wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 16

          Wyszłam z domu, naciągając na uszy białe słuchawki. Od razu zatraciłam się w muzyce, którą tak uwielbiałam. Mocne uderzenia perkusji, basu i gitar elektrycznych potrafiły mnie skutecznie rozluźnić. Odcięłam się od otaczającego mnie świata, pozostając w tej innej rzeczywistości wypełnionej nutami, przyjemną – dla mnie – melodią i słowami, które tak idealnie potrafiły wszystko opisać.
          Miałam wrażenie, że moje stopy same prowadzą mnie w stronę budynku uczelni. Nie zwracałam uwagi na przejeżdżające obok samochody. Nie patrzyłam na mijających mnie ludzi. Dziś kompletnie odłączyłam się od świata, w którym żyłam. Moja mała odskocznia, zanim znów do niego wrócę. Zanim znów zacznę rozmyślać nad wszystkim, co działo się ostatnio. Moja chwila na to, by zapomnieć o nim. 
          Z drugiej jednak strony, choć muzyka nie była częścią jego świata, to w jakiś sposób niektóre kawałki, potrafiły wyostrzyć mi jego obraz w myślach. Dlatego przełączałam je szybko, by wrócić do innych słów… Innego opisu… Innej przedstawionej w melodii sytuacji…

***
          Podniósł głowę znad komórki. Obok niego szedł Ashton, co jakiś czas zaciągając się papierosem. Stróżka dymu unosiła się obok niego, by po chwili powiększyć się, gdy Irwin wypuszczał go z płuc. Od jakiś pięciu minut między nimi panowała cisza. Choć nie było to zbyt trafne określenie. On milczał. Ashton nie, pochłonięty rozmową telefoniczną ze swoją mamą.
          Gdy przeszli przez ulicę, Luke zmrużył oczy, dostrzegając znajomą sylwetkę. Niemalże od razu rozpoznał Melissę, która również szła w kierunku starej uczelni. Jej lekko skręcone blond włosy, swobodnie opadały na plecy. Na ramieniu, jak zwykle znajdowała się jej torba, z którą na uczelni się nie rozstawała. Ciemne dżinsy okrywały jej nogi. Zauważył, że miała na sobie niebieską koszulkę i dopasowane do niej kolorystycznie wysokie trampki.
          Przez chwilę wstrzymał oddech. Coś się w nim ścisnęło. Z jednej strony chciał do niej podejść, a z drugiej nie był pewny, czy powinien. Dzisiejszej nocy długo męczył się sam ze sobą. Wszystko przez to cholerne uczycie pieprzonej zazdrości. Jakby już zaklepał sobie prawo do jej osoby. Choć ona nigdy nie była jego. A Luke czuł też, że nigdy jego nie będzie. Byli, tylko przyjaciółmi…
          Mimo wszystko chciał znów zobaczyć jej uśmiech, którym skutecznie potrafiła wprowadzić go w dobry nastrój. Chciał ujrzeć jej niebieskie oczy, które były nieco ciemniejsze, niż jego tęczówki. Chciał się z nią śmiać, rozmawiać i wygłupiać tak, jak robili to do tej pory. Gdzieś w środku zrozumiał, że nie może jej stracić, tylko dlatego, że poczuł to inne uczucie. Może i w tym wypadku był naiwny, wierząc w to, że sama przyjaźń powinna mu wystarczyć. Przecież nigdy nie był z nią na równi. Zawsze był i będzie inny. Zawsze będzie tym gorszym, choć ona wielokrotnie zapewniała, że jest inaczej. Akceptowała go pod każdym względem. Mimo to wiedział, że nic poważniejszego z tego nie będzie. A jego chęci do niczego nie prowadzą, skoro druga strona tego nie chce.
          Poczuł, jak Ashton klepie go w ramię. Odwrócił się w kierunku kumpla, który dalej przyklejony był do swojego telefonu. Widział, jak Irwin przekręca oczami, a potem krzywi się – z pewnością jego mama znów zaczęła karcić go za jego papierosowy nałóg. Po chwili jednak wskazał na osobę przed nimi. Ash też ją zobaczył. Uśmiechnął się lekko, a potem machnął na niego ręką, gdy Luke dalej szedł obok. W końcu kiedy przyłożył mu po raz kolejny, o wiele mocniej, niż poprzednim razem, Hemmings warknął cicho pod nosem, ale posłusznie odłączył się od niego idąc w stronę blondynki. I był mu za to wdzięczny. Za to, że Ashton znów popycha go ku niej. W tym momencie, bowiem sam nie był pewny, czy zdecydowałby się na szybkie spotkanie z Mel przed zajęciami. Przyspieszył kroku, aby móc się z nią zrównać.
- Cześć – wyrzucił z siebie, ale ona w ogóle nie zareagowała. Uniósł ze zdziwieniem brwi do góry. Kto, jak kto, ale ona nigdy go nie ignorowała. Czy zrobił lub powiedział wcześniej coś nie tak? Coś co mogło ją urazić? – Mel? – Wyciągnął niepewnie dłoń w jej stronę. Gdy tylko jego palce dotknęły ciepłej skóry dziewczyny, ta odskoczyła od niego, jak oparzona.

***
          Prawie padłam na zawał, gdy obok mnie znikąd pojawił się Luke. Przez głośną muzykę w ogóle nie słyszałam, że do mnie podchodzi. Nic dziwnego, że najnormalniej w świecie się przestraszyłam, kiedy jego ciepła dłoń dotknęła mojej. Na szczęście o nic się nie potknęłam i udało mi się ustać na nogach.
          Spojrzałam na niego. Wpatrywał się we mnie zaskoczony i nieco zmieszany. Dopiero dostrzegając moje białe słuchawki, zrozumiał całą sytuację. Na jego twarz powoli wypłynął uśmiech, który z każdą sekundą był coraz większy. Byłam pewna, że gdyby nie muzyka już słyszałabym jego cichy, acz uroczy chichot.
- Jezu, Luke – wydusiłam z siebie, ściągając słuchawki. Wyłączyłam odtwarzacz, a potem wcisnęłam wszystko do małej kieszonki w torbie.
- Nie chciałem cię przestraszyć – odpowiedział rozbawiony.
- Wybaczam – powiedziałam poważnym tonem. Po chwili jednak sama się uśmiechnęłam. – Chociaż przez te twoje nagłe pojawianie się, dostanę kiedyś ataku serca.
- Witaj w moim świecie. – Przekręciłam oczami. – Pracujesz dzisiaj?
- Na szczęście nie – odpowiedziałam. Ashton przeszedł obok nas, rozmawiając z kimś przez telefon. Machnął nam ręką, uśmiechając się szeroko. Odpowiedzieliśmy tym samym, a on dalej szczerząc się do siebie, ruszył w kierunku wejścia do budynku – Gada z Jen?
- Nie. Właśnie dostaje reprymendę od swojej mamy za palenie papierosów. Przynajmniej tak wnioskuję, po minach, jakie robił wcześniej.
- Najwidoczniej mu przeszło.
- Albo jego mama w końcu z niego zeszła. Jak ona się nakręci…
- Biedny Ash.
- Umówiłaś się już z kimś na dzisiaj? – wypalił nagle, przygryzając dolną wargę. Uniosłam lekko brwi do góry. Zaskoczył mnie tym pytaniem i to jeszcze tak bezpośrednio zadanym. Hemmings najwidoczniej wyczuł, że źle je sformułował, bo zaraz się poprawił. – To znaczy… Chciałem się spytać, czy masz już jakieś plany na dzisiaj?
- Nie, nie mam. Zainteresowany?
- Męczeniem cię przez resztę dnia? – Pokiwałam ze śmiechem głową. – Jak najbardziej. To, co?
- Wpadnij do mnie po zajęciach.
- Nadrobisz migowy.
- Taką mam nadzieję. To jest mój dzień na naukę.
- W takim razie jesteśmy umówieni – wymigał, a ja uśmiechnęłam się do niego.

          Siedziałam na zajęciach, czekając, aż dobiegną końca. Znów czułam się, jak kiedyś. Jak wtedy, gdy nie mogłam doczekać się kolejnego spotkania z Lukiem. Jak wtedy, gdy nie pokomplikowaliśmy sobie relacji. Może uda się wrócić do dawnego systemu? Miałam taką nadzieję. Nie chciałam stracić przyjaciela przez moje odczucia względem niego. W końcu nigdy mi się nie deklarował. Nigdy nie pokazywał, że szuka we mnie kogoś więcej. Kogoś, kim najwidoczniej być nie mogłam.
          Wyszłam z sali, szybko kierując się w stronę wyjścia. Luke miał jeszcze jeden wykład, więc miałam półtorej godziny na to, by zrobić zakupy, dotrzeć do domu i przygotować nam coś do jedzenia, bo z pewnością blondyn po zajęciach będzie głodny. Zresztą nie tylko on, bo ja też zaczęłam odczuwać burczenie w brzuchu. Zdążyłam wyjść na zewnątrz, gdy usłyszałam za plecami znajomy głos.
- Mel, słoneczko!
- Kurwa – syknęłam pod nosem. 
          Naprawdę lubiłam Ethana, ale dzisiaj nie było dla niego miejsca w moich planach. Odwróciłam się jednak, czekając, aż do mnie podejdzie. Na jego opalonej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który eksponował idealnie proste białe zęby.
- Co ty dostałaś takiego dopalacza?
- Spieszę się.
- Umówiłaś się z kimś? – Uniosłam jedną brew do góry. – Dobra, nie wnikam. Masz dzisiaj czas? Chciałem…
- Dziś naprawdę nie mogę. Muszę iść – wyrzuciłam z siebie słowa w trybie ekspresowym, a potem ruszyłam przed siebie, zostawiając go za plecami.
- Ale Mel! – zawołał jeszcze za mną, ale ja już go nie słuchałam. Nie dzisiaj Ethan… Tylko nie dzisiaj.

          Miałam całkiem niezły czas. Zdążyłam zrobić zakupy w markecie, a potem ugotować szybki obiad – czyli spaghetti z dużą ilością sera. Co prawda, to Jen zawsze robiła u nas w mieszkaniu za szefa kuchni, ale tym razem była w pracy, a potem miała spotkanie z Irwinem, więc obiad dla nas spadał na dalszy plan. Dobrze, że nie byłam kucharską łamagą i moje dania były dobre i zjadliwe, choć daleko było mi do jej poziomu.
          Zamieszałam długą drewnianą łyżką w garnku. Zdążyłam odsunąć się od kuchenki, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Wyłączyłam palnik, a następnie ruszyłam w ich stronę. Uśmiech sam wypłynął mi na usta, zanim zdążyłam do nich dojść. Hemmings ewidentnie od samego początku za mocno na mnie działał.
- Hej – rzuciłam, gdy tylko otworzyłam drzwi.
- Hej.
- Wchodź. Właśnie skończyłam robić obiad.
- Czuję. Pachnie nieźle. Spaghetti?
- Dobry jesteś – skwitowałam ze śmiechem. 
          Luke uśmiechnął się do mnie, odkładając plecak tuż obok kanapy. Przeszłam do kuchni, machając na niego ręką. Po chwili usiadł przy stole, a ja wyciągnęłam dwa głębokie talerze. Nałożyłam nam makaronu z sosem i wielką górą sera. Kiedy nasz obiad znalazł się przed naszymi nosami, zabraliśmy się za jedzenie, omawiając pokrótce nasz dzień.

          Siedzieliśmy na sofie naprzeciwko siebie tak, by każde z nas mogło dobrze widzieć tego drugiego. Luke od dwóch godzin wałkował ze mną język migowy, wbijając mi do głowy nowe słowa i ćwicząc stare. Układaliśmy między sobą dialogi, wcielając się w różne postaci w wymyślonych sytuacjach. Poprawiał ruchy moich dłoni za każdym razem, gdy jego czujne błękitne oczy wyłapały, jakiś błąd. Chwalił za dobre rzeczy, co tylko mile łechtało moje ego, które i tak było dość nadęte pod tym względem. Jak się okazało mój mózg akurat ten język całkiem nieźle chwytał i pojmował. Szkoda, że tak dobrze nie szło mi w innych dziedzinach.
- Na dzisiaj koniec.
- Dlaczego?
- Nie masz dość? – zapytał ze śmiechem. Następnie przyjrzał mi się uważniej, robiąc poważną minę. – Psujesz mój program przygotowany dla ciebie – powiedział, przypominając moje wcześniejsze słowa, kiedy to na polanie ćwiczyłam razem z nim, robiąc za nauczyciela.
- Goń się, Hemmings – rzuciłam, udając obrażoną. 
          Luke zaśmiał się, a ja znów usłyszałam ten przyjemny dla ucha dźwięk. Naprawdę mogłam wsłuchiwać się w niego godzinami. Aby jeszcze bardziej rozluźnić atmosferę, złapałam za czerwoną poduszkę leżącą obok i rzuciłam nią w niego. Poduszka pacnęła go w klatkę piersiową. Blondyn uniósł brwi do góry.
- Klasyka – podsumował.
- Muszę wymyśleć na ciebie coś innego – odparłam, krzyżując dłonie na piersiach.
- Bitwa na poduszki jest w porządku.
- Bitwa? – zapytałam, lekko zaskoczona. 
           Zanim jednak zdążyłam się zorientować, Hemmings odbił piłeczkę, ciskając we mnie czerwonym pociskiem w formie poduchy ozdobnej. Nie pozostałam mu dłużna i po chwili rozpętaliśmy małą wojnę, śmiejąc się, niczym pięcioletnie dzieci.

***
           Parsknął śmiechem, gdy Mel próbowała go przewrócić. Zaparł się jednak mocniej, co tylko dodatkowo ją zirytowało. Był jednak silniejszy i teraz postanowił nie dawać jej forów. Prychnęła niezadowolona pod nosem, gdy nie wyszedł jej plan, który ułożyła sobie w głowie na to, by go w końcu pokonać. Uwielbiał z nią takie momenty. Pełne luzu i swobody. Przy niej czuł się pełny, a nie wybrakowany.
          Mel wykorzystała moment, kiedy Luke zapatrzył się w jej niebieskie oczy. Z triumfem na twarzy powaliła go na kanapę, siadając na jego brzuchu. Uśmiechnęła się szeroko, a on wyobraził sobie jej głos, który wesoło oznajmia mu, że wygrała. Był pewny, że jest delikatny i ciepły.
- Wygrałam!
- Mogę cię o coś spytać? – wyrzucił z siebie, zanim zdążył się pohamować. Dziewczyna wyprostowała się, a potem po raz kolejny obdarzyła go swoim uśmiechem, który wręcz kochał.
- Pytaj. – Zerknął na nią. Czekała na to, co powie. Uniósł się nieco na łokciach, nie spuszczając z niej wzroku.
- Jak było wczoraj na obiedzie? – Znów to zrobił, zanim zdążył ugryźć się w język. Z jednej strony chciał wiedzieć, z drugiej nie. Przeczuwał, że to, co może usłyszeć wcale nie będzie przyjemne. I z pewnością gdzieś w środku zaboli.
- Naprawdę chcesz o tym rozmawiać? – zapytała ze zdziwieniem, które wymalowało się na jej twarzy. Sam nie był pewny, czy tego chce, ale skoro zaczął, to musi to skończyć. Pokiwał głową. – Było w porządku. Całkiem miło. Co cię wzięło, Luke?
- Tak z ciekawości – skłamał, wzruszając ramionami. - W sumie oprócz Jen nie znam żadnych twoich przyjaciół, więc to chyba normalne, że jestem ciekawy.
- W sumie racja, ale… Myślę, że Ethana nie nazwałabym przyjacielem. Nie mam z nim takiej relacji – odpowiedziała powoli. Poczuł ulgę. – Chociaż może, gdy poznam go jeszcze lepiej, to zasłuży na to zaszczytne miano – dodała, a jego ulga od razu uleciała. Zacisnął mocniej zęby.
- Lubisz… go?
- Jest w porządku.
- Coś z tego będzie?
- Co to za pytania, Luke?
- Jesteśmy przyjaciółmi, tak? – odparł, choć żałował, że w ogóle poruszył z nią ten temat.
- Jasne, że tak – powiedziała, ponownie się do niego uśmiechając. I choć mógłby patrzeć na to całymi dniami i nocami, to teraz w jakiś sposób to bolało. Był, tylko przyjacielem.
- Więc to źle, że chcę wiedzieć?
- Nie, pewnie, że nie.
- Więc?
- Nie wiem, czy coś z tego będzie. 
          Przyjrzał się uważnie jej twarzy, by odszukać choć małego znaku, że dziewczyna może kłamać. Ale ona faktycznie nie była pewna. Chciał, by była pewna tego, że nic z tego nie będzie. Chciał, by wyraźnie powiedziała mu, że ten cały Ethan jest tylko kolegą z uczelni. Ale nic takiego nie wypłynęło z jej ust. Luke znów poczuł się na straconej pozycji.

***
          Wpatrywałam się w niego przez dłuższą chwilę. Zastanawiałam się, po co w ogóle zaczął. Czemu chciał to wszystko wiedzieć. Gdzieś w środku urosła we mnie nadzieja, że być może Luke jest w jakiś sposób o mnie zazdrosny. Że może choć minimalnie wychylam się zza muru przyjaciółki. Ale potem rzeczywistość wróciła. Nic z tego nie było i nie będzie. Odgoniłam z głowy te myśli, choć nie było to łatwe.
          Ześlizgnęłam się z niego. Luke usiadł, przejeżdżając dłonią po swoich włosach, które teraz lekko sterczały we wszystkie strony. Zaśmiałam się, a on to widział. Uniósł brwi do góry, nie odrywając ode mnie swoich błękitnych oczu, w których można było się zatopić.
- Niezła fryzurka – skomentowałam, gdy blondyn próbował uporządkować bałagan na głowie, bez pomocy lusterka. Przekręcił oczami, co dodatkowo mnie rozbawiło. W końcu jednak zlitowałam się nad nim. – Co ty? Szykujesz się na pokaz mody, że chcesz nadal wyglądać perfekcyjnie?
- Może mam ku temu powody- odparł z uśmiechem.
- Jakie?
- Może chcę się komuś przypodobać. – Pokiwałam głową nie będąc pewna, czy teraz żartuje czy mówi prawdę. Klęknęłam tuż obok niego, a potem zaczęłam poprawiać mu włosy. – To przyjemne – skomentował z uśmiechem. Wychyliłam się, by mógł mnie widzieć.
- Darmowy masaż – odparłam, a on zaśmiał się. 
             Zagryzł lekko wargę tuż przy swoim kolczyku, a mnie, aż coś ścisnęło w żołądku. I skłamię jeśli zaprzeczę, że nie było to dla mnie pociągające. Przełknęłam cicho ślinę, nie dorywając od niego oczu. Luke z taką samą intensywnością wpatrywał się we mnie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak blisko niego jestem. Jak niewiele nas dzieli, by znów stało się coś między nami. A na daną chwilę chciałam, by się stało. Każda moja komórka w ciele krzyczała, by zyskać bliższy kontakt. Dlatego niewiele myśląc przysunęłam się jeszcze bardziej, aż w końcu poczułam jego gorący oddech na swoich wargach. Dosłownie musnęłam jego usta swoimi, czując przyjemny szum i eksplozję emocji w głowie. Chciałam wykonać kolejny ruch, ale Luke odsunął się ode mnie.
- Nie powinniśmy tego robić- wyszeptał, a ja wstrzymałam oddech. – Spotkasz się teraz... Nie powinniśmy… tego robić.
- Jasne… Masz… masz rację- wydusiłam, zwiększając jeszcze bardziej dystans między nami. 
           Nie rozumiałam, czemu nagle wmieszał w to wszystko Ethana. W końcu on i ja byliśmy, znajomymi z roku, którzy od czasu do czasu niezobowiązująco spotkają się poza murami uniwersytetu. A potem znów gorzka prawda pojawiła się w mojej głowie. Jesteście, tylko przyjaciółmi, więc nie próbuj, bo i tak nic z tego nie będzie.
- Przepraszam, Mel.
- Co? Nie… Nie masz mnie, za co przepraszać. To… To ja zaczęłam – odpowiedziałam, a kolejne słowa coraz gorzej przechodziły mi przez gardło. Musiałam i tak odwrócić się w jego stronę, by zrozumiał, co do niego mówię. Zrobiłam to, za wszelką cenę omijając jego błękitne tęczówki. Oprócz tego poczułam gorzki smak zawodu. I to bolało. Gdzieś w środku bolało.
- Mel?
- Przepraszam – powtórzyłam, wstając z kanapy. 
          Działo się ze mną coś dziwnego. Ręce momentalnie zadrżały, a ja miałam wrażenie, że zaraz po prostu się rozkleję, jak małe dziecko, które nie dostało tego, co chciało. W tym momencie zachowywałam się irracjonalnie, ale to było silniejsze ode mnie.
- Mel? – Usłyszałam jego głos, który był bardziej głośniejszy, niż poprzednio. – Co się dzieje?
- Nic. Muszę tylko do łazienki – skłamałam.
          Odwróciłam się od niego, a następnie szybko przeszłam do białego pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi na zamek. Musiałam się uspokoić i nie dać plamy po całości. Przecież nie mogłam od tak się popłakać, tylko dlatego, że Luke stawał się dla mnie kimś więcej. Nie chciałam wszystkiego zepsuć, dlatego zarządziłam szybką ewakuację.
          Usiadłam na brzegu wanny, przyciskając dłonie do oczu. Wdech i wydech… Wdech i wydech… I jeszcze raz i kolejny. Byle by tylko się nie rozpaść. Byle by się utrzymać na powierzchni. Byle by on tego nie widział.
- Kurwa, kurwa, kurwa – wysyczałam pod nosem. 
          On i tak nie mógł tego usłyszeć, więc mogłam sobie na to pozwolić. Wytarłam z policzka jedyną łzę, której nie potrafiłam powstrzymać. Pokręciłam głową, jakby to miało mi pomóc w wyzbyciu się tego wszystkiego, co się działo. Jakby dzięki temu, to wszystko miało odejść w najdalsze zakamarki umysłu. Osamotnione i porzucone. Nikomu nie potrzebne.
          Podniosłam się z miejsca, podchodząc do lustra. Po raz kolejny przetarłam dłońmi oczy, by wróciły do dawnego stanu i nie były tak szkliste i wilgotne, jak przed chwilą. I to jakoś pomogło. Wyglądałam całkiem normalnie. Prawie.
- Mel?
- Kurwa – syknęłam po raz kolejny. Niewiele myśląc podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- Mel ja…
- Jest okej, Luke – odpowiedziałam, mijając go. Zdążyłam zrobić kilka kroków, kiedy Hemmings złapał mnie za rękę zmuszając do tego, bym się zatrzymała i znów spojrzała na niego. – Naprawdę jest w porządku.
- Nie chciałem, bo ja naprawdę…
           Ale nie dokończył, bo raptownie odwróciłam się, gdy doszło do mnie pukanie. Luke też spojrzał w tamtą stronę, jakby odczytując z ruchu mego ciała to, czego nie mógł usłyszeć. Zerknęłam na niego, szybko go przepraszając, a następnie poszłam w ich stronę. Blondyn był tuż za mną. Otworzyłam je. Robiąc zdziwioną i zaskoczoną minę, spojrzałam na uśmiechniętego Ethana. Dostrzegłam w jego dłoni granatowy plecak, który często nosił na uczelnię.
- Cześć, słoneczko – powiedział wesołym tonem. Moje samopoczucie jeszcze bardziej się pogorszyło. Po co on tu do cholery przylazł?
- Co ty tu robisz? – zapytałam, kiedy chłopak praktycznie wepchnął mi się do mieszkania.
- Mamy do dokończenia prezentację. Próbowałam ci to powiedzieć na uczelni, ale mnie olałaś i… O! Szlak. Nie wiedziałem, że masz gościa. – Zerknęłam na blondyna, który musiał wszystko wyczytać z ruchu jego warg.
- Pójdę już- rzucił szybko Hemmings.
- Nie, poczekaj…
- Powinniście skończyć pracę na zajęcia – pociągnął, zabierając czarną kurtkę. Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. – Jest okej – powiedział z lekkim uśmiechem. 
           Machnął chłopakowi ręką, a potem wyszedł z domu, zamykając za sobą drzwi. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Co się tu do cholery działo? W tym momencie byłam wściekła na Ethana. W tym momencie miałam ochotę wyrzucić go za drzwi, mając gdzieś tą całą pieprzoną prezentację.
- Chyba przyszedłem nie w porę... Nie chciałem wam zepsuć… spotkania?
- W porządku- rzuciłam z rezygnacją.
- Coś się stało, tak? Miedzy tobą, a nim?
- Nie. To mój przyjaciel i…
- Pokłóciliście się? – Ethan był ostatnią osobą, z którą chciałam na ten temat rozmawiać. Zresztą teraz nie chciałam z nikim rozmawiać.
- Nie.
- Jak to nie?
- Jezu, Ethan – mruknęłam.
- On nie słyszy prawda? – zapytał, wskazując na drzwi, za którymi przed chwilą zniknął Hemmings. – Widziałem, jak na korytarzu do ciebie migał. Jest głuchy? Nie wiedziałem, że głusi tak dobrze mówią. – Zazgrzytałam zębami. – Ale mniejsza – dodał, wzruszając ramionami. – Mieliśmy zrobić podsumowanie i…
- Zostaw mi notatki, zajmę się tym. Prześlę ci to najpóźniej jutro. Sprawdzisz, czy ci pasuje.
- Mel, no co jest?
- Po prostu nie mam teraz do tego głowy- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
           Jedyne co chciałam, to zaszyć się w swoim pokoju i odłączyć się od świata. Chłopak jednak wyczuł, że naprawdę nie mam ochoty na jakąkolwiek pracę z nim, więc odpuścił. Uśmiechnął się do mnie lekko, a potem pokiwał głową. Wyciągnął z plecaka wcześniej zrobione przez nas notatki.
- Pewnie, skoro chcesz. Mamy na to jeszcze trzy dni, więc pośpiechu nie ma.
- Wiem, wiem. Wyrobię się. Dokończę to i po problemie.
- Zgoda.
- Miło był cię znowu zobaczyć – powiedział, po raz kolejny obdarzając mnie szerokim uśmiechem. Kiwnęłam mu głową, a on ruszył do drzwi. – Do zobaczenia na uczelni.
- Do zobaczenia.
- I głowa do góry. Pogodzicie się. W końcu przyjaciele nie boczą się na siebie zbyt długo, prawda?
- Cześć, Ethan – wydusiłam z siebie. Po chwili zostałam sama.

***
           Miał wrażenie, że się dusi. Wiedział, że spierdolił sprawę po całości. Najpierw ją odtrącił, upominając ją, że spotyka się z Ethanem, a potem chciał się nagle przyznać do wszystkiego. Do tego, co czuł. Ale na jego drodze znów stanął ten opalony koleś. W tym momencie nienawidził losu, który po prostu z niego kpił. Który śmiał mu się prosto w oczy. Wszystko się mieszało i komplikowało jeszcze bardziej, a on tracił nad tym kontrolę.
           Zresztą, co on sobie wyobrażał? Jak mógł konkurować z kimś takim, jak Ethan? Jak mógł porównywać się do tego pełnosprawnego, przystojnego faceta, za którym pewnie oglądały się wszystkie dziewczyny na ulicy. Jak mógł, choć przez moment pomyśleć, że może być od niego w czymś lepszy. Był przegrany. Przegrany po całości.
           Dotarł do domu ciężko dysząc, jakby przebiegł całą tą odległość. Prawda była taka, że ogarniało go bolesne poczucie porażki i żalu. Miał dość tego, kim jest. Chciał być normalny. Normalny dla niej. Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej.
- Luke ty już… 
          Tylko tyle zdążył wychwycić z ruchu warg Ashtona, który siedział rozwalony na kanapie, popijając piwo z ciemnej butelki. Nie był pewny, gdzie jest reszta domowników, ale na daną chwilę miał to gdzieś. Chciał zostać sam i wrócić do użalania się nad sobą. A to umiał robić najlepiej. Sięgać dna, nawet nie próbując się od niego odbić.
           Wpadł do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, że zrobił to o wiele głośniej, niż zazwyczaj. Rzucił kurtkę na oparcie krzesła, a potem padł na łóżko, obejmując ciasno poduszkę. Był wkurzony sam na siebie. Za to, jaki jest. Ona przebiła się do niego, a on był w stanie zrobić dla niej wszystko.
           Ale Ethan był lepszy. Ethan słyszał. Mógł zabrać ją na koncert i razem z nią cieszyć się muzyką, którą kochała. Mógł bez przeszkód wyciągnąć ją do kina, nie zwracając uwagi na to, czy puściliby tą produkcję z napisami czy bez. Mógł słuchać jej głosu, gdy ona opowiadałby mu o swoim kolejnym nudnym dniu w pracy. Mógł z nią tańczyć, prowadząc ją przez melodię, która ich otaczała. Mógł z nią leżeć, obejmować ramieniem i rozmawiać, bez potrzeby wychwytywania słów z jej ust. Mógł prowadzić z nią długie rozmowy przez telefon, rozpoznając każdą nawet najdrobniejszą zmianę w tonie jej głosu. A on? On po prostu żył ciszą. Ograniczony.
          Poczuł dłoń na swoim ramieniu. Instynktownie odskoczył, jednocześnie odwracając się w kierunku osoby, która usiadła mu na łóżku. Ashton wlepił w niego swoje ciemne oczy, a Hemmings, aż jęknął pod nosem. Tak cholernie mu zazdrościł tego, co miał.
- Co jest? – zapytał Irwin, kiedy Luke złapał z nim kontakt wzrokowy.
- Nic nie jest. Jestem, tylko zmęczony.
- A ja jestem pieprzonym elfem Świętego Mikołaja. Przecież widzę, że coś jest nie tak. 
          Kogo, jak kogo, ale Ashtona nie tak łatwo dało się spławić. Irwin był uparty i zawzięty pod względem tego, gdy coś działo się, z którymś z nich. I nie popuszczał, aż nie dowiedział się wszystkiego, by móc zacząć działać. Ale w tej sprawie jego przyjaciel też był bezsilny. Przecież nie mógł zmusić Mel do czegoś, czego nie chciała. Nie mógł zmusić jej do tego, by była z Lukiem, bo on ją kochał. Nie mógł sprawić, by ona pokochała ciszę.
- Luke – warknął, uderzając go w ramię, gdy blondyn odwrócił się. Nadal gdzieś miał cichą nadzieję na to, że Ash się odczepi. Nic z tego. – Pokłóciłeś się z Mel?
- Nie.
- To, co się stało?
- Pocałowałem ją, dobra? Zadowolony? A teraz zostaw mnie – wyrzucił z siebie, ponownie się odwracając. Nie zdążył się dobrze ułożyć, a Irwin szarpnął go za ramię, by znów wrócił do poprzedniej pozycji. – Co?!
- Mel tak koszmarnie całuje?
- Pierdol się – wysyczał, poirytowany.
- Jezu, Luke… Próbuję rozładować napięcie i…
- Rozładujesz, jak sobie stąd pójdziesz.
- Dlaczego zawsze to robisz? – Luke, choć tego nie słyszał, to mógłby przysiąc, że w tym momencie Ashton zniżył i odrobinę ściszył głos. – Dlaczego zawsze, gdy coś się dzieje ty wszystkich odtrącasz? Chcę tylko pomóc.
- Nie pomożesz mi, Ash. Nie w tym przypadku.
- Ty ją kochasz, prawda?-  Nie odpowiedział. Czy to było, aż tak oczywiste? – Luke? – Nic. – Pocałowałeś ją, tak? Dzisiaj?
- Nie. Dwa dni temu.
- Więc o co chodzi? Nie odpowiedziała tym samym?
- Odpowiedziała.
- Więc?
- Ona… Ona raczej woli zostać na tej płaszczyźnie, którą mamy.
- Skąd wiesz?
- Po prostu wiem.
- Bo spotyka się z Ethanem?
- A ty skąd to wiesz?
- W naszym centrum dowodzenia jest dobry przepływ informacji, generale – powiedział Ash z lekkim uśmiechem.
          Wciągnął się bardziej na łóżko. Zajął miejsce obok Luke'a i przez chwilę w milczeniu, tylko na siebie spoglądali. Po chwili Irwin zabrał mu poduszkę, rozwalając się na niej, co wywołało ciche warknięcie ze strony blondyna. Niewiele myśląc złapał za drugą, która znajdowała się kawałek dalej i podłożył ją sobie pod głowę.
- Może ona źle odczytała twoje sygnały?
- Co?
- Nie myślałeś o tym? – Pokręcił głową. – Co zrobiłeś po?
- Po?
- Po tym, jak ją pocałowałeś?
- Przeprosiłem ją za to i… Kurwa… Kurwa, kurwa, kurwa… Jestem idiotą, Ash! Kompletnym debilem, który nie myśli! Zjebałem po całości i… - wyrzucił, machając przed sobą rękami. 
           Teraz dopiero załapał cały obraz. Pełen, kompletny obraz. Kto normalny przeprasza za pocałunek? Kto normalny mówi, że coś go napadło? Kto normalny wycofuje się po czymś takim, czując do tej drugiej osoby coś więcej? Sam do tego doprowadził. Sam zaprzeczył sobie i wprowadził ją w błąd.
- Hemmo! Wyluzuj, okej. Może to da się jakoś odkręcić…
- Jestem idiotą. Teraz naprawdę to udowodniłem.



***
Wasz ulubiony Ethan powrócił :D Jak widzicie Luke i Mel sami nie ogarniają tego, co się między nimi dzieję. Chociaż Hemmo coś w głowie zaświtało w końcówce :) Wiadomo, że rozmowa o tym wszystkim by to naprawiła, ale... Nie może być tak łatwo. Mieszamy więc dalej.

Dziękuję za Wasze wszystkie komentarze, a także wejścia :) Cieszę się, że historia Wam się podoba i Was nie nudzi. Oby było tak dalej. Dziękuję!

Kolejny - klasycznie we wtorek.

Pozdrawiam!

15 komentarzy:

  1. Najgorsze jest to, że Mel i Luke czują to samo, ale inaczej odczytują te wszystkie znaki. Byłoby prościej gdybu wszystko zostało wyjaśnione :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się biedni pogubili, ale jakby od razu wszystko załatwili, to by nie było tej małej dramy w ich relacji :) Nie mogą mieć za pięknie i prosto

      Usuń
  2. Noooo nie wierzę, co za ludzie z Luka i Mel - kochają się to jest potwierdzony fakt, ale zupełnie inaczej odbierają to co sobie przesyłają. Ethan tyy DEBIE! Weź spadaj! Idź na solare czy coś i zostaw Mel w spokoju, nikt cię tu nie lubi! Kurczę, a tak niewiele brakowało, by Hemmo wszystko jej powiedział. Wtedy wszystko by się ułożyło, a tak o... Szkoda mi ich, bo sami sobie mieszają. ROZMOWA LUDZIE! Ash uwielbiam cię za to, że jesteś tak fantastycznym przyjacielem. Z niecierpliwością czekam na next!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, trochę źle poczytali znaki od siebie i wyszło, jak wyszło :) Uuuu... Widzę, że kolegę Ethana darzysz wielkim uczuciem hahaha
      Ash zawsze jest, gdy go poczeba :D

      Usuń
  3. No ja dłużej tego nie wytrzymam, niech oni ze sobą pogadają!! Bo... będzie źle;) Jejku, te dwa łosie czują to samo ale boją się przyznać. Świat się wali, kurde bele!I jeszcze ten idiota Ethan, jak ten debil działa mi na nerwy.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału!!
    Pozdrawiam i życzę weny
    P.S. Jeśli Ash jest elfem to chętnie go przygarnę, moja Irwinowa obsesja coraz bardziej daje się we znaki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe Nina będziesz musiała jeszcze trochę wytrzymać :) Gdyby szybko ze sobą porozmawiali to nie było by załamki w ich relacji, a nie mogą dostawać wszystkiego na tacy :)
      Spoko, spoko... Zapytam się, czy elfowy Ash chce zmienić miejsce pobytu XD

      Usuń
  4. Ethana teraz całym sercem nienawidzę! Pieprzony idiota. Hemmo taki niedomyślny... Ale całe szczęście ma Ashtona, który jest świetnym przyjacielem. Mam ogromną nadzieję, że Luke i Mel będą razem. Bardzo nie lubię, gdy Luke uważa się za gorszego, przez to, że nie słyszy. Rozdział oczywiście genialny ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu widzę, że Ethan ma swoją grupę wiernych fanów, którzy go nie lubią :) Ash to zawsze wparuje w odpowiednim momencie, by podnieść kumpla :)
      Cieszę się, że Ci się podobało. Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. W niekorych momentach bardzo mi smutno z powodu tego, ze Luke uwaza sie za gorszego, innego, a przeciez jest tak cudownym chlopakiem. Ethan natomiast działa mi na nerwy. Nie mogę się w koncu doczekać aż Luke I Mel zrozumieją, że nie są przyjaciółmi! Pozostało mi czekać i czytać dalsze losy bohaterów. Matko, to tak wciąga!

    Czekam na next i pozdrawiam.
    Pati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jego samoocena nie zniknie z dnia na dzień, więc coś tam mu jeszcze zostało - i się uaktywnia w takich momentach.
      Super :) Cieszę się, że Cię wciągnęło :)

      Usuń
  6. Świetne! Jezuu kocham to opowiadanie i mam nadzieje że jak to się skończy (ale nie za szybko bo będę płakać xD) to napiszesz następne z Lukiem 💗💗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak Ci się podoba ta historia :)
      A co do następnych opowiadań - to mam kilka pomysłów i tak są z Lukiem, bo jakoś najłatwiej mi się z nim pisze, choć jedno planuję z Calumem, no i wtedy Michael też będzie dość ważną postacią. Ale to wszystko wyjdzie w przysłowiowym praniu :)

      Usuń