wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 17

          Długo nad tym myślałam. Długo rozmyślałam o tej całej sytuacji, biorąc to w całość. Przegryzłam to. Musiałam to zrobić. W jakiś sposób zmusiłam się do tego, by pogodzić się z gorzkim smakiem prawdy. A było to ciężkie, bo w dalszym ciągu podświadomie w głowie wirował mi blondyn. Jednak, aby nie zwariować od tego wszystkiego, musiałam się ogarnąć i znów postawić go w rubryczce, tylko przyjaciel, nic więcej. Wiedziałam, że gdybym zaczęła się bardziej nad sobą rozczulać, to nie potrafiłabym normalnie funkcjonować. A tego nie chciałam. W końcu uznaliśmy, że jest okej. Więc okej być musiało. Koniec kropka.
          Ethan siedział na ławce tuż przy auli, w której mieliśmy mieć wykłady z Prawa medycznego. Zatrzymałam się obok niego, wyciągając z kieszeni małego niebieskiego pendriva. Podsunęłam mu go pod nos, a chłopak podniósł od razu głowę. Jego ciemne oczy zatrzymały się na mojej osobie.
- Zrobiłam podsumowanie. Możesz to sprawdzić. Wiem, że miałam ci to wysłać.
- W porządku. Mam nadzieję, że dzisiaj ci lepiej?
- Chyba… Tak, jest lepiej. Przepraszam za wczoraj.
- Spokojnie, rozumiem. Przecież każdy może mieć kiepski dzień- odparł z uśmiechem. Odpowiedziałam tym samym. Kiedy poklepał ławkę, usiadłam obok niego. – Co robisz w piątkowy wieczór?
- Co?
- Masz piątek wolny?
- A… Tak. Nie mam żadnych planów.
- To teraz już masz.
- Co?
- Zapraszam na kolację.
- Kolację?
- Nie mogę zabrać cię na kolację? – zapytał, unosząc jedną brew do góry. Przez chwilę przez myśl, przebiegł mi Luke, ale ja szybko pozbyłam się go z mojej głowy. Miałam normalnie funkcjonować. I tego chciałam dopilnować.
- Pewnie, że możesz.
- Jesteśmy umówieni?
- Jesteśmy – powiedziałam i sama uśmiechnęłam się do niego.

          Zaraz miałam rozpocząć swoją zmianę w księgarni, a mój mózg był przeciążony nadmierną ilością informacji, jaką dzisiaj wpajali nam wykładowcy. To był jeden z tych męczących i dość trudnych dni. Ale trzeba to, jakoś przeżyć.
          Wyszłam zza zakrętu. Podniosłam głowę i zatrzymałam się. Chciałam uciec. W tym momencie chciałam uciec, jak zwykły tchórz. Jednak kiedy błękitne oczy blondyna spojrzały wprost na mnie, wiedziałam, że nie mogę od tak odwrócić się i dać nogę. Nie, kiedy mnie zobaczył. Dlatego ruszyłam w wybranym wcześniej kierunku, idąc jednocześnie wprost na niego.
           Luke uśmiechnął się, a ja niepewnie odpowiedziałam tym samym. Zatrzymał się, więc i ja to zrobiłam. Przez chwilę mierzył mnie wzrokiem, a ja miałam nadzieję, że nie zauważy tego, jaką ciężką noc miałam. Dokuczała mi bezsenność i to z jego powodu.
- Dobrze, że cię widzę – powiedział, poprawiając czarny plecak, który wisiał na jego ramieniu.
- Coś się stało?
- Nie, nie… Nic się nie stało- odpowiedział, w dalszym ciągu uśmiechając się do mnie. – Po prostu dostałem właśnie informację od Ashtona, że w piątek jest u nas małe spotkanie. Będzie, co prawda więcej ludzi, niż zazwyczaj. Wpadniesz?
- W ten piątek?- Pokiwał głową. – Niestety… Nie mogę.
- Och… Okej. Jakby ci się zmieniły nagle plany, to…
- To wpadnę – dokończyłam za niego, a on znów obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
- Muszę iść. Za chwilę zaczynam wykład.
- Zobaczymy się dzisiaj? – wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
- Dzisiaj nie mogę. Mam wizytę u lekarza. – Nie byłam pewna, czy mówi prawdę czy sprzedaje mi mocno przemyślaną ściemę. Może zbyt często się widzieliśmy i Luke miał dość? Albo popadałam w paranoję, dopracowując sobie takie teorie?
- Coś ci jest? – zapytałam z lekkim niepokojem.
- Nie słyszę od dziesiątego roku życia – odpowiedział. Skrzywiłam się lekko. – Nie… Przepraszam. To miał być taki żart. W sumie dość kiepski… Ja… Przepraszam.
- Jasne, spoko – rzuciłam, kiwając głową. – I przestań mnie za wszystko przepraszać – dodałam, zanim zdążyłam się zamknąć i zatrzymać to dla siebie.
- Ja…
- Nie, spoko… Naprawdę – powiedziałam z lekkim, acz wymuszonym uśmiechem. - Gdyby coś się zmieniło, to widzimy się w piątek.
- W piątek, jasne.
           Minęłam go i ruszyłam w stronę księgarni, przeklinając się w myślach. Co mi do cholery odbiło? Sama sobie robiłam pod górkę. Dlaczego wyżywałam się na nim? Odpowiedź była prosta. Bo pozwolił mi to do siebie poczuć. To uczucie, które teraz w jakiś sposób niszczyło mnie od środka. Przyspieszyłam kroku. Gdy zniknęłam za oszklonymi drzwiami, za którymi pracowałam, poczułam wibrację w kieszeni. A zanim wyciągnęłam telefon, ten zawibrował po raz kolejny. Odczytałam dwie wiadomości.

Od Jennifer:
Słyszałaś o małym party u chłopaków? Wyciągam cię dzisiaj na zakupy!

Przekręciłam oczami. Spojrzałam na drugiego sms-a. Zagryzłam wargę.

Od Luke:
Wiem, że dzieje się coś złego. Musimy o tym w końcu normalnie porozmawiać. Nie chcę stracić tego, co mamy.

Do Luke:
Porozmawiamy.

***
           Wsunął telefon do kieszeni, a następnie ruszył w stronę sali, w której miał ćwiczenia z rysunku. Jego myśli jednak nie były skoncentrowane na tym, co mogą przerabiać na kolejnych zajęciach. Jego myśli krążyły wokół niej. Jak zawsze. Jakby nie potrafił się od nich uwolnić. Wpadł po całości i nie wiedział, co zrobić, by to polepszyć. By to wszystko wróciło na dobre tory.
           Miał wrażenie, jakby nagle ona oddaliła się od niego. Jakby była gdzieś poza granicami, za które on nie może sięgnąć. Spieprzył to. Teraz nie bał się do tego przyznać, że to jego wina. Gdyby wtedy się przymknął, gdyby przestał pieprzyć, a po prostu złapał ją w ramiona czy pocałował ją raz jeszcze, może teraz wszystko wyglądałoby inaczej. Może ona była by jego. A on, tylko jej.
           Jednak zrobił całkiem inaczej. Postąpił, zupełnie odwrotnie i teraz nie ma ich. I nigdy chyba nie będzie. Odpuściła. Gdzieś w środku czuł, że po prostu odpuściła. Oboje się pogubili, a to miało przykre i bolesne skutki. Nie chciał, by teraz ich relacja właśnie tak wyglądała. By udawali, że nic się nie stało. By wmawiali sobie, że jest jak dawniej. Bo nie było i nie będzie. Zbyt namieszali, a raczej zrobił to on. Brał całą winę na siebie.

***
           Siedziałam na kanapie w jednym ze sklepów, obserwując, jak Jen przebiera w wieszakach pełnych kolorowych ubrań. Tu królowały sukienki, a moja przyjaciółka miała chrapkę na jedną z nich. Tyle, że jak na razie nie potrafiła się zdecydować, którą wybrać.
- Co myślisz o tej?
- Jest ładna.
- Słyszę to po raz setny – mruknęła, z niezadowoleniem kręcąc nosem. – Myślałam, że mi doradzisz. Co jest?
- Nic nie jest.
- Miałaś plany na dziś?
- Co? Nie – odpowiedziałam szybko, kręcąc jednocześnie głową. Jen złapała za czerwoną sukienkę i podsunęła mi ją pod nos.
- W tym ty byś wyglądała dobrze.
- Jest ładna.
- Kurwa, no – warknęła cicho, przekręcając oczami. – Miałaś spotkać się z Lukiem?
- Nie. Luke ma dzisiaj lekarza.
- Faktycznie – odparła, pukając się palcem w policzek. – Ash coś wspominał. Jakieś badania kontrolne. Ponoć Hemmings ma problemy z krzepliwością krwi czy coś takiego.
- Tak, ma – wymruczałam, wracając myślami właśnie do blondyna.
- Mel? Co jest?
- Naprawdę nic się nie dzieje.
- Taki kit wciskaj swojej matce – powiedziała z pewnością w głosie. – Znam cie na wylot. Wiem, gdy coś się dzieje. Mów!
- Chyba między mną i Lukiem trochę się pokomplikowało i…
- Wcale się nie dziwę. Umawiasz się z kimś innym, a on musi na to patrzeć i…
- Jen, jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Nie, nie jesteście. Mam wrażenie, że nigdy nie byliście, tylko przyjaciółmi. Zawsze między wami było to tajemnicze coś. Ta chemia. Czy ty widziałaś, jak on się na ciebie patrzył?
- Jak?
- Jakbyś była najlepszą osobą pod słońcem. Jakby nikogo innego nie było. Jakby inni nie istnieli…
- Nie rozpędzaj się tak. Po prostu ostatnio jest między nami trochę napięcia.
- A ten cały… Jak mu tam?
- Ethan?
- No? Co z nim?
- Co ma być?
- Spotkasz się z nim coraz częściej. Nagle przypomniał sobie o starej znajomej z roku?
- Nie bądź złośliwa.
- Nie jestem. Stwierdzam, tylko fakty. Dziwię ci się, czemu w ogóle zaczęłaś się z nim umawiać, zostawiając Luke'a.
- Między nami nic nie ma.
- Mylisz się- powiedziała z pewnością w głosie. – Całkowicie się mylisz. – Poklepała mnie lekko po ramieniu. – A teraz ruszaj tyłek i przymierz tą kieckę. Jest idealna!
- Jen!
- Już! Do przymierzalni!

***
          Odwrócił się, gdy blondyn przekroczył próg domu. Zrzucił ze stóp czarne buty, a potem kiwnął im głową. Michael wiedział, że Luke zaraz ulotni się na górę. Od kilku dni znów spędzał tam większość swojego czasu. Clifford zatrzymał go machnięciem ręki.
- Co?
- Mel będzie w piątek?
- Nie, ma już inne plany – odpowiedział, a potem tradycyjnie ruszył w kierunku schodów. Po chwili Michael usłyszał trzaśnięcie drzwiami. Znów się zabunkrował. Znów się oddalał. Kompletnie mu się to nie podobało.
- Inne plany? – wydusił Clifford, spoglądając na Zacka, który siedział obok niego, zajadając się czekoladowym batonem.
- Ma kolację z Ethanem.
- A ty skąd to wiesz?
- Słyszałem, jak chwali się tym Trevorowi – odpowiedział, wciskając do ust ostatni kawałek przekąski.
- Nienawidzę tego gościa – wymamrotał Clifford, kręcąc głową.
- Miałeś się nie spinać- przypomniał mu Zack, przyciskając się do niego. – Wyluzować. Przecież kolacja, to nic takiego…
- Nic takiego?
- Skarbie – mruknął mu przy uchu, a Michael poczuł przyjemny dreszcz, który przebiegł mu po plecach. – Zobaczysz, wszystko się ułoży. Luke może teraz to jakoś przeżywa, ale w końcu oboje zrozumieją, co takiego wyprawiają. Dojdą do tego, tylko potrzebują więcej czasu. Musimy…
- Wyeliminować tego całego gnojka, który wpierdala się tam, gdzie go nie chcą?
- Mikey – pociągnął chłopak, wsuwając mu dłoń pod koszulkę. Clifford czuł, jak jego palce rozpalają mu skórę na brzuchu. Zrobiło mu się cieplej. – Nie możemy się tak bardzo wtrącać. Osoby trzecie zawsze wszystko komplikują.
- Czy ja się wtrącam?
- Próbujesz. I wkurwiasz się, choć na razie dramatu nie ma.
- Ale wisi w powietrzu – ciągnął dalej Michael.
           Zack niewiele myśląc przybliżył się do niego jeszcze bardziej. Spojrzał w jego zielone tęczówki, a potem pocałował go. Najpierw spokojnie, by po chwili przejść do szybszego tempa. Westchnął wprost w jego gorące wargi. Uśmiechnął się, a Clifford uniósł brwi do góry.
- Co?
- Zajmij się mną, Mikey – wyszeptał Zack, muskając jego szyję ustami. Jego dłoń mocniej zacisnęła się na brzuchu chłopaka, a on prawie zamruczał z aprobatą.
- Uwielbiam, gdy jesteś taki napalony, kotku.
- Ty mnie nakręcasz. Zawsze…  - Ale urwał, bo tym razem to Michael złączył ich usta. Wsunął dłoń w jego ciemne włosy, pociągając lekko za ich końcówki. – Kocham cię.
- Ja ciebie też, kotku.
- To, co? – zapytał Zack, unosząc jedną brew do góry.
- Chcesz się po kotłować w moim łóżku?
- Bardzo.
- Dwa razy nie musisz mnie namawiać- skwitował Michael, wstając z kanapy. Złapał za dłoń swojego chłopaka, a potem pociągnął go w stronę chodów, uśmiechając się przy tym szeroko.


***
Biedne dzieci - Luke i Mel - dalej się gubią i nie potrafią ze sobą porozmawiać. Musiałam tu wcisnąć Zacka i Michaela :)
Jest to rozdział typu przejściówka, ale kolejny będzie dłuższy i będzie się w nim więcej działo :)
Następny oczywiście we wtorek - wiadomo. 


Dziękuję Wam za tak pozytywne opinie i komentarze, które - wiecie to - uwielbiam! 

Pozdrawiam!


9 komentarzy:

  1. Luke'owi i Mel przydałaby się szczera rozmowa. Ehhh.. Gorzej, niż dzieci. Zack z Mikem są meeega słodcy, uwielbiam ich. A rozdział oczywiście wspaniały. Kocham twoje blogi, jestem od nich bardzo uzależniona ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział Ci się podobał :) Ale fakt Mel i Luke zachowują się, jak dzieciaki :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ethan weź wywalaj na Antarktydę czy na inne zadupie, gdzie nie będziesz miał możliwości otworzenia jadaczki do Mel. Matko, jak ten koleś mnie irytuje :P A Mel i Hemmo też powinni się ogarnąć, bo niedługo naprawdę stracą to wszystko, co udało im się zbudować.
    Mikey i Zack - hahaha uwielbiam ich naprawdę :D
    Czekam na next
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wiesz Milena kolegi nie lubisz? HAHAH XD A co do Mel i Luka, to faktycznie wszystko wymyka im się powoli spod kontroli. Cieszę się, że się podobało :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Luke i Mel muszą w końcu dojść do porozumienia! Zwykła rozmowa może naprawić wszystko. Czekam zatem z niecierpliwością na kolejny rodział♡
    Pozdrawiam Pati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie może, ale wtedy byłoby za łatwo :D Ale w końcu się ta dwójka ogarnie - czy pozytywnie czy negatywnie, tego nie zdradzę, ale na razie mają misz masz między sobą:)
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń