wtorek, 22 grudnia 2015

Rozdział 14

          Dzisiaj z rana miałam, tylko trzy wykłady. Niestety, to nie oznaczało tego, że legalnie mogłam wrócić do domu. Musiałam jeszcze odbębnić swoją zmianę w księgarni, która trwała do piętnastej. Na szczęście tym razem nie byłam sama, bo i Jon był w pracy. Dzięki temu czas upływał przyjemniej i szybciej.
- Znowu przysłali nam romanse – mruknął, otwierając jedyne kartonowe pudło, które było naszą dzisiejszą dostawą. –Ostatnio było tak samo. Nie mamy, gdzie tego stawiać!
- Wypakujmy to po jedynym egzemplarzu. Ściągnijmy dublujące się tytuły, to może zrobi się przejrzyściej.
- Zauważyłem, że te książki przeważnie kupują starsze kobiety.
- Starsze?
- Tak. Myślisz, że to przychodzi z wiekiem? – rzucił w moją stronę, uśmiechając się przy tym złośliwie. Skrzywiłam się i niewiele myśląc pokazałam mu środkowy palec. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Mam nadzieję, że jeśli tak, to mnie to ominie – skwitowałam, przybliżając się do półki, przy której stał.
          Zaczęliśmy szybko układać wybrane pozycje, a inne ściągać do kartonu. Następnie wyjechałam z nim na zaplecze, by tam zrobić porządek. Wszystkie te same tytuły muszą być w jednym miejscu, bo inaczej się pogubimy, co gdzie mamy. Kiedy wepchnęłam karton na dolną półkę – musiałam go nieco unieść, by to zrobić, ale dałam radę – podpisałam go, byśmy od razu wiedzieli, co się w nim znajduje. Następnie wróciłam na salę. Spojrzałam na Jona. Już siedział na Facebooku, grając w swoją ulubioną grę. Przekręciłam oczami. Standard.
          Podeszłam do niego, zajmując miejsce obok. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, gdy poczułam wibrację na udzie. Odblokowałam komórkę i uśmiechnęłam się do ekranu. Jon zauważył tą małą zmianę na mojej twarzy, więc wychylił się, chcąc zobaczyć, co takiego wprawiło mnie w dobry i entuzjastyczny nastrój. Wiedziałam, że chłopak jest ciekawski, więc odruchowo odsunęłam się, odchylając telefon tak, by nie mógł zobaczyć treści wiadomości. Sprzedałam mu pstryczka w nos, na co cicho prychnął. Odczekałam chwilę, aż znów wlepi oczy w monitor, by wrócić do sms-a.

Od Luke:
Spotkamy się dzisiaj?

Do Luke:
Pewnie, jeśli chcesz. O której?

Od Luke:
Wiem, że jesteś w pracy. Podejdę po ciebie, jak skończysz zmianę. Trzecia, tak?

Do Luke:
Tak. Skąd wiesz, gdzie jestem?

Od Luke:
Spójrz w okno :)

          Raptownie oderwałam niebieskie oczy od ekranu komórki. Uniosłam się wyżej, by lepiej widzieć okno wystawowe. Uśmiechnęłam się, a Luke machnął mi ręką. Wyciągnął kciuka do góry, a ja odpowiedziałam tym samym.
- Spotykasz się z nim? – zapytał Jon, który też patrzył w kierunku okna. Hemmings zdążył zniknąć.
- To mój kumpel…
- Kumpel? – Zerknęłam na niego. Patrzył na mnie, jak na kretynkę, z uniesionymi do góry brwiami.
- Kumpel.
- To mi nie wygląda,na tylko kumpla.
- Wal się, Jon – mruknęłam, a potem wystukałam szybkiego sms-a do Jennifer, że jednak nie ma czekać na mnie z obiadem. W odpowiedzi odpisała, że dobrze się stało, bo może legalnie spotkać się w naszym domu z Ashtonem. Jak najbardziej mają moje błogosławieństwo.

          Była ładna pogoda, więc postanowiliśmy rozłożyć się w parku. Dzisiaj przypadał dzień ćwiczeń dla Luke'a, więc mój język migowy musiał poczekać. Najpierw jednak napełniliśmy brzuchy kupionymi wcześniej hot-dogami, bo oboje byliśmy głodni. Zaopatrzyliśmy się także w ciastka i butelki z colą. Mieliśmy też do dyspozycji koc, który kiedyś zostawiła u mnie w pracy Jen, gdy nie wypalił jej piknik z jakimś kolesiem, z którym się umówiła. Byłam pewna, że o nim zapomniała, więc postanowiliśmy go przejąć.
          Przeciągnęłam się, spoglądając na siedzącego obok blondyna. W rękach ściskał jedną z moich książek z zestawem ćwiczeń do czytania. Przed chwilą przeczytał jeden z tekstów, a teraz zabierał się za drugi. Przykłady były różne. Jedne krótkie, a drugie dłuższe. Wszystkie jednak były tak zbudowane, by pracować nad różnymi elementami mowy i języka. Puknęłam go lekko w ramię. Chłopak od razu na mnie spojrzał.
- Nie czytaj tego przed – przypomniałam mu, a on uśmiechnął się niewinnie. Wiedziałam, że już zdążył przeczytać całą stronę. – Psujesz mi przygotowany dla ciebie program – jęknęłam, co go rozbawiło.
- Bawisz się w nauczycielkę?
- Jesteś krnąbrnym uczniem, Hemmings – odparłam, zabierając mu książkę. – Teraz muszę znaleźć coś innego. – Przekartkowałam ją, a potem z triumfem wcisnęłam mu ją z powrotem w ręce. – Czytaj pierwsze.
          Odwróciłam się, by położyć się na brzuchu. Luke zaraz zajął podobną pozycję do mnie. Oparł książkę o swój czarny plecak, lekko ocierając się o mnie ramieniem. Poczułam przyjemny dreszcz, jaki przebiegł mi po kręgosłupie. Popukałam palcem w pierwszy przykład. Zamknęłam oczy, by móc się lepiej skupić. Nie powiem, ale spoglądanie na niego, czasem potrafiło mnie mocno rozkojarzyć.
- Z punktu widzenia po linii prostej, ponieważ poniekąd… - Urwał, kiedy dotknęłam jego ręki. –Co?
- Wolniej. Złap ustalony rytm. 
            Na samym początku ćwiczyliśmy rytmy wypowiedzi, by Luke się za szybko nie rozpędzał. Bo wtedy, gdy przyspieszał, przestawał przykładać się do akcentów i wyraźnego wypowiadania głosek, co powodowało, że jego wypowiedź zlewała się ze sobą. Ustaliliśmy trzy różne rytmy, których miał pilnować. Najczęściej gubienie tempa i rytmu zdarzało mu się właśnie podczas czytania czegoś na głos.
- Który?
- Który chcesz, ważne byś się go pilnował.
- Okej. - Wziął głęboki oddech, a potem znów skupił się na tekście, który miał przed sobą. – Z punktu widzenia po linii prostej, ponieważ poniekąd, iż przejściowe kataklizmy wpływają hiperbolicznie na kompleks zjawisk organicznych w tym organizmie, a biofizyka i biochemia nie ma żadnego wpływu na owe zjawiska.* – Zerknęłam na niego, gdy skończył. Uniósł jedną brew do góry. – To nie ma sensu.
- Nie musi – powiedziałam, gdy na mnie spojrzał. Zaśmiał się pod nosem. – Przeczytaj ostatni fragment o biofizyce.
- A biofizyka i biochemia nie ma żadnego wpływu na owe zjawiska. –Ponownie jego błękitne oczy przeniosły się na mnie.
- Teraz było idealnie. Wcześniej zgubiłeś akcent na wyrazach biochemia i biofizyka. – Uśmiechnął się po raz kolejny. – Czytaj następny. – Zmieniłam pozycję zanim zaczął, przekręcając się na plecy. – Głośno i wyraźnie, drogi uczniu, zachowując odpowiednie tempo.
- Jak będzie dobrze to dostanę nagrodę?
- Zdobędziesz czekoladowego cukierka, którego mam w torbie. Psuje?
- Pasuje.
- To czytaj.
- Biorąc pod uwagę wizualny aspekt tego zagadnienia, jest ono zbyt specyficzne w swojej strukturze obiektywnej i wobec tego w ramach szowinizmu i abstrakcjonizmu absolutnie nie wchodzi w rachubę. No, bo jeżeli ktoś komuś coś, a nikt nikomu nic, to po cóż i na cóż. A co się tyczy względem tego, to i owszem, gdyż z punktu patrzenia na punkt widzenia, kwintesencja omawianego zagadnienia jest nam bardzo dobrze znana, lecz jeśli o mnie chodzi, to nie wiem, o co chodzi.** – Zaśmiałam się pod nosem. – To jest jeszcze bardziej bez sensu.
- Czytaj od nowa. – Usłyszałam, jak bierze kolejny głębszy oddech. Po chwili odczytał tekst raz jeszcze.
- I?
- Od nowa. – Zerknęłam na niego, widząc, jak kręci nosem. Kiwnęłam mu głową, a Luke znów skupił się na czytaniu. – Jeszcze raz.
- Może powiesz mi, co robię źle to wtedy będę wiedział, jak to poprawić – wydusił z siebie, spoglądając na mnie lekko zdenerwowany. Wiedziałam, że jest czuły na tym punkcie, bo w końcu nie słyszy tego, co mu nie wychodzi. Uśmiechnęłam się do niego. Zamrugał oczami. – Więc? – Odwróciłam się do torby i wyjęłam z niej obiecanego dla niego cukierka. Podałam mu mały słodycz, jednocześnie lekko poklepując go po dłoni.
- Było dobrze. Bardzo dobrze.
- Teraz tym bardziej nic z tego nie rozumiem – powiedział, odwijając go z papierka.
- Po prostu lubię słuchać twojego głosu – odparłam, wzruszając ramionami. Luke uniósł brwi do góry. – Przeczytasz to jeszcze raz? Proszę? – Blondyn zaśmiał się, kiwając głową.

          Ćwiczenia z Lukiem trwały dwie godziny. Potem przyszedł czas na relaks, podczas którego zaczęliśmy dyskusję na temat filmów i książek. Gustowaliśmy w podobnych gatunkach, więc mieliśmy tu spore pole do popisu, rozprawiając na temat nowych i starych produkcji, a także na temat autorów, po których warto sięgnąć. Na samym końcu obgadaliśmy Ashtona i Jen, zaraz po tym, jak przyjaciółka wysłała mi sms-a, w którym to po raz kolejny zachwycała się Irwinem.
           W końcu jednak postanowiliśmy się zwinąć i udać się na krótki spacer po parku, by potem odbić w kierunku naszych domów. Luke musiał jeszcze zająć się projektem, który miał przygotować na zajęcia. Większa część, jak sam zaznaczył, była już zrobiona, a on musiał nanieść na niego ostatnie poprawki. Ja też miałam kilka rzeczy do zrobienia. Dlatego nie przedłużaliśmy naszego spotkania.
           Luke odprowadził mnie pod same drzwi. Zabrałam od niego siatkę z kocem, którą targał od samego początku. Wtedy blondyn włożył rękę do kieszeni swoich spodni, wyciągając z niej zwinięte niebieskie słuchawki. Uniosłam brwi do góry.
- No, co? Chyba mogę je założyć po spotkaniu? – zapytał niewinnie, a ja przekręciłam oczami. – Wiem, że ich nie lubisz.
- Masz rację. Nie lubię ich. Myślałam, że odeszły.
- Odchodzą i wracają – skwitował z uśmiechem.
- Nie lubię ich – zaznaczyłam po raz kolejny, a on dla odmiany zaśmiał się. – Nie lubię tego, jak sam sobie zaprzeczasz.
- Nie odpuścisz mi, prawda?
- Nie względem słuchawek – rzuciłam, wskazując na nie palcem. – Nadal twierdzę, że to głupie.
- Daj mi się bronić.
- Przed światem? – Luke lekko zacisnął usta. – Dobra, dzisiaj ci odpuszczam, bo byłeś wzorowym uczniem.
- Staram się – powiedział, a na jego twarzy znów wymalował się uśmiech. - To, co? Do zobaczenia?
- Chyba, że chcesz wejść. – Wskazałam na drzwi.
- Chętnie bym to zrobił, ale nie mogę. Muszę dokończyć szkic.
- Jasne, wiem. W takim razie do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
          Wspięłam się na palce i objęłam go. Jego dłonie od razu znalazły się na moich plecach. Poczułam przyjemne ciepło, bijące od jego ciała. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, ciesząc nos zapachem jego perfum, które mi się podobały. Całkowicie niechcący zahaczyłam górną wargą o skórę na jego szyi. Luke drgnął, wstrzymując oddech.
          Powoli odsunął się ode mnie, ale nadal był całkiem blisko. Spojrzał mi w oczy w taki sposób, że byłam pewna, że zaraz się roztopię od widoku tych niesamowicie błękitnych tęczówek. Zauważyłam, że i ja teraz wstrzymałam oddech. Wpatrywał się we mnie tak intensywnie, że zaczynałam mieć problemy z racjonalnym myśleniem. Kiedy jednak poczułam jego dłoń na swoim policzku, wypuściłam cicho powietrze. Jego palce lekko poruszyły się, rozpalając mi skórę w miejscach, w których mnie dotykał.
          A potem zrobił coś, czego się zupełnie nie spodziewałam, a czemu kompletnie się poddałam. Pocałował mnie. Najpierw powoli i delikatnie, jakby badając moją reakcję na tak bliski kontakt z jego strony. Jego usta smakowały tak dobrze, że aż zakręciło mi się w głowie. Kolczyk w dolnej wardze lekko mnie załaskotał, jednocześnie potęgując uczucie przyjemności i błogości.
           Oddałam mu pocałunek. Przywarłam do niego mocniej, a on zwiększył tempo, nawet na moment nie odsuwając się. Moje dłonie zacisnęły się na jego koszulce. Zupełnie zatraciłam się w tym, co robił. I nie chciałam, by przestawał.
           Nagle jednak przerwał. Spojrzał na mnie ponownie, dokładnie lustrując moją twarz. Odsunął się, lekko zagryzając wargę. Przełknęłam ślinę, bojąc się odezwać. Zresztą w tym momencie nie wiedziałam nawet, co powinnam powiedzieć. Nie byłam pewna, czy w ogóle powinnam się ruszyć.
- Przepraszam – powiedział cicho, robiąc jeszcze jeden krok do tyłu.
- W porządku – wydusiłam z siebie.
- Naprawdę przepraszam. Nie wiem, co mnie napadło.
- Jest okej, Luke.
- Pójdę już. – Kiwnęłam mu tylko głową.
          Blondyn odwrócił się i ruszył w stronę chodnika. Poczułam, jak zatrzęsły mi się dłonie. Złapałam za siatkę z kocem, która podczas naszego pocałunku wypadła mi z ręki, choć nawet tego nie poczułam. Zerknęłam na niego po raz kolejny, gdy oddalał się coraz bardziej. On też w pewnym momencie spojrzał w moją stronę. Wzięłam głęboki oddech, odwracając się od niego. Weszłam do domu.
- Mel! – krzyknęła Jen. Weszłam w głąb pomieszczenia. Ona i Irwin siedzieli w kuchni. Przyjaciółka uniosła brwi do góry. – Co ty masz taką minę? Zobaczyłaś ducha czy co?
- Wydaje ci się – mruknęłam, machając na nią ręką. – Cześć Ash.
- Cześć – odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
- Co tak szybko? – drążyła temat Jen.
- Przeszkadzam?
- Nie bądź głupia- powiedziała, kręcąc głową. – Coś się stało?
- Co? Nie… Nic się nie stało. Po prostu Luke musi dokończyć projekt na jutro, a ja też mam kilka zadań do odwalenia.
- Och… Myślałam, że się o coś pokłóciliście czy coś – odparła, wzruszając ramionami.
- Jest okej. Będę u siebie.

***
          Wszedł do swojego pokoju, ignorując zaczepki Zacka i Michaela, którzy w salonie oglądali jakiś program w telewizji. Położył plecak obok biurka, a potem rzucił się na łóżko. Przed oczami w dalszym ciągu miał ten moment. Ten moment, który przeważył o wszystkim. Teraz dokładnie to poczuł. Teraz dokładnie to wszystko zrozumiał. Zakochał się. Tak naprawdę się zakochał. Oddając w to całego siebie.
          Wziął głębszy oddech, przymykając oczy. Jego mózg z łatwością odnalazł odpowiedni obraz, skupiając się na niewysokiej blondynce, z tymi wesołymi niebieskimi oczami. Na jej ciepłym i rozgrzewającym dotyku. Na jej zapachu, który był przyjemny i delikatny. Na smaku jej ust, który był tak niezwykle kuszący. Na pocałunku, który rozpalał jego serce do czerwoności. Poczuł kolejny dreszcz, jaki przebiegł mu po plecach. Była wszystkim, czego potrzebował. Miała wszystko to, czego najbardziej pragnął. Była dla niego idealna.
           Poczuł na twarzy gorące wypieki, kiedy po raz kolejny wrócił myślami do ich wspólnych chwil, koncentrując się najbardziej na tej jednej konkretnej, która wydarzyła się niedawno. Nie miałby nic przeciwko temu, by to powtórzyć. Chciał być blisko niej. Znowu… A potem jeszcze raz i jeszcze raz…
            Otworzył oczy zdając sobie sprawę, że ktoś dobija się do jego drzwi. Światło migało, jak w dyskotece. Nie miał teraz ochoty na pogaduszki z kimkolwiek, ale wiedział, że jego kumple mu nie popuszczą. Dlatego westchnął pod nosem niezadowolony.
- Co?! – Drzwi otworzyły się. Zielona czupryna Michaela pojawiła się przed jego oczami.
- Co z tobą?
- Za mną? Nic.
- Przecież to widzę. Co się stało?
- Nic.
- Daj spokój, Hemmo.
- Po prostu spędziłem udany i miły dzień, więc spadaj i mi nie przeszkadzaj – powiedział, łapiąc za poduszkę. Następnie na leżąco zamachnął się. Poduszka pacnęła w drzwi, które przetrzymywał Clifford. Chłopak zaśmiał się.
- Udany dzień mówisz? – Luke uśmiechnął się do niego, kiwając głową.- Okej… Myśl o niej dalej.
- Co?
- Nie udawaj, Luke. Wiemy, kto cię tak uszczęśliwił. 
            Blondyn przekręcił tylko oczami. Michael zaśmiał się i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Hemmings znów został sam. Uśmiechnął się pod nosem, a potem przymknął oczy. Nie zbawi go te kilka minut, gdy znów porozmyśla o niej. Projekt w końcu nie ucieknie. 


*,** - te dwa teksty znalazłam kiedyś u cioci Wikipedii i nie mogłam się powstrzymać, by gdzieś ich nie wrzucić. Nadają się do ćwiczeń dla blondasa :)


***
I w końcu jest ich pierwszy pocałunek :) Jen to by pewnie skakała z radości, jakby się o nim dowiedziała. Do tego Lukey w końcu się przyznał sam przed sobą, że się w niej zakochał :D
Jednak... Zawsze pojawia się pewne "jednak"...
Bo co będzie, gdy na przykład: ona inaczej zinterpretuje ten pocałunek? Albo gdy się okaże, że nie czuje tego samego, co on? A może w jego życiu pojawi się pewna energiczna i roztrzepana panna? Albo ona wróci do dawnej miłości? A może Jen i Ashton spiskują przeciwko nim, by wywieźć ich do lasu i sprzedać na rynek zagraniczny?
Nie no, z tym ostatnim pojechałam XD - jednak z okazji Świąt sprzedam wam pewnego newsa - że teraz powoli będziemy trochę im ten żywot utrudniać :) Bo przecież nie może być zbyt pięknie, kolorowo i przyjemnie przez cały czas, co nie? :)

Dziękuję wam za komentarze i w ogóle za to, że czytacie tą historię :) Uwielbiam was!

Kolejny tradycyjnie, kiedy? Za tydzień :)

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Czemu nie może być zbyt pięknie??? Czemu? Niech będzie! Jak przeczytałam o ich pocałunku o odruchowo pisnęłam i zakryłam usta rękami. Oni tak bardzo do siebie pasują!!! I jeszcze to, że on wie, że się zakochał... Oczywiście pisnęłam kolejny raz. Czasami zachowuję się jak 5-letnia dziewczynką... Przynajmniej płeć się zgadza. Nie no, błagam niech oni będą razem !!! Proszę,proszę,proszę. Bardzo proszę. Rozdział oczywiście wspaniały, Luke, taki pilny uczeń. I pocałunek, i że on się zakochał... Muszę ochłonąć, chwilę to potrwa ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Kobieto oni muszą być razem :D hahaha a tak serio już to kocham twoje pisanie !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo jeezuuu nareszcie ! To takie piękne :,)

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko uwielbiam ich razem :) A DO TEGO TEN POCAŁUNEEEEEK!!! W KOŃCU!!! I jeszcze Luke przyznał się przed sobą do tego, że się w niej zakochał :) Teraz powinno być z górki, ale już widząc twoje "jednak" zaczynam się niepokoić. Czy Hemmo nie ma już zbyt dużo zmartwień i chcesz pokrzyżować jemu i jej życie? No weeeeeeeź ! Z tym rynkiem zagranicznym to żeś rozwaliła mnie XD
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena
    Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń