wtorek, 15 grudnia 2015

Rozdział 13

          Powoli otworzyłam oczy. Promienie słońca wlatywały przez okno, jeszcze bardziej rozświetlając pomieszczenie. Najwyraźniej po nocnej burzy nie było śladu, a Sydney znów pławiło się w ładnej pogodzie. Zauważyłam, że słuchawki zniknęły, więc Luke musiał je zabrać, gdy tylko zasnęłam.
            Odwróciłam głowę, spoglądając na blondyna. Spał na brzuchu, wtulając twarz w białą poduszkę. Jedną rękę miał pod głową, a drugą w dalszym ciągu obejmował mnie w pasie. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo to był naprawdę słodki obrazek. Luke w dalszym ciągu przebywał w krainie snów, więc ja legalnie mogłam się na niego pogapić.
           To jednak nie trwało długo. Po kilku minutach, które dla mnie minęły zdecydowanie za szybko, Luke powoli rozchylił powieki. Jego błękitne oczy od razu spojrzały na mnie. Uśmiechnął się lekko, a ja od razu odwzajemniłam to.
- Kryzys zażegnany? – zapytał, siadając na łóżku. Gdzieś w środku poczułam, że wolałabym by jednak ze mną jeszcze trochę poleżał.
- Tak, dzięki za wszystko. – Luke uśmiechnął się tylko, a potem przetarł twarz dłońmi.
- Spaliśmy w ubraniach.
- Tak, teraz czuję się, jakbym nie myła się z tydzień- powiedziałam, a on zaśmiał się.
          Spojrzałam na zegarek. Było po dziesiątej. Miałam, więc jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia mojej zmiany w księgarni, która zaczynała się równo o drugiej. Wstałam z łóżka, przeciągając się, a zaraz po mnie to samo zrobił Hemmings. Czułam, jak włosy sterczą mi we wszystkie strony, więc przygładziłam je szybko rękami, a potem złapałam za spinkę, by spiąć je w kok.
- Głodny? – zapytałam, gdy wyłapałam spojrzenie blondyna. Pokiwał głową. – To idziemy zrobić napad na lodówkę.
           Gdy wyszłam z pokoju, poczułam przyjemny zapach naleśników. Zerknęłam na Luke'a, który uśmiechnął się pod nosem. Najwidoczniej on też zwęszył ciepły posiłek. W tle grał telewizor, a ja zorientowałam się, że Jen musiała ustawić kanał muzyczny, bo zaraz po krótkim wstępie poleciał nowy przebój Kelly Clarkson.
           Wyłoniliśmy się z korytarza. Brązowe oczy Jen od razu skierowały się w naszą stronę. Na jej twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek, który ewidentnie sugerował mi to, o czym ona mogła sobie w tej chwili pomyśleć. Przekręciłam oczami.
- Cześć blondi – rzuciła, podrzucając naleśnika, a potem odwróciła się w stronę Luke'a. – Cześć ciasteczko. Ciekawa noc?
- Tak, szczególnie, że nawalała burza – skwitowałam, siadając na krześle.
- Kawy? – zapytała, a my pokiwaliśmy głowami. – Pewnie żarcia też chcecie? – Znów pokiwaliśmy głowami. – Boże, jak dzieci. Naleśniki z czekoladą? – Ponowne kiwnięcie. – Rozmowni jesteście nie ma co.
- Czekam na ten moment, aż zdradzisz szczegóły swojej randki – powiedziałam, a Jennifer uśmiechnęła się z rozmarzeniem. – Po twojej minie wnioskuję, że randka się udała.
- No, bardzo się udała – odparła, zerkając na Hemmingsa.
- Dobra, ja się mogę odwrócić jeśli chcecie poplotkować na temat Ashtona – rzucił ze śmiechem.
- Nie, siedź ciasteczko – powiedziała Jen, machając ręką. – Temat twojego kumpla poruszymy potem.

            Po śniadaniu pożegnałam się z Lukiem, a potem poszłam doprowadzić się do stanu używalności. Powoli też zaczęłam szykować się do pracy. Jen towarzyszyła mi przy tej czynności, nadając o Irwinie. 
           Dowiedziałam się między innymi tego, że przyjaciółka się w nim naprawdę zakochała, jest dżentelmenem do kwadratu i całuje tak, że Jen poczuła to nawet w piętach. Kiedy dopytałam się, czy doszło między nimi do czegoś więcej, dziewczyna lekko się zarumieniła i wprost przyznała, że nie, choć ona nie miałaby nic przeciwko temu, by zaciągnąć go do łóżka. Jen zawsze była otwarta w tego typu tematach, więc nawet to jej wyznanie niezbyt mnie zdziwiło.
           Jennifer, niczym mamusia przyszykowała mi jedzenie do pracy, dodając do tego trochę batonów i cukierków. Ja, jak na grzeczne dziecko przystało, ubrałam buty, złapałam za kurtkę i ruszyłam do księgarni, by odbębnić swoją zmianę. Wiedziałam, że pewnie będę się tam nudzić, szczególnie, że dzisiaj pracowałam w pojedynkę.

***
          Wszedł do domu. Ściągnął bluzę i buty, od razu zarządzając sobie kierunek łazienka. Musiał się przebrać i odświeżyć, bo przez spanie w ubraniach czuł się brudny. Zdążył zrobić kilka kroków w głąb salonu, idąc w stronę schodów, gdy z kuchni wyłonił się Ashton.
- A ty, co? Zgubiłeś drogę do domu i nie wiedziałeś, jak wrócić? – zapytał ze śmiechem. Wgryzł się w kanapkę, którą miał w ręku.
- Coś w tym stylu.
- Byłeś cały czas u Mel?
- Przysnęło nam się na…
- Przysnęło się – rzucił Irwin, sugestywnie poruszając brwiami.
- Przysnęło – pociągnął Luke, wlepiając w niego swoje błękitne oczy.
- Więc to teraz tak się nazywa? – Blondyn prychnął cicho pod nosem. – Głodny?
- Nie. Jen mnie nakarmiła. – Na imię przyjaciółki Mel, oczy Ashtona rozbłysły. – No… Widzę, że to poważniejsza sprawa.
- Co?
- Już ty nie udawaj – skwitował ze śmiechem Luke. 
          Irwin podszedł do niego, a potem oboje skierowali się na górę. Weszli po schodach. Blondyn zdążył zatrzymać się przy drzwiach od swojego pokoju, gdy na korytarzu pojawił się Zack i Michael, którzy wyglądali, jakby dopiero, co zwlekli się z łóżka.
- Nie wiedziałem, że dodatek jest u nas – powiedział Ashton, mierząc Zacka wzrokiem. – Cześć kotek.
- Ciebie też dobrze widzieć, Ashley – odpowiedział mu chłopak, a Irwin wyszczerzył się do niego w pogodnym uśmiechu.
- Dobrze, że jesteście – zaczął Michael. – Właśnie pomyśleliśmy żeby wieczorem wyskoczyć do pubu na piwo. Co wy na to?
- Jestem za – powiedział szybko Ash. – Luke? – Chłopak pokiwał głową.
- To dajcie znać dziewczynom – odparł Clifford, a następnie podszedł do drzwi od pokoju Caluma. Otworzył je. – Ej! Idziesz z nami wieczorem na piwo?
- Idę- odpowiedział zaspanym głosem, a potem odwrócił się na bok, by uciąć sobie jeszcze małą drzemkę.
- No i gitara – oznajmił zadowolony Michael.

***
          Siedziałam przy ladzie, pochylając się nad krzyżówką. W księgarni panował bezruch, a ja nie miałam co robić. Zdążyłam tu posprzątać i poukładać wszystkie książki, które nie stały na swoich miejscach. Teraz nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, więc ratunkiem były dla mnie krzyżówki.
          Nagle jednak usłyszałam znany dzwonek. Sięgnęłam pod ladę, by wydobyć stamtąd moją komórkę, która wydzierała się w niebogłosy. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Jen. Przejechałam palcem po ekranie, odbierając.
- Co jest?
- Wieczorem idziemy na piwo – oznajmiła mi, a ja kiwnęłam głową, choć ona nie mogła tego zobaczyć. – Z chłopakami.
- Na którą?
- Na siódmą.
- Będę później. Kończę prace o siódmej, a muszę jeszcze skoczyć do domu się przebrać i…
- Nie, nie, nie – przerwała mi, a ja uniosłam brwi do góry. – Jak wleziesz do domu, klapniesz na tyłek, to nie mam pewności, czy z niego w ogóle wyjdziesz – powiedziała pewnym siebie tonem. W sumie, było to dość prawdopodobne.
- Ale ja nie mam tu ubrań na zmianę!
- Podrzucę ci coś. Co masz na sobie?
- Czarne rurki, trampki, niebieską koszulkę i czarną bieliznę.
- Dobra, wybiorę ci coś i przyniosę.
- Okej, może być.
- Jakie może być? – mruknęła niezadowolona.
- Jesteś najlepszą przyjaciółką - poprawiłam się.
- I tak ma być – rzuciła ze śmiechem.

           Dochodziła szósta, a ja już nie mogłam się doczekać, kiedy stąd wyjdę. Zresztą perspektywa spotkania się z chłopakami była lepsza, niż samotne siedzenie w księgarni. Krzyżówki już dawno mi się znudziły, tak samo, jak gry na telefonie. Do dyspozycji miałam komputer, więc teraz to on poszedł w ruch. Buszowałam po sieci, czytając jakieś plotki na temat gwiazd, które też zaczynały mnie powoli nużyć. Żadna rewelacja, że ktoś tam znowu pokazał światu swój biust czy to, że ktoś kogoś z kimś zdradził. Raczej nie należałam do osób, która interesowała się tego typu rzeczami.
          W pewnym momencie usłyszałam otwierające się drzwi. Uśmiechnęłam się szeroko na widok wchodzącego do środka blondyna. Jego błękitne oczy od razu spoczęły na mojej osobie. Też się uśmiechnął. Poderwałam się z miejsca.
- A ty, co tu robisz?
- Pomyślałem, że podrzucę ci rzeczy przyszykowane przez Jen.
- Serio? – Pokiwał głową, podchodząc do mnie. Podał mi białą siatkę. – Dzięki. Nudziło ci się w domu?
- Trochę popracowałem, a potem Ash wymyślił, by przed piwem wpaść do was. Tyle, że ciebie nie było, a ja nie chciałem robić im za przyzwoitkę, więc się ulotniłem. A Jen przy okazji mnie wykorzystała do tego, by ci to przekazać.
- Jeszcze raz dzięki – powiedziałam, a on znów się uśmiechną. Schowałam siatkę za ladę, a potem znów spojrzałam na blondyna. – Idziesz teraz gdzieś? – Pokręcił głową. – To dobrze, uratujesz mnie przez zanudzeniem się na śmierć.
- Aż tak?
- Nuda, jak nie wiem – mruknęłam, a on zaśmiał się. – To, co? Zostaniesz? W ramach przekupstwa mogę zrobić ci kawę i oddać połowę działki ze słodyczy, jaka mi została.
- Tymi słodyczami mnie przekonałaś.
- To siadaj – rzuciłam, wskazując mu wolne krzesło.

          Punkt siódma, zerwałam się z miejsca. Luke, jak na grzecznego pomocnika przystało, podszedł do drzwi, by przekręcić wiszącą tabliczkę na napis – zamknięte. Ja zabrałam się za szybkie robienie raportu dobowego, a potem wypełnieniu podstawowych rubryczek, w których to wpisywało się ilość sprzedanych dzisiaj książek, ilość paragonów, a także utarg brutto i netto. Na szczęście przyszykowałam sobie te wszystkie dane wcześniej, więc musiałam tylko wklepać to w odpowiednie miejsca, zapisać i przesłać do szefa. Dzięki temu zaoszczędziłam kilka dodatkowych minut. Gotówka i karty też były ówcześnie przeliczone, więc legalnie mogłam opuścić moje stanowisko pracy.
- Pospinasz to? – poprosiłam, gdy blondyn wrócił do lady. - Ja pójdę się przebrać.
- Jasne.
- Dzięki.
          Zobaczyłam jeszcze, jak Luke rozgląda się w poszukiwaniu zszywacza. W końcu gdy go znalazł, ja wparowałam na zaplecze. Szybko zrzuciłam z siebie koszulkę, a potem sięgnęłam do siatki, którą przyniósł mi Luke. Wyciągnęłam bluzkę na zmianę i zrobiłam wielkie oczy. Bez jaj… 
          Jennifer chyba pomyliła wyjście na piwo, z jakąś imprezą w mega wypasionym klubie. Do moich czarnych rurek dopasowała mi czerwoną tunikę, z marszczeniami na biuście i czarną taśmą pod, która z tyłu formowała się w niewielką kokardę. Do tego dorzuciła mi skórzane botki na platformie, z grubszym wysokim obcasem. Czy ona liczyła na to, że w czasie drogi wybiję sobie zęby? Do kompletu miałam czarny żakiet. To wszystko raczej ewidentnie nie było w moim stylu, więc zastanawiałam się, o czym myślała Jen wybierając mi taki o to strój. Pewnie o Irwinie.
           Nie miałam jednak wyboru i musiałam wcisnąć się w strój przyszykowany przez przyjaciółkę, bo nie dysponowałam niczym innym. Poprawiłam makijaż, nieco bardziej podkreślając oczy i usta, a następnie spróbowałam zrobić coś z włosami. Akurat w tej kwestii nic mi nie wyszło i zostawiłam je rozpuszczone. W siatce znalazłam jeszcze małą torebkę, więc szybko się do niej przepakowałam, a potem z nietęgą miną – bo nie czułam się za dobrze w tym zestawie – wyłoniłam się z zaplecza, by publicznie doznać modowego upokorzenia.
            Spojrzałam na blondyna, który szperał na półce wśród książek Top10. Przez chwilę obserwowałam jego ruchy, gdy sięgał po kolejną pozycję, a potem wczytywał się w jej opis, co jakiś czas marszcząc czoło. Nie mogłam jednak przeciągać tej chwili w nieskończoność. W końcu i tak zjawimy się w pubie później, bo reszta z pewnością już tam jest. Dlatego podeszłam do niego i lekko klepnęłam go w ramię. Luke odwrócił się w moją stronę. Jego błękitne oczy powiększyły się. Bez skrępowania zmierzył mnie od góry do dołu – i to dwa razy.
- Pozostawię to bez komentarza – mruknęłam, zarzucając pasek torebki przez głowę. – A przy okazji zabiję Jen.
- Wyglądasz…
- Jak klaun?
- Cudownie – powiedział z uśmiechem, a ja skrzywiłam się. Usłyszałam jego cichy śmiech, gdy przekręciłam oczami. – Mówię poważnie.
- Poważnie, to ja zabiję Jen – pociągnęłam, podchodząc do lady. Wyłączyłam szybko komputer. Sięgnęłam do szuflady po klucze. Podniosłam głowę. Luke w dalszym ciągu przyglądał mi się z uśmiechem. – Przestań.
- Naprawdę wyglądasz wspaniale.
- Teraz tym bardziej przestań – odpowiedziałam, czując, jak najnormalniej w świecie po jego słowach zrobiło mi się gorąco. – Idziemy?
           Pokiwał głową. Tym razem to ja zagapiłam się na niego dłużej. W końcu powoli dostrzegałam przebiegły plan Jen. Ubrała mnie podobnie do Hemmingsa. Może nie dosłownie podobnie, ale mieliśmy na sobie te same kolory. Luke oprócz czarnych spodni i skórzanych butów, miał czarną koszulkę, a na to narzucił koszulę w czarno czerwoną kratkę. Do tego doszła skórzana kurtka. Jego blond włosy lekko opadały mu na czoło, dodając mu pewnego uroku. Miałam ochotę walnąć się otwartą dłonią w czoło. Powstrzymałam się jednak od tego nad wyraz wyraźnego gestu, by nie dać Lukowi kolejnej możliwości do chichrania się pod nosem. Machnęłam, więc na niego ręką i oboje ruszyliśmy w stronę drzwi.

          Na całe szczęście potrafiłam chodzić w butach wybranych przez Jen. Nie miałam problemów z wysokimi obcasami czy platformami, choć preferowałam sportowe obuwie, które było wygodniejsze. No i można było w nich się szybciej poruszać. Choć gdy wciskałam botki na nogi, byłam pewna, że zaliczę kilka upadków w czasie marszu do pabu. O tyle dobrze, że los darował mi tego typu sytuacje.
           Pub Trap mieścił się prawie w samym sercu Sydney. Dotarliśmy tam po dwudziestu minutach. Luke otworzył drzwi, a we mnie buchnęła wrzawa głosów zmieszanych z muzyką. Zostałam przepuszczona w drzwiach, więc jako pierwsza weszłam do ciemniejszego pomieszczenia. Nad każdym stolikiem wisiała leniwie okrągła lampa. Stoliki rozmieszczono od siebie w identycznych odległościach, dzięki czemu nikt nie wisiał nikomu na plecach. Drewniany bar ciągnął się niemalże przez całą długość pubu, a na końcu stworzono niewielki parkiet, jakby ktoś miał ochotę potańczyć. Zauważyłam, że obsługa składała się z samych młodych mężczyzn. Luke machnął jednemu z daleka, a barman odpowiedział mu tym samym. Zaciekawiona zerknęłam na niego.
- To kuzyn Michaela – poinformował mnie, nachylając się lekko w moją stronę. – Tam siedzą nasi.- Podążyłam za jego palcem, by szybko namierzyć naszą grupę. Byli już wszyscy. Kiwnęłam głową. – Czego się napijesz?
- Piwo – odpowiedziałam i tym razem to Luke pokiwał głową.
- Zaraz przyjdę.
           Spojrzałam jeszcze na niego, jak podchodzi do znajomego barmana. Oparł się o blat, składając zamówienie. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę naszych. Pierwszy zauważył mnie Zack, który zerwał się ze swojego miejsca, by przywitać mnie mocnym uściskiem.
- Mój najlepszy dodatek się pojawił! – powiedział chłopak, klepiąc mnie po plecach. – Łał! Wyglądasz szałowo.
- Ta… Dzięki – wydusiłam z siebie, a następnie przywitałam się z pozostałymi. Wcisnęłam się na miejsce obok Jen, która posłała mi szeroki uśmiech. Jak widać była bardzo zadowolona z mojej metamorfozy.
- Gdzie zgubiłaś Luke'a? – zapytał Ashton, który siedział obok mojej przyjaciółki.
- Przy barze.
- Jak było w pracy? – zagadała Grace. Zerknęłam na nią z lekkim uśmiechem.
- Nudno. Dobrze, że to już koniec. Nie mogłam się doczekać, kiedy stamtąd wyjdę.
- Jon też był? – zainteresował się Calum. On i Jen jako jedyni znali mojego kumpla z pracy.
- Nie, niestety. Miał wolne.
            Zdążyłam to powiedzieć, a przy stoliku pojawił się Luke, ściskając w dłoni dwa piwa. Postawił je na stole, a następnie zajął miejsce obok mnie, przekręcając się nieco w prawo, by wszystkich lepiej widzieć.
- Skoro jesteśmy w komplecie, proponuję mały toast – rzucił Michael, łapiąc za wysoką szklankę. – Za wspólne wyjście!
- Za wspólne wyjście! – zawtórowaliśmy mu, unosząc swoje naczynia do góry.

***
           Odwrócił się, by spojrzeć na Mel, która stała przy barze razem z Jen. Kuzyn Michaela właśnie coś im opowiadał, a one co i rusz śmiały się cicho, zasłaniając dłonią usta. Po raz kolejny zmierzył ją wzorkiem od góry do dołu, ciesząc oczy tym widokiem. Podobała mu się od samego początku, ale w takim zestawie prezentowała się naprawdę niesamowicie. Choć dla niego wyglądała uroczo nawet w dresach i luźnej koszulce. Nagle poczuł lekkie uderzenie w ramię. Odwrócił się. Ashton uśmiechnął się do niego.
- Co?
- Czy one nie są fantastyczne?
- Mówisz konkretnie one czy masz na myśli swoją Jen – rzucił ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Irwin zrobił udawaną naburmuszoną minę, a potem roześmiał się.
- One. Mówię konkretnie one. – Luke uśmiechnął się tylko pod nosem, pociągając ze swojej długiej szklanki. – Zresztą Jen nie jest moją Jen. Przynajmniej jeszcze nie… Ale mam nadzieję, że to niedługo się zmieni.
- No, aż mnie ścisnęło serducho, Ash.
- Wal się. Ja ci się tu zwierzam, a tym robisz sobie jaja. – Luke uśmiechnął się do niego niewinnie. – Jezu… Nie rób tak! To przerażające! – Blondyn zaśmiał się. – W sumie… To dzięki tobie poznałem Jen.
- A ja dzięki tobie poznałem Mel…
- I koło się zamyka – rzucił ze śmiechem Ashton. – Wypijmy za to!

***
           Wyszłam z łazienki, poprawiając tunikę. Podniosłam głowę, wyłaniając wśród tłumu przy barze Hemmingsa, który popijał kolejne piwo. Musiał je niedawno zamówić, bo szklanka była prawie pełna. Podeszłam do niego, a potem złapałam go za ramię. Chłopak od razu spojrzał na mnie. Uśmiechnął się.
- Cześć przystojniaku. Znamy się?
- Możemy się poznać, ślicznotko – odpowiedział. 
           Nie wytrzymaliśmy i parsknęliśmy śmiechem, sprawiając, że kilka osób stojących niedaleko, zerknęło na nas z ciekawością. Odwróciłam się na chwilę, wyłapując Ashtona i Jen, którzy wychodzili na zewnątrz. Irwinowi pewnie włączyło się ssanie na nikotynę. Grace i Zack gdzieś zniknęli, a przy stoliku został Calum i Michael.
          Nagle uśmiechnęłam się szeroko słysząc stary kawałek Enrique Iglesiasa Hero. Dość oklepany przebój, ale ja nadal go lubiłam. Spojrzałam na Luke'a, który wpatrywał się we mnie z ciekawością. Szybko zerknęłam na parkiet, który zdążył się zapełnić. Przynajmniej, nie tylko ja miałam ochotę na tańce.
- Co jest? – zapytał w końcu Luke, kiedy nadal szczerzyłam się do niego, jak wariatka.
- Leci Enrique Iglesias Hero – poinformowałam go, a ten tylko kiwnął głową. – Więc?
- Przyprowadzić ci Michaela do tańca?
- Ty ze mną zatańcz – poprosiłam, wlepiając w niego swoje niebieskie oczy. Luke przygryzł wargę. – No, chodź.
- Tańczenie w twoim pokoju to jedno, ale tańczenie tutaj…
- No, proszę Luke – wyjęczałam, łapiąc go za rękę. – To niczym się nie różni. Dalej mogę cię prowadzić. Znasz tą piosenkę? – Pokiwał głową. – No, właśnie.
- Nie słyszenie w czterech ścianach może nie jest kłopotliwe, ale tu… Tu już jest problem.
- Obiecuję, że ani na moment cię nie puszczę. – Ponownie przygryzł wargę, a potem odwrócił wzrok, by skupić się na szklance, stojącej na barze. Nasze dłonie nadal były ze sobą złączone, więc mocniej zacisnęłam palce, a on znów na mnie spojrzał. – To naprawdę niczym się nie różni. Kto ci zabroni tańczyć w pubie? – Wziął głęboki oddech. – Chyba nie wprowadzili w Sydney zakazu dla niesłyszących?
- Widzę, że to dla ciebie też nie jest problem – powiedział dużo ciszej.
- Ale dla ciebie widzę, że jest.
- Bo…
- Bo sam budujesz sobie ograniczenia – skwitowałam, wzruszając ramionami.
- Nie buduję, ja je mam.
- Dla mnie nie. Nie widzę w tobie żadnych ograniczeń. Nie widzę w tobie żadnego problemu – pociągnęłam, a Luke przyjrzał mi się uważniej.
- Żyję w ciszy.
- To mi nie przeszkadza – powiedziałam szybko. – Nigdy mi nie przeszkadzało. To jest częścią ciebie, a ja nie dzielę cię na kawałki. Polubiłam cię w całości takim, jakim jesteś. – Spojrzałam w jego błękitne oczy. – Przełam się i za tańcz ze mną, Luke. Może nam wyjdzie, może nie, ale na daną chwilę powinniśmy mieć to gdzieś.
          Hemmings wziął głęboki oddech. Spojrzał gdzieś nade mną, oceniając pewnie swoje możliwości, a potem znów jego jasne tęczówki spoczęły na mnie. Uśmiechnął się i lekko kiwnął głową. Odpowiedziała mu tym samym, a potem w trybie natychmiastowym pociągnęłam go w stronę parkietu. W moim mózgu rozbrzmiewały fanfary. Przebiłam się przez kolejną jego barierę.
            Ustawiłam się naprzeciwko niego, kawałek dalej od bujającej się obok nas pary. Luke nerwowo rozglądał się na boki. Niewiele myśląc ujęłam jego twarz w dłonie, sprawiając by znów skupił wzrok na mnie. Uśmiechnęłam się po raz kolejny.
- Nie denerwuj się – powiedziałam prawie, że szeptem. – Będzie dobrze.
          Przybliżyłam się do niego, a on objął mnie w pasie. Jego ręka mocniej ścisnęła moją. Oparłam się o jego ramię, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nami. Powoli zaczęłam ruszać się w rytm muzyki, a Luke poszedł w moje ślady. Zrobił to. Naprawdę to zrobił.

***
            Gdy tylko Zack zjawił się przy ich stole, Clifford poprosił go, czy poszedłby dla nich po kolejne piwo. Jego kotek z uśmiechem od razu się zgodził, cmokając powietrze, co rozbawiło Michaela. Zauważył, jak Calum udał, że krzywi się z niesmakiem, więc zielonowłosy niewiele myśląc wyciągnął w jego stronę środkowy palec.
- Czuję, że machasz mi przed nosem paluchem i chyba domyślam się, co możesz mi pokazywać – skwitował Hood ze śmiechem. – Wal się, Myszko Miki!
- Pieprz się – mruknął Clifford, ale mimo wszystko na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
            Zerknął na stolik, przy którym nie było teraz praktycznie nikogo, bo ich paczka rozniosła się po całym lokalu. Nie dziwiło go to zbytnio, bo zawsze przychodził taki moment. Zawsze jednak po dłuższych chwilach wracali, by dalej pogrążać się w rozmowach i wspólnym śmiechu.
           Nagle spojrzał gdzieś przed siebie, wyłapując tańczącą dwójkę ludzi, których poznał od razu. Zrobił wielkie oczy i prawie zakrztusił się własnym piwem. Zamrugał kilka razy, aby mieć pewność, że nie ma zwidów. Ledwo był w stanie w to uwierzyć, ale nie był przecież pijany, by mieć omamy wywołane od nadmiernej ilości alkoholu.
- O kurwa… Widzisz to?
- Bardzo śmieszne, naprawdę – mruknął Calum.
- Nie, nie stary ja…
- Jezu, kurwa – rzucił ze śmiechem Hood. – Przecież żartowałem! Co mam widzieć?
- Luke i Mel.
- Sprecyzuj?
- Oni… Tańczą.
- Ta… Hemmo nie tańczy. Hemmo wystrzega się tańca, jak ognia.
- To lepiej uwierz w to, że właśnie jest z nią na parkiecie.
- Bez kurwa jaj! Na pewno tańczy? Może się tylko o nią opiera czy coś?
- Calum przy tym stoliku to ty robisz za niewidomego, więc nie pieprz mi tu, że nie wiem, o czym mówię.
- Bo Hemmo nie tańczy!
- Tańczy. Już tańczy – rzucił z uśmiechem Michael. – Ashton się chyba popłacze, jak mu o tym powiem.
- Tańczą razem?
- Razem. Blisko siebie – ciągnął dalej Clifford. – Nawet zrobił obrót, to znaczy nie on, ale ona tak.
- Mów dalej.
- Uśmiechają się do siebie i coś mówią.
- Co mówią?
- Skąd mam wiedzieć, nie jestem specem w tej dziedzinie, jak Hemmo, by ci to wyczytać z ruchu warg.
- Dobra, rób za oczy dalej, lepiej ci to wychodzi.
- Przyszła Grace – powiedział Michael.
- Wiem, słyszałem stukot jej butów – dodał Calum, a potem odwrócił się w stronę dziewczyny. – Co jest słońce?
- Zagadałam się z koleżanką z grupy – odpowiedziała Grace. – Co wy macie takie miny?
- Zdarzył się cud, maleńka – rzucił Hood, w dalszym ciągu się uśmiechając.
- Cud?
- Cud – powiedział tajemniczo Michael.
- Jaki cud? – zaciekawiła się Grace.
- Zobacz na parkiet – pociągnął Calum. Dziewczyna odwróciła się.
- Luke i Mel? Oni są razem?
- Jeszcze nie – odparł Michael. – Ale mam nadzieję, że będą.
- Ja też – powiedziała szybko dziewczyna. – Pasują do siebie.

***
           Kiedy wyszliśmy z pubu, dochodziła godzina trzecia. Michael i Zack gdzieś zniknęli i chłopaki nie mogli ich znaleźć. Szybko jednak mieliśmy odpowiedź, natrafiając na nich na zewnątrz. Stali kawałek dalej, obściskując się ze sobą, jak para prawdziwych zakochanych w sobie ludzi.
- Starczy tego!- zarządził Ashton. – Idziemy do domu!
- Słyszałem, jak się cmokacie – powiedział roześmiany Calum. – Me uszy krwawią.
- Dobrze, że nie krwawi ci tyłek – skwitował Michael.
- Nie wiem komu teraz wrzuciłeś, sobie czy mi – pociągnął Mulat.
- Jezu, Cal! – warknęła ze śmiechem Grace. – To było poniżej twojego poziomu.
- Który obniża się wraz z wypitym alkoholem- podsumował Luke. – Do domu!
- Jasne, tato – powiedział Zack.
- Boże – mruknął Irwin, kręcąc głową. – Mam nadzieję, że się nie pozabijacie.
- Calum nas kocha – pociągnął Zack.
- Jasne, kotku – odpowiedział Mulat ze śmiechem, a potem pozwolił się poprowadzić Grace. – Miki ciebie też kocham.
- Ja ciebie też stary!
- Super, kochamy się wszyscy – rzuciła Jen, okrywając się ciaśniej żakietem. – Chodźmy, bo wieje.
- Dobry pomysł – powiedziałam, ruszając za nią.

          Odprowadziliśmy najpierw Grace do domu, a potem Luke i Ash zboczyli nieco z kursu, by odstawić mnie i Jen pod nasze mieszkanie. Odwróciłam się, gdy przyjaciółka i Irwin połączyli się w namiętnym pożegnalnym pocałunku, chyba licząc na to, że ich nie widać, choć to było trudne, bo robili to na środku chodnika. Co prawda nikt oprócz mnie i blondyna ich nie widział.
           Usłyszałam cichy śmiech Hemmingsa, który oderwał swoje błękitne oczy od naszej pary zakochanych w sobie gołąbków. Spojrzał na mnie, a ja automatycznie uśmiechnęłam się do niego.
- Napiszę do ciebie.
- Mam nadzieję. Było super. Dzięki za zaproszenie.
- Cała przyjemność po naszej stronie – dodał z uśmiechem. Niewiele myśląc wspięłam się na palce i musnęłam lekko ustami jego policzek. Luke zrobił wielkie oczy.
- To w szczególności za miły taniec. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Mel – powiedział, gdy obok nas pojawiła się Jen. 
            Machnęłam jeszcze na odchodnym do uszczęśliwionego Ashtona, który zaraz odpowiedział mi tym samym. Następnie razem z przyjaciółką ruszyliśmy w stronę drzwi. Odwróciłam się jeszcze w stronę chłopaków. Blondyn uśmiechną się do mnie, więc szybko zrobiłam to samo. Następnie obie zniknęłyśmy we wnętrzu naszego cichego mieszkania. 


***
Jen i Ashton coraz bardziej ze sobą kręcą i nawet się z tym nie kryją. Ale także Mel i Luke nieco bardziej się do siebie zbliżają. Na razie był mały cmok w policzek :)

Cieszę się, że rozdziały się wam podobają :) Mam nadzieję, że podtrzymam wasze zaciekawienie do końca :) Dziękuję za wasze cud miód komentarze! Uwielbiam taką motywację!

Następny rozdział pojawi się klasycznie w następny wtorek.

Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. A my uwielbiamy twoje rozdziały i też ci za nie dziękujemy ! ♥
    Jen i Ashton, Mel i Luke... brak mi słów, nie wiem jak wyrazić mój zaciesz tym opowiadaniem i twoim innymi. Są po prostu wspaniałe.
    Jak ja się cieszę, że za niedługo Święta... Nie mogę się już doczekać!
    Czekam na następny rozdział ♥
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Luke robi coraz większe postępy jestem z niego dumna! Nie mogę się doczekać aż Mel i Luke będą razem. Jednak na razie musi mi wystarczyć urocza para - Ash i Jen hahaha.
    Uwielbiam to opowiadanie!

    Czekam na next i pozdrawiam
    Pati xx

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak! Jen wpadła i to widać, słychać i czuć! Matko, Mel i Luke są cudowni razem, więc jak ich nie połączysz to zrobię ci najnormalniej krzywdę! Uwielbiam ich razem! Podoba mi się jej podejście do Hemmo. Pomaga mu się otworzyć i rozszerza jego możliwości. Dziewczyno jesteś cudowna! Ten taniec i całus na końcu był słodki! Chcę więcej!
    Czekam na nn!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo jaa robi się gorąco
    Czekam na wtorek !💗💗💗

    OdpowiedzUsuń
  5. Oo jaa robi się gorąco
    Czekam na wtorek !💗💗💗

    OdpowiedzUsuń