wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 11

           Minęły dwa tygodnie odkąd zaczęłam ćwiczyć z Lukiem. I już widziałam postępy. Zresztą nie tylko ja, bo i Ashton mi o nich wspomniał, a Calum – jak to na niego przystało – powiedział to otwarcie przy blondynie. Zresztą Hood miał najlepszy słuch z nich wszystkich, więc jego opinia chyba podziałała na Hemmingsa o wiele bardziej pozytywnie, niż gdyby to zrobił ktoś z nas. Po tym Luke, nie tylko przykładał się do ćwiczeń z mówienia jeszcze bardziej, ale coraz częściej się odzywał, gdy ja byłam w pobliżu. A to dodawało mi większego optymizmu i chęci do pracy – nie tylko do jego ćwiczeń, ale też i moich z języka migowego, bo chciałam robić tak szybkie postępy, jak on.

           Wyszłam z wykładów z Socjologii, wciskając do torby notatnik. Taylor odłączyła się ode mnie, idąc do bufetu. Ja musiałam poczekać na Jen, bo moja zakręcona psiapsióła była głodna, a nie wzięła ze sobą portfela. Miałam pożyczyć jej pieniądze na lunch. Umówiłam się z nią przy automacie z napojami.
           Skupiłam wzrok na telefonie, odpisując na sms-a od Jona, który psioczył na swojego profesora, że zadał mu jakiś bzdurny projekt do robienia i zapowiedział jeszcze wejściówkę na kolejnych zajęciach. Zaśmiałam się pod nosem. Jon nieraz zbyt mocno przeżywa niektóre rzeczy, wkurzając się, a potem i tak motywuje się do roboty i zdobywa najlepsze stopnie. Zresztą sam kiedyś określił się kujonem do kwadratu.
           Nadal zapatrzona w ekran telefonu, odwróciłam się. Nie spodziewałam się, że ktoś zatrzymał się tuż za moimi plecami, więc niemalże odbiłam się od chłopaka. Luke od razu złapał mnie za rękę, pomagając utrzymać równowagę. Podniosłam głowę, spoglądając na jego uśmiech. 
- Cześć nieznajomy przystojniaku – rzuciłam, co go rozbawiło.
- Poznamy się? – Uśmiechnęłam się szeroko, gdy od razu zaczął używać ust, a nie rąk do komunikacji ze mną. Zresztą nie byłam jeszcze na tak zaawansowanym poziomie w języku migowym, bym mogła zrozumieć bardziej skomplikowane zdania. – Nadal wpadasz na ludzi.
- To chyba moje hobby.
            Luke już chciał coś powiedzieć, ale obok nas zjawiła się Jen. Dziewczyna od razu uśmiechnęła się, a ja z ciekawością spojrzałam na blondyna. Przełamie się i przy niej czy znów pogrąży się w ciszy?
- Cześć ciasteczko – rzuciła, lekko pukając go w ramię.
- Cześć Jen – odpowiedział, a potem wyciągnął telefon, który zawibrował mu w dłoni, jakby czekał na jakąś wiadomość. 
            Moja przyjaciółka w lekkim szoku spojrzała się na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niej. Odezwał się przy niej pierwszy raz. Rozszerzyła usta, wskazując na niego, a ja poruszałam znacząco brwiami. Pokazała mi kciuk do góry. W tym momencie poczułam się tak cholernie z niego dumna, jakby co najmniej zdobył najwyższy szczyt na świecie i to w pojedynkę. 
            Luke schował telefon i jego błękitne oczy znów spoczęły na nas. Udałyśmy, że nic się nie stało, choć widziałam, że Jen jest tym faktem podekscytowana. Zresztą nie tylko ona.
- Wyskakuj z kasy, blondi – powiedziała Jen, a Hemmings zaśmiał się. – Jestem głodna. – Podałam jej przyszykowane pieniądze, które schowane miałam w kieszeni. – Idziecie też coś zjeść?
- Ja nie – odparłam, a Luke pokręcił głową.
- Trudno. Zjem w samotności – skwitowała, a ja przekręciłam oczami. – Zobaczymy się później. Z tobą pewnie też, ciasteczko.
- Poczekaj – powiedział, a ona od razu się zatrzymała. – Dzisiaj organizujemy małe spotkanie przy piwie. U nas. Może macie ochotę wpaść? – Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Pewnie.
- Czekaj, czekaj… To było też do mnie? – Luke pokiwał głową. – Serio? – Znów pokiwał głową, starając się nie roześmiać. – O! Pewnie. Chętnie poznam pozostałą część twojej załogi.
- O której? – zapytałam, a blondyn znów na mnie spojrzał.
- Siódma, pasuje?
- Jak najbardziej – wtrąciła się Jen. – Będziemy obie.
- To do zobaczenia na miejscu- powiedział. Uśmiechnął się po raz kolejny, a potem odwrócił i ruszył w kierunku schodów.
              Odprowadziłam go wzrokiem. Spojrzałam na Jen, która mocno ścisnęła moje ramię. Poczułam, jak jej palce wbijają mi się w skórę. Matko… Zaraz odpadnie mi ręka. Odepchnęłam ją lekko od siebie, a moja przyjaciółka prawie pisnęła z podekscytowania.
- Co jest?
- Jezu, ale twoje ciasteczko ma głos – odparła, jak pięcioletnia dziewczynka.
- To nie jest moje ciasteczko – rzuciłam, marszcząc nos. Jen machnęła na mnie ręką. Typowe.
- Wspólne ćwiczenia dają efekty, co? Postęp. Aż mnie zatkało na początku.
- Widziałam – odpowiedziałam ze śmiechem.
- I jak on się na ciebie patrzy. Chciałabym, by jakiś facet tak się patrzył na mnie. Jakby nie widział świata poza tobą…
- Jen?
- Tak?
- Zamknij się. – Przyjaciółka wybuchła śmiechem, a ja miałam ochotę trzepnąć ją w głowę moją ciężką torbą.
- Idziemy na to piwo, prawda? Powiedz, że tak…
- Idziemy.
- Bosko. Może ciasteczko ma więcej ciasteczkowych kolegów. W sumie taki Calum…
- Ponoć jest na razie zajęty – wtrąciłam, a Jen skrzywiła się. – Luke mówił, że spotyka się z jakąś Grace.
- Grace?
- Z tego co się dowiedziałam, to jest od nas o rok młodsza i studiuję pedagogikę. Jest z Sydney i mieszka z rodzicami. Więcej nic nie wiem, bo Luke jeszcze jej osobiście nie poznał.
- Może dzisiaj też przyjdzie?
- Może.
- Kto tam jeszcze jest?
- Jest Michael, ale on ma chłopaka.
- A z tych wolnych?
- Ashton… Ashton chyba jest wolny.
- Ciasteczko?
- Zdecydowanie przesympatyczne ciasteczko.
- Koniecznie musisz mnie z nim poznać.
- Masz to, jak w banku.

             Jennifer tak nakręciła się na to spotkanie u chłopaków, że ledwo zdołałam ją wyciągnąć z jej pokoju. Moja przyjaciółka chciała wyglądać perfekcyjnie, a co za tym idzie, co chwilę się przebierała. W końcu musiałam jej przypomnieć, że jesteśmy tam umówione na dzisiaj, a nie za tydzień, więc Jen w końcu opuściła pokój kręcąc nosem. Obie postawiłyśmy na normalne, nie wyszukane ubranie, bo to przecież tylko spotkanie przy piwie. Jen miała na sobie granatowe rurki, czarne szpilki i kremową luźną bluzkę, nazywaną nietoperzem. Ja postawiłam na czarne spodnie, czarne trampki na koturnie, białą koszulkę na ramiączkach, a na to narzuconą miałam koszulę w czarno niebieską kratę. Moja przyjaciółka zawsze należała do tych elegantszych dziewczyn, kiedy ja wyznawałam bardziej luźny sposób ubierania się.
             Musiałyśmy wyjść nieco wcześniej, bo czekał nas prawie półgodzinny spacer. W trakcie marszu, napisałam szybką wiadomość do Luke'a, co mamy przynieść. Nie wiedziałam, bowiem czym dysponują chłopaki. W odpowiedzi dostałam, tylko jedno słowo: siebie. Przekręciłam oczami i spróbowałam po raz kolejny uzyskać potrzebne nam informacje, szczególnie, że zatrzymałyśmy się przy sklepie. Kolejna wiadomość przyszła niemalże od razu: nic, wszystko mamy. Skapitulowałam. Obie postanowiłyśmy kupić cokolwiek, by nie iść tam z pustymi rękami. Nie wiedziałyśmy, co do picia lubią mieszkańcy tego domu, więc postawiłyśmy na przekąski w formie chipsów, paluszków i innych słonych rzeczy do chrupania.
             Im byłyśmy bliżej białego domu, tym Jennifer ekscytowała się coraz bardziej. To było dość zabawne, bo zachowywała się, jak dziecko, które ma dostać tęczowego kucyka na własność. Kiedy jednak przyjaciółka rzuciła w moja stronę srogie spojrzenie, postanowiłam się uspokoić i nie chichotać ciągle pod nosem. Zatrzymałam się przed ciemnymi drzwiami. Nacisnęłam na dzwonek.
- Jak moje włosy? - zapytała Jen.
- Są perfekcyjne. Wyluzuj.
             Zdążyłam skończyć zdanie, gdy drzwi otworzyły się. Spojrzałam na uśmiechniętego Hemmingsa. W jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. Zmierzył mnie od góry do dołu, a ja dostrzegłam w jego błękitnych tęczówkach znane mi iskierki.
- Cześć. Wchodźcie –powiedział, wpuszczając nas do środka.
- Ej, ciasteczko, wyglądasz wyśmienicie – rzuciła Jen, odgarniając z ramion swoje długie brązowe włosy. Musiałam przyznać jej rację. Blondyn wyglądał wprost idealnie. Oprócz swoich czarnych spodni, miał na sobie równie czarną koszulkę, a na to narzuconą miał koszulę w tym samym kolorze. Dostrzegłam srebrny łańcuszek, który odznaczał się na tle tej całej czerni.
- Mel! – krzyknął Zack i po chwili tonęłam w jego ramionach. Tak, chłopak Michaela od razu mnie zaakceptował, jak jedną z nich i nie szczędził mi tego typu powitań. Zresztą zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Biła od niego tak pozytywna energia, że nawet nigdy nie protestowałam, choć gdy zrobił to pierwszy raz, byłam mocno zdziwiona, bo znaliśmy się wtedy zaledwie kilka dni.
- Zack, to Jennifer, moja przyjaciółka. – Podali sobie ręce.
- Miło poznać.
- Ciebie również. Michael – złapał za ramię Clifforda, którego włosy teraz były intensywnie zielone. – To Jennifer, przyjaciółka Melissy.
- Cześć, jestem Michael. Słyszałem o tobie.
- Mam nadzieję, że to było coś dobrego.
- Było – odpowiedział z uśmiechem.
- Trzymaj – wcisnęłam siatkę w ręce Luke'a, który obserwował nas z boku.
- Miałaś niczego nie kupować.
- Bądź cicho i weź to – rzuciłam, a on zaśmiał się.
- Zaniosę to do kuchni. Piwa czy czegoś innego?
- Piwo. Dla mnie i dla niej – odpowiedziałam, bo Jen zaczęła rozmawiać z chłopakami, a ja nie chciałam jej na razie przerywać. Luke uśmiechnął się, a potem odwrócił i ruszył w stronę kuchni. Spojrzałam na przyjaciółkę.
- Dobra, nie stójcie tak. Mel ty już to wiesz, więc Jen, czuj się, jak u siebie – pociągnął Michael, a my kiwnęliśmy głowami. – Chodźcie. Jest fajna pogoda, więc siedzimy na dworze. Ashton rozpalił grilla.
               Poszliśmy za chłopakami w kierunku otwartych drzwi, które prowadziły do ogrodu. Stamtąd też dochodziły głosy pozostałych osób. Gdy tylko pojawiliśmy się na zewnątrz, wszystkie oczy, łącznie z Calumem skierowały się w naszą stronę.
- Cześć dziewczyny – odezwał się pierwszy Mulat, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zauważyłam siedzącą obok niego czarnowłosą dziewczynę, z zielonymi oczami, które były ciemniejsze, niż tęczówki Michaela. Była nieco pulchna, a gdy się uśmiechnęła, dostrzegłam lekkie dołeczki w jej policzkach.
- Hej, Mel – powiedział Ashton, gasząc papierosa w popielniczce, która stała przy grillu, którego pilnował. Jego brązowe oczy rozszerzyły się, gdy spojrzał na moją przyjaciółkę.
- Cześć Ash – rzuciłam, a Jen uśmiechnęła się do niego promiennie. Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam, bo pewnie dostałabym od Jen po głowie. Po jej minie widziałam jednak, że Irwin wpadł jej w oko.
- Ashton to Jennifer.
- Miło poznać.
- Ciebie również.
- Caluma już znasz – pociągnęłam, odwracając się i podchodząc do stołu. – A ty musisz być Grace.
- Dokładnie. Melissa?
- Dokładnie – odpowiedziałam ze śmiechem. Zerknęłam na Jen, która już paplała o czymś z Irwinem. – Moja koleżanka Jennifer, ale chyba musisz poczekać, aż się tu przytoczy.
- Sama się toczysz – syknęła, a ja zaśmiałam się. Moja przyjaciółka chyba ma całkiem niezły słuch. – Cześć Grace – rzuciła, machając do czarnowłosej. Odmachała jej ze śmiechem.
- Pozostawię jej zachowanie bez komentarza – dodałam ciszej, siadając obok Zacka. Zaraz obok mnie pojawił się Luke, stawiając przede mną dwie butelki z piwem. Uśmiechnął się. – Podsiadłam cię?
- Tak, ale siedź – odpowiedział, biorąc swoją butelkę i upijając z niej niewielki łyk brązowego płynu.
- Posiedzisz obok kotka – rzucił ze śmiechem Calum.
- Taki zaszczyt? – pociągnęłam, a Michael prychnął pod nosem.
- Dodatki siedzą obok siebie – skwitował Zack, a ja zaśmiałam się pod nosem. Tak na niego mówił Ashton, więc najwidoczniej chłopak uznał, że i ja zasługuję na to zaszczytne miano, choć mnie i Luke'a nie łączyło nic, oprócz przyjaźni.
- Zmieścimy się tu wszyscy? – odezwała się Grace.
- Tak, po cztery osoby na każdej stronie, kwiatuszku – odpowiedział Calum, a ja uśmiechnęłam się, słysząc, jak pieszczotliwie się do niej zwrócił. – W sumie wychodzi to po dwie pary na ławkę. – Ani Luke, ani ja tego nie skomentowaliśmy w żaden sposób.

              Ashton, jako główny kucharz w tym domu, postawił przed nami talerz pełen pieczonych kiełbasek i karkówki. Zrobił też swoje burgery, które z przyszykowaną przez niego sałatką smakowały znakomicie. Musiałam mu to przyznać, bo już nie raz miałam okazję spróbować jego specjałów, że Irwin miał do tego talent.
             W czasie jedzenia rozmowy przy stole nie cichły. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy, nieraz w grupkach, a nieraz w ósemkę. Ja szybko zagadałam się z Zackiem na temat muzyki, bo już wcześniej okazało się, że lubimy te same zespoły. Zresztą Michael, Calum i Ashton też. Calum sprzeczał się z Cliffordem na temat sportu, a Luke był w tym przypadku ich sędzią. Grace przysłuchiwała się temu z politowaniem, więc od razu wyczułam, że panna raczej nie interesuje się piłką nożną. Jen i Ash pogrążyli się w rozmowie na temat uczelni i pracy, a ja miałam wrażenie, że mogli by rozmawiać na najbardziej bzdurny temat, a i tak byliby zadowoleni, bo samo ich towarzystwo im wystarczało.
              W końcu, gdy zrobiło się ciemno i chłodno, zebraliśmy się i poszliśmy do domu. Chłopaki przytargali kolejne butelki z piwem. Od alkoholu włączyło mi się większe ssanie na palenie papierosa, więc przeprosiłam Luke'a, obok którego siedziałam i wyszłam z powrotem do ogrodu, by oddać się w ramiona nałogu.
             Zdążyłam odpalić papierosa, gdy drzwi otworzyły się. Byłam pewna, że to Ashton, w końcu on też był palaczem. Ale zamiast niego przed oczami wyrosła mi Grace. Uniosłam zaskoczona brwi do góry, bo wiedziałam, że ona nie pali.
- Pomyślałam, że przyda ci się towarzystwo – powiedziała z uśmiechem. Kiwnęłam jej głową i obie usiadłyśmy przy stole, na którym Irwin zostawił opróżnioną popielniczkę.
- Uciekłaś od chłopaków? – zapytałam ze śmiechem.
- Chyba mnie to spotkanie trochę przytłoczyło – odpowiedziała powoli. – Poznałam ich dopiero dzisiaj. Nic do nich nie mam, są mega otwarci i w ogóle, ale… Muszę się po prostu przyzwyczaić.
- Spoko, rozumiem cię. Szczególnie, że oni wszyscy są na swój sposób postrzeleni. W pozytywnym sensie oczywiście. – Grace zaśmiała się.
- Cieszę się, że nie jestem jedyną dziewczyną na tym spotkaniu – powiedziała po chwili, a ja uśmiechnęłam się do niej.
- Więc ty i Calum? To już coś poważnego?
- Chyba… Nie wiem, tak mi się zdaje. Jakoś żadne z nas się nie deklarowało otwarcie, ale przy nim czuję się naprawdę cudownie.
- Calum ma to w sobie, że potrafi sprawić, że człowiek czuje się wyjątkowy – skwitowałam, a Grace kiwnęła mi głową.
- Dziwiłam się, że się mną zainteresował – odparła ciszej, a ja przyjrzałam się jej uważniej. Czyżby dziewczyna miała zbyt niską samoocenę? – W końcu jest przystojniakiem, a ja raczej nie miałam zbyt dużego powodzenia u facetów.
- Żartujesz sobie? – mruknęłam z niedowierzaniem.
- Ale Calum nie widzi, więc może to też miało na to wpływ…
- Grace, uważasz, że gdyby Calum widział miałby coś do tego, jak wyglądasz?
- Inni nieraz mieli.
- Bo, co? Bo nie jesteś chudą szkapą, jak z wybiegu? Wyluzuj. Zresztą masz tak kształtny tyłek, że aż ci zazdroszczę – powiedziałam i to było zgodne z prawdą. Grace zaśmiała się. – Nie wiem, co tam między wami jest, ale wiem jedno na pewno, że Calum cię bardzo lubi. To widać w sposobie, w jaki się do ciebie zwraca, czy jakie gesty wykonuje w twoją stronę. Nie jest to ktoś, kto by robił to dla zgrywy. A ty go lubisz?
- Przyznać ci się?
- No, ba… Oczywiście – rzuciłam, nachylając się w jej stronę. Dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Chyba zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.
- I tak trzymaj, siostro – powiedziałam, a ona zaśmiała się.
- A ty i Luke?
- Co? Nie, nie… Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Czyżby? – zapytała, unosząc jedną brew do góry. No, nie… Ona też? Co z nimi wszystkim jest nie tak? Nie zdążyłam jednak się odezwać, bo do ogrodu wleciał uśmiechnięty od ucha do ucha Ashton. Bez słowa podszedł do nas. Usiadł obok mnie i odpalił papierosa.
- Przeszkadzam?
- Tak – powiedziałam otwarcie, a Grace parsknęła śmiechem. Irwin zrobił oburzoną udawaną minę. – Ale spoko, jakoś cię zniesiemy.
- Słodka Mel – zagruchał, a ja poklepałam go po ramieniu.
- Jak tam Jen?
- Co?
- Nie odrywacie się od siebie nawet na chwilę. Dziwię się, że nie przylazła tu za tobą. – Zdążyłam to powiedzieć, a drzwi znów się otworzyły. Jen pojawiła się, jak na zawołanie. – No… - wydusiłam tylko z siebie, a Ashton i Grace parsknęli śmiechem. – Tyle w temacie, cukiereczku.

               Poszłam do kuchni, aby odstawić kolejną pustą butelkę po piwie. Nie powiem, ale powoli zaczynało mi lekko i przyjemnie od niego szumieć w głowie. Wyrzuciłam ją do przyszykowanego worka, w którym chłopaki składowali szkło. Złapałam za następną i otworzyłam ją otwieraczem, który leżał na blacie.
             Odwróciłam się i uśmiechnęłam szeroko na widok blondyna, który wszedł do pomieszczenia. Podszedł do mnie i sam złapał za nową butelkę z piwem. Podałam mu otwieracz. Upiłam niewielki łyk, a po chwili Luke zrobił to samo.
- Mam nadzieję, że się z nami nie nudzisz.
- Z wami? Z wami nie da się nudzić – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się szeroko.
- Jen chyba polubiła Ashtona.
- Chyba bardzo go polubiła – rzuciłam i oboje zaśmialiśmy się.
- Mówiłem ci już dzisiaj, że pięknie wyglądasz? – Uniosłam brwi do góry, zerkając na niego. Poczułam, że zrobiło mi się cieplej. Do tego doszły te jego niesamowicie błękitne oczy, które od zawsze mi się podobały. Pokręciłam głową. – Pięknie wyglądasz. – Zaśmiałam się pod nosem i lekko puknęłam go w klatkę piersiową, co jeszcze bardziej go rozbawiło.
- Mel! Luke! – krzyknął Zack, który niemalże się w toczył do kuchni. Zacisnęłam usta, by nie parsknąć śmiechem. Tak, chłopak Michaela dał sobie do pieca. – Jesteście tacy śliczni! Ty też Mel, choć gustuję w facetach! Luke… Ty masz to coś!
- Dzięki stary – odparł blondyn, siląc się na to, by się nie roześmiać.
- Zack – zaraz za nim pojawił się Clifford. – Idziemy spać.
- Chyba ma dość, co? – rzuciłam ze śmiechem.
- Ma dość. Ej, kotek chodź ze mną.
- Z tobą nawet na koniec świata, misiu – odparł Zack, wpadając w jego ramiona. – Jezu, Michael jesteś tak zajebiście pociągający. Kocham cię!
- Ja ciebie też, a teraz idziemy.
- Pożegnam się tylko z nimi. Pa, pysiaczki!
- Dobranoc Zack – odparłam, a Luke machnął mu ręką. Clifford przekręcił oczami, ale uśmiechnął się pod nosem.
- Teraz mogę iść, serduszko – rzucił Zack, wlepiając się w Michaela, jakby był dla niego najlepszą przytulanką pod słońcem. Zielonowłosy poklepał go po ramieniu, a następnie wyprowadził z kuchni. Usłyszałam, jak obaj wchodzą po schodach. Spojrzałam na blondyna, który zagryzał wargę, a potem oboje wybuchliśmy śmiechem.
- To było przesłodkie – skomentowałam, pukając go w ramię. – Nikt mi nie powie, że oni nie są dobrani.
- Z pewnością powie ci to ojciec Michaela, który chyba nie pogodził się jeszcze z orientacją seksualną swojego syna – powiedział cicho Luke.
- Serio?
- Dobra, toleruje to jako tako, ale nadal ma pewien żal do niego, że nie zostanie dziadkiem. W końcu ma, tylko jednego syna. W dalszym ciągu Michael niezbyt dobrze czuje się w towarzystwie swojego ojca, który potrafi mu nieraz mocno dowalić za to, kim jest.
- To przykre.
- Przykre… Przykre, że nie akceptuje swojego dziecka takim, jakim jest – pociągnął cicho Luke. – Ale… To nasza tajemnica, że ci o tym powiedziałem.
- Oczywiście – rzuciłam, kiwając głową. Luke uśmiechnął się do mnie.
- Mówiłem już, że pięknie wyglądasz.
- Oj, przestań – odparłam, a on zaśmiał się od nosem. – Przytul mnie. 
              Blondyn spojrzał na mnie zaskoczony. Zaśmiał się, a potem odłożył piwo na bok. Po chwili zabrał też moje. Przybliżył się, by objąć mnie ramionami. Wtuliłam się w niego, czując przyjemny zapach jego perfum. Pogładził mnie po plecach, a ja przywarłam do niego jeszcze mocniej. Oparł brodę o moje ramię. Nie wiem, czemu z tym wypaliłam, ale chyba patrząc na te wszystkie pary – a nawet na Jen i Ashtona, którzy ewidentnie mieli się ku sobie – też włączyło mi się coś, co wołało o jakiś bliższy kontakt z drugą osobą. I padło na Luke'a.
- O! Ale to słodkie! – Usłyszałam głos Jen. Odskoczyłam od blondyna, a przyjaciółka zaśmiała się. – Dajcie spokój, migdalcie się dalej.
- Pieprz się- syknęłam, co rozbawiło ją jeszcze bardziej.
- Ciasteczko, masz moje pełne błogosławieństwo – rzuciła, podchodząc do nas. Wzięła dwie butelki, a następnie opuściła kuchnię z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Bez komentarza – skwitowałam, zerkając na blondyna. Uśmiechnął się lekko, a ja chwyciłam za swoje piwo. Chyba musiałam zapić ten obciach, jakiego doświadczyłam przez Jen.

                Wróciłyśmy do domu około trzeciej w nocy. Jen była wstawiona i dobry humor jej nie opuszczał. Ja też miałam całkiem niezły stan imprezowy, choć trzymałam się lepiej, niż ona. Przyjaciółka od razu dostała kierunek łóżko, ale zanim ją tam zaciągnęłam, musiałam po raz setny wysłuchać jej paplaniny na temat tego, jaki Ashton jest cudowny, fantastyczny i jak się ona strasznie cieszy, że go poznała. Potem gdy zeszła na temat mój i Hemmingsa, zarządziłam jej przyspieszenie procesu – idź spać.
              Kiedy wyszłam z jej pokoju, poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku, wyciągając telefon z kieszeni. Miałam dać znać Lukowi, gdy będziemy w domu. Chyba chciał mieć pewność, że taksówkarz nie wywiezie nas za miasto i nie zamorduje. Weszłam w wiadomości.

Do Luke:
Jesteśmy w domu i żyjemy.

Od Luke:
Całe szczęście, bo już się martwiłem.

Do Luke:
Długo to trwało, bo Jen nie chciała od tak się położyć.

Od Luke:
Opowiadała ci o Ashtonie? Bo Irwin o niczym innym nie mówi, jak tylko o niej.

Do Luke:
Witam w klubie :D

Od Luke:
Myślisz, że jak go uduszę poduszką, to na długo pójdę siedzieć?

Do Luke:
Nie rób tego, bo Jen się załamie! Wtedy to ja pójdę siedzieć!

Od Luke:
Dobra, dobra… Nic nie zrobię. Powiem mu, że idę spać. Może się odczepi.

Do Luke:
W takim razie dobranoc.

Od Luke:
Ej, to on miał myśleć, że idę spać, a nie ty. Chyba, że ty idziesz już spać.

Do Luke:
Taki miałam zamiar…

Od Luke:
Okej… Dobranoc.

Do Luke:
Ale się rozmyśliłam…

Od Luke:
Flirtujesz ze mną?

Do Luke:
Domyśl się…

Od Luke:
Daj mi piętnaście minut. Zaciągnę Irwina do jego pokoju, wezmę tylko prysznic i jestem cały twój.

Do Luke:
Pasuje. Sama pójdę się przyszykować do spania. Cały mój? Podoba mi się to! 


             I takim oto sposobem poszłam spać nie po trzeciej, ale całkowicie nad ranem, gdy zbliżała się godzina szósta. Uwielbiałam pisać z Lukiem, ale i tak najbardziej wolałam rozmawiać z nim twarzą w twarz. Mimo to, te nasze nocne pogaduchy miały swój urok. Były częścią naszej relacji, która zaczęła się robić nieco bardziej pokręcona. A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. I musiałam to przyznać przed samą sobą, że całkowicie mi to odpowiadało. 


***
Przyszedł w końcu ten czas, w którym Jen miała okazję poznać całą paczkę Hemmo. I chyba wyłapała jednego pana dla siebie XD Jak myślicie, będzie coś z tego? :D 

Naprawdę mega się cieszę, że Pokochać ciszę się wam podoba :) Dziękuję wam za te miłe słowa, które nie tylko pojawiają się tu w komentarzach, ale które też ostatnio otrzymałam na mailu :) Naprawdę, WIELKIE, WIELKIE DZIĘKI!

Zapraszam również na opowiadanie pt. Broken, które pojawiło się w niedzielę. Historia ta w pewien sposób zastąpi dobiegające końca The Great Escape. Mam nadzieję, że i ona wam się spodoba. Poniżej link do bloga.


Kolejny rozdział - w następny wtorek.

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Niesamowity rozdział. Bo co mogę więcej napisać? Z każdym kolejnym rozdziałem mocniej przeżywam cała relacje Mel i Luke oraz reszty paczki. Opowiadanie, dzięki swojej fabule jest niezwykłe. Nie mogę doczekać się kolejnego wtorku i dalszych losów naszych bohaterów.

    Pozdrawiam Pati xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział.
    Luke mówi coraz więcej - podoba mi się to. Polubiłam Grace, równa z niej babka. Ona i Caluś mają moje błogosławieństwo.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. UUUUU Jen chyba przytkało z wrażenia :D Lukey musisz odzywać się częściej, zobacz jak to działa na kobiety hahah XD Grace wydaje się być w porządku - uwielbiam Zacka - to standard :D Ten przytulas był taki słodki, teraz jeszcze pocałunek, a potem wyrko, a potem ślub i happy Milena :D Bo sobie nie wyobrażam by oni nie byli razem. Podobała mi się ich wymiana smsów :D
    Czekam z niecierpliwością na nn.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń