wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 18

          Poczuł wibrację na ręce. Miał gdzieś to, że ktoś puka. Zresztą w domu byli inni, którzy mogli otworzyć te przeklęte drzwi. W tej chwili nie obchodziło go, kto się u nich zjawia. Zresztą kwestią czasu było to, że w ich domu znów zapanuje tłok. W końcu dzisiaj Ashton organizował u nich te przeklęte spotkanie. Na którym jej jednak nie będzie…
          Przekręcił się na plecy. Jego błękitne tęczówki utkwione były w białym suficie. Nagle ta biel była dla niego zbyt mocna. Niewiele myśląc zamknął oczy, starając się przestać myśleć. Choć na moment. Choć na krótką chwilę.
          Nie potrafił. Obraz Mel wracał za każdym razem, gdy próbował się go pozbyć. A to cholernie bolało. Coraz bardziej i mocniej, jakby jego mózg rozbił siebie z niego żarty. Jakby specjalnie go katował. Jakby Luke już nigdy nie miał przestać tego przetwarzać. To tylko przyjaciółka… Nic więcej… Na nic więcej nie licz… Jesteś zawsze z tyłu… Niemalże ostatni… Nigdy go nie przegonisz… Nigdy mu nie dorównasz… Nigdy…

***
          Michael usłyszał kroki, które zbliżały się w stronę kuchni, w której przebywał. Dochodziła dwunasta, a on dopiero niedawno zwlókł się z łóżka. Nie był jeszcze do końca rozbudzony, więc przestraszył się, gdy poczuł owijające się wokół niego ręce. Podskoczył, a kromka chleba wyleciała mu z dłoni.
- Przestraszyłem? – Usłyszał głos Zacka za swoimi plecami. – Calum mnie wpuścił.
- Domyślam się – rzucił, odwracając się. Przelotnie cmoknął go w usta, by po chwili wrócić do robienia późnego śniadania. – Jak projekt?
- Mam dość. Co chwilę coś musimy robić –jęknął Zack, a potem spojrzał na Michaela, lekko przygryzając wargę. Zielonowłosy od razu zrozumiał, że coś jest nie tak. I to coś z pewnością mu się nie spodoba.
- Mów.
- Co?- odparł niewinnie Zack, odsuwając się od niego.
- Widzę to.
- To wkurwiające – mruknął ciemnooki, kręcąc dodatkowo głową. – Znasz mnie za dobrze.
- Myślałem, że nie mamy przed sobą tajemnic – pociągnął dalej Michael, a Zack zrobił oburzoną minę.
- To nie tajemnica, ja tylko…
- Co? Wyduś to z siebie.
- Dobra, ale obiecaj, że się nie wkurwisz – rzucił Zack, bujając się na palcach.
- Zdanie obiecaj, że się nie wkurwisz nigdy nie działa. Przejdź do konkretów.
- A podzielisz się kanapkami?
- Zack, no!
- Dobra, już dobra – wymamrotał chłopak, opierając się o blat. – Wiesz, że dzisiaj Mel idzie na tą kolację z…
-Tym dupkiem? – przerwał mu Clifford, a Zack pokiwał głową. W pierwszej chwili zdziwił się, że jego chłopak nie zaczął mu narzekać, że jest zbyt negatywnie nastawiony do tego całego Ethana. Po chwili jednak to zdziwienie przerodziło się w zrozumienie. Coś było na rzeczy i Zack to wiedział. – Co zrobił ten kretyn?
- On jakby… Słyszałem od Trevora – zaczął powoli, nie spuszczając z niego swoich ciemnych oczu. – Że… tak jakby… - Micheal podniósł jedną brew do góry. Zack zacisnął usta. Zamrugał. – On tak, jakby chyba leci jednak na Mel – dokończył szybko jednym tchem.
- Zack, kochanie – zaczął Michael, a chłopak pokiwał lekko głową. – Gdzie te twoje pierdolone, to tylko koledzy z roku?!
- Byłem pewny, że tak jest – rzucił szybko, przekręcając oczami. – Źle go rozpracowałem i… Zresztą Trevor też myślał, że to tylko kumpelska sympatia czy chuj wie, jak to się nazywa między kobietą i mężczyzną. Ale potem zaczął o niej nawijać i… To brzmiało, jakby myślał o niej w ten… - Widząc czujne, przymrużone oczy swojego chłopaka, dodał – w ten inny sposób?
- Dlaczego to wszystko musi się zawsze tak komplikować?
- W naszym przypadku się nie komplikowało- skwitował Zack.
          Michael musiał przyznać mu rację. W ich wypadku wszystko było proste, jak drut. Żaden z nich nigdy nie ukrywał, że coś jest na rzeczy. Zresztą Clifford był pewny, że zakochał się w tym chłopaku od pierwszego wejrzenia. Dlaczego nic nie komplikowało się tak pomiędzy Calumem i Grace albo u Ashtona i Jen? Dlaczego to padło na Luke'a, który ledwo zdążył się dźwignąć z jednego dołka? Czemu los od razu wrzuca go w kolejne dno? 
          Michael znał Hemmingsa od małego. Wiedział więc, że ta jego przyjaźń z Mel była dla niego, czymś więcej. Widział to w sposobie, w jaki o niej mówił, jak na nią patrzył i jak tryskał pozytywną energią po spotkaniu z nią. Dlaczego, więc nie mogło być prosto i normalnie, jak u innych?
          Nagle usłyszał otwierające się drzwi, a potem głos, który kompletnie w tym wypadku mu się nie spodobał. Jęknął cicho pod nosem, poprawiając swoją koszulkę. Zack od razu spojrzał w kierunku wejścia, przekręcając oczami. Po chwili zerknął na swojego chłopaka, cicho wypuszczając powietrze z płuc.
- Czemu nie powiedziałeś, że ona przyjeżdża? – zapytał cicho, nachylając się w jego stronę.
- Kompletnie o tym zapomniałem – odparł, przepraszającym tonem
- Cześć, misiaczki!
          Wysoki damski głos dobiegł do nich z salonu. Clifford niechętnie odłożył niedokończoną kanapkę, a potem ruszył na spotkanie z kuzynką Irwina. Zdążył wyłonić się z kuchni, jak jego oczy natrafiły na Charlotte, która ściskała w ramionach Caluma. Grace patrzała na to z boku ze zdziwieniem na twarzy, jakby mocno zastanawiała się, czemu brunetka tak mocno ściska jej faceta. Lottie oderwała się od Hooda, cmokając go mocno w czoło. Pozostawiła na jego skórze różowy ślad szminki.
- Mikey! – zawołała, podlatując do niego. Objął ją delikatnie, słysząc za plecami kolejne ciężkie westchnienie Zacka. – Tak dawno was nie widziałam!
- Masz cały weekend, by to nadrobić- odpowiedział, choć najchętniej odwiózłby ją tam, skąd Ashton ją zabrał. Byle dalej od tego domu i od ich drugich połówek, na które Lottie zawsze reagowała alergią. Jakby byli, tylko jej własnością. Szczególnie nie lubiła Zacka, choć chłopak nic jej nie zrobił.
- Cześć – mruknęła, gdy odsunęła się od zielonowłosego, spoglądając na jego chłopaka. – Ty nadal tutaj?
- Nigdzie się nie wybieram.
- Charlotte poznaj Grace, dziewczynę Caluma – powiedział Ashton, wskazując na czarnowłosą. – Grace, to moja kuzynka.
- Miło mi cię poznać.
- Ta… Ciebie też. – Dziewczyna rozejrzała się po pokoju. – A gdzie Luke?
- U siebie, ale…
- Super! Muszę koniecznie się z nim przywitać! – I zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Charlotte wleciała na górę.

***
          Skrzywił się, gdy ktoś przycisnął go mocniej do materaca, niemalże wdrapując się na jego ciało. Poczuł nieznane perfumy, a potem proste ciemno brązowe włos opadły mu twarz. Odgarnął je zaskoczony. Chciał zepchnąć z siebie damskiego przybysza, ale wtedy dziewczyna podniosła głowę do góry, a on rozpoznał Charlotte.
- Cześć, złociutki – powiedziała z uśmiechem. – Tęskniłeś?
- Już… Już przyjechałaś?
- A miałam marnować czas? Stęskniłam się –odpowiedziała, wpatrując się w jego błękitne oczy. Cmoknęła go w policzek, a potem wtuliła w niego. Blondyn niepewnie objął ją rękami, czując się nieswojo. Wolał, by Lottie jednak zachowywała pewien dystans. Szczególnie teraz. – Tęskniłeś za mną?
- Pewnie – skłamał cicho. 
          Prawda była taka, że nie tęsknił za nią, ani odrobinę. Lottie, bowiem swoim towarzystwem potrafiła zburzyć nawet największy ład, jaki każdy z nich zbudował. Była, jak tornado. Nieokiełznana, nieostrożna, nie do zatrzymania. Robiła i mówiła co chciała, mając gdzieś opinię i zdanie innych. Brała, bawiła się i odstawiała na półkę, gdy ktoś jej się znudził. Była inna i tak bardzo niepasująca do nich. Jednak była rodziną Ashtona i od czasu do czasu musieli wytrzymać jej towarzystwo, gdy Lottie uznawała, że się za nimi stęskniła.
- Co u ciebie przystojniaku?
- Możesz… możesz ze mnie zejść?
- Nie mów, że ty też znalazłeś sobie jakąś panienkę?
- Tu nie chodzi o to, po porostu ciężko mi się oddycha.
- Oj! Przepraszam – wydusiła, nabierając się na kolejne jego kłamstwo. Wstała i usiadła obok. – Widziałam, że Calum znalazł sobie nową dziewczynę. To coś poważnego czy jak?
- Poważnego.
- On i poważne związki? Śmieszne. I to z nią?
- Masz już coś do Grace?
- Nie… Nie… Oczywiście, że nie – powiedziała, uśmiechając się szeroko. – Dziwię się tylko, że postawił na nią.
- Bo?
- Jakoś tak nie pasuje mi do Hooda. Wygląda, jak szara myszka, która wszystkiego się boi.
- Grace jest w porządku.
- To w porządku.

***
          Spojrzałam w lustro poprawiając makijaż. Jen szykowała się w pokoju obok, by udać się na piątkowe spotkanie u chłopaków. Wystrojona w swoją nową granatową sukienkę i wysokie czarne buty, nie mogła się doczekać, by już znaleźć się u Irwina. I to głównie on był powodem jej wielkiego entuzjazmu.
          U mnie było całkiem odwrotnie. Jak tylko się ubrałam, uczesałam i umalowałam, straciłam ochotę na wychodzenie gdziekolwiek. Czułam się tak, jakbym robiła coś wbrew sobie. Jakbym myliła miejsce docelowe, do którego powinnam dzisiaj dotrzeć.
          Odwróciłam się, słysząc stukot obcasów. Jen stanęła w progu mojego pokoju, mierząc mnie wzrokiem. Jej brązowe oczy powoli zatrzymały się na niebieskiej sukience, czarnych leginsach i butach na platformie. Uśmiechnęła się, jakby to miało poprawić mi humor. Nie poprawiło. Widząc ją przed sobą, chciałam iść na to piwo do chłopaków razem z nią. Jednak ja miałam całkiem inne plany, które teraz nie do końca mi pasowały.
- Widzimy się w domu? – zapytała, a ja pokiwałam głową. – Baw się dobrze.
- Ty też.
- Och, zamierzam – rzuciła, teatralnie odgarniając włosy z ramion. – Opowiesz mi, jak było?
- A ty mi?
- Pewnie.
- Pewnie.
- Super.
- Super.
- Trzymaj się i do zobaczenia.
- Pa, Jen – powiedziałam za nią, a ona uśmiechnęła się po raz ostatni. Po chwili usłyszałam, jak kieruje się w stronę drzwi. Zostałam sama.
          Zapakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy, a potem przerzuciłam ją przez głowę. Poprawiłam pasek. Złapałam za żakiet, a następnie ruszyłam w stronę drzwi. Doszłam jednak do połowy salonu, gdy rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wzięłam głęboki oddech i zanurkowałam w małej torebce, by odnaleźć komórkę. Wyciągnęłam ją i spojrzałam na wyświetlacz. Uniosłam brwi do góry. Odebrałam.
- Tak?
- Melissa sprawdzam, czy aby na pewno nie zmieniły ci się plany – rzucił szybko Michael.
- Nie zmieniły.
- Mogę przekląć?
- Możesz – dopowiedziałam ze śmiechem.
- To chujowo. Nawet bardzo. Bez ciebie będzie tu nudno.
- Nie będzie, aż tak źle, Mikey. Jen niedługo u was będzie i…
- Ale Jen będzie migdaliła się po kontach z Ashtonem. Ty przynajmniej z nami rozmawiasz.
- Nie przesadzaj.
- Może odrobinę naginam fakty. Chcę byś wpadła. Olej tą kolację.
- Mikey! – Usłyszałam w tle głos Zacka.
- Nie mogę.
- To może wpadniesz po?
- Nic nie obiecuję – powiedziałam, ruszając się w końcu z miejsca. 
          Wyszłam z mieszkania, a następnie zamknęłam drzwi na klucz. Wsunęłam go do torebki, przetrzymując brodą telefon. Michael dalej mi jęczał, bym pozmieniała szybko plany, a ja zaczęłam się zastanawiać, skąd u niego nagle się wzięła ta pilna potrzeba widzenia się z moją skromną osobą.
- Dobra… Widzę, że nie dam rady cię zmusić.
- Będzie jeszcze wiele okazji do spotkań.
- Yhm… Jasne. Baw się dobrze.
- Wy też. Uściskaj ode mnie Zacka.
- Z przyjemnością. Trzymaj się.
- Pa, Michael – rzuciłam i rozłączyłam się.

           Dotarłam pod restaurację na czas. Spojrzałam przez szybę na ciemne wnętrze lokalu. Nie sądziłam, że Ethan wybierze właśnie takie miejsce. Jak dla mnie było za bardzo eleganckie, jak na kolację dwojga znajomych. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie jestem źle ubrana, usłyszałam znajomy głos.
- Hej… Hej, Mel!
           Podniosłam głowę. Brunet uśmiechnął się szeroko, ukazując mi swoje idealnie proste, białe zęby. Miał na sobie ciemnogranatowe spodnie i bladoniebieską koszulę. Zarzucił na ramię marynarkę. Wyglądał idealnie, ale to nie były moje klimaty. Wolałabym chyba, by zaciągnął mnie do jakieś knajpki, która nie była, aż tak mocno oficjalna. Zaczęłam się bać tego wieczoru.
- Przepięknie wyglądasz.
- Dzięki… Ty też wyglądasz świetnie- wydusiłam z siebie, starając się ominąć wzrokiem jego brązowe oczy pełne ekscytacji.
- Mam nadzieję, że długo nie czekasz.
- Nie, przed chwilą przyszłam.
- To dobrze. – Podszedł do drzwi. – Zapraszam.
- Czy tu nie powinniśmy mieć rezerwacji czy coś?
- Mamy rezerwację, słoneczko – odparł z uśmiechem, a następnie złapał mnie za rękę, przyciągając do siebie. – Wszystko zaplanowałem.
- Skoro tak – powiedziałam, wzruszając ramionami. Gdzieś w środku czułam, że to całe nasze spotkanie może być totalną katastrofą.

***
          Uśmiechnął się szeroko, widząc ją przed sobą. Ona odpowiedziała tym samym. Wpuścił ją do środka, nachylając się do niej, by sprzedać w jej pełne usta szybki pocałunek. Poczuł przyjemne ciepło, gdy jej dłoń lekko musnęła jego bok. Przyjrzał się jej uważnie. Wyglądała fantastycznie. Ale to była Jen. Ona zawsze prezentowała się wspaniale. Wspaniale dla niego.
- Cieszę się, że w końcu jesteś – powiedział ciszej, obejmując ją ramieniem. – Mel jednak nie przyjdzie?
- Nie – odpowiedziała, kręcąc głową. – Myślałam, że może coś się zmieni.
- Okej… Damy radę.
- Ash! – Podniósł głowę, gdy Lottie mknęła w jego stronę mijając ich znajomych z uczelni. Zatrzymała się blisko niego, a potem szybko cmoknęła go w policzek.
- Mogę wiedzieć czemu się do niego przystawiasz? – warknęła Jen, zezując na dziewczynę.
- To mój kuzyn, a ty co za jedna?
- Charlotte poznaj Jennifer, moją dziewczynę. Jen, to moja kuzynka z Newcastle – powiedział szybko chłopak, gdy obie brunetki zaczęły się mierzyć wzrokiem.
- Trochę o tobie słyszałam – skwitowała Lottie. – Niewiele, ale jednak coś – dodała, wzruszając ramionami.
- Ja o tobie za to nie słyszałam nic.
- Jen, pomóż mi z jedzeniem – rzucił Ashton, a potem pociągnął swoją dziewczynę w stronę kuchni.
           Gdy tylko minęli próg, stojący przy blacie blondyn poskoczył. Wlepił w nich swoje błękitne oczy, a potem wypuścił powietrze z nieukrywaną ulgą. Irwin zaśmiał się. Wiedział, że Lottie miała dziwnego bzika na punkcie jego i Caluma. Teraz jednak Hood był zajęty, więc Hemmings został sam na polu gry.
- Cześć, ciasteczko – powiedziała Jen, podchodząc do niego. Luke uśmiechnął się, a potem objął ją.
- Ej! Ponoć spotykasz się z moim kuzynem!
- Dobry Boże, Charlotte! – warknął Ashton.
- O! Ty też tu jesteś – wydusiła z siebie brunetka, podchodząc do niej. – Luke, miałeś iść tylko po piwo, a zniknąłeś mi na prawie pół godziny.
- Lottie zostaw nas na chwilę.
- Co?
- Zrób to dla swojego ulubionego kuzyna.
- Nie jesteś moim ulubionym kuzynem.
- Ta, wielkie dzięki. Idź!
- Tylko nie za długo. Chcę nadrobić z wami stracony czas – zagruchała, a potem przeszła do salonu.
- Wiem Ash, że to twoja rodzina i w ogóle, ale z tą laską jest coś nie tak – powiedziała powoli Jen. Luke nie wytrzymał i parsknął cichym śmiechem.
- Wiem, że jest trochę… nieokiełznana…
- Jest stuknięta – jęknęła Jen, machając ręką w stronę wejścia do kuchni, w którym jeszcze przed chwilą stałą Charlotte. Ashton uniósł jedną brew do góry. Hemmings nie wytrzymał i zaśmiał się jeszcze głośniej. Kącik ust Jen podjechał do góry i po chwili ona sama cicho śmiała się pod nosem.
- Śmiejcie się – wymamrotał Irwin, opierając dłonie na biodrach. – Zabawne.
- Jen trafiła w sedno – skwitował blondyn. – Lottie dzisiaj przeraża mnie jeszcze bardziej.
- Dzięki Hemmo, to bardzo kurwa pocieszające.
- Wyluzuj, Ash – powiedziała Jen, podchodząc do swojego chłopaka. Objęła go i mocno przycisnęła do siebie. – W każdej rodzinie zdarzają się ciężkie przypadki.
- Nie pomagasz.
- Buziaka na zgodę?
- Przekonałaś mnie.
- To ja już pójdę – rzucił szybko Luke, a potem minął ich, nawet nie oglądając się za siebie. Ashton odsunął się od niej, gdy tylko Hemmings przeszedł do salonu. Jen spojrzała na niego lekko przygryzając wargę.
- Co jest?- wyszeptała.
- Podsłuchałem rozmowę Michaela i Zacka. Gadali przez telefon z Mel. Chcieli ją namówić na zmianę planów i byłem pewny, że może się to uda.
- Nic z tego.
- Kiepsko. Myślisz, że rozmawiali ze sobą o tym wszystkim? Mieli to zrobić.
- Myślę, że nie.
- Tym bardziej kiepsko. Nie rozumiem, jak dwójka tak pasujący do siebie ludzi, nagle tak mocno się pogubiła – skwitował Ashton, kręcą głową.

***
           Miałam wrażenie, że czas niemiłosiernie mi się dłuży. Lubiłam Ethana, ale czułam, że nasze spotkanie nie tak powinno wyglądać. To bardziej przypominało mi najnormalniejszą w świecie randkę, a tego nie chciałam. Zawsze traktowałam go, jak kumpla. Nigdy nie chciałam, by odczuł, że jest inaczej. Najwidoczniej chłopak wyciągnął inne wnioski z mojego zachowania.
           Ethan zapłacił za kolację, choć chciałam pokryć z nim na pół nasz rachunek. Nie pozwolił mi na to. Potem pomógł mi założyć marynarkę, mimo, że wyraźnie powiedziałam, że sama dam sobie z tym radę. Wszystkie takie małe, ale przesadne gesty, zaczynały mnie drażnić. Nie wytrzymałam w momencie, gdy po wyjściu z restauracji chwycił za moją dłoń. Od razu odskoczyłam od niego, zabierając rękę.
- Coś nie tak?
- Ty mi to powiedz – rzuciłam, nieco spanikowanym tonem. To nie tak miało być. Nie taka relacja miała być między nami.
- Mel ja…
- Powiedz mi – ciągnęłam, stając naprzeciwko niego. – Powiedz mi wprost, czego ode mnie oczekujesz.
- Ale…
- Daj spokój, Ethan – mruknęłam, kręcąc głową.- Traktujesz to, jak randkę?
- A to spotkanie nią nie jest?
- Nie. Mówiłeś, że to tylko zwykła kolacja i… Chcę wiedzieć na czym stoję, bo ja… Nie pisałam się na coś takiego. Myślałam…
- Może za dużo myślisz? – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Byłem pewny, że ci przeszło.
- Co mi przeszło?
- Wiem, że wcześniej nie chciałaś pakować się w żadne związki. Chciałaś być solo. Ale to było wtedy i… Byłem pewny, że to się zmieniło.
          Miał rację. Kiedyś nie chciałam być w żadnym związku. Szczególnie, że potrafiłam dla faceta stracić głowę, a on później i tak odchodził, zostawiając mnie na lodzie z rozkruszonym na drobny mak sercem. Bycie singlem było łatwiejsze. Było prostsze i mniej bolesne. Teraz jednak znów pojawiło się to uczucie. Ale było skierowane do zupełnie innej osoby. Ethan był w moich oczach, tylko kumplem ze studiów i żadna, nawet najbardziej wystawna kolacja, nie była w stanie tego zmienić.
- Ethan, może jednak powinniśmy…
          Nie dokończyłam. On po porostu mi przerwał, wpijając się w moje wargi. Objął mnie, przyciągając do siebie. Jego usta naparły na moje. Zaskoczona, oddałam pocałunek. Ale nie poczułam nic… Nic, co czułam całując inną osobę. Nie było tak, jak wtedy. Brakowało mi tu wszystkiego. To nie był on. To nie były te usta. To nie były te dłonie. To nie był ten zapach. To nie był ten dotyk. To nie był Luke.
          I wtedy stojąc tak, zrozumiałam wszystko. Wszystko pokazało mi się w zupełnie innych barwach i odcieniach. To nie było, jakieś tam mocniejsze uczucie. To nie było zauroczenie. Ja po porostu kochałam tego blondyna o tych niesamowicie błękitnych oczach. Kochałam w nim wszystko. Kochałam go takim, jakim był. Z jego wadami i zaletami. Całego. Po prostu całego.
           Odskoczyłam od Ethana tak raptownie, że ledwo udało mi się złapać pion. Brunet spojrzał na mnie z niezrozumieniem. Mój oddech przyspieszył, kiedy zaczęłam wszystko składać do kupy. Nie tu powinnam być. Powinnam być tam, gdzie Hemmings. Powinnam doprowadzić do tej ciężkiej rozmowy, by w końcu wiedzieć, na czym każde z nas stoi. Gdzieś to wszystko w środku bolało, bo cholernie bałam się tego, że Luke nie czuje tego, co ja, choć Jen zarzekała się, że jest inaczej. Ale… Powinnam spróbować. Powinnam, w jakiś sposób o to zawalczyć. Może nie wszystko jest do końca przekreślone?
- Mel?
- Przepraszam – wydusiłam z siebie, starając się uspokoić. – Z tego nic nie będzie. Nic między nami nie będzie. Przepraszam…
- Mel! – krzyknął, gdy się odwróciłam. 
           Chciałam stamtąd odejść, jak najszybciej. Miałam, bowiem wrażenie, że z każdą minutą oddalam się od Luke'a jeszcze bardziej. Jakby w naszym wypadku nawet czas był zbyt cenny. Nagle jednak poczułam jego dłoń na swoim nadgarstku.
- Puść mnie, Ethan!
- Byłem pewny, że chcesz tego samego!
- Czy kiedykolwiek dałam ci powód byś mógł tak myśleć?
- Spotykałaś się ze mną!
- To były, tylko kumpelskie spotkania po zajęciach – mruknęłam z cichym jękiem. – Nie chcę z tobą być. Nigdy nie chciałam i…
- To przez niego – przerwał mi, a ja na moment zamarłam. Puścił moją rękę, mrużąc oczy. Jego wzrok prawie przeszył mnie na wylot. Zrobiło mi się od tego zimno, gdy ciemne tęczówki chłopaka mierzyły mnie od góry do dołu. – Zmieniłaś się. Zmieniłaś się przez niego!
- O kim ty mówisz?
- O kim?! – prychnął pod nosem. – Ty zakochałaś się w tym głuchym idiocie! Nie wciśniesz mi kitu, że między wami nic nie ma. Widziałem to w jego i twoich oczach!
- Nic ci do tego…
- Co z tobą jest nie tak? Mam wszystko, a ty… Lubisz wybrakowanych? Lubisz osoby, które są od ciebie zależne? Bo nie widzę tego, byście mogli być razem. Chyba, że tak bardzo kręcą cię niepełnosprawni, których możesz niańczyć i…
          W tym momencie przekroczył granicę, której nie powinien w ogóle ruszać. Poczułam gorycz zawodu i rosnącą z każdą sekundą złość. Wściekanie się na mnie o to, że nie chcę z nim być to jedno, ale obrażanie Luke'a to drugie. Nie znał go. Nie miał prawa go w żaden sposób oceniać. Nie miał prawa, w taki sposób o nim mówić.
           Zagotowało się we mnie, gdy przyjrzałam się jego rozzłoszczonej twarzy. Zazgrzytałam zębami, a on w dalszym ciągu czekał, na jakąkolwiek reakcję po jego słowach. Nie spodziewał się jednak tego, co stało się chwilę potem. 
           Po prostu nie mogąc się opanować i żaden sposób powstrzymać, zrobiłam krok w jego stronę, a potem z całej siły przyłożyłam mu w twarz. Głośny trzask wydobył się spod jego skóry, gdy moja dłoń spotkała się z jego policzkiem. I w tym momencie poczułam niesamowitą ulgę. Wyładowanie się na nim, pozwoliło mi się w jakiś sposób ogarnąć. Teraz tym bardziej wiedziałam, czego dokładnie chciałam.
- Pieprz się, Ethan – wysyczałam, a następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę postoju taksówek, zostawiając za plecami zszokowanego bruneta. – Ty nigdy nie będziesz Lukiem Hemmingsem – dodałam na odchodnym, choć nie byłam pewna, czy on w ogóle to usłyszał.

           Po akcji z Ethanem, byłam tak mocno nakręcona, że ledwo wysiedziałam w taksówce. Musiałam przetrzymać ten stan pewności siebie, by za wszelką cenę zdobyć to, czego chciałam. Albo chociaż uzyskać stały grunt pod nogami, który od kilku dni mi się chwiał i powoli walił. Musiałam wiedzieć. Wiedzieć wszystko od razu.
           Zapłaciłam kierowcy, nawet nie biorąc od niego reszty. Wyskoczyłam z samochodu i pognałam w stronę znanego mi domu, z którego chodziła nieco głośniejsza muzyka. Dotarłam do drzwi w tak szybkim tempie, jakby od tego zależało moje życie. Zadrżała mi dłoń, gdy nacisnęłam na dzwonek. Wiedziałam, że ludzie w środku mogą tego nie usłyszeć, ale liczyłam na to, że Luke ma na ręku tą swoją opaskę, dzięki czemu pojawi się zaraz w drzwiach. I gdy tylko one się otworzyły, zobaczyłam przed sobą właśnie jego. Osobę, na której zależało mi, jak nigdy przedtem. Dla której byłam w stanie poświęcić wszystko.
- Mel? – zapytał, nie kryjąc zaskoczenia. Uśmiechną się, a ja od razu poczułam przyjemne ciepło. – Cieszę się, że jednak wpadłaś.
- Też się cieszę. 
           Wpuścił mnie do środka. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jego blond włosy były lekko zaczesane i postawione na bok tak, że kilka kosmyków opadało mu na czoło. Miał na sobie czarną koszulkę bez nadruku i tego samego koloru spodnie. Na szyi zauważyłam drobny srebrny łańcuszek. Wyglądał idealnie. Jak zawsze. Dlaczego byłam taka głupia?
- Napijesz się czegoś?
- Nie, to znaczy… - Luke uniósł brwi do góry, wpatrując się we mnie, kiedy ja próbowałam ułożyć sensowne zdanie.
- Co się dzieje?
- Nic, ja tylko chciałam na początku, o czymś z tobą porozmawiać -wydusiłam z siebie niepewnym tonem.
- Jasne, to…
- Lukey! – Kobiecy głos oderwał mój wzrok od Hemmingsa. Po chwili u jego boku pojawiła się wysoka brunetka. Objęła go w pasie, przyciągając go siebie jeszcze bardziej. Jej ciemne oczy zmierzyły mnie całą, a ja momentalnie poczułam się, jak intruz. – A ty to, kto?
- Melissa – odpowiedziałam, starając się powstrzymać drżący głos.
- Moja przyjaciółka – dodał Luke, co zabolało.
- Jasne – rzuciła, kiwając głową. – Charlotte. Jestem kuzynką Ashtona.
- Milo poznać.
- Ciebie też – odparła, po raz kolejny przyglądając mi się. 
           Dostrzegłam, jak przejeżdża dłonią przez plecy blondyna. Poklepała go po klatce piersiowej, a ja odruchowo wstrzymałam oddech. W tym momencie wiedziałam, że muszę koniecznie wziąć się w garść, bo ten widok cholernie bolał. Miałam wrażenie, jakbym gdzieś w środku, gdzieś w sercu miała milion małych szpilek, które teraz postanowiły zaatakować moje ciało. Wszystkie na raz. Doszła do mnie przykra prawda. To nie byłam ja. On wybrał kogoś innego.
- Mel, chciałaś o czymś porozmawiać?- odezwał się Luke.
- To… To nie było nic ważnego. Poszukam Jen – wydusiłam z siebie, a potem odwróciłam się na pięcie. 
           Chciałam by ten widok, jak najszybciej zniknął mi z oczu. Nie mogłam jednak się powstrzymać przed tym, by zerknąć na nich przez ramię. Charlotte właśnie obdarowała Hemmingsa szybkim całusem w policzek. Zacisnęłam zęby, czując napływające do oczu łzy. Błagam… Nie tutaj i nie teraz. Nie sądziłam, że to będzie tak cholernie bolało. Że będzie to tak przykre.
           Wypadłam na zewnątrz, zatrzymując się w ogrodzie, który o dziwo był pusty. Jednak natrafiając wzrokiem na wystawioną popielniczkę, wiedziałam, że ja i Ashton nie jesteśmy jedynymi palaczami w tym towarzystwie. Była ona, bowiem prawie pełna.
           Usiadłam na ławce, wydobywając szybko z torebki paczkę białych slimów. Musiałam zapalić. Musiałam skupić się, na czymś innym. Dlatego, jak nigdy wpatrywałam się w zieloną zapalniczkę, a potem żółto pomarańczowy płomień, który się pojawił. Odpaliłam papierosa, czując, jak dym wypełnia moje płuca. Uspokoić się. To był główny cel. Odetchnąć i jakoś się podnieść. Nie rozsypać się. Przynajmniej nie tutaj.
- Hej! - Odwróciłam się, widząc przed sobą Grace. Dziewczyna posłała mi jeden ze swoich uśmiechów. Podeszła wolno do stołu, a potem usiadła na ławce naprzeciwko mnie. – Byłam pewna, że nie przyjdziesz.
- Zmieniły mi się plany.
- Dobrze się czujesz?
- Jest w porządku. – Byłam zdziwiona, jak te kłamstwa szybko wychodziły z moich ust.
- Na pewno?
- Tak, po porostu skończyliśmy szybciej, więc pomyślałam, że dołączę.
- Mel!  - Po raz kolejny spojrzałam w stronę drzwi. Na zewnątrz wypadł Zack, a zaraz po nim Jen.
- Mel? – zapytała ze zdziwieniem przyjaciółka, a potem uśmiechnęła się szeroko. – Moja blondi! Jednak?
- Nie mogłam się oprzeć, by was nie skontrolować. – Kolejne kłamstwo. Zaczynałam być w tym coraz lepsza.
- Dostałaś coś do picia? – odezwał się po raz kolejny chłopak. Pokręciłam głową. – Zaraz to naprawimy. Jak kolacja?
- Okej.
- To w porządku. Piwa?
- Chętnie – odparłam, zdobywając się na lekki uśmiech. Zack odpowiedział tym samym i wrócił do domu.
- Co jest? – zapytała dla odmiany Jen.
- Nic. Jest spoko.
- Tylko, że ja ci nie wierzę.
- Odpuść mi przesłuchanie, błagam.
- Było, aż tak źle? – drążyła temat. Spojrzałam na nią, a ona zrobiła niewinną minę, unosząc ręce w obronnym geście. – Dobra, na razie odpuszczam.
- Dzięki.

          Ludziom zgromadzonym w domu przestał wystarczać parkiet w salonie. Zresztą sami organizatorzy spotkania byli za tym, by przenieść się do jakiegoś lokalu, w którym można jeszcze odrobinę popić. Większość była też chętna na tańce, więc ten pomysł szybko spotkał się ze zgodą u pozostałych. Ja jako jedyna odpuściłam. Choć nie spędziłam u nich nawet godziny. Nie miałam ochoty na imprezę i całonocne udawanie, że nic mi nie jest. Teraz marzyłam o tym, by zaszyć się w swoim pokoju i odciąć od tego wszystkiego.
          Dlatego, gdy oni zaczęli ładować się do zamówionych taksówek, ja cicho pożegnałam się z Jen i odbiłam w bok, by jak najszybciej opuścić to rozhulane i zadowolone towarzystwo. Obiecałam przyjaciółce, że wrócę do naszego mieszkania taksówką, złapaną na głównej ulicy. Jednak, jak tylko minęłam zakręt, odpuściłam sobie i to. Spacer dobrze mi zrobi.
           Dotarłam do domu w jednym kawałku, nie zaczepiana na szczęście przez nikogo. Od razu skierowałam się do łazienki, a potem ubrana w piżamę, poszłam do łóżka. Nie mogłam jednak liczyć na sen. Wszystko we mnie huczało i krzyczało, a ja w końcu dałam upust tym emocjom. Nie powstrzymując się, rozpłakałam się, wciskając twarz w poduszkę. Zawaliłam po całości. Byłam ślepa i głucha na wszystko wokoło. Na każdą sugestię ze strony innych. Być może też na sygnały wysyłane przez niego. Mogłam dostać to, czego w tym momencie tak pragnęłam. Ale było już za późno i to była moja wina. Luke już nie mógł być mój. U jego boku stał ktoś inny. Gdy tylko o tym pomyślałam, łzy zaczęły spływać po moich policzkach jeszcze szybciej. Ten wieczór i ta noc faktycznie okazała się być katastrofą.

***
           Była u niego w domu. Naprawdę chciał z nią wtedy porozmawiać. Może to właśnie był ten moment. Ta chwila na zdobycie tego, czego chciał. Ale Charlotte przyczepiła się do niego, niczym rzep i za nic nie mógł jej zgubić, choć wielokrotnie próbował. A przecież nie mógł rozmawiać przy niej.
           Teraz będąc tu, w tym klubie, nie słysząc zupełnie niczego, poczuł się zagubiony. Z Mel wszystko było łatwiejsze. Ale ona nagle zniknęła. Był pewny, że kręciła się na zewnątrz, gdy wsiadali do taksówek. Teraz jednak przepadła, jak kamień w wodę.
           Przeklną w myślach, gdy ktoś wpadł mu na plecy. Zauważył grupkę swoich, stojących przy barze. Na szczęście Lottie zniknęła, więc mógł dorwać się do Jen i zdobyć potrzebną mu informację. Przyspieszył kroku, a potem doskoczył do dziewczyny, która śmiała się z jakiegoś żartu, opowiedzianego przez Caluma.
- Jen – rzucił, pukając ją w ramie. Brunetka spojrzała na niego z uśmiechem.- Gdzie Mel?
- Poszła do domu.
- Co? Ale… Przed chwilą, czy…
- Nie przyszła tu z nami. Poszła do domu już wcześniej – powiedziała powoli. Przyjrzała się mu ważniej, a on odwrócił wzrok, by nie zobaczyła na jego twarzy rozczarowania. Nie przyszła… Po prostu jej tu nie było, a on głupi wierzył w to, że może uda mu się ją znaleźć.
           Nagle poczuł ramiona oplatające jego szyję. Zerknął na Jen, która skrzywiła się. Dzięki temu zyskał odpowiedź, kto wiesza się na jego ciele. Charlotte. Znowu. Dziewczyna złapała go za rękę, odciągając od baru. Poprawiła białą bluzę z kwadratowym dekoltem, a potem spojrzała w jego błękitne oczy.
- Mam nadzieję, że też masz iście imprezowy stan, jak ja – odparła z uśmiechem. Hemmings nie miał ochoty na kolejne pogaduszki z kuzynką Irwina.
- Zatańczysz ze mną? – wypalił, bo przynajmniej podczas tańca nie musiałby z nią rozmawiać.
- Żartujesz? Jak chcesz ze mną tańczyć, skoro nie słyszysz? - rzuciła ze śmiechem. Zabolało. – Możemy porobić coś innego – dodała, przejeżdżając palcami po jego klatce piersiowej. – Mam ochotę się zabawić.
- Nie tym razem. Idę do łazienki – mruknął, a potem odwrócił się i ruszył w stronę toalet. Miał dość.
           Wszedł do białego pomieszczenia, które okazało się być puste. Zatrzymał się przy oknie, opierając się o chłodny parapet. Potarł palcami kąciki oczu. Bariery… Znów pojawiły się w nim bariery. I wtedy ponownie w jego głowie pojawiła się Mel. Ona nie widziała w nim ograniczeń. Ona nie miałaby problemów, by wyciągnąć go na parkiet, a potem poprowadzić w rytm granej muzyki. W końcu kilka razy to udowodniła. Ale Charlotte nie była Mel. I nigdy nią nie będzie. Jak mógł być tak głupi, by wypalić z takim pomysłem? Jak mógł pomyśleć, że w takim momencie, ktokolwiek będzie mógł ją zastąpić? Jak mógł przez tą chwilę pomyśleć, że jest taki sam, jak inni?
           Momentalnie odechciało mu się dalszej zabawy. Dlatego niewiele myśląc wyszedł z łazienki i skierował się w stronę stolika. Powiedział Michaelowi i Grace, że idzie do domu, a potem zanim, którekolwiek z nich zdążyło zareagować, złapał za swoją cienką kurtkę i ruszył w kierunku wyjścia.



***
Ci, który nie lubili Ethana mogą wiwatować - chłopak w końcu dostał wyraźnie zarysowaną sytuację, która jak widać niezbyt mu się spodobała. Ale z drugiej strony pojawiła się też Lottie - nie powiem, ale lubię komplikować bohaterom życie :D
Kogo wolicie bardziej? Lottie czy Ethana? - Haha, też pytanie :D

Mam nadzieję, że przetrwaliście ten dłuższy rozdział i nie pozasypiałyście w trakcie :) 

Tradycyjnie dziękuję Wam za tak superowe komentarze, które uwielbiam. Wasze słowa to wielka motywacja! Dziękuję!

Pozdrawiam i do następnego wtorku!

14 komentarzy:

  1. Lottie czy Ethan, Lottie czy Ethan... Hmmm... Wiesz co, coś nie mogę się zdecydować! Bardzo się cieszę, że Mel pokazała Ethanowi gdzie jego miejsce! Jak mówił o Luke'u to sama miałam ogromną ochotę go uderzyć! Mam ogromną nadzieję, że za niedługo Luke i Mel wyjaśnią sobie, co do siebie czują. Błagam, niech już będzie wtorek za tydzień!
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można śmiało powiedzieć, że Mel się obudziła, co do uczuć względem Hemmo. Lottie nie będzie zbyt długo u chłopaków, więc jest nadzieja na to, że ta dwójka w końcu ze sobą pogada - bo ile można :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Mel dała mu pięknego kosza 😂
    Czekam na nastepny rozdział ! :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Mel dała mu pięknego kosza 😂
    Czekam na nastepny rozdział ! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. A teraz wszyscy ręce w górę, pożegnaliśmy debila Ethana (miejmy nadzieję) bezpowrotnie!!! Choć nie miałabym nic przeciwko gdyby Lottie i Ethan zostali parą, bo tak w sumie to oboje upierdliwi, głupi na potęgę, irytujący, i liczyli na coś więcej. Na co czekać? Zamówmy księdza i niech odrazy się pobiorą:D I w końcu, po długim oczekiwaniu, Mel zrozumiała, że Luke jest dla niej kimś więcej! Serio, powinna dostać Nobla za czas reakcji;)
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie zaprzeczę, że Mel ma spóźniony czas reakcji, ale - tańczmy i cieszmy się - że się w końcu ogarnęła :) No, w sumie... jakby nie patrzeć ta dwójka by do siebie pasowała :D
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Bomba tylko jeszcze bardziej skomplikowałaś życie naszych bohaterów. Juz myślałam że będzie działo się dobrze a tu dupa. A co do rozdziału to na pewno nie był nudny, jak zawsze trzymasz w napięciu i jesteś nieprzewidywalna za co czasem mam ochotę cię udusić. Fajny rozdział już chcę wiedzieć co dalej :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tak miłe słowa :) Cieszę się, że umiem Cię jeszcze zaskoczyć :) Oni i tak za długo mają sielankę, więc ich drama trochę się rozciągnęła. Ale już niedługo.

      Usuń
  6. No żesz kur... Dokładnie! Jak nie ten powalony Ethan to jeszcze świruska w postaci kuzynki Irwina! Roxy nie wiem, co ci Mel i Luke zawinili, że tak im mieszasz na relacji. Ja typiary nie lubię - szczególnie, że się klei do Luka, jakby był jej facetem! A on jest MEL! TYLKO! Podoba mi się to, że Mel przyłożyła Ethanowi - zasłużył. Dobrze też, że się obudziła, co do uczuć do Hemmo. Lepiej późno niż wcale, jak to mówią. Z niecierpliwością czekam na kolejny
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parsknęłam śmiechem, czytając pierwsze zdanie. Ale w sumie masz rację - do Lottie pasuje określenie świruska :) No, mieszam im trochę bardziej, bo z początku nie mieli żadnych dram:)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń