wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 15

          Tej nocy nie mogłam zasnąć. Wszystko przez to, co stało się pod domem. Wszystko przez tej jeden moment, który przesunął granicę między mną a Lukiem. Jeden pocałunek – z pozoru tak niewinny. Przez niego jednak miałam totalny mętlik w głowie. Dlaczego to zrobił? Dlaczego ja to zrobiłam? I dlaczego później za niego przepraszał?
           Zastanawiałam się nad naszymi wszystkimi momentami, próbując wyłapać sytuację, w której byliśmy zbyt blisko. Spanie w jednym łóżku, przytulanie się do siebie czy nawet lekki cmok w policzek. Teraz widziałam to, jakby w całkiem innym świetle. Widziałam bardziej i mocniej, niż wcześniej. Zrozumiałam, że zaczęło mi na nim zależeć, w sposób, na który nie byłam do końca przygotowana. Przecież Luke, to tylko przyjaciel…
          Próbowałam go rozgryźć. W jakiś sposób zrozumieć. Na tym etapie jednak nie potrafiłam tego całkowicie ogarnąć. Sprawił, że poczułam coś więcej. Choć po jego przeprosinach wnioskowałam, że raczej nie taki był tego zamiar. Może mnie testował? Może w jakiś sposób chciał sam się przekonać, czy warto przejść do innego poziomu w naszej relacji? A potem się wycofał, jakby to nie było to. Jakby to nie było to, czego szuka. I to w jakiś sposób zabolało…

          Podniosłam głowę do góry i uśmiechnęłam się lekko. Przede mną stał Ethan, kumpel z roku. Skinął mi głową i usiadł obok na ławce. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Zmierzyłam go wzrokiem, zatrzymując się dłużej na jego czarnych nieco dłuższych włosach, brązowych oczach i ciemnej karnacji. Ethan był miłośnikiem słońca i było to po nim widać. Jego biała koszulka lekko opinała się na jego ciele, dobrze kontrastując z kolorem skóry. Zaciągnęłam się papierosem po raz ostatni, a następnie zgasiłam niedopałek o pokrywę kosza na śmieci. Wrzuciłam go do środka.
- Mel – zaczął powoli, a ja kiwnęłam mu głową. – Pójdziemy razem dzisiaj na obiad?
- Nie kręcisz już z Ally?
- Ally, to pomyłka na wysoką skalę i to twoja wina, bo żeś mnie namówiła do tego, bym się z nią umówił – odparł jednym tchem, krzywiąc się przy tym. 
          Była to niestety prawda, bo jak tylko rozpoczęliśmy ten rok akademicki, ja i Ethan często gdzieś razem wychodziliśmy. Nie chciałam jednak się wiązać, ani deklarować się mu w żaden sposób, więc zaproponowałam by zaczął umawiać się z brunetką Ally, która ewidentnie na niego leciała. Nie interesowały mnie związki, bo miałam zbyt wiele gorzkich lekcji w przeszłości. Chciałam być sama. Niedługo po tym poznałam Luke'a, którego do wczoraj traktowałam, jak przyjaciela. W sumie nadal nim był, ale obrócił mi naszą relację o trzysta sześćdziesiąt stopni, a ja już zupełnie nie wiedziałam, na czym stoję. Ten jeden pocałunek spowodował, że utraciłam stabilny grunt pod nogami.
- Co z tym obiadem, Masterson?
- Zgoda. Możemy iść po zajęciach na obiad.
- Świetnie, a teraz wybacz mi, ale muszę ruszyć tyłek do biblioteki.
- Jasne. – Uśmiechnął się do mnie po raz kolejny. Wstał z ławki i ruszył w kierunku budynku. Wzięłam głęboki oddech. Czułam, że zrobiłam dobrze. Mała odskocznia od Hemmingsa mi się przyda.

***
          Uniósł lekko brwi do góry, wpatrując się w chłopaka, który niedawno rozmawiał z Melissą. Widział go już kilka razy na uczelni i był pewny, że koleś razem z nią studiuje ten sam kierunek. Przypomniał sobie, że nawet widział, jak kiedyś razem wychodzili z auli, gdzie odbywały się ich zajęcia. Mimo wszystko ten opalony młody facet niezbyt mu się spodobał. I do tego ewidentnie kleił się do jego koleżanki, która miała zostać panną jego przyjaciela.
- Misiek, no!
          Drgnął, odwracając się w stronę Zacka, który zmarszczył nos. Michael pokiwał głową na znak, że go słucha, ale jego chłopak nie dał się na to nabrać. Wysunął dolną wargę do przodu, robiąc smutną minę, wywołując jednocześnie u Clifforda poczucie winy, którego nie znosił. Dlatego szybko dostał po głowie.
- No, weź! Gapiłeś się na niego.
- Na kogo?
- Na Ethana – rzucił z pretensją Zack.
- Znasz go?
- A interesuje cię?
- Przestań, kotku – powiedział Michael, klepiąc go po ramieniu. – Jesteś jedyny. Jesteś najlepszy. Jasne?
- Jasne.
- Więc co to za Ethan?
- Więc jednak cię interesuje…
- Nie w ten sposób. Daj spokój, Zack. Pomóż mi. Kto to jest ten cały Ethan? 
          Chłopak przekręcił oczami, wypuszczając powoli powietrze z ust. Michael uśmiechnął się do niego promiennie. On po chwili zrobił to samo. Nie potrafił się na niego długo wściekać. Szczególnie, gdy zielonowłosy uśmiechał się w taki sposób, który był dla niego niezwykle kuszący i cudowny.
- Czasem Victor, Ethan i Daniel grają razem w kosza.
- Victor? Ten twój kumpel?
- Dokładnie on, kotku. Powiesz mi, czemu Eti tak cię interesuje?
- Eti? – Clifford skrzywił się z niesmakiem. Jak można dawać się przezywać per Eti. Ten koleś, to jakaś wypacykowana porażka po całości. Do tego kręci się wokół Mel, co też mu się nie podoba. Michael znielubił go od razu, choć nawet go nie znał.
- Więc? – ponaglił go Zack, wieszając się na jego ramieniu. – Powiedz mi – przeciągnął sylabę, a potem cmoknął go przelotnie w policzek. Tylko na tyle mógł sobie pozwolić. W końcu byli na korytarzu, po którym kręciło się mnóstwo studentów, a oni raczej nie obściskiwali się publicznie. I to nie przez to, że byli gejami. Po prostu wiedzieli, że to nie jest odpowiednie miejsce na tego typu pokazy.
- Przyczepił się do Mel.
- Ethan? Co ty – odparł Zack, kręcąc szybko głową. – Z tego co wiem, to się znają. Kilka razy gdzieś wychodzili. To nic takiego. Luke ma bezpieczną pozycję.
- I dobrze, bo ten cały Eti – jego ksywkę wymówił takim tonem, jakby to było coś obrzydliwego – zupełnie mi się nie podoba.
- Wyluzuj, Mikey- rzucił ze śmiechem Zack. Cmoknął go po raz kolejny, a potem znów się uśmiechnął. – Widzimy się na lunchu?
- Widzimy.

***
          Wyszłam z sali, poprawiając torbę, która wisiała mi na ramieniu. Wsunęłam do niej notatnik, a następnie zapięłam zamek. Podniosłam głowę. Luke stał naprzeciwko mnie, mając na twarzy swój znany uśmiech, który uwielbiałam. Odpowiedziałam mu tym samym, choć gdzieś w środku poczułam mocne nieprzyjemne ukłucie. Zauważyłam, że niebieskie słuchawki zniknęły, zapewne schowane w kieszeni jego czarnych spodni. Poprawił czarno- białą bluzkę, którą miał na sobie.
- Cześć.
- Cześć.
- Głodna? Pomyślałem, że może zjemy razem obiad? – wymigał wolniej, bym za nim nadążyła. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do niego ponownie. Chciałam od razu z automatu się zgodzić, ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie o Ethanie.
- Dzisiaj nie mogę.
- Och, okej…
- Idziemy? – Usłyszałam za plecami głos kumpla z roku. Spojrzałam na niego, a Luke od razu podążył za moim wzrokiem.
- Daj mi chwilę.
- Masz ją, słoneczko! – Przekręciłam oczami. Odwróciłam się w stronę blondyna. Chłopak znów spojrzał na mnie.
- Muszę iść. Może spotkamy się jutro?
- Jasne.
- Jasne – odparłam, czując się w tym momencie niezręcznie. – Do zobaczenia, Luke.
- Do zobaczenia – powiedział dużo ciszej. 
          Uśmiechnął się lekko po raz ostatni, a potem odwrócił na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia z uczelni. Odprowadziłam go wzrokiem, nie czując się z tym za dobrze. Z jednej strony chciałam iść z Ethanem, by nieco odseparować się od Hemmingsa, przez to, co stało się wczoraj. Z drugiej jednak strony znów chciałam spędzić czas z Lukiem. Zaczynałam dostrzegać w sobie dwie sprzeczności i cholernie mi się to nie podobało.
- Mel?
- Idę, idę – odparłam, odwracając się od drzwi. Podeszłam do opalonego chłopaka.
- Włoska kuchnia?
- Pasuje.

          Siedzieliśmy w niewielkiej restauracji, która mieściła się w centrum Sydney. Mieliśmy stolik przy oknie, z którego doskonale było widać park. Spojrzałam na swój talerz, nawijać na widelec koleją porcję makaronu. Starałam się nie myśleć o blondynie. Starałam się wyprzeć Hemmingsa z mojej głowy, ale on za każdym razem wracał, jakby mój mózg nie potrafił się go pozbyć. A to nieco utrudniało mi przebywanie z Ethanem, bo mimo wszystko zaczęłam tą dwójkę do siebie porównywać.
- Mel?
- Tak? – odpowiedziałam od razu, czując na sobie jego wzrok. Spojrzałam na niego. Faktycznie, Ethan wlepiał we mnie swoje ciemne oczy.
- W porządku?
- Tak, zamyśliłam się- powiedziałam szybko, a on uśmiechnął się. Zrobiłam to samo. – Powiesz mi w końcu, co nie tak było z Ally?
- Naprawdę chcesz tego słuchać?
- Ponoć cię do niej zmusiłam- rzuciłam ze śmiechem, a on zaraz odpowiedział tym samym. – Więc chcę wiedzieć.
- Dobra w łóżku, ale nie na długą metę, jako potencjalna kandydatka do związku – skwitował, wzruszając ramionami. – Była za bardzo wymuskana. Zbyt sztuczna. Jej długie szpony mnie przerażały. Tak samo kilogram tapety, jaką miała. Dopiero po jakimś czasie zobaczyłem, ile ona tego sobie nakłada na twarz – powiedział z przejęciem. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. – O tak, śmiej się z mojej porażki.
- Moja wina.
- Twoja, żebyś wiedziała, że twoja – mruknął, wracając do przerwanego jedzenia. 
          Zerknęłam na niego. Puścił mi oczko. Zaśmiałam się po raz kolejny. Biedny Ethan… Choć już z początku miałam podejrzenia, że wpycham go w ramiona niezbyt naturalnej laski. Nie sądziłam jednak, że może mu to przeszkadzać. Jak widać, było inaczej.

***
          Wszedł do domu, porywając z szafki silikonową opaskę, którą od razu założył na rękę. Zerknął w kierunku pomieszczenia obok. Wiedział, że ktoś jest w domu. W końcu drzwi były przekręcone, tylko na jeden zamek. Nie zdziwił się, więc widząc Caluma i Grace w kuchni. Oboje gruchali do siebie, niczym dwa zakochane w sobie gołąbki. Ten widok sprawił, że wszystko przekręciło mu się w żołądku i momentalnie odechciało się jeść, choć po zajęciach był głodny, jak wilk. Miał nadzieję, że go nie usłyszą, ale zdążył się tylko ruszyć, a Grace podniosła głowę do góry.
- Cześć Luke.
- Cześć.
- Ej, stary! Robimy pizzę, chcesz?
- Nie, dzięki.
- Ale Luke – pociągnął dalej Calum, jednak blondyn zdążył się już odwrócić i pójść w stronę schodów, więc nawet nie wiedział, że Hood chciał kontynuować swoją wypowiedź. Mulat zaś doskonale słyszał jego przyspieszone kroki, a potem nieco głośniejszy trzask drzwi, które z sobą zamknął.
          Niedbale rzucił plecak w stronę biurka, a potem padł na łóżko, wciskając twarz w poduszkę. Był wściekły. Wściekły na siebie, na nią i na tego kolesia, z którym się dzisiaj umówiła. W tym momencie najnormalniej w świecie czuł się zazdrosny. Ale może… Może to tylko jej kolega. Dlaczego, więc zwrócił się do niej w taki sposób? Luke zdał sobie sprawę, że zaczął analizować dokładnie całą tą sytuację, szukając w zachowaniu nieznajomego chłopaka czegoś, co nakieruje go na jego zamiary względem Mel.
           Nie rozumiał, dlaczego w ogóle z nim poszła. I to po tym, co stało się wczoraj. Miał głęboką nadzieję na to, że Mel też czuje do niego coś więcej. Że może jest na tej samej drodze, którą wybrał on. Że ona też poczuła to coś. Coś mocniejszego. Coś tak wspaniałego. 
          Po chwili jednak zrozumiał, że być może ona wybrała inne wyjście, zostawiając ich relację na zwykłej płaszczyźnie przyjaźni. I to zabolało. Wczoraj myślał, że się w niej zakochał. Dziś zrozumiał, że owszem zakochał się w niej, ale to zdarzyło się wcześniej. Teraz był pewny, że po prostu ją kocha. Gdzieś w środku znów poczuł nieprzyjemne ukłucie goryczy i żalu. Ona nie czuła tego samego… Ona nigdy nie miała być jego.
- Kurwa, co znowu?! – warknął, gdy zobaczył migające światło nad głową. 
          Drzwi powoli otworzyły się. Do środka wszedł Calum. Luke utkwił w nim wzrok, czekając na to, aż się odezwie. Mulat jednak wyciągnął dłonie przed siebie, a potem pewnym siebie krokiem ruszył na przód. Jego ciemne oczy utkwione były w martwym punkcie, gdzieś przed nim. Gdy jego kolana zderzyły się z materacem łóżka, uśmiechnął się lekko, a potem usiadł obok blondyna.
- Luke?
- No? – wydusił, padając na poduszki. Musiał się jednak odwrócić na plecy, by móc go widzieć.
- Co jest?
- Przestańcie się co chwilę o to pytać – jęknął, choć wiedział, że nie może mieć do nich pretensji. Po prostu się o niego martwili. W tej jednak chwili ta ich troska, doprowadzała go do szału.
- Dzisiaj zapytałem się dopiero o to pierwszy raz – powiedział Hood z lekkim uśmiechem. Miał rację, to wczoraj Michael zrobił mu nalot. – Czuję jednak, że coś się dzieje.
- Nic się nie dzieje – odpowiedział blondyn. – Po prostu jestem zmęczony.
- Byłeś u lekarza, tak? Masz znowu kiepskie wyniki?
- Nie… Nie byłem u lekarza. Przyszedłem prosto z uczelni.
- Czemu czuję, że kłamiesz? – Hemmings zacisnął mocniej usta, by nie przekląć.
- Wizytę u lekarza mam dopiero za kilka dni…
- Zostawmy lekarza. Mów, co się stało. Słyszę to w twoim głosie.
- Kurwa – syknął, choć starał się przed tym pohamować.
- Czyli jednak coś jest? – Zapadła cisza. – Nie chcesz ze mną gadać? – Znowu cisza. – Luke, no… Wiem, co może poprawi ci humor. Chcesz bym zadzwonił do Mel? Może do ciebie przyjdzie? Wtedy na pewno polepszy ci się samopoczucie.
- Mel jest na obiedzie, więc nie rób tego.
- Z kim?
- Co?
- Z kim jest na tym obiedzie?
- Nie wiem, nie znam go. – Hood pokiwał głową. Luke zmrużył na niego oczy, ale Calum potrafił się dobrze maskować. Pewnie już zaczął wszystko analizować. – Na pewno nie jesteś głodny?
- Na pewno. Dzięki.
- I tak zostawimy ci trochę pizzy.
- Dzięki.
          Calum wstał, a potem odwrócił się w jego stronę. Wyciągnął rękę przed siebie. Luke odczekał chwilę, aż jego dłoń znajdzie jego ramię. Nie pomagał mu. W takich momentach nigdy tego nie robił. Jego ręka w końcu odnalazła jego bark, a on poklepał go z uśmiechem, który w pewien sposób wywoływał przyjemne ciepło, gdzieś w środku człowieka. Ale to był Hood. On zawsze to miał i zarażał tym innych. Następnie wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Blondyn przekręcił się na brzuch, znów wciskając się w poduszkę. Nienawidził tego, że nie słyszał. Nienawidził tego, że był inny. Czy to był główny powód tego, że Mel wybrała innego?

***
          Calum zszedł po schodach, mocniej zaciskając palce na barierce. Nie chciał się przewrócić i wystraszyć Grace, choć nie raz zadrżały mu się upadki, gdy zbyt szybko chciał pokonać jakiś dystans. Był już jednak na takim etapie, że miał to gdzieś. Nie miał żalu do losu, że był inny. Brał to, co miał i czerpał z tego garściami. Był do tego przyzwyczajony. Do tego, że wokół niego zawsze panowała ciemność.
- Jest Michael i kotek – powiedział, wchodząc do kuchni i słysząc dodatkowe dwa głosy, których wcześniej tu nie było. Rozpoznał je od razu. Zresztą swoich przyjaciół potrafił rozpoznawać nawet po krokach, jakie stawiali.
- Luke na pewno z nami nie zje? – zapytała Grace.
- Nie – odpowiedział, docierając do krzesła. Szybko sprawdził, czy jest puste, a potem usiadł na nim, odwracając się w stronę pozostałych.
- Świetna pizza – powiedział Zack, cicho mlaszcząc pod nosem.
- Dzięki. Przepis mojej mamy – odparła Grace, a Calum wyczuł, że się uśmiecha.
- Co z Hemmo? Bo nie wierzę w to, że od tak nie chce pizzy – wtrącił Michael. 
          Ciepły talerz z jedzeniem wylądował przed jego nosem. Szybko go odnalazł, a potem złapał za gorącą pizzę. Musiał chwilę poczekać, bo ten kawałek piekielnie palił go w dłonie, wywołując mrowienie w skórze. 
- Powiesz, co się stało, czy nic z niego nie wydusiłeś?
- Nie wydusiłem, ale się domyśliłem – odpowiedział powoli Calum.
- Może wyjdziemy – rzuciła cicho Grace, zwracając się też do Zacka.
- Zostańcie –powiedział szybko Michael. - Jesteście z nami, więc nie ma tajemnic. – Michael odchrząknął. – Właśnie ta dwójka teraz niesamowicie się szczerzy.
- Domyślam się – odpowiedział Calum.
- Wracając jednak do Hemmo – pociągnął Clifford. – Gadaj, co twój mózg wywnioskował.
- Mel umówiła się z kimś i chyba to go dotknęło.
- Nie, kurwa… Nie, nie, nie – warknął Michael, a Hood, aż podskoczył na swoim miejscu. – Zack, gdzie jest ta twoja pieprzona teoria, że to nie jest zagrożenie?
- Miałeś wyluzować, Mikey – odpowiedział chłopak, przełykając pizzę. – Mówiłem, że oni się znają. To nic takiego.
- Znasz tego gościa? – zapytał Cal, odwracając się w kierunku głosu Zacka.
- Ethan, jest od niej z roku.
- Gra w kosza – wymamrotał Michael, a potem skrzywił się. – Podły dupek.
- Nawet go nie znasz – odparł Zack.
- Nie muszę – rzucił uparcie Clifford. Jego chłopak przekręcił oczami. Wiedział, że nie ma co się z nim kłócić.
- Myślałam, że Luke i Mel… No, wiecie… Kręcą ze sobą- powiedziała powoli Grace.
- Kręcą, tylko ta banda łosi się do tego nie przyzna otwarcie – odpowiedział szybko Michael. – Jesteśmy, tylko przyjaciółmi… Jasne – dodał, naśladując głos Hemmingsa. – Pierdolenie. A teraz masz dramat, jak z taniego filmu.
- Nie ma dramatu, Mikey – pociągnął Zack. – Zobaczysz.
- Chce ci wierzyć stary – powiedział Calum, a potem sam złapał za pizzę. 


***
Jak widać, niektóre pytania spod poprzedniej części się zaczynają sprawdzać - na horyzoncie pojawił się Ethan i zła oraz odmienna interpretacja pocałunku :) Nie może być za łatwo :)
W tym rozdziale, więcej Michaela i Zacka - których uwielbiam, serio :) Mimo, że wiem, że są stworzeni w całości (no, prawie, bo Cliffo ma swoją facjatę oraz imię i nazwisko XD) przeze mnie, to jednak ich bardzo lubię. Mam nadzieję, że wy też :)

Oliwia - a jakby cały czas było pięknie, to nie byłoby nudno? Chyba, że nie lubisz dużych i małych drama time :) Cieszę się, że tamten rozdział wprawił Cię w taki entuzjazm :) Mam nadzieję, że jeszcze nie jedne emocje z Ciebie wyciągnę - a chciałabym chciała :)

Milena - wiem, że ma ciężko, ale to duży chłopak - da sobie radę :) 

Dziękuję Wam za wszystkie cudne komentarze - i te krótkie i te długie :) Wszystkie motywują tak samo - a motywują cholernie dobrze i skutecznie :) Dziękuję raz jeszcze!

Małe info na koniec odnośnie Waszych opinii i komentarzy - lubię się do nich odnosić i zazwyczaj robiłam to pod najnowszą notką. Ostatnio jednak zauważyłam, że gdzie nie gdzie zaczęłam Wam odpisywać na komentarze pod Waszymi komentarzami - masło maślane, ale wiadomo, o co cho :) Dlatego, gdy pojawi się jakieś pytanie, a nie znajdziecie na nie odpowiedzi pod nowym rozdziałem, to sprawdźcie ostatni wasz wpis :) Nigdy nie ignorowałam czytelników i nie zamierzam tego robić. 

Tyle ode mnie! :)

Następny rozdział klasycznie za tydzień.

Pozdrawiam!

12 komentarzy:

  1. Szkoda mi Luka :c Muszą sobie wyjaśnić. Wierzę, że Mel czuje do niego coś znacznie silniejszego niż przyjaźń. Ale niee, bo zła autorka wszystko musi komplikować. Haha, nie no żartuję. Jest bardzo ciekawie i nie mogę się doczekać nexta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu ja? Czemu ja? To oni się nie dogadali po buziaku :P Powinni ze sobą pogadać, ale czy będą w stanie? Czas pokaże :)

      Usuń
  2. No dobra, gdyby cały czas było pięknie, może czasami byłoby nudno, gdyby nie to, że piszesz to ty, a twoje rozdziały nigdy nie są nudne! No i dobra, czasami lubię drama time...
    Nie lubię tego Ethana. Niech znika. No i oczywiście muszę ci podziękować, za to, że jedzą pizzę... Teraz tak bardzo mam ochotę na pizzę!
    Rozdział oczywiście wyśmienity ♥ Jak ja wytrzymam do następnego rozdziału? O, chyba mam pomysł. Przeczytam jeszcze raz wszystkie twoje blogi od początku ^^ Taaak, to dobry pomysł!
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz mi przysłodziłaś - dziękuję bardzo za tak cudne i cholernie miłe słowa :)
      Drama time jest od czasu do czasu potrzebna ;) Widzę, że co do Ethana to jesteś w TeamMichael :) Hahaha może powinnam po prostu do tego rozdziału dorzucić pizzę
      Jeszcze raz dziękuję za tak świetny komentarz! Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Fajnie że troche mieszasz ,byłoby za pięknie :)
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama lubię, jak coś się dzieje - na razie mieli taką zapoznawczą sielankę i tworzenie swojej relacji - teraz czas na trochę komplikacji :)

      Usuń
  4. Fajnie że troche mieszasz ,byłoby za pięknie :)
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, co jest z tobą, Mel? Oni byliby taką piękną parą. Hemmo jest zazdrosny, to też na swój sposób urocze<3 Coś czuję, że czeka ich poważna rozmowa na jutrzejszym spotkaniu... Friendzone to coś poskudnego, jest ja mały upierdliwy chochlik..XD UMIERAM z ciekawości!
    pozdrawiam i życzę weny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie żadna przyjemność :) Ale czy dojdzie do rozmowy na ich spotkaniu? Wiesz... Zawsze może być gorzej i znienacka się pomieszać jeszcze bardziej :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Nie, nie, nie! Ethan wypad nikt cię tu nie chce! Boże tak mi się szkoda Luka zrobiło. On ją kocha, ona go pewnie też, a tu się pogmatwało. Mam nadzieję, że ze sobą porazmawiają i wszystko sobie wyjaśnią, zanim nie będzie gorzej. Oni muszą być razem! Nie widzę innej opcji!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam, że pojawi się ktoś jeszcze hehe :D Widzę, że nie zmieniłaś zdania co do ich połączenia. Może im się uda... A może nie :)

      Usuń