wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 19

          Tej nocy doskwierała mi najnormalniejsza bezsenność. Byłam rozbita, gdzieś w środku i bałam się, że o wiele ciężej będzie mi się znów pozbierać, choć w swoim życiu wielokrotnie musiałam to robić. Teraz jednak było inaczej. Zrozumiałam, że do tej pory na nikim nie zależało mi tak mocno, jak na nim. Na kimś, kto nie miał być mój. Przywoływałam jego obraz raz za razem, jakbym urządzała sobie swoje własne tortury. 
          Przez większość czasu leżałam na łóżku, tępo wpatrując się w ciemną ścianę przed sobą. Od czasu do czasu z moich oczu wypływały słone łzy, które moczyły poduszkę. Udałam, że śpię, gdy Jen wróciła po imprezie do domu. Nie chciałam, by widziała mnie w takim stanie. Nie teraz. Nie w takim momencie. Udało mi się przysnąć dopiero nad ranem, gdy na dworze powoli robiło się jasno.
          Kiedy w końcu podniosłam się z łóżka, dochodziła godzina dwunasta. Byłam ledwo przytomna. Dodatkowo czułam piekące oczy, które były lekko zaczerwienione, a także ból głowy- kolejny skutek mojej osobistej porażki, która wyduszała ze mnie łzy. W lustrze zobaczyłam swoją bladą twarz i sterczące na wszystkie strony włosy. Bosko… Dzięki takiemu wyglądowi mogłabym łatwo dostać angaż w domu strachów i nawet charakteryzacja nie byłaby nazbyt potrzebna.
- Mel! – Podskoczyłam, słysząc głos przyjaciółki za drzwiami.
- Tak? – wydusiłam z siebie.
- Zbieraj się! Umówiłam nas u chłopaków! Ashton ma zaserwować nam dobre jedzonko na kaca!
- Nigdzie nie idę! – odpowiedziałam z automatu.
- Bez gadania! Idziemy!
            Przekręciłam oczami. Wiedziałam, że jak Jen na coś się uprze, to nie popuści. Byłaby pewnie skłonna zawlec mnie tam siłą, gdybym postanowiła się mocniej przeciwstawić jej decyzji. Skapitulowałam. Naprawdę nie miałam ochoty na wystawianie nosa poza nasze mieszkanie, szczególnie, gdy chodziło o dom Luke'a. Z drugiej jednak strony miałam ogromną ochotę znów go zobaczyć, choć wiedziałam, że to będzie cholernie boleć.
- Wyglądasz, jak…
- Nie dokańczaj – przerwałam jej, gdy w końcu weszłam do kuchni.
- Powiesz mi w końcu, co się stało? Naprawdę się martwię.
- Nic się nie stało.
- Kurwa, Mel – warknęła, przez zaciśnięte zęby. – Od tak pojawiasz się i znikasz na piwie u chłopaków, nie chcesz nic mi powiedzieć, wyglądasz, jak śmierć i… Boże… Ten cały Ethan chyba nic ci nie zrobił? Zabiję gnoja, jeśli w jakiś sposób cię skrzywdził!
- Nie, Jen. Może kolacja nie była rewelacyjna, ale nic mi nie zrobił – powiedziałam zgodnie z prawdą. W sumie to ja go uderzyłam, a nie on mnie. – Po prostu… Chyba coś mnie rozkłada.
- Chyba ściemniasz – odparła, a ja przekręciłam oczami. – Widziałam cie, jak byłaś chora i… Nie, to mi nie wygląda na chorobę. To mi wygląda na złamane serce.
- Jen, proszę… Nie mówmy o tym teraz, bo naprawdę nigdzie nie pójdę.
- Pod jednym warunkiem – pociągnęła, wciskając mi w dłoń tekturowy kubek z gorącą kawą. Napój bogów lekko poparzył mi palce, więc od razu złapałam go od góry. – Po powrocie do domu powiesz mi wszystko, jasne?
- Jasne – powiedziałam dla świętego spokoju.
- To idziemy. Naprawdę jestem głodna.

           Od razu pożałowałam swojej decyzji o wizycie u chłopaków, jak przed moimi oczami wyrosła kuzynka Irwina. Ale czego oczekiwałam? Że jej tu nie będzie? Skoro między nią, a Lukiem coś było, to wiadomo, że będą często spędzać ze sobą czas. A blondyn w końcu tu mieszkał. To było jego miejsce. Byłam idiotką, że tego nie przewidziałam.
           Ashton zaserwował naleśniki z piersią kurczaka, serem i dwoma sosami, które idealnie komponowały się do całości. Byłam naprawdę głodna, więc nic dziwnego, że pochłonęłam swoją porcję w trybie natychmiastowym. Wtórował mi Zack, który najwidoczniej na kacu zyskiwał większy apetyt. Po zjedzonym posiłku, usadowiliśmy się w ogrodzie, by móc cieszyć się przyjemną pogodą. Choć ja najchętniej zwinęłabym się do domu, by móc dalej kontynuować użalanie się nad sobą.
          Nasza grupa nie wytrzymała jednak długo w jednym miejscu. Po chwili rozproszyliśmy się po całym domu i nie tylko. Jen i Ashton usiedli na samym końcu ogrodu, cicho o czymś dyskutując. Calum, Luke i Michael rozprawiali na temat niedawno widzianego filmu. Grace poszła do kuchni, by zrobić nam kolejną kawę. Ja i Zack zostaliśmy przy stole. Charlotte zniknęła, choć ona najmniej mnie interesowała.
          Przeprosiłam w końcu chłopaka. Grace miała do obsłużenia dużą grupę ludzi, więc postanowiłam jej w tym pomóc. Weszłam do domu. Gdy tylko zbliżyłam się w stronę kuchni, zatrzymałam się raptownie, wychwytując kawałek rozmowy. A raczej monologu prowadzonego przez Charlotte.
- Wybacz mi kochanie, ale on cię w końcu rzuci. Calum nie bawi się w długodystansowe związki – przerwała, a ja byłam pewna, że w tym momencie zmierzyła dziewczynę wzrokiem. – Szczególnie z takimi, jak ty.
- Nic ci do tego – odpowiedziała drżącym głosem Grace.
- Zaliczył cię już? Bo, jak nie, to przynajmniej wiem, na co konkretnie czeka. Potem znikniesz z jego życia.
           Zrobiłam wielkie oczy. Ona chyba sobie żartuje?! Nie mogłam uwierzyć w to, co robi. A raczej w to, co mówi biednej Grace. Tej dziewczynie, która kocha Hooda i to ze wzajemnością. Tej Grace, która i tak ma niskie poczucie własnej wartości, a przy Calumie odżyła. Zagotowało się we mnie. Nie sądziłam, że Charlotte może być, aż tak fałszywą i dwulicową osobą.
           Nie chciałam słuchać tego dłużej, więc po prostu weszłam do kuchni, przerywając kuzynce Asha. Obie spojrzały na mnie. Lottie z wyższością i pewnością siebie, która z niej emanowała, a Grace z zaszklonymi oczami, które sprawiły, że zrobiło mi się jej żal. Udałam, że nic nie słyszałam, choć musiałam mocno zacisnąć zęby i naprawdę się opanować, by jej nie przywalić w tą mocną wytapetowaną buźkę.
- Grace, wszystko w porządku? Pomyślałam, że ci pomogę skoro panowie nie raczyli ruszyć tyłków – powiedziałam, uśmiechając się sztucznie. Podeszłam do niej, a ona zwiesiła głowę. – Co się stało?
- A co cię to obchodzi, Mol – rzuciła opryskliwie Charlotte.
- Jeśli już to Mel. Widzę, że twoja pusta głowa ma problemy z zapamiętywaniem takich prostych informacji – odparłam zanim zdążyłam się powstrzymać.
- Coś ty powiedziała?
- To, co słyszałaś? Powtórzyć i przeliterować? – Brunetka warknęła pod nosem, a potem podeszła do mnie. Puknęła mnie palcem w klatkę piersiową.
- Zaczynasz przeginać, skarbie- wydusiła z siebie.
- A ty nie? Jak w ogóle możesz mówić takie rzeczy!
- Niby, jakie? – zapytała z kpiną, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- O… Dajmy na to, o Calumie i Grace?
- To czysta prawda.
- To kurewsko zakłamana bzdura. Zresztą wiesz co… Pieprz się – odpowiedziałam, a potem odwróciłam się do Grace. Zmusiłam ją, by się na mnie spojrzała. Uśmiechnęłam się do niej lekko, wycierając palcami jej mokre policzki. – Olej ją. Ona gówno wie.
- Wiesz, że to słyszę?
- Jezu… Jeszcze tu jesteś? – mruknęłam, przekręcając oczami. 
           Chciałam objąć Grace, by dodać jej otuchy po tych gorzkich słowach, ale w momencie, kiedy wyciągnęłam w jej stronę ręce, Charlotte szarpnęła mnie za ramię. Odwróciła mnie w swoją stronę. Już chciałam ją odepchnąć, ale w drzwiach pojawił się Zack.
- Zabieraj swoje szpony od Mel i Grace! – warknął, podchodząc do nas. Zatrzymał się, stając między nami.
- Boże… Jeszcze ty – prychnęła pod nosem brunetka.
- Co wy robicie? 
          Cała nasza czwórka spojrzała na Luke'a, który zatrzymał się w wejściu. Uniósł zaskoczony brwi do góry, dokładnie nam się przyglądając. Musiało to wyglądać dość dziwnie. Ja i Zack konfrontujący się z Charlotte i Grace, stojąca kawałek za naszymi plecami, wycierająca pospiesznie łzy.
- Nic takiego – odpowiedziała Lottie, wzruszając ramionami, jakby faktycznie nic się nie stało.
- Podła gnida – wysyczał Zack, a ja usłyszałam, jak kuzynka Irwina zazgrzytała zębami.
- Co jest Grace? – zapytał po raz kolejny Luke, który teraz wyglądał na zaniepokojonego.
- Nic – rzuciłam szybko, a potem złapałam za rękę Zacka i Grace. – Nasza trójka musi pilnie ze sobą porozmawiać.
           Zanim ktokolwiek z nich zdążył się zorientować, wyciągnęłam pozostałe dodatki z kuchni, zostawiając za plecami rozwścieczoną Charlotte i zaskoczonego Hemmingsa. Pociągnęłam ich w stronę schodów, a potem wparowałam do pierwszego lepszego pokoju, który okazał się być królestwem blondyna. Zamknęłam za nami drzwi.
- Grace nie przejmuj się tą wariatką – powiedział powoli Zack, zarzucając jej rękę na ramię. – Musisz się na nią uodpornić, choć to ciężkie.
- Ma rację – dodałam, podchodząc do niej. Objęłam ją z drugiej strony. – Nie wierz w żadne jej słowo. Ona nic nie wie i mało rozumie.
- Nie zostawaj z nią sam na sam – poradził jej Zack. – Przy chłopakach trzyma tą swoją parszywą jadaczkę za zębami. – Grace zaśmiała się, a potem pokręciła głową.
- A jak ma rację?
- Nie wierz w to, co mówi – powtórzyłam, a Zack szybko pokiwał głową. – Nie wiem, co jej do tego, kto z kim się spotyka, ale najwidoczniej ma jakąś dziwną obsesję na punkcie innych osób, które kręcą się przy chłopakach. Nie pozwól jej na to, by w jakiś sposób zniszczyła to, co jest między tobą a Calumem.
- Szczególnie, że Cal nie jest chłopakiem, który bawi się ludźmi – pociągnął Zack.
- Właśnie – poprałam go.- Hood taki nie jest. Przecież znasz go.
- Macie rację – powiedziała powoli, a potem ciężko westchnęła. – Macie rację.
- Oczywiście, że mamy – rzucił z uśmiechem Zack. – To, co? Chwila na dojście do siebie, a potem trzymamy się razem?
- Jasna sprawa – odparłam, również się uśmiechając.
- Dzięki.
- Jesteś jedną z nas – pociągnął Zack. – Jesteś dodatkiem. – Kiedy to powiedział, wybuchliśmy śmiechem.

***
           Był zdezorientowany. Zupełnie nie rozumiał całej tej sytuacji, która wydarzyła się w kuchni. Charlotte znów stanęła naprzeciwko Zacka, który teraz po swojej stronie miał Mel i Grace. Domyślał się, że tym razem dziewczyna musiała zacząć czepiać się biednej Grace, która nie wytrzymała jej gorzkich słów. A Lottie potrafiła dobitnie ranić, jeśli tego chciała. Nie rozumiał, dlaczego tak bardzo czepia się ich drugich połówek. Czemu zawsze z nimi walczy.
           Wszedł na górę. Widział, że tamta trójka nadal tam była. Widział, jak wchodzili, a jeszcze nie pojawili się na dole. Chciał nabrać pełniejszego rozeznania w całej tej sytuacji. Był pewny, że kto jak kto, ale Mel powie mu wszystko. W końcu nadal byli bliskimi przyjaciółmi, mimo że ostatnio ich relacja nieco się pokomplikowała.
           Nie był pewny, do którego pokoju się udali, więc sprawdził każdy. Był zdziwiony, że siedzą u niego. Nie musiał nawet otwierać drzwi, by wiedzieć, że tam są. W końcu w pozostałych pomieszczeniach było pusto. Już chciał otworzyć drzwi, kiedy one same stanęły przed nim otworem. Pierwszy wyłonił się Zack, a tuż za nim Grace.
- Co się dzieje?
- Już w porządku, stary – odpowiedział czarnowłosy. – Idziemy na dół. 
           Oboje minęli go, a potem z pokoju wyłoniła się Mel. Przez moment ich oczy spotkały się ze sobą, a Luke wiedział, że być może jest to odpowiedni moment na to, by i oni mogli w końcu ze sobą poważnie porozmawiać.
- Zostań na chwilę – poprosił blondynkę, kiedy i ona chciała ruszyć w kierunku schodów. Kiwnęła tylko głową, lekko zagryzając wargę, a potem wróciła do jego pokoju. Wszedł tam za nią, zamykając za sobą drzwi.
- Co jest? – zapytała, stając kawałek dalej od niego.
- Nie sądzisz, że powinniśmy…
- Kurwa – wyczytał z jej ust. Mel nie patrzyła na niego, ale na kogoś, kto był tuż za nim. Odwrócił się i prawie jęknął pod nosem, widząc Charlotte.
- Czy możesz… - zaczął, ale brunetka złapała go za rękę.
- Chodź już na dół – wyjęczała, robiąc przy tym duże szczenięce oczy. – No, słoneczko!
- Daj mi chwilę.
- Ale małą chwilę – powiedziała, nie odrywając od niego wzroku. 
           Kiwnął jej głową, by jak najszybciej się jej pozbyć. Wyszła, a oni znów zostali sami. Odwrócił się, spoglądając na Mel. Znów zagryzła wargę. Wyłapał w jej niebieskich tęczówkach niepewność i wahanie, gdy ona również przeniosła na niego swoje oczy.
- Ja chciałem…
- Luke, myślę, że nie jest to dobry moment. Charlotte na ciebie czeka. Zresztą będzie lepiej, jak już sobie pójdę.
- Nie, poczekaj…
- Naprawdę, tak będzie lepiej.
- Co się dzieje, Mel?
- Co?
- Daj spokój, widzę to.
- Nic się nie dzieje. Od rana naprawdę kiepsko się czuję. Nie powinnam tu w ogóle przychodzić i… Pójdę już. Przekaż to proszę Jen.
- Nie, moment…
- Luke! – Drzwi znów otworzyły się. Widział to po reakcji Mel, która prawi warknęła pod nosem. Sam zaczynał mieć tego wszystkiego dość.
- Mel?
- Tak będzie lepiej – powiedziała blondynka. 
            Podeszła do niego. Szybko poklepała go po ramieniu, a następnie wyszła z jego pokoju, zostawiając go z Charlotte. Był pewny, że zaraz go rozniesie. Miał idealną okazję na wyjaśnienie sobie z Mel wszystkiego, ale jak zwykle Lottie musiała wpieprzać się tam, gdzie nie powinna. Poczuł nieprzyjemny smak goryczy i porażki. Ta dziewczyna robiła wszystko, by jeszcze bardziej odseparować go od innych. Teraz był tego pewny.
- Luke?
- Muszę do łazienki – wyrzucił z siebie. 
           Minął ją, a potem wpadł do białego pomieszczenia zamykając za sobą drzwi na zamek. Czuł się przytłoczony przez Charlotte. Miał wrażenie, jakby zaraz od tego wszystkiego miał wybuchnąć. Syknął cicho pod nosem, siadając na zimnych kafelkach. Podciągnął nogi pod klatkę piersiową, a potem objął je rękami, starając się uspokoić. Dlaczego los tak bardzo utrudnia mu spotykanie z Mel? Dlaczego w momencie, kiedy między nimi wszystko mogło zostać wyjaśnione, on rzuca im kłody pod nogi w postaci kuzynki Ashtona? Co takie zrobił, że życie tak bardzo go nie znosi, że utrudnia nawet coś takiego, jak rozmowa? I dlaczego w tym momencie okazał się być tak głupi i za nią nie poszedł? Na to jedno pytanie znał odpowiedź.
          Choć dążył do rozmowy z Mel, to jednak cholernie bał się tego, co może usłyszeć. Ten strach zagnieździł się w nim głęboko, a on zastanawiał się, czy kiedyś uda mu się go pokonać i przyznać do tego, co czuje. Poczucie odrzucenia wcale nie jest przyjemne i Luke dobrze o tym wiedział.

***
           Wiedziałam, że rozmowa z Lukiem nie ma sensu, kiedy jest w pobliżu Charlotte. Byłam pewna, że dziewczyna utrudniałaby nam wszystko, co chwilę nam przerywając. Wolałam, więc odpuścić. Bałam się, że jak zaczniemy, a ona znów wejdzie do pokoju, to naprawdę nie będę w stanie dokończyć tego, co chciałam mu powiedzieć. Zresztą, co mogłabym usłyszeć po swoich słowach? Dziwiłam się, że Luke może spotykać się z kimś takim, jak ona. Ale wybrał… Ja nie miałam na to wpływu. Dlatego z łatwością mogłam przewidzieć to, co powie. Jesteśmy, tylko przyjaciółmi. Tylko tyle.
           Po powrocie do domu, zaszyłam się w swoim pokoju. Znów marnowałam czas leżąc bezczynnie na łóżku i rozpamiętując wszystko wciąż od nowa. I raz jeszcze i kolejny. Łatwo przeszłam ze wściekłości, do ponownego użalania się nad sobą. A było to dziecinnie proste. Na szczęście nie płakałam. Chyba już nie mogłam. Tak, jakbym wypłakała tej nocy wszystkie łzy i nic nie zostawiła na później.
           Musiałam przysnąć, bo gdy się ocknęłam, na dworze robiło się powoli ciemno. Dopiero po chwili zorientowałam się, co tak naprawdę mnie obudziło. A była to szczupła dłoń przejeżdżająca raz za razem po moich plecach. Podskoczyłam i raptownie odwróciłam się w stronę osoby siedzącej na łóżku. Jen uśmiechnęła się do mnie lekko.
- Luke mówił, że źle się czujesz – powiedziała, bacznie mi się przyglądając. – Oczywiście w to nie wierzę. Chciałam dać ci czas na przemyślenie wszystkiego.
- Co?
- Nie oszukujmy się, Mel. Coś niedobrego się z tobą dzieje. Z tobą i Lukiem. Widzę to. Porozmawiaj ze mną, proszę.
           Kiedy to powiedziała, kiwnęłam głową. Usiadłam na łóżku, od razu przybliżając się do niej. Nigdy nie miałyśmy przed sobą tajemnic. Byłyśmy, jak siostry, których nigdy nie miałyśmy. Zwierzałyśmy się sobie ze wszystkiego. Wiedziałam, że jak się jej wygadam, to od razu poczuję się odrobinę lepiej. Musiałam znaleźć w sobie, tylko odrobinę pewności siebie i tą siłę, która pomoże mi wszystko z siebie wyrzucić.
- Chodzi o niego, tak? – zaczęła powoli Jen. Spojrzałam w jej ciemne oczy. Zagryzłam wargę i kiwnęłam głową. – Czy… - Nie dokończyła pytania, bo w tym momencie rozpłakałam się, jak dziecko. – Mel? – Jen zaniepokoiła się moim nagłym wybuchem. Szybko objęła mnie ramionami, przyciągając do siebie. – Spokojnie. Powiedz, co się dzieje, wtedy będę wiedzieć, jak ci pomóc.
 - Nie pomożesz mi, Jen – wydusiłam z siebie, mocząc jej koszulkę. – W tym wypadku mi nie pomożesz.
- Chodzi o Luke'a?- Pokiwałam głową. – Mów.
- Ja…
- Kochasz go? – Podniosłam się, by móc na nią spojrzeć. Zakryłam usta dłonią, a potem znów pokiwałam głową. – Okej… Dlaczego, więc mu tego nie powiesz?
- Bo on…
- Myślisz, że nie czuje do ciebie tego samego? – zapytała, a ja cicho jęknęłam pod nosem. Jen naprawdę potrafiła nieraz czytać mi w myślach i w takich sytuacjach byłam jej naprawdę za to wdzięczna.
- Nie oszukujmy się, Jen – odpowiedziałam, wycierając policzki palcami. – Widzi we mnie, tylko przyjaciółkę.
- Powiedział ci to? – Pokręciłam głową.- Więc tego nie wiesz. Porozmawiaj z nim. Musicie ze sobą porozmawiać, bo inaczej takim zachowaniem wszystko zawalicie.
- Już to zawaliłam.
- Nie, jeszcze masz szansę to naprawić. On też. A wiem z dobrego źródła, że mu też nie jest z tym wszystkim łatwo, bo ma wrażenie, jakby cię tracił.
- Co?
- Tak twierdzi Ashton. Dlatego zmusicie się do tej pieprzonej rozmowy. W tym wypadku nikt za was tego nie załatwi.
- Masz rację.
- Oczywiście, że ją mam – powiedziała z lekkim uśmiechem. – A teraz głowa do góry. Nie ma co się zamartwiać na zapas – dodała, a ja i tak wypuściłam z oczu kolejne łzy. – No, chodź tu. – Ponownie zgarnęła mnie w ramiona.

***
          Leżał na łóżku, wpatrując się w sufit. Znów to robił. Znów tkwił w tym dziwnym miejscu, jakby zawieszony pomiędzy jednym, a drugim życiem. Życiem przed poznaniem Mel, a życiem po jej poznaniu. Tak bardzo chciał, by między nimi znów było, jak dawniej. By mogli dalej być tak blisko. Był nawet skłonny tkwić w tej ukrytej miłości do niej i grać przed nią przykładnego przyjaciela, byleby tylko nie stracić jej zupełnie. Potrzebował jej, jak powietrza, bez którego wszystko zaczyna cię przyduszać. A miał wrażenie, że z każdym dniem oddalają się od siebie, a on nie wiedział, co zrobić, by to powstrzymać.
          Przekręcił oczami, widząc migające światło nad jego głową. Nie odpowiedział. Mimo wszystko Ashton i tak wszedł do jego pokoju, a potem powalił się na łóżku obok niego. Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Irwin, jako pierwszy przerwał ciszę.
- Odwiozłem Charlotte na autobus – powiedział, a Luke w myślach odetchnął z ulgą. Zniknęła. W końcu zniknęła i da im spokój na jakiś czas, dopóki znów sobie o nich nie przypomni. – Co się dzieje?
- Jezu… Odpuść mi już dobra.
- Martwię się o ciebie. Chłopaki też.
- Dobrze wiesz, co się dzieje.
- Rozmawiałeś z Mel? – Pokręcił głową.- Nie wiem, na co ty czekasz.
- Nie było okazji…
- W sumie… W sumie racja. Co chwilę coś. – Luke przekręcił oczami, powstrzymując chęć powiedzenia, że to wina jego kuzynki, bo naprawdę był dzisiaj blisko wyjaśnienia sobie z Mel wszystkiego. – Złapałeś doła? – Ponownie pokręcił głową. – Czyli złapałeś. Nie pogrążaj się, nie wiedząc na czym stoisz. To ci w żaden sposób nie pomoże. Sam się katujesz.
- Ona i tak jest zajęta.
- Co?
- A Ethan? Spotykają się. Była z nim na tej całej pieprzonej kolacji…
- Z tego, co wiem nie bawiła się najlepiej. Zresztą Jen twierdzi, że między nimi nic nie ma, a Mel nie myśli o nim w ten sposób. – Luke zrobił wielkie oczy. Teraz wiedział, że miał szansę. Że ta iskierka nadziei nadal gdzieś tam była.
- To co mam robić?
- Jak to, co? Przemyśl, co chcesz jej powiedzieć, a potem umów się na tą przeklętą rozmowę. Załatwcie to, jak dorośli ludzie. – Luke zagryzł wargę. Ashton miał rację.

***
          Wyszedł z pokoju Hemmingsa. Z kieszeni wyciągnął telefon. Odblokował go, a następnie przeszedł do swojego królestwa. Zamknął za sobą drzwi. Wykręcił dobrze znany mu numer. Usiadł na łóżku, czekając. Po chwili usłyszał jej głos, który spowodował, że mimo całej tej sytuacji uśmiechnął się szeroko.
- I co?
- Może coś do niego dotarło – powiedział Ash, kładąc się na plecach. – A u ciebie?
- Chyba poskutkowało. Mam nadzieję, że jutro wszystko się wyjaśni.
- W końcu – mruknął, a Jen zaśmiała się. – Dość dramatów.
- Zdecydowanie dość dramatów.
- Zmuszę go, by jutro umówił się z Mel.
- Ja zrobię to samą z nią.
- Jesteśmy przebiegli moja partnerko.
- Partnerko?
- Jesteś moją dziewczyną.
- Czyli od jakiegoś czasu jestem w związku, choć tego nie wiem?
- Jen – jęknął, a ona znów się zaśmiała.
- Żartowałam. Przecież wiem, kiedy pierwszy raz mnie tak nazwałeś, a ja wtedy nie powstrzymałam się przed tym, by nie zerwać z ciebie ubrania.
- Tak na ciebie działam.
- Nawet nie zaprzeczę.


***
Mel i Luke są, niczym dzieci, które potrzebują wsparcia w postaci taty Asha i mamy Jen, którzy musieli się wtrącić. No i mamy oczywiście zołzę Lottie, która czepiała się dzisiaj biednej Grace. 

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję za wszystkie komentarze, jakie mi zostawiacie. Uwielbiam je - ale to też już wiecie. W sumie nie piszę nigdy nic nowego. Ale za to stawiam na prawdę :)

Jeszcze mała informacja na koniec. Dostałam od koleżanki w prezencie konto na Ask. Jeśli, więc macie jakiekolwiek pytania odnośnie pisanych historii czy bohaterów- zapraszam :)


Pozdrawiam i do następnego wtorku!



11 komentarzy:

  1. Jak dzieci, naprawdę jak dzieci. Co oni by zrobili, gdyby nie Jen i Ash? Nienawidzę Charlotte, podła jędza. Biedna Grace, nie powinna się przejmować. Bo po prostu ta zołza jest jakaś porąbana. Tyle. Już nie mogę doczekać się następnego, bo mam nadzieję, że w następnym wyznają sobie (wreszcie!) miłość (błagam, bo już dłużej nie wytrzymam)
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może by się sami ogarnęli, ale pewne zajęłoby to im więcej czasu :) Niechęć do Lottie wzrasta :)
      W końcu niedługo wszystko sobie wyjaśnią, nie ma sensu za długo tego przeciągać :)
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Serio, aż mnie przytkało… Suuuper rozdział!!
    Na horyzoncie pojawiła się rozmowa Mel z Lukiem z czego tak ogromie się ciszę , że chyba pęknę :) I teraz najprawdziwszy cud: pożegnaliśmy Lottie , chociaż w sumie to trochę smutno bo nie poznała Ethana, a muszę przyznać, byliby dobrana parą ;)
    Jestem strasznie ciekawa rozmowy Mel z Lukiem. Już nie mogę się doczekać następnego wtorku!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lottie raczej nie przyniosła, by niczego dobrego swoją dłużą obecnością, więc pozwoliłam jej wrócić do domu :D Myślę,że gdyby poznała Ethana to zmieniliby się razem w prawdziwe czarne charaktery, uprzykrzające reszcie normalne życie :D
      Można powiedzieć, że nastąpił przełom - Luke i Mel zaczęli się w końcu konkretniej ogarniać,a to dzięki Ashowi i Jen :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. No, co za... Głupia kretynka NO! - i to tak delikatnie powiedziane. Jak ja jej nie lubię, ona chyba działa na mnie jeszcze gorzej, niż Ethan! Dobrze, że pojechała. Dobrze,że Ash i Jen trochę pomogli - bo w końcu Luke i Mel ze sobą porozmawiają i mam nadzieję, że tym razem nikt im nie przeszkodzi. Nie mogę się doczekać kolejnej części! :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie wcale się nie dziwię, czemu Lottie zbiera same negatywne głosy w stosunku do siebie ;) Myślę, że w końcu powinni to zrobić, bo za długo to trwa i za mocno zaczyna im się to wszystko psuć :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ah Lottie w końcu zniknęła razem z Ethanem, wiec nic nie stoi na przeszkodzie Luke'a i Mel. Teraz czekam na ich wspólną rozmowę, która mam nadzieje potoczy się bardzo dobrze. Ciesze się, że Ash i Jen pomagają im w tym.
    Czekam na kolejną cudowną cześć i pozdrawiam Pati xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie patrzeć, w końcu muszą ze sobą porozmawiać :)
      A ja się cieszę, że historia Ci się podoba :) Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń