisnął palce na pościeli, tuż obok mojej głowy.
- Kurwa – syknął głośniej, opierając czoło o moje ramię. 
            Po chwili doszedł w moich ramionach, opadając i mocniej wciskając się w moje ciało. Wykonał jednak jeszcze kilka szybszych pchnięć, przez co sama zaczęłam szczytować, wbijając paznokcie w jego skórę na plecach i jęcząc tuż przy jego uchu. Po chwili mój pokój wypełnił się naszymi szybkimi oddechami, kiedy próbowaliśmy je jakoś unormować.
            Luke w końcu przekręcił się na bok, a następnie odwrócił się, ściągając prezerwatywę. Zawiązał ją, a potem wyrzucił za łóżko. Gdy tylko położył się na plecach, od razu przyciągnął mnie do siebie, a ja nie miałam oporów przed tym, by wtulić się w jego rozgrzane ciało. Złapałam za skopaną przez nas kołdrę i narzuciłam ją na nas. Podniosłam głowę do góry. Uśmiechnął się. Odpowiedziałam tym samym. Poczułam, jak delikatnie całuje mój czubek głowy. Wcisnęłam się w niego bardziej, wsłuchując się w przyspieszone bicie jego serca. A był to naprawdę piękny dźwięk.

           Poprawiłam jego koszulkę. Przyciągnęłam materiał do nosa, by móc cieszyć się zapachem jego perfum, które strasznie mi się podobały. Nadal siedziałam w łóżku, mając na sobie górną część jego garderoby i swoje czarne figi, które musiałam wygrzebać spod warstw naszych wspólnych ubrań, które jeszcze niedawno tkwiły na ziemi. Luke później przewiesił je przez oparcie krzesła.
           Drgnęłam, słysząc znaną muzyczkę dobiegającą z mojego telefonu. Sięgnęłam w stronę szafki i chwyciłam za komórkę. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Jen. Przesunęłam palcem po ekranie, ponownie zaciągając się przyjemnym zapachem z ubrania Luke'a.
- Tak?
- Miałaś dać mi znać, jak przebiegła rozmowa, a jest już wieczór – rzuciła z wyrzutem przyjaciółka. No… tak. Przez to, co stało się po rozmowie, zupełnie o tym zapomniałam.
- Jest…
- Luke nie wrócił jeszcze do domu – ciągnęła dalej zdenerwowanym tonem. – Chyba wy… Chyba nie stało się nic złego? Mel? Powiedziałabyś mi od razu, gdyby coś się stało, prawda?
- Wyluzuj, Jen. Jest okej. Luke jest u nas.
- Och… Och, kurwa! Dzięki Bogu!
- Jen, czy ty nie przeginasz?
- Ja… Nie, no, co ty? Martwiłam się i tyle i… Nie, Ash jest okej. Luke jest z Mel. Wygląda na to, że naprawdę jest w porządku. – Uniosłam brwi do góry.
- Jen, wiesz, że ja to słyszę – wtrąciłam, a po drugiej stronie zapanowała chwilowa cisza.
- Luke mi odpisał – usłyszałam głos Ashtona. – O... w dupę!
- Co? Co się stało? – dopytywała się Jen, a ja miałam ochotę trzepnąć ich telepatycznie przez komórkę. Każdego z osobna.
- Napisał mi, że są razem – kontynuował Irwin.
- Co?! – Jen krzyknęła to tak głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha. – Mel! Kurwa! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! O takich rzeczach mam się dowiadywać od osób trzecich?!
- Nazwałaś mnie osobą trzecią? – zapytał z niedowierzaniem Ashton.
- Przepraszam, Misiu… Ale Mel, dlaczego nic nie powiedziałaś od razu? Chyba, że nie miałaś na to czasu i zajmowałaś się swoim nowym facetem i… O kurwa!
- Jen, ja za tobą nie nadążam – wymamrotałam, przejeżdżając dłonią po twarzy.
- Zajmowałaś się swoim nowym facetem?
- Co?
- Bo zmuszę Ashtona do tego, by dowiedział się tego od ciasteczka.
- Sprecyzuj słowo zajmować się – odparłam, choć doskonale zdawałam sobie sprawę do czego zmierza.
- Zajmować się nim w łóżku – powiedziała, akcentując dokładnie każde słowo.
- Ja…
- Wiedziałam! Jak było?
- Serio, Jen? – Usłyszałam po raz kolejny głos Asha.
- A ty nie jesteś ciekawy? No, mniejsza, więc… Albo nie, opowiesz mi później. Porozmawiamy bez osób trzecich. – Doszło do mnie ciche warknięcie Irwina, a Jen zaśmiała się. – Jak mniemam mam nie wracać do domu.
- Nie wracaj.
- Luke też nie wróci?
- Nie dzisiaj.
- Och… Okej – rzuciła ze śmiechem. – Rozumiem. W takim razie do jutra!
- Do jutra, Jen.
           Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę. Zdążyłam wrócić na swoje poprzednie miejsce, gdy drzwi od pokoju otworzyły się. Do środka wrócił Luke, ubrany jedynie w swoje czerwone bokserki. W sumie nie miałabym nic przeciwko temu, by pomóc mu się ich pozbyć po raz kolejny. Nie! Stop! Trzeba sobie dozować przyjemności!
           Podszedł do mnie. Uśmiechnął się. Następnie podał mi tackę, którą trzymał w dłoniach. Na niej znajdował się talerz z kolorowymi kanapkami, dwa parujące kubki z herbatą i jego telefon. Ustawiłam ją na pierzynie, uważając, by nic nie spadło. Luke zajął miejsce obok. Jego dłoń przejechała po moim odsłoniętym udzie. Przysunął się bliżej, muskając ustami moją szyję. Zagryzłam lekko wargę.
- Kanapki mogą być? – zapytał, a ja spojrzałam na niego.
- Mogą – odpowiedziałam, łapiąc jedną dłonią jego policzki i delikatnie je ściskając. Złożyłam na jego ustach szybki pocałunek. – W sumie to ja powinnam robić ci jedzenie, a nie ty mi, w końcu jesteśmy u mnie.
- Ty zaserwujesz mi, jakieś pyszne śniadanie rano.
- Zostajesz na noc? – odparłam, teatralnie unosząc brwi do góry. Blondyn wysunął dolną wargę, robiąc do tego smutną minę. – Prawidłowo. – Zaśmiał się, a ja uśmiechnęłam do niego. – Już cię nie puszczę.
- Nie?
- Nie. Jesteś moim Słoneczkiem.
- To urocze – skwitował, a ja lekko puknęłam go w ramię. Znów się zaśmiał. – Mi pasuje.
- Mi też to pasuje.


***
Można Lukowi i Mel składać już gratulacje, za to, że w końcu postanowili ze sobą porozmawiać. I trochę ich poniosło od tej miłości, ale... Niech się cieszą, dopóki mogą (w tym miejscu pojawia się diaboliczny śmiech :D). 

Jeśli ktoś z Was nie czyta Pod Jednym Dachem, to szybka informacja wstępna, bo... będzie nowa historia. Na tamtym blogu wspominałam o wyzwaniu, jakie wymyśliły mi koleżanki i którego ja się podjęłam. Wyszło dość spontanicznie, ale ponoć takie akcje są najlepsze. Warunki, jakie musiałam spełnić do stworzenia wyzwaniowej historii były takie:
1. Sparować ze sobą dwóch chłopaków - głównych bohaterów (bo nigdy o tym nie pisałam) - jako, że wciąż zostaję przy 5SOS, to postawiłam na Muka :D
2. Opracować fabułę w niecałe dwa dni - wykonane!
3. Dodać do historii coś, czego jeszcze nie tknęłam w ff o 5SOS (pomijając inne ff, które kiedyś pisałam) - głównie chodziło o dodatkowy gatunek. Z początku pomyślałam o horrorze, ale trudno mi było wrzucić do tego romans z Mukiem, więc... dodatkiem będzie fantastyka. Czyli w sumie opowiadanie będzie wielkim miszmaszem. Tytuł: The Guardian Angel.

Dostałam już zwiastun, a blog jest w trakcie ogarniania. Jeśli, więc nie macie nic przeciwko Mukowi i innym łączeniom, to już was na nową historię serdecznie zapraszam :) Oficjalne otwarcie bloga wraz z publikacją prologu pojawi się w czwartek. Dzisiaj jednak chcę Wam zaprezentować cudowny zwiastun - kolejne dzieło Moni :) Enjoy! 


Zachęciłam lub zaciekawiłam? Mam nadzieję! Z tą historią i jej bohaterami widzimy się oficjalnie w czwartek.

Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań odnośnie historii i bohaterów na Asku- link w kolumnie Menu :)

Następny rozdział na Pokochać Ciszę tradycyjnie w następny wtorek. 

Pozdrawiam!

13 komentarzy:

  1. Super ❤ w końcu ze sobą pogadali... Wreszcie są razem 👍dobrze że sobie to wyjaśnili ☺😉
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można śmiało powiedzieć, że czas najwyższy :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Genialny rozdział!
    W końcu się stało, te dwa magiczne słowa zostały wypowiedziane<3!! I wszystko się zmieniło. Popieram słowa starszej pani, oni naprawdę są ładna parą :D. Serio, mam wrażenie, że dziś utopię się w wacie cukrowej i tęczy hahhaha Po takiej dawce jaką Nam dziś serwujesz. Swoja drogą ciekawie by to wyglądało na nagrobku: Ś.W. zginęła śmiercią tragiczną- zalała ją wata cukrowa i tęcza...Tia…
    Czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było, aż tak słodko? :/ Nie dobrze, trzeba będzie to niedługo zmienić. Heheh na pewno by się wyróżniał, ale nie... nie ma umierania! :)
      Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział!
    W końcu Mel i Luke są razem, nareszcie!
    Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam Pati xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Można powiedzieć, że to był czas najwyższy, by ta dwójka coś zrobiła w tym kierunku :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. W KOŃCU! W KOŃCU POROZMAWIALI I JEST HOT SCENKA!!! Szczerzyłam się sama do siebie, jak to czytałam! Mel i Luke! NARESZCIE!!!
    Cieszę się, że ta rozmowa własnie tak przebiegła, choć na początku bałam się, że jednak nic z tego nie będzie. Na szczęście Luke wziął sprawy w swoje ręce i przyznał się do uczucia i Mel poszła w jego ślady. Końcówka była rozczulająca - i ta martwiąca się Jen! :D Kocham to!
    Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha no tak hot scenka :D Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. AAAAAAAAA!!!!!!
    Łooo kuźwa, to chyba mój ulubiony rozdział na tym blogu. Wreszcie dzieciaczki wyznały sobie miłość. Nawet nie wiesz, jaki ogromny mam zaciesz! I ta hot scenka - no po prostu miód malina ♥ Błagam, nie psuj ich związku! XD
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się aż tak podoba :) Co do tego psucia - nic nie obiecuję.
      Pozdrawiam!

      Usuń