środa, 9 grudnia 2015

Rozdział 12

          Minęło kilka dni odkąd Jen poznała się z chłopakami i od tej pory byli oni u niej tematem numer jeden, który bardzo często poruszała. Przyjaciółka w ogóle ostatnio zachowywała się, jak zakochana na zbój małolata, co było naprawdę urocze i śmieszne jednocześnie. Nie sądziłam, że tak szybko nowe uczucie ją pochłonie. Szczególnie, że była to właśnie Jen, a ona raczej szybko się zakochiwała i jeszcze szybciej odkochiwała. Teraz najwidoczniej miało być inaczej.

          Przyszłam z pracy do domu. Usiadłam przy stole, a przyjaciółka od razu podsunęła mi pod nos pełen talerz jedzenia. Uwielbiałam makaron z sosem serowym i kawałkami kurczaka, więc nic dziwnego, że rzuciłam się na to danie, jak potwornie głodny wilk. Jennifer usiadła naprzeciwko mnie, przerzucając kolejne strony kolorowej gazety, którą czytała. Co jakiś czas zerkała na mnie, uśmiechając się pod nosem, widząc, jak pochłaniam przyszykowany przez nią obiad.
- Smakuje? – zapytała w końcu, kiedy niekontrolowanie zamlaskałam.
- No, kurde… Jest przepyszne.
- Cieszę się- powiedziała zadowolona.
           Nagle po salonie rozniósł się pojedynczy sygnał, oznajmujący nam przyjście wiadomości. Swój telefon miałam w kieszeni, więc to Jen dostała sms-a. Przyjaciółka wstała z miejsca i ruszyła w stronę stolika, na którym zostawiła komórkę. Podniosła ją i odczytała szybko treść wiadomości.
          Pisnęła tak głośno, że prawie miałam zawał. O mało co nie spadłabym z krzesła i nie zakrztusiła się jednocześnie ze strachu. Spojrzałam na nią z wyrzutem. Uniosłam brwi do góry i prawie parsknęłam śmiechem, widząc, jak Jen przyciska do siebie telefon i skacze w miejscu, jak mała piłeczka, niesamowicie się z czegoś ciesząc.
- Jezu… Wygrałaś milion dolarów? – wydusiłam z siebie, gdy podbiegła do stołu, a potem wskoczyła na niego, wesoło machając nogami.- No, mów!
- Ashton zaprosił mnie do kina, a potem na kolację! – powiedziała głośno, szczerząc się do mnie w szerokim uśmiechu.
- Super – odpowiedziałam, nabierając kolejną porcję makaronu na widelec. – W końcu – dodałam z uśmiechem.
- Jezu… Tylko co ja na siebie włożę – jęknęła, pukając się palcem w policzek. – Matko… Nie mam, co na siebie włożyć! Kurwa!
- Jen.
- Co?
- Wyluzuj. Masz szafę pełną odjazdowych ubrań i…
- Nie mam, co włożyć! – warknęła, kręcąc szybko głową. Nagle jednak wyprostowała się i znów spojrzała na mnie. – Pożycz tą granatową sukienkę – zajęczała, jak małe dziecko. – Proszę, proszę, proszę!
- Tą rozkloszowaną na dole?- Pokiwała energicznie głową. – Pewnie, weź sobie…
          Ale nie dokończyłam, bo Jen zeskoczyła ze stołu i niczym damskie tornado, wyleciała z pomieszczenia, robiąc mi nalot na pokój. Zaśmiałam się, jednocześnie kręcąc głową. Miałam tylko nadzieję, że Jen przy tym swoim tempie się nie uszkodzi, bo raczej nie chciałaby spędzać swojej pierwszej randki z Irwinem na ostrym dyżurze. Wróciłam do jedzenia mojego pysznego obiadu.
          Nie trwało to jednak długo, bo teraz dla odmiany odezwała się moja komórka. Wyciągnęłam ją z kieszeni, a potem z wielkim zaskoczeniem zobaczyłam imię osoby dzwoniącej. Ręka z widelcem zamarła mi w połowie drogi do ust. Dzwonił Luke. Przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje. W myślach pojawił mi się, tylko jeden scenariusz. Któryś z chłopaków dzwonił do mnie, bo coś mu się stało. Zacisnęłam mocniej palce na telefonie, a potem niepewnie odebrałam.
- Tak?
- Kurwa, Calum! – Usłyszałam rozdrażniony głos blondyna. – Co ty odpieprzasz?
- Nie wiem, jakbym widział to bym ci powiedział! – warknął Hood. Dobra, na szczęście Hemmingsowi chyba nic nie jest, a to połączenie do mnie jest tylko pomyłką.
- Jakbym słyszał to sam bym to zrobił – odpowiedział mu blondyn. – Spierdalaj z tą ręką! Zaraz cię wysadzę!
- Zaraz ci przyłożę! – Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. – Ej, stary! Uuu… Chyba mam połączenie z Mel. Hej! Hej, Mel?
- Cześć Calum – odpowiedziałam rozbawiona.
- Cześć, piękna!
- Co wy robicie?
- Miałem wysłać ci sms-a w imieniu tego kretyna, co siedzi obok, ale jego telefon jest popieprzony bardziej od mojego – skwitował. Zaśmiałam się. – Musiałem coś spierdolić i zamiast wejść w wiadomości, zadzwoniłem.
- Bo spierdoliłeś – mruknął Luke.
- Wal się – skwitował Calum. – Myślisz, że to takie łatwe, jak nie widzisz tego, co robisz.
- Ustawiłem ci wszystko! Miałeś tylko powiedzieć jedno pieprzone zdanie!
- Cmoknij mnie w tyłek – odpowiedział mu Mulat, a ja jeszcze usłyszałam, jak Luke warknął cicho pod nosem.
- Mam nadzieję, że się nie pozabijacie.
- Nie, nadal kocham tego głąba, jak brata. Kochasz mnie, Luke?
- Pierdol się – skwitował blondyn.
- Widzisz, on też mnie kocha – powiedział rozbawiony Calum. W tle usłyszałam cichy śmiech Hemmingsa. Chyba kryzys między nimi został szybko zażegnany. – Miałem się tylko zapytać, czy jesteś w domu.
- Jestem.
- W takim razie, dodam coś od siebie… Panno Mel, czy chce się pani dzisiaj zobaczyć z panem Lukiem Hemmingsem? – powiedział, zmieniając ton na bardzo oficjalny. Parsknęłam śmiechem.
- Tak, chcę. Niech wpada, jak będzie miał czas.
- Okej, przekażę. – Zagryzłam lekko wargę, starając się nie śmiać, by słyszeć tą krótką wymianę zdań między nimi. – Nie stary, ona ma cię już dość. Powiedziała, że woli siedzieć nago przed telewizorem i oglądać kolejny odcinek Seksu w Wielkim Mieście.
- Mel nie ogląda Seksu w Wielkim Mieście – powiedział Luke. – Zaczął bym się nad tym zastanawiać, gdybyś powiedział, że chce oglądać The Walking Dead.
- No i mi nie wyszło – pociągnął Calum. – Masz do niej wpaść, jak będziesz miał czas. Boże... Czuję, że już zaczynasz się szczerzyć, jak nienormalny. Ała! Weź skup się na drodze, bo chcę dotrzeć do domu w jednym kawałku! Słodki Jezu… Mel weź go zabierz.- Parsknęłam śmiechem po raz kolejny, a Calum do mnie dołączył. – Dobra, to w sumie nie będę ci już zawracał głowy.
- Nie zawracasz, Cal.
- To słodkie Mel… Przestań się tak na mnie gapić, czuję to, przecież nic złego nie robię! – A potem Hood znów zwrócił się do mnie. – Kończę. Miło było cię usłyszeć. Zajrzyj do nas w końcu.
- Byłam kilka dni temu.
- No, właśnie – mruknął. – Do zobaczenia.
- Trzymajcie się.
- Mel, rozłączysz się, bo ja za bardzo nie wiem, jak.
- Jasne. Pa – rzuciłam, a następnie zgodnie z prośbą Hooda, przerwałam rozmowę.
          Położyłam telefon na stół, śmiejąc się cicho pod nosem. Nie ma co, ale chłopaki się dobrali. Wróciłam do jedzenia, które zdążyło już ostygnąć. Myślami powędrowałam do tej niezwykłej grupy chłopaków. Tak, dla mnie byli niezwykli. Dzięki nim nauczyłam się patrzeć na świat nieco inaczej.
          Calum i Luke dali mi nową odsłonę tego, co mnie otacza. Teraz dostrzegałam wszystko znacznie bardziej wyraźniej, o wiele mocniej zwracając uwagę na szczegóły. Zauważyłam to, gdy musiałam opisywać wygląd, barwy czy znaleźć słowa, by odpowiednio ująć słyszane przeze mnie dźwięki. By przekazać im to, jak najlepiej i jak najdokładniej. Michael, Zack i Ashton dali mi za to poczucie zdystansowania do wszystkiego, co się dzieje. Przestałam przejmować się drobnostkami. Oprócz tego emanowali taką niesamowitą pozytywną energią i ciekawym spojrzeniem na świat, że z chęcią czerpałam to od nich garściami. Ta grupa ludzi w pewien sposób otworzyła mi oczy, a ja ujrzałam codzienne błahe sprawy w całkiem innym świetle. I to naprawdę mi się podobało.
- No, no, no – powiedziała Jen, która musiała mi się przyglądać przez dłuższą chwilę. Nawet nie słyszałam, jak weszła z powrotem do kuchni. – Chyba nie tylko ja mam randkę.
- To żadna randka – odpowiedziałam szybko. – Zwykłe spotkanie dwóch… - Urwałam, gdy dziewczyna teatralnie przekręciła oczami. – No, co?
- Tak to sobie tłumacz, blondi – skwitowała, a potem uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Co znowu?
- Mogę oprócz sukienki pożyczyć od ciebie ten szałowy czarny żakiet?
- Możesz.
- Jesteś najlepsza!

          Jen wyszła na swoją randkę odpicowana do granic możliwości. W sumie wyleciała z domu, jak na skrzydłach, kiedy Ashton po nią przyjechał. Gdy tylko opuściła nasze mieszkanie, ja ogarnęłam salon, a potem sam poszłam się doprowadzić do stanu używalności. W końcu byłam po pracy, a dziś mieliśmy sporą dostawę i potrzebowałam odświeżenia.
          Kiedy wciągnęłam na siebie czarną koszulkę z krótkim rękawkiem, usłyszałam pukanie do drzwi. Wyszłam z pokoju, poprawiając na szybko włosy. Doskoczyłam do nich, a potem otworzyłam je. Spojrzałam na uśmiechniętego blondyna, a moje kąciki ust same z automatu od razu uniosły się ku górze.
- Cześć.
- Cześć. Wchodź. – Blondyn ściągnął z uszu swoje niebieskie słuchawki. Od jakiegoś czasu sam to przy mnie robił, więc nie musiałam go ciągle o to upominać.
- Ubieraj się, zabieram cię do kina – rzucił, podchodząc do sofy. Usiadł na niej, a następnie znów wlepił we mnie swoje błękitne oczy.
- Do kina?
- Wiem, że chciałaś zobaczyć nowego Więźnia Labiryntu, a dzisiaj grają go o szóstej z napisami. Chyba, że nie chcesz iść, to…
- Żartujesz? Pewnie, że chcę iść – przerwałam mu, co wywołało u niego kolejny uśmiech. – Daj mi chwilę. – Kiwnął głową.
          Wróciłam do pokoju, na szybko zbierając najpotrzebniejsze rzeczy i wciskając je pospiesznie do torebki. Zahaczyłam też o lustro, by poprawić makijaż i raz jeszcze spróbować ujarzmić moje blond włosy, które dzisiaj nie chciały ze mną współpracować. W końcu uznałam, że i tak lepiej nie będę wyglądać i po raz kolejny wyłoniłam się z pokoju.
          Podeszłam do sofy. Klepnęłam Luke'a w ramię, dając mu znak, że możemy już iść. Po raz kolejny uśmiechnął się do mnie, a następnie wstał. Podszedł do drzwi, otwierając je i przepuszczając mnie pierwszą. Przekręciłam dwa zamki. Wsunęłam klucze do torebki. Oboje odwróciliśmy się i ruszyliśmy w stronę chodnika.

           Szłam pierwsza, a za mną podążał obładowany Luke, który taszczył nasze napoje i jedzenie. Zerknęłam raz jeszcze na bilet, by sprawdzić rząd i miejsca, jakie wybrał blondyn. Okazało się, że siedzimy na środku na samej górze. Idealnie.
            Usiadłam, jako pierwsza, zabierając od niego napój. Po chwili Luke zajął miejsce obok mnie, stawiając na swoich kolanach duży popcorn, który od razu zaczął pochłaniać. Zerknął na mnie, posyłając mi ten znany uśmiech, który dodatkowo ukazywał małe dołeczki w jego policzkach.
           Rozejrzałam się po sali. Zauważyłam kilka migających do siebie ludzi. Najwidoczniej większość osób niesłyszących postanowiło skorzystać z tego seansu. Puszczono reklamy, a moja ręka powędrowała w stronę kartonu z popcornem. Podskoczyłam lekko, gdy natrafiłam na długie palce Hemmingsa. Od razu przebiegł mnie po plecach elektryzujący dreszcz, wywołany tym nagłym spotkaniem z jego skórą. Spojrzałam na niego.
- Przepraszam – powiedziałam cicho. Luke uniósł tylko kciuk do góry, a potem po raz kolejny uśmiechnął się.
           Ułożyłam się wygodniej na swoim miejscu, próbując skupić wzrok na kolorowych obrazkach poruszających się na ekranie. Jednak nie oszukujmy się, kogo interesują reklamy w kinie? Dlatego podałam się temu, co planował mój mózg. A on wolał, co jakiś czas spoglądać na siedzącego obok mnie blondyna. Przestałam dopiero w momencie, gdy rozpoczął się film.

           Po kinie chcieliśmy się przejść, ale pogoda skutecznie zepsuła nam plany. Zrobiło się wietrznie i zimno, więc zarządziłam ewakuację. Naszym celem było moje mieszkanie. Jako, że groziło deszczem, a żadne z nas nie chciało zmoknąć, włączyliśmy drugi bieg, by jak najszybciej pokonać ten dystans z kina do domu.
           Ludzi na chodniku było całkiem sporo, a ja zauważyłam, jak Luke znów zaczął nerwowo rozglądać się na boki, by przypadkiem na nikogo nie wpaść. Ręce miał schowane w kieszeniach, więc wykorzystałam to i złapałam go pod ramię, przyciskając się do niego mocniej. Poczułam jego wzrok na sobie, więc uśmiechnęłam się do niego, zwiększając tempo naszego marszu. Takim oto sposobem mi było cieplej, a on poczuł się pewniej.
            Dotarliśmy do mieszkania w rekordowo szybkim czasie, uciekając przed jeszcze większym wiatrem, który zwiększył się tuż przy samej końcówce naszej drogi. Wpadliśmy do środka. Na zewnątrz zrobiło się szaro, a ja w duchu modliłam się o to, by nie przyniosło to burzy, której cholernie się bałam.
            Rozebraliśmy się, a ja od razu skierowałam się do kuchni, by przyszykować nam coś ciepłego do jedzenia i picia. W końcu na stole pojawił się odgrzany makaron z serem i kurczakiem, którym podzieliłam się z głodnym blondynem. Normalnie zabunkrowałabym moje ulubione danie i sama pożarła je przy najbliższej okazji, więc niech Luke doświadczy mojego dobrego serca.
- Chcesz obejrzeć jeszcze jeden film? – zaproponowałam, gdy oboje siedzieliśmy przy stole, pałaszując późną kolację. Pokiwał głową z uśmiechem. – Jaki?
- Co powiesz na maraton horrorów?
- Chcesz zostać na dłużej? – zapytałam rozbawiona, a blondyn lekko zagryzł wargę. – Daj spokój, żartowałam! – Znów się uśmiechnął. – Maraton horrorów, jak najbardziej mi odpowiada. Mam kilka filmów na dysku…
- Z napisami?
- Z napisami – powiedziałam, a on ponownie się uśmiechnął. Uwielbiałam, gdy to robił.
- Co tam masz?
- Poczekaj, zaraz przyniosę komputer i coś sobie wybierzemy – odparłam, wstając od stołu.

          Przyszykowałam nam przekąski – na słodko i słono – a do tego pokaźną ilość napoju, by co chwilę nie latać do kuchni. Postanowiłam, że nasz maraton odbędzie się u mnie w pokoju, gdzie można wygodnie rozłożyć się na łóżku. Miałam tam też do dyspozycji telewizor, choć nie był on tak duży, jak ten w salonie. Jednak nam w zupełności wystarczał. Luke ustawił go tak, by dobrze było wszystko widać, a ja podłączyłam do niego pendrive'a z filmami, które wybraliśmy. Rzuciłam na łóżko jeszcze duży puchaty koc, bo przez tą pogodę na zewnątrz miałam wrażenie, że i w domu jest o wiele chłodniej.
          Siedzieliśmy obok siebie, przykryci moim kocem. Dodatkowym ogrzewaniem był sam Luke, od którego biło przyjemne ciepło. W końcu jednak siedząca pozycja przestała być komfortowa, więc oboje położyliśmy się na materacu. Blondyn bez słowa objął mnie, wspierając się na moim ramieniu, by lepiej widzieć i muszę to przyznać, że było to naprawdę miłe uczucie, być tak blisko niego.

          Obudziłam się w samym środku koszmaru, jaki rozpętał się na dworze. Wokół mnie panowała ciemność. Telewizor sam się wyłączył, gdy oboje zasnęliśmy w trakcie ostatniego filmu. Jednak nie to było teraz ważne. Ważne było to, co działo się na zewnątrz. A rozpętała się burza… Cholerna pieprzona burza, której się bałam.
          Kiedy jasna błyskawica rozjaśniła czarne niebo, zobaczyłam śpiącego obok mnie Luke'a. Nagle podskoczyłam tak mocno, że nie chcący uderzyłam go ramieniem w klatkę piersiową. Powodem mojego nagłego zrywu był głośny grzmot. Huk był taki, jakby co najmniej zawalił się budynek obok. Jęknęłam pod nosem, starając się przestać myśleć o tym Armagedonie. Musiałam się skupić, na czymś przyjemniejszym, by nie wpaść w panikę.
- Co się dzieje? – zapytał cicho, gdy zadrżałam, zasłaniając sobie twarz rękami. Po chwili błysnęło mocne światło, które wydobyło się z jego komórki.
- Burza.
- Boisz się? – Zamiast odpowiedzi otrzymał ode mnie kolejne podskoczenie, gdy pojawił się następny głośny grzmot, a potem jasny piorun znów przeciął sklepienie. – Dobra, co zazwyczaj robisz, jak jest burza?
- Chowam się pod koc i modlę się, by nie paść na zawał. Albo idę do Jen, która pozwala mi spać ze sobą w łóżku.- Rozległ się kolejny grzmot. – Kurwa mać!
- Dobra, mamy pomysł – powiedział, podnosząc się. Złapałam go za rękę, a Luke od razu na mnie spojrzał.
- Nie zostawiaj mnie teraz.
- Nie zostawię – odpowiedział, lekko się uśmiechając.
          Moje łóżko stało w taki sposób, że osoba leżąca przy ścianie musiała minąć tą, która leżała z brzegu, aby móc stanąć na podłodze. Luke wyplątał się z koca, a następnie wstał i podszedł do swojej bluzy, która wisiała na krześle. Wyciągnął z niej coś, a potem wrócił do mnie.
          Próbowałam skupić się na tym, co robi, ale kolejne błyski i grzmoty skutecznie mi to uniemożliwiały. Drżałam ze strachu już na całym ciele. Wiem, to było dość irracjonalne, ale i tak silniejsze ode mnie. Od małego panicznie bałam się burzy i nie potrafiłam tego zwalczyć.
          Luke w końcu spojrzał na mnie z uśmiechem, a potem podał mi swoje niebieskie słuchawki. Zobaczyłam, że kabel wędruje do jego telefonu. Zawahałam się, a potem włożyłam jedną z nich do ucha. Usłyszałam znaną melodię jednej ze starych piosenek.
- Nie za głośno? – Pokręciłam głową. - Kładź się i spróbuj zasnąć – powiedział blondyn, a ja posłusznie ułożyłam się na poduszce. Włożyłam do drugiego ucha słuchawkę, zostawiając grzmoty za plecami.
           Luke sam wsunął się pod koc, a potem opatulił mnie nim. Przybliżył się jeszcze bardziej, obejmując mnie ciasno ramieniem. Poczułam przyjemny zapach jego perfum, które lubiłam. Przez chwilę pałałam się tym doznaniem, czując przyjemne dreszcze na plecach. Wtuliłam się w niego bardziej, zasłaniając sobie oczy jego klatką piersiową, by nie widzieć błysków. Skupiłam się na płynącej muzyce i dotyku jego dłoni, która powoli wędrowała po moich plecach w uspakajającym geście. Zacisnęłam palce na jego koszulce, starając się rozluźnić. I to pomogło… W jakiś sposób pomogło, bo nawet nie pamiętam, w którym momencie zasnęłam. 


***
A Irwin kręci z Jen, a Irwin kręci z Jen - czyżby szykowała nam się nowa para? :D Przepraszam, że rozdział pojawia się dopiero teraz, ale miałam problemy z internetem, którego przez większość dnia w ogóle nie było :/ Mam nadzieję, że net w końcu wróci do dawnego normalnego działania.

Dziękuję wam za tak pozytywne i cudowne komentarze. Naprawdę mega się cieszę, że ta historia się wam podoba. Dziękuję!

Kolejny klasycznie w następny wtorek - oby bez spóźnień :)

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Genialny rozdział ♥♥♥
    Ashton pasuje do Jen, a Mel do Luke. Mam ogromną nadzieję, że obie te pary się zejdą. Chodzili by na podwójne randki XD
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Scena z burzą była taka kochana. Jen i Ashton pasują do siebie! Wiec jestem za ich związkiem.
    Rozdział cudowny i czekam na next :)

    Pozdrawiam Pati

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem jak najbardziej za by połączyć Asha i Jen! No, i oczywiście Luke i Mel muszą być razem, bo też nie widzę innej opcji. Dobra w tym rozdziale Calum i Hemmo przeszli samych siebie w czasie rozmowy przez telefon - miałam wielki zaciesz, jak to czytałam XD Dwa wariaty! Końcówka była wprost urocza! Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń