piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 9

           Byłam w pracy. Na szczęście zmianę miałam razem z Jonem, więc mogłam sobie pozwolić na to, by wyjść na pięciominutową przerwę w celu zapalenia papierosa. Co prawda mój kumpel nie był zbytnio zachwycony, że go opuszczam, bo byliśmy w trakcie rozgrywki w statki. W końcu jednak puścił mnie, przezywając na odchodnym wstrętnym palaczem.
            Wyszłam na zewnątrz, a następnie usiadłam na ławce tuż przy koszu na śmieci. Otworzyłam paczkę i wyciągnęłam białego slima. Włożyłam go do ust i podpaliłam. Zaciągnęłam się raz, a potem drugi raz. Już chciałam zrobić to po raz trzeci, gdy poczułam wibrację na udzie. Szybko wydobyłam telefon z kieszeni. Uśmiechnęłam się szeroko.

Od Luke:
Nie widzieliśmy się dwa dni, więc miałaś czas, by powtórzyć język migowy. Dziś egzamin – u mnie.

Do Luke:
Już egzamin? Tak szybko? Jesteś surowym nauczycielem, Hemmings!

Od Luke:
Dobra, to zamiast egzaminu zrobimy kolejną lekcję, skoro nie czujesz się na siłach :P

Do Luke:
To mi lepiej pasuje. Z chęcią nauczę się czegoś nowego!

Od Luke:
Takich uczniów lubię. O której wpadniesz?

Do Luke:
Mam nadzieję, że jestem twoją ulubioną uczennicą. Kończę o dwunastej.

Od Luke:
Czy ty próbujesz ze mną flirtować? :P

Do Luke:
Do zobaczenia później… nauczycielu.

Od Luke:
Wiedziałem XD

           Zaśmiałam się pod nosem i pokręciłam głową. Dopaliłam papierosa do końca, a następnie wstałam z miejsca. Musiałam wracać do pracy, choć najchętniej już bym ją skończyła i poszła na spotkanie z blondynem. Nie! Wróć! Nie mogę być, aż tak narwana na jego punkcie! Dobra, może odrobinę jestem, ale to tylko kumpel…
           Kiedy wróciłam z powrotem do księgarni, Jon był już pochłonięty gierką na Facebooku – standard. Byłam jednak przekonana, że darował sobie kontynuowanie statków, bo zdążyłam pokonać go w tym dwa razy pod rząd.
- Dotleniłaś się? – zapytał, nie odrywając swoich zielonych oczu od monitora. Poprawił okulary, które miał na nosie. Postanowiłam zostawić to bez komentarza.
           Odwróciłam się w stronę regału. Zauważyłam, że poprzedni klienci – jedni z pracowników uniwersytetu, poprzestawiali nam książki na półce z Top10. Zabrałam się za ich właściwe ułożenie. Byłam w połowie tej pracy, gdy drzwi od księgarni otworzyły się. Zerknęłam w stronę wchodzącego i uśmiechnęłam się szeroko. Calum zmierzał powoli w nasza stronę, a stukot jego białej laski, cicho odbijał się od podłogi. Na nosie miał czarne okulary.
- Cześć – rzuciłam, gdy zatrzymał się przy ladzie.
- Dzień dobry – odpowiedział poważnym tonem. 
           Uniosłam brwi do góry, a potem uśmiechnęłam się po raz kolejny. Mulat z pewnością zaraz wywali, z jakimś durnym tekstem, więc byłam na to przygotowana. Co innego Jon, który zupełnie go nie znał. Mój kumpel poderwał się z miejsca, opierając dłonie na ladzie.
- W czym mogę pomóc?- zapytał uprzejmie. Dobra, w tym momencie miałam ochotę parsknąć śmiechem. Z ciekawością obserwowałam tą scenkę, czekając na odpowiednią chwilę, która nastąpiła zaraz po tym pytaniu.
- Dostanę Kamasutrę dla niewidomych? – pociągnął z wielką powagą Calum. Jon wytrzeszczył na niego oczy, a potem spojrzał na mnie. Nie wytrzymałam i ryknęłam śmiechem.
-Mel! – skarcił mnie Jon, bo najwidoczniej uznał, że moje zachowanie jest nieodpowiednie. Zignorowałam go i podeszłam do Caluma, klepiąc go po ramieniu.
- Ciebie też dobrze widzieć – rzuciłam, ocierając palcem jedną łzę, która ze śmiechu wypłynęła mi z lewego oka.
- Nie mogłem się powstrzymać – odpowiedział z uśmiechem. – Stary, wyluzuj. Tylko żartowałem – zwrócił się do mojego kumpla. Jon zrobił zdezorientowaną minę. – Chyba kogoś przytkało.
- To Jon, mój kolega z pracy, a ten dowcipniś to Calum – przedstawiłam ich sobie. Mulat wyciągnął rękę w jego kierunku, a Jon ją uścisnął.
- Nie powiem, ale to był najlepszy tekst, jaki słyszałem w całej mojej karierze w tym miejscu – skomentował Jon, a ja i Calum znów zaczęliśmy się śmiać. – Kurwa, to było naprawdę zajebiste!
- To cały Cal – rzuciłam, pocierając jego ramię dłonią.
- Przystawiasz się do mnie?
- Chciałbyś – odpowiedziałam, odsuwając się od niego.
- To dobrze, bo dzisiaj akurat jestem zajęty.
- Zajęty, tak?
- Mam randkę.
- Jak ma na imię ta twoja randka? – zapytałam z nieukrywaną ciekawością, a Calum uśmiechnął się szeroko.
- Amy.
- Miłej randki życzę.
- Ja tobie też.
- Co? – odparłam zdezorientowana. Jon przysłuchiwał się tej naszej rozmowie, nawet nie starając się udawać, że tego właśnie nie robi.
- Umówiłaś się u nas z Hemmo.
- Ale… Jak… Przecież – wydusiłam z siebie, bo przecież zrobiłam to niedawno. Może minęło z góra pół godziny.
- Mamy dobry przepływ informacji między sobą – skwitował Calum, z uśmiechem.
- Znowu spotykasz się z jakimś facetem? – odezwał się Jon.
- Jak znowu? –rzuciłam, mrużąc na niego oczy. Jon uniósł ręce do góry w geście obrony. – Jakie cholerne znowu?!
- Chyba w temacie jest ten sam gość, stary – odpowiedział Calum.
- Ja nie wnikam – odparł Jon niewinnym tonem.
- I dobrze – mruknęłam, a potem odwróciłam się do Mulata. – Co cię w ogóle do nas sprowadza?
- Mam kupić książkę Michaelowi – odpowiedział, a następnie sięgnął do kieszeni. – Dał mi to. – Wyciągnął małą zgiętą karteczkę. Podał mi ją, a ja otworzyłam świstek. Znajdował się tam tytuł i autor. – Pomyślałem, że skoro i tak idziesz do Luke'a, to możesz mu to podrzucić. Luke i Michael mają dzisiaj wolne, ja spadam po zajęciach na randkę, a Ashton jeszcze nie zaczął wykładów, więc w tobie nasza nadzieja Mel- pociągnął, a ja musiałam się skoncentrować, by to wszystko ogarnąć.
- Jasne, nie ma sprawy. Mogę mu ją podrzucić.
- Ekstra, dzięki. Zapłacę tylko za nią.
- Okej, poczekaj znajdę ją – rzuciłam, idąc za ladę. Wklepałam tytuł do komputera, a potem wytrzeszczyłam oczy. – Nieźle…
- Co?- zaciekawił się Calum.
- Michael nie pochwalił się mi, że studiuje Inżynierię biomedyczną.
- Ta, nasz geniusz – rzucił ze śmiechem Mulat. – Chcę, by mi zaprojektował oczy, które będą świecić w ciemności, walić laserem, jako broń i że będę mógł widzieć ludzi bez ubrań. – Parsknęłam śmiechem, kiedy Calum wyszczerzył się do mnie szeroko.
- Uwielbiam tego gościa – skwitował Jon, wskazując Caluma.
- Dzięki za komplement – powiedział Mulat.
          Wyszłam zza lady i skierowałam się w stronę odpowiedniego działu. Wyszukałam książkę i wróciłam z nią do chłopaków. Podałam ją Jonowi, który nabił ją na kasę. Tomisko było sporych wielkości. Że też Clifforda nie przerażały wielkości tych książek, które musiał czytać. Ambitnie, nie ma co. Choć Michael nie wyglądał na takiego, który mógłby interesować się, czymś takim.
          Jon podał cenę Calumowi, a on wyciągnął z plecaka portfel. Obserwowałam z ciekawością jego ruchy. Otworzył skórzany portfel, a potem palcem przejechał po rzędzie kieszonek. W końcu natrafił na odpowiednią z nich i podał Jonowi kartę. Karta trafiła do terminala, a Calum wprowadził kod. Był niesamowity w tych wszystkich swoich płynnych ruchach. Do tej pory nie mogłam się nadziwić tego, jak sobie radzi w codziennym życiu. A do tego był tak pozytywnie nastawiony i zdystansowany do wszystkiego.
- Jeszcze raz dzięki, Mel – powiedział z uśmiechem.
- Nie ma sprawy – odpowiedziałam.
- Miło było cię poznać – rzucił Jon, kiedy Calum odwrócił się.
- Ciebie też, stary!

             Na dworze panował skwar, a ja miałam nadzieję, że nie rozpuszczę się zanim nie dotrę do celu. Pogoda w Sydney w ostatnim czasie była tak mocno rozchwiana, że zaczynałam powoli nad nią nie nadążać. W końcu jednak zamajaczył mi biały dom. Przyspieszyłam kroku.
            Zatrzymałam się przy ciemnych drzwiach. Nie wiem czemu, ale zamiast zadzwonić dzwonkiem, zapukałam. Dopiero po chwili zorientowałam się, że przecież powinnam użyć dzwonka, bo w końcu opaska blondyna nie łapała zwykłego pukania. Moja ręka powędrowała w stronę białego guzika. Nie zdążyłam jednak go dotknąć, bo drzwi otworzyły się. Na progu stanął uśmiechnięty, niewysoki, czarnowłosy chłopak, którego widziałam pierwszy raz w życiu. Musiał być pochodzenia koreańskiego, bo na to wskazywała jego cera i skośne ciemne oczy. Przez chwilę myślałam, że pomyliłam domy.
- Cześć – rzucił, dalej się uśmiechając.
- Cześć, jest Luke?
- Ty jesteś Mel! – odparł głośniej, z nieukrywanym entuzjazmem. Co jest zgrane? Czy wszyscy mnie nagle znają?
- Jezu, wpuść ją, a nie trzymasz ją tak na progu – usłyszałam znajomy głos. Po chwili przed moimi oczami pojawił się Ashton. – Cześć, wchodź.
- Cześć Ash.
- Jestem Zachary – przedstawił się czarnowłosy. – Ale wszyscy mówią mi Zack.
- Melissa – odpowiedziałam, podając mu rękę. – Nie wiedziałam, że mieszka was tu więcej.
- Nie mieszka. On jest dodatkiem – skwitował Ashton, zamykając za mną drzwi. – To chłopak Michaela.
- Tak, Michael mówił, że z kimś się spotyka.
- To jego kotek – pociągnął Irwin, a Zack zaśmiał się.
- Co znowu się kurna mnie czepiacie? –Usłyszałam głos Clifforda, który po chwili zmaterializował się obok nas. – O! Cześć Mel! Dobrze znowu cie widzieć.
- Ciebie też. Calum kazał ci to przekazać – odpowiedziałam, podając mu siatkę z książką.
- Wielkie dzięki – powiedział z uśmiechem, a następnie złapał Zacka za ramię. – Idziemy na górę. Przygotowałem film. – Jego chłopak skinął mi głową, a potem oboje ruszyli na piętro. Odwróciłam się w stronę Asha.
- Luke jest w kuchni – odparł, wskazując na pomieszczenie za sobą.
- Dzięki.
            Odłożyłam torbę na sofę, a następnie ruszyłam we wskazanym przez Asha kierunku. Jak tylko weszłam do środka, zauważyłam siedzącego przy stole blondyna. Był odwrócony plecami do mnie, więc nic dziwnego, że nie wiedział, że już przyszłam.
            Podeszłam cicho do niego, choć to wcale nie było konieczne. Zaczaiłam się za jego krzesłem, a potem zasłoniłam mu oczy. Nie spodziewałam się, aż tak gwałtownej reakcji z jego strony. Luke podskoczył na swoim miejscu, przechylając miskę z płatkami, którą trzymał w dłoni. To spowodowało, że część jedzenia wylądowała na jego ubraniu. Chyba naprawdę mocno go przestraszyłam. Odsunęłam się od niego, a on odstawił miskę i odwrócił się szybko. Zrobiłam przepraszającą minę. Blondyn mimo wszystko uśmiechnął się do mnie.
- Cześć.
- Cześć- wymigałam niepewnie. – Przepraszam. Nie chciałam cię wystraszyć.
           Luke tylko uniósł kciuk do góry, dając mi znać, że jest w porządku. Zebrał z siebie rozmoczone płatki, wrzucając je do miski, a potem wstał z miejsca. Wskazał na siebie, na swoje ubranie, a potem na górę. Pokiwałam głową. Bosko… Ja i moje głupie pomysły. Blondyn chyba wyczuł, że nie czuję się najlepiej z tym, co zrobiłam, choć w końcu nie stało się nic złego. Jednak to właśnie ta jego nagła i tak mocna reakcja mnie przeraziła. Podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu, zmuszając mnie tym, bym znów na niego spojrzała. Ponownie pokazał mi kciuk do góry, uśmiechając się.
- Spoko – odpowiedziałam, a on kiwnął mi głową. – Poczekam tu na ciebie.
             Minął mnie i wyszedł z kuchni. Spojrzałam na stół i samotnie pozostawioną miskę. Na szczęście nic nie wylało się poza nią i ubranie Hemmingsa. Usiadłam na krześle, opierając głowę o rękę. Ponownie zerknęłam na naczynie przede mną.
- Wyluzuj, nic się nie stało – powiedział Ash, wchodząc do kuchni.
- Myślisz, że jest na mnie wkurzony?
- Luke? Co ty. Choć on nie lubi, gdy ktoś lub coś zasłania mu oczy. Zbyt duża ciemność też nie jest dla niego komfortowa. Wszystko dlatego, że to odbiera mu kolejny zmysł. Wiesz, my sobie wtedy jakoś radzimy za pomocą słuchu i dotyku. On może wtedy liczyć, tylko na to drugie. 
- Logiczne. To było głupie.
- Przestań, nic mu się nie stało. Przynajmniej zmusiłaś go do tego, by w końcu ściągnął z tyłka te swoje straszne czarne dresy – skwitował ze śmiechem Ashton. Uśmiechnęłam się. – Zresztą lubi cię na tyle, że focha nie walnie.
- Na pewno?
- Na pewno. Co tylko dowodzi tego, że miałem nosa i genialne wyczucie.
- Względem czego? – odparłam, nie odrywając od niego niebieskich oczu. Ash uśmiechnął się do mnie niewinnie, ale ta mina go zdradziła. Od razu chciałam wiedzieć więcej. Uniosłam brwi do góry. Chłopak jednak milczał dalej.- No, wykrztuś to z siebie.
- Ale obiecaj, że nic mu nie powiesz – powiedział ściszając głos, jakby Luke mógł usłyszeć tą rozmowę.
- Nic nie powiem, obiecuję – rzuciłam, kiwając jednocześnie głową, by jeszcze bardziej potwierdzić moje słowa.
- Dobra – usiadł obok, wlepiając we mnie swoje brązowe oczy. – Czy Luke mówił ci coś na temat operacji, jaką miał mieć? – Zrobiłam wielkie oczy. – Widzę, że nie. To było, z jakieś niecałe półtora roku temu. Miał mieć założony implant słuchowy. Jedna z tych skomplikowanych operacji, bo Luke ma uszkodzony nerw słuchowy, więc implant miał być wszczepiony do pnia mózgu. – Pokiwałam, tylko głową. –W końcu jednak do niej nie doszło. Miał złe wyniki badań, dodatkowo wpływ na to miała słaba krzepliwość krwi, której lekarze nie potrafili poprawić. Lekarz zdecydował, że nie może ryzykować i wycofał się z tego. Nie będę zaprzeczał, że Luke się po tym, w jakiś sposób nie załamał. Dla niego to była szansa, która przeszła mu koło nosa. W pewnym sensie zamknął się w sobie i wycofał. Nadal chodził na zajęcia, nadal jakoś z nami rozmawiał, ale wiecznie przesiadywał w swoim pokoju i za nic nie dało się go gdziekolwiek wyciągnąć. W końcu jednak zainterweniowaliśmy, by kumpel nie złamał nam się totalnie. Niemalże siłą wyciągaliśmy go z domu, ale to poskutkowało. W końcu częściowo do nas wrócił. Obracał się jednak w tym samym towarzystwie, zupełnie nie dążąc do nowych kontaktów.
- I?- wyszeptałam, gdy Ash zamilkł.
- I wtedy pojawiłaś się ty – powiedział z uśmiechem. Zrobiłam zaskoczoną minę. – Przypadkowo dwa razy na niego wpadłaś. Luke opowiedział mi o tym, a potem zobaczyłem cię na korytarzu. Uznałem z góry, że jesteś sympatyczna i miła, więc zacząłem z nim rozmawiać, by cię poznał. Choć nie powiem, że byłem zaskoczony tym, że tak szybko zdecydował się, by jednak cię zagadać. A wierz mi, że miał opory.
- Niby czemu?
- Bo słyszysz, a on nie. Chyba z góry uznał, że jest gorszy i może dlatego pojawiły się w nim blokady. Ale przełamał się i teraz jest o wiele lepiej. Dużo lepiej. Mogę śmiało powiedzieć, że Luke do nas całkowicie wrócił. Pokonał swoją słabość, zyskał nową kumpelę, co tylko wyszło mu na zdrowie.
- Jakoś nigdy nie odczułam, by się krępował podczas rozmowy ze mną.
- Może postawił wszystko na jedną kartę? Nie wiem. Grunt, że wszystko powoli wróciło do normy. Najwidoczniej potrzebował tego, by wrzucić go na taką głęboką wodę. Oczywiście bez urazy.
- Spoko – odpowiedziałam, analizując wszystko, co mi powiedział. Nigdy bym nie przypuszczała, że Luke mógł przechodzić przez coś takiego. Ale faktycznie, jak kiedyś zapytałam go o implant, to nagle uciekał od tematu. Teraz w końcu wiedziałam dlaczego.
- Idziemy zapalić?
- Nie idziesz przypadkiem na zajęcia?
- Zdążę na laboratoria. Zapalę i spadam – odpowiedział Irwin. – Automatyka i Robotyka mi nie ucieknie – dodał ze śmiechem. Kiwnęłam głową i wstałam z miejsca.

            Korzystając z tego, że była tak ładna pogoda, postanowiliśmy iść do ogrodu. Siedzieliśmy na trawie, na przeciwko siebie, popijając od czasu schłodzoną Pepsi z puszki. Luke – już przebrany w szare spodnie dresowe i białą koszulkę- znów uczył mnie kolejnych wyrazów w języku migowym. Jak zwykle przy tej pracy, wykazywał się dużą cierpliwością, choć nie raz widziałam, jak ma ochotę parsknąć śmiechem, gdy nie ogarniałam najprostszych znaków. O dziwo lepiej wychodziły mi te trudniejsze.  Na szczęście migowy przy pomocy Luke'a wchodził mi do głowy dużo szybciej, niż ten ze strony internetowej.
- A co to znaczy?
- Migaj, jak do mnie mówisz – odparł ze śmiechem. Przekręciłam oczami. Podczas tych lekcji Luke nałogowo zmuszał mnie do tego, bym zadawała proste pytania w języku migowym, aby jeszcze bardziej go zapamiętać.
- Widziałam to w internecie – pociągnęłam dalej, stawiając i tak na swoim. Blondyn uniósł jedną brew do góry. – No, co?
- Pokaż.
            Złączyłam palce obu dłoni ze sobą i przesunęłam je raz w jedną, raz w drugą stronę. Spojrzałam na niego oczekując odpowiedzi. Luke złapał za telefon. Po chwili tradycyjnie podał mi go.

Całować się

- Okej, myślałam, że coś zupełnie innego – odparłam, lekko unosząc brwi do góry. – A jak powiedzieć kocham cię?

Wiesz, że zbaczasz z tematu naszej lekcji?

- Myślę, że części garderoby mogą poczekać- powiedziałam, a on zaśmiał się. – No, dawaj, chcę to wiedzieć.
            Luke skrzyżował ręce, przyciągając je do klatki piersiowej, a potem wyciągnął prawą dłonią, ustawiając kciuk i palec wskazujący w większej odległości od siebie. W sumie to nie było takie trudne, więc szybko powtórzyłam to za nim, a on pokiwał z uśmiechem głową. Wyszło dobrze za pierwszym razem.
            Przyjrzałam się mu uważniej, gdy sięgnął po puszkę z piciem. Przechylił ją. Przymknął powieki, upijając większy łyk słodkiego napoju. Nie odrywałam od niego swoich niebieskich oczu, przypominając sobie pierwszą rozmowę, jaką odbyłam z Ashtonem. Rozmowę na temat jednej z barier Hemmingsa – normalnej mowy. Blondyn nagle spojrzał na mnie.
- O czym myślisz? – Pokręciłam tylko głową, a potem machnęłam ręką, jakby to nie było nic ważnego. A było… Nawet bardzo. Szczególnie dla mnie. Luke przekręcił oczami. Nie dał się nabrać. – Mów.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Migaj, jak do mnie mówisz – rzucił z uśmiechem. 
            Zacisnęłam lekko usta, wiedząc, że temat, jaki poruszę z pewnością mu się nie spodoba. Luke w dalszym ciągu spoglądał na mnie z uśmiechem, co wcale nie zachęcało mnie do tego, co chciałam zrobić.
- To nie chodzi o język migowy – odparłam niepewnie. Blondyn przyjrzał się mi uważniej, a potem powoli pokiwał głową. Wzięłam głęboki oddech. – Dlaczego nigdy się do mnie nie odezwałeś? Pomijam te dwa razy, gdy się jeszcze nie znaliśmy. Ale wtedy mówiłeś tak cicho, że ledwo cię słyszałam. I to były góra trzy słowa. Wiem, że potrafisz, bo widziałam cię, jak rozmawiałeś z Calumem.
            Luke zagryzł wargę i odwrócił głowę, skupiając wzrok na płocie, który odgradzał ich posesję od sąsiada. Dostrzegłam, jak na dłuższą chwilę wstrzymuje powietrze. Wiedziałam, że poruszam dość delikatny temat. Musiałam to jednak wiedzieć – choć Ashton dokładnie nakreślił mi cały problem – to jednak chciałam to usłyszeć od niego. Mimo wszystko, patrząc tak na niego, skarciłam się w myślach za to, że w ogóle zaczęłam. W jednym momencie zmieniłam uśmiechniętego blondyna, w zakłopotanego i nieco przybitego chłopaka. Chyba sobie pogratuluję.
            Musiałam szybko poprawić tą niezręczną sytuację. Wyciągnęłam w jego stronę rękę, a potem chwyciłam za jego dłoń, splatając jego palce ze swoimi. Siedzieliśmy tak blisko siebie, że nie musiałam się nawet pochylać, by to zrobić. Jego dłoń była przyjemnie ciepła i elektryzująca, że w ogóle nie chciało się jej już nigdy więcej puszczać. Ten gest poskutkował tym, że Luke znów odwrócił się w moją stronę. Najpierw spojrzał na nasze złączone ręce, a potem przeniósł swoje błękitne oczy wprost na moje tęczówki, które były nieco ciemniejsze, niż jego.
- Przepraszam. Nie musisz mi odpowiadać, jeśli nie chcesz.
- W porządku – odparł poruszając, tylko ustami. Złapał za telefon komórkowy i zaczął powoli wystukiwać w nim słowa. Miałam wrażenie, że obserwuję go w zwolnionym tempie, łapiąc każdą najdrobniejszą zmianę w jego mimice.

Nie lubię używać czegoś, nad czym nie mam kontroli. Nie wychodzi mi i wolę to wykorzystywać, tylko w ostateczności.

            Przez chwilę zapatrzyłam się na te dwa zdania, jakie napisał. W sumie, to samo powiedział mi Ashton, ale on definitywnie uznał, że Luke mówi bardzo dobrze. Pamiętałam też, że wspomniał o tym, skąd się wzięło to jego przekonanie, że pod tym względem jest słabo. Bo ludzie zaczęli mu wytykać błędy. Bo zaczęli zwracać na to uwagę. A blondyn chciał być traktowany, jak każdy inny.
- Okej – powiedziałam, spoglądając na niego. – Przekonajmy się o tym, czy tak bardzo ci to nie wychodzi. – Hemmings od razu szybko pokręcił głową. – Chyba się mnie nie wstydzisz? – Zauważyłam, jak nerwowo przełyka ślinę. – No, co ty Luke… Wiem, że może nie znamy się zbyt długo, ale sądziłam, że zakumplowaliśmy się na tyle, by się w końcu przed sobą do końca otworzyć.

Dlaczego ci na tym tak bardzo zależy?

- Bo chcę cię znać całego, takiego jakim jesteś – odpowiedziałam, a on ponownie zagryzł wargę. Spuścił głowę, wpatrując się w materiał swoich spodni. Nasze dłonie nadal były ze sobą złączone, więc poruszałam nią, by zmusić go do tego, aby znów na mnie spojrzał. Podniósł niepewnie głowę do góry. Pokręcił nią.
             Zacisnęłam lekko usta, niechętnie puszczając jego rękę. Wiedziałam, że nie powinnam go do niczego zmuszać, ale w tym przypadku poczułam się, jakby nie ufał mi do końca. Nie chciałam być, jakąś jego barierą. Inną kategorią osoby w jego towarzystwie. Chciałam, by czuł się przy mnie tak, jak czuje się przy swoich kumplach. Choć wiedziałam, że w tym momencie oczekuję zbyt wiele, bo nie mieliśmy, aż tak długiego stażu w swojej znajomości, jak oni. Mimo wszystko, gdzieś w środku poczułam nutę zawodu i goryczy.
- Możemy wracać do nauki języka migowego – powiedziałam cicho, bez jakiegokolwiek entuzjazmu. 
            Luke w dalszym ciągu mi się przyglądał, jakby wszystkie te emocje, które chciałam ukryć i tak odczytywał z ruchu mojego ciała i mimiki twarzy.  Odwróciłam się od niego, sięgając w stronę torby. Wyjęłam z niej paczkę papierosów. Szybko otworzyłam ją, zębami wyciągając z środka białego slima. Podpaliłam go. Zaciągnęłam się, wpatrując się w połowie pustą puszkę z napojem, która stała obok mnie.
- Potworny nałóg.
            Raptownie podniosłam głowę do góry, robiąc wielkie oczy. Ręka z papierosem zamarła w połowie drogi do moich ust. Powiedział to. Powiedział to na głos. Przez chwilę po porostu siedziałam i gapiłam się na niego zaskoczona tym, że w końcu mogłam go usłyszeć. Nie powiedział tego cicho. Zrobił to głośno i wyraźnie. Nie spodziewałam się, że moje ciało zareaguje na dźwięk jego głosu, który był tak miły i przyjemny dla ucha, właśnie w taki sposób. Bałam się poruszyć, jakbym przez to miała wyrwać się z tej wyjątkowej dla mnie chwili, która przez moment wydała mi się być tak bardzo odrealniona. Moje serce przyspieszyło. Zabiło jeszcze mocniej, gdy Luke uśmiechnął się lekko, opierając ręce na kolanach i kładąc na złączonych dłoniach brodę. Uniósł brwi do góry, nie odrywając ode mnie wzroku i czekając na jakąś reakcję z mojej strony. A ja… Ja nie potrafiłam teraz wyksztusić z siebie żadnego słowa.
- Było, aż tak źle?
- Żartujesz sobie? – wydusiłam z siebie.
             Musiałam przyznać rację Ashtonowi. Luke mówił bardzo dobrze. Miałam jednak lepsze ucho od jego przyjaciela, który przyzwyczaił się do tych niewielkich potknięć, jakie robił Hemmings. Ja zauważyłam jedno od razu, ale tylko dlatego, że byłam na takim kierunku, a nie innym. Maglowaliśmy tak wiele przypadków na zajęciach i od samego początku przyzwyczajali nas, by zwracać szczególną uwagę na sposób, w jaki ktoś mówi. Jednak mimo wszystko miałam dość stereotypowe podejście do używania mowy przez niesłyszących. Byłam pewna, że wszyscy mówią nosowo i nieco chrząkająco, a ich słowa zlepiając się ze sobą i są mało wyraźne. Luke jednak po raz kolejny otworzył mi oczy.
- Masz przyjemną barwę głosu. Naprawdę mi się podoba – powiedziałam z uśmiechem. Zgasiłam papierosa i znów na niego spojrzałam. – Powinieneś odzywać się do mnie częściej. – Luke pokręcił głową, nieco mocniej zaciskając usta. – Bo?

To było jednorazowe.

- Bo? – Zmarszczył nos. – Mówisz dobrze. Nie wiem, czemu żeś się uczepił tego, że jest inaczej.
- Nie jest dobrze – odparł migając, a potem znów pokręcił głową.
- Jest dobrze. Akurat w tej kwestii wiem więcej, niż ty – rzuciłam, wskazując go palcem. – Fakt jedno słowo nieco ci zjechało, ale nawet słyszący nieraz tak mówią, że wychodzi z tego bełkot. – Uśmiechnął się lekko. - Możemy zrobić tak. Ty dalej będziesz uczył mnie języka migowego, a ja w zamian poćwiczę z tobą mówienie. Znam dużo ćwiczeń, a w domu mam książki z jeszcze większą ich liczbą. Głównie są proste i ludzie z poza kręgu logopedów uważają, że nie są skuteczne, co jest nieprawdą. Co ty na to? – Luke pokiwał głową. – Umowa stoi. – Wyciągnął rękę, a ja podałam mu swoją, ściskając ją. – I powiem to po raz kolejny. Masz świetny głos. Pasuje do ciebie.
- Mel… 
           Myślałam, że się roztopię, kiedy wypowiedział moje imię. Wstrzymałam oddech. Już wiedziałam, że jego głos będzie jednym z piękniejszych dla mnie dźwięków. W pewien sposób kojący i kuszący jednocześnie.
- Tak?
- Chciałbym kiedyś usłyszeć twój głos – powiedział nieco ciszej.
- Usłyszysz. Jestem pewna, że kiedyś usłyszysz – odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie. On odpowiedział mi tym samym.



***
W końcu nadeszła ta chwila, na którą większość z was czekała - Luke przemówił ludzkim głosem :D Teraz będą dodatkowe ćwiczenia i to Mel zmieni się w nauczycielkę. Mam nadzieje, że taki obraz sytuacji się wam spodobał :) 

Dziękuję wam za miłe słowa :) Uwielbiam wasze komentarze :)

Kolejny rozdział tradycyjnie we wtorek!

Z uwagi na moje małe prywatne święto, na innych blogach też pojawiły się nowe rozdziały, na które was serdecznie zapraszam!

Pozdrawiam i do następnego!

3 komentarze:

  1. Wszystkiego najlepszego - ponownie! Zdrowia, szczęścia, miłości, wszystkiego, czego sobie tylko zapragniesz!
    Rozdział fantastyczny! Luke wreszcie się odezwał do Mel, znowu mam mega zaciesz. Kocham twoje opowiadania, twój styl pisania. Mam ogromną nadzieję, że Luke kiedyś przejdzie jakąś operacje, dzięki której odzyska słuch. Ja o to nie proszę, ja o to błagam, błagam!
    Caluś mnie jak zwykle rozwalił ♥ To opowiadanie uczy mnie wielu rzeczy i to nie matematyki czy historii. Uczy mnie jak powinno się żyć. Więc dziękuje, bo daje mi ono wiele do myślenia. No i oczywiście genialnie się je czyta.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. ROXY WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!! Wierszyk jest na PDJ :)
    Po pierwsze prawie się na końcówce poryczałam - nie wiem czemu, ale to było takie piękne i dla mnie mocno emocjonalne, że bez kitu miałam łzy w oczach. Co ty ze mną robisz dziewczyno?!
    Calum - BUAHAHAHAH no uwielbiam go normalnie go uwielbiam tutaj - całe to jego podejście do życia jest naprawdę niesamowite! Podoba mi się to, że nie zrobiłaś z niego jakiegoś załamanego faceta.
    Biedny Luke się wystraszył, ale jest Ash co zawsze złagodzi sytuację - mam wrażenie, że Irwin jest taką ciepłą osobą, która scala ich wszystkich razem, choć robi to nieświadomie. Kurde uwielbiam wszystkie osoby w tym opowiadaniu - nawet Jona i Zacka, choć ten drugi dopiero się pojawił.
    Bardzo bym chciała, by Luke faktycznie miał szansę usłyszenia Mel. To by było piękne i cudowne!
    Nie mogę doczekać się kolejnej części!
    Pozdrawiam Milena

    Ps. Wszystkiego najlepszego!
    Ps2. Stanowczo dziś za dużo wykrzykników :)

    OdpowiedzUsuń