wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 8

            Siedziałam przy komputerze kończąc esej na zajęcia z Podstaw Pediatrii. Zostało mi do napisania zakończenie, więc podsumowałam wszystkie wiadomości, tworząc końcówkę. Kiedy wklepałam to do pracy, przeczytałam całość raz jeszcze. Popukałam się palcem w policzek, zastanawiając się, czy można to ująć jakoś lepiej.
            Nagle usłyszałam dźwięk telefonu, który oznajmił mi przyjście nowej wiadomości. Sięgnęłam po komórkę i odblokowałam ją. Uśmiechnęłam się szeroko, widząc nadawcę.

Od Luke:
Byłem pewny, że spotkam cię na uczelni. Gdzie jesteś? Mów, bo chcę rewanżu w wojnie na poduszki :)

           Przekręciłam oczami, śmiejąc się pod nosem. Normalnie odpisałabym mu od razu, ale dla zabawy postanowiłam wziąć go trochę na wstrzymanie. Nadal mając telefon w dłoni, spojrzałam na ekran, by po raz kolejny przeczytać zakończenie eseju. Coś mi tu nie pasowało, ale i tak nie mogłam się zbytnio skupić na tekście, który przed chwilą napisałam. Głównym powodem mojego nagłego rozkojarzenia był Luke. Po chwili telefon zawibrował mi w dłoni, wydając przy tym znany krótki dźwięk.

Od Luke:
Dobra, wnioskuję, że odezwałem się w nieodpowiednim momencie. Chyba, że masz mnie już dość.

Do Luke:
Nie schlebiaj sobie :P

Od Luke:
Czyli jednak :(

            Parsknęłam śmiechem, kręcąc głową. Cały on. Zauważyłam, że im bardziej zaczynałam go poznawać, tym chłopak stawał się jeszcze bardziej otwarty. Choć raczej blondyn nie zaliczał się do osób mało towarzyskich, czy skrytych. Mimo tego dostrzegłam ten mały postęp w naszej relacji.

Do Luke:
Chcesz się dzisiaj znowu spotkać?

Od Luke:
Chcę się bardzo dzisiaj znowu spotkać, o ile nie masz nic przeciwko :)

Do Luke:
Też chcę się z tobą bardzo spotkać…

Od Luke:
Bardzo…

Do Luke:
No, bardzo…

Od Luke:
Może tym razem u mnie?

Do Luke:
Pasuje. Kiedy?

Od Luke:
Niedługo. Właśnie skończyłem zajęcia. Zaraz po ciebie wpadnę.

Do Luke:
Pasuje. To do zobaczenia.

            Odłożyłam telefon i znów skupiłam się na ekranie komputera. Pokręciłam jednak nosem, a potem wzruszyłam ramionami. To już nie miało sensu. I tak teraz nic lepszego nie wymyślę, a z resztą musiałam wyszykować się do wyjścia. A to było dla mnie ważniejsze, niż jakiś tam esej.

***
            Rozsiadł się na kanapie, poprawiając poduszkę, którą miał pod plecami. Spojrzał na Michaela, który klapnął na miejsce obok niego. Przejechał dłonią po swoich brązowo-bordowych włosach. Położył nogi na stole, wlepiając oczy w ekran telewizora. Ashton prychnął pod nosem. Clifford jednak całkowicie go zignorował.
           Nagle poczuł wibrację w kieszeni. Wyciągnął telefon i odblokował go. Uniósł brwi do góry i uśmiechnął się pod nosem. Odpisał szybko, a następnie przeniósł oczy na przyjaciela.
- Co się tak szczerzysz? – zapytał Michael, odwracając się w jego stronę.
- Luke przyprowadzi dzisiaj do nas Mel – powiedział Irwin, machając mu telefonem przed oczami.
- Zabieraj łapy – rzucił Clifford, odpychając jego dłonie od siebie. Następnie uśmiechnął się. – Czas najwyższy. Chciałbym ją w końcu poznać.
- Luke też napisał żebyśmy nie urządzali jej przesłuchania i to chyba było skierowane głównie do ciebie, Mikey – powiedział rozbawiony Irwin, wiedząc, jak jego kumpel potrafi być dociekliwy.
- Czy ja urządzam przesłuchania?
- A nie? Była Caluma bała się zostawać z tobą sama na sam, bo ciskałeś w nią pytaniami, jak nauczyciel w szkole.
- Bez przesady.
-To nie przesada – skwitował Irwin ze śmiechem.- Wyluzuj przy Mel. Szczególnie, że Luke naprawdę bardzo ją lubi.
- Myślisz, że coś z tego będzie?
- Nie mam pojęcia, choć oboje fajnie razem wyglądają. Widziałem ich kiedyś na korytarzu.
- Dobra, obiecuję, że zamknę mordę i nie będę wścibski.
- Trzymam za słowo. Zack też dzisiaj przyjdzie?
- Pewnie nie. Ma zajęcia do wieczora, a potem musi dokończyć jakiś projekt.
- A myślałem, że nasza pokręcona rodzinka będzie w komplecie.
- Wal się, Irwin – skwitował ze śmiechem Michael.

***
            Podskoczyłam w miejscu, słysząc pukanie do drzwi. Poprawiłam szybko makijaż, a potem wyleciałam z łazienki, jak oparzona. Tak… Luke to mój kumpel, a ja zachowuje się, jakby był dla mnie kimś znacznie więcej. Prawda była taka, że sama nie wiedziałam czemu zachowuję się, jak rozchwiana emocjonalnie nastolatka. Choć przy nim udawało mi się to jakoś kontrolować.
            Otworzyłam drzwi, a Luke od razu uśmiechnął się od mnie szeroko. Wpuściłam go do środka. Uniosłam jeden palce do góry, by oznajmić mu, że potrzebuję jeszcze chwili. Wróciłam do pokoju po telefon i torebkę. Przewiesiłam ją sobie przez ramię. W przelocie jeszcze poprawiłam włosy, a potem wróciłam do blondyna.
- Gotowa? – zapytał bezdźwięcznie.
- Chyba tak. – Luke już chciał się odwrócić do drzwi, ale ja złapałam go za ramię. Spojrzał na mnie. – Twoi kumple tam będą? – Wzruszył ramionami, a potem lekko kiwnął głową, co mogło oznaczać – chyba tak
            Zagryzłam wargę, bo nagle opanował mnie najnormalniejszy w świecie stres. Jakoś nigdy nie miałam obaw przed poznawaniem nowych ludzi, ale teraz jakoś nie chciałam tego wszystkiego zawalić. Luke wyczuł, że cała się spięłam. Wyjął telefon i po chwili podał mi go.

Nie mów, że się tym denerwujesz.

- A jak mnie nie polubią? – jęknęłam, jak małe dziecko. Luke zaśmiał się. Zmarszczyłam nos. Typowe.

Caluma już znasz. A zresztą, mniejsza z nimi. Nie wystarczy ci, że ja cię lubię?

- Ja… To… Chodzi mi o to, że… - Luke uniósł jedną brew do góry, uśmiechając się lekko. – To głupie, tak? – Pokiwał głową. – W sumie masz racje. Ważne, że my się lubimy – powiedziałam z uśmiechem, a blondyn rozpromienił się jeszcze bardziej. – I jeszcze jedna sprawa.
- Tak?
- Ściągaj te cholerne słuchawki – mruknęłam, ciągnąć go za niebieski kabel. Luke prychnął pod nosem. – No, już dawaj.  – Przekręcił oczami, ale grzecznie zrobił to, o co go poprosiłam. – Tak jest znacznie lepiej. No i nie rób takiej kwaśnej miny. – Luke pokazał mi język, a ja spojrzałam na niego z oburzeniem. Roześmiał się, a potem odskoczył, kiedy sprzedałam mu skójkę w bok. Zaśmiał się i pokręcił głową. – Ty… - zaczęłam.
- Dupku? – dokończył za mnie, poruszając tylko ustami.
- Łosiu – rzuciłam, a on zaśmiał się. Wskazał mi na drzwi, a ja kiwnęłam głową. Oboje wyszliśmy na zewnątrz.

             Doszliśmy do białego niedużego domu. Dostrzegłam szeroki ogród na tyłach, z równo przystrzyżonym trawnikiem. Najwidoczniej panowie dbali o zieleń naokoło swojej posesji. Na podjeździe stały dwa samochody, w tym jeden blondyna. Zauważyłam jeszcze jedno auto stojące z boku. Być może ten też należał do jednego ze współlokatorów chłopaka.
            Luke poprowadził mnie w stronę ciemnych drzwi. Nie bawiąc się w otwieranie ich kluczem, po prostu nacisnął na klamkę, a drzwi od razu ustąpiły. Uśmiechnął się do mnie zachęcająco, przepuszczając mnie pierwszą. 
            Weszłam do przestronnego jasnego salonu. Rozejrzałam się dookoła, natrafiając wzrokiem na ciemne obrazy wiszące na ścianach, czarną skórzaną kanapę z fotelami, niewielki stolik do kawy i płaski duży telewizor, który właśnie nadawał wiadomości sportowe. Słyszałam, że ktoś kręcił się w pomieszczeniu obok, a sądząc po dźwiękach, mogła tam znajdować się kuchnia. Z tego, co zdążyłam dostrzec musiała być urządzona w kolorze bieli i czerni. Wejścia do tego i jeszcze jednego pomieszczenia były zrobione na kształt łuku. Po drugiej stronie, tuż przede mną znajdowały się ciemne schody tworzące literę L, a także oszklone drzwi, prowadzące do ogrodu. Jak na dom samych facetów, prezentował się całkiem nieźle.
            Kątem oka zauważyłam, jak Luke zakłada na nadgarstek silikonową opaskę. Zdążyłam oderwać od niego wzrok, gdy z kuchni wyszedł znajomy chłopak, którego wcześniej kilka razy spotkałam na korytarzu. Tym razem nie miał na sobie żadnej bandany, a jego kręcone włosy opadały mu swobodnie na twarz. W jego dłoni znajdował się parujący kubek z kawą. Uśmiechnął się szeroko, wlepiając we mnie swoje brązowe oczy.
- Cześć Mel – rzucił, podchodząc bliżej. – Miło cię w końcu poznać. Dużo o tobie słyszałem – pociągnął, zerkając na przyjaciela. Zauważyłam, jak Luke zmrużył na niego oczy. – Jestem Ashton.
- Ten Ashton, z którym wymieniłam kilka sms-ów?
- Dokładnie ten Ashton – odpowiedział ze śmiechem.
- Czy ja słyszałem kobiecy głos w naszym domu?!
             Cała nasza trójka odwróciła się w stronę Caluma, który schodził po schodach. Mimo tego, że był niewidomy, pokonał je w zastraszającym szybkim tempie, że aż się zdziwiłam. Ale w końcu to jego dom, więc zna go pewnie na pamięć. Podszedł do nas, zatrzymując się obok Ashtona. Uśmiechnął się szeroko. Jego twarz znajdowała się naprzeciwko, więc miałam wrażenie, że patrzy się prosto na mnie.
- Cześć Calum.
- Mel! Dawno żeśmy się nie widzieli – powiedział, wyciągając rękę. Jego dłoń natrafiła na moje ramię. Poklepał mnie po kumpelsku. – Luke w końcu postanowił cię oficjalnie ujawnić? – Słyszałam, jak blondyn zazgrzytał zębami. Miałam ochotę parsknąć śmiechem. Jak widać, to spotkanie nie było niezręczne dla mnie, a dla niego.
            Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się do mnie lekko, udając, że wszystko jest w porządku. Czyżby się bał, że jego kumple walną coś głupiego? A może, że powiedzą coś, czego nie powinni przy mnie mówić? Luke wskazał na parujący kubek z kawą Asha, a potem na mnie.
- Pewnie, z chęcią się napiję.
- Znowu migacie między sobą czy jak? – jęknął Calum.- To wkurwiające!
- Nie znam migowego – odparłam, a Hood zaśmiał się. Luke puknął mnie w ramię, pokazując gestem odrobinę. – Dobra, coś tam znam. – Blondyn uniósł brwi do góry. – Coś więcej, niż coś tam.
- Mniejsza z tym – przerwał Ashton. – Idź rób tą kawę, a ja poznam twoją koleżankę lepiej. – Luke ponownie uniósł brwi do góry. – No, przecież jej nie zjem!
- Może się boi, że ją poderwiesz – skwitował roześmiany Calum. – Ała! Kurwa! Powaliło cię Luke! – warknął, kiedy blondyn trzepnął go w ramię. Parsknęłam śmiechem.
- Co za porażka – rzucił Ashton. – Dobra, chodź, bo zaraz uznasz, że jesteśmy nienormalni i stąd uciekniesz.
           Ashton poprowadził mnie do sofy. Oboje na niej usiedliśmy, a Luke w towarzystwie Caluma skierował się do kuchni. Odwróciłam się w tamtą stronę, z ciekawością ich obserwując. Calum mówił coś przyciszonym głosem do Luke'a, a on czytał z ruchu jego warg. Zastanawiałam się, jak on mu na to odpowie. Wtedy blondyn nachylił się w jego stronę i po prostu wyszeptał mu coś do ucha. Zrobiłam wielkie oczy, co nie uszło uwadze Ashtona, który dokładnie mnie obserwował.
- Co? Byłaś pewna, że Luke w ogóle nie mówi? – zapytał ze śmiechem.
- Coś w tym stylu.
- Mówi. Mówi całkiem dobrze. A nawet bardzo dobrze.
- To czemu w ogóle się do mnie nie odzywa? – pociągnęłam, zerkając na chłopaka siedzącego obok.
- Może w końcu się przełamie i odezwie się też do ciebie.
- Wstydzi się?
- Można to tak nazwać. To taka bariera, którą nie łatwo mu pokonać- powiedział powoli Ash. – Chodzi też o to, że Luke nie słysz tego jak mówi, a on nie lubi nie mieć nad czymś kontroli. Nie wie, czy mówi głośno czy cicho, choć nigdy nie zaobserwowałem, by miał kłopot z trafieniem w odpowiednią skalę. Nieraz coś źle zaintonuje, źle postawi akcent, czy wypowie źle sylabę, ale są to tak sporadyczne rzeczy, że zupełnie nie zwracam na to uwagi. Ogólnie dzięki Calumowi jest zmuszony mówić i chyba przez to tak dobrze mu idzie. Z nami też często rozmawia w normalny sposób, choć woli jednak, by do niego migać.
- Okej… Łapię. Wcześniej też miał takie opory?
- Nie. Z początku nie. Ale później inni zaczęli zwracać uwagę na to, że coś tam mu jednak nie do końca wychodzi, choć jak wspomniałem wcześniej, to są naprawdę niewielkie rzeczy i rzadko mu się przytrafiające. Jednak te uwagi wystarczyły, by Luke się wycofał. Na szczęście nie wycofał się z tego całkowicie. Zresztą żaden z nas, by mu na to nie pozwolił. Ale nie oszukujmy się - niby każdy chce być jakąś tam indywidualnością, ale jak chodzi o takie kwestie, to każdy chce być taki sam, jak inni.
- A Calum? – zapytałam niepewnie, bo nie byłam pewna, czy powinnam wypytywać Ashtona o takie rzeczy. Chłopak jednak kiwnął mi głową i uśmiechnął się przyjaźnie. – On też miał jakiś wypadek?
- Nie, on akurat nie widzi od urodzenia. Ale nam to nigdy nie przeszkadzało. Traktowaliśmy go i traktujemy, jak każdą normalną w pełni zdrową osobę. Zresztą, ani on, ani Luke nie oczekują jakiś ulg. Z początku po wypadku Luke'a było ciężko, ale zdaje mi się, że to głownie Calum pomógł mu wrócić do normalnego funkcjonowania. Ma tak pozytywną energię w sobie, że nietrudno się nią nie zarazić. Ja za to dodałem coś od siebie i jako pierwszy nauczyłem się migowego, by pokazać mu, że to nie jest żaden większy problem. Potem uczyliśmy się go wspólnie. Łącznie z Michaelem, który powinien zaraz wrócić ze sklepu.
- Jak widzę, jesteście naprawdę mocną paczką przyjaciół.
- Jesteśmy, jak bracia, choć czasami naprawdę potrafimy doprowadzać się do szału, co widziałaś na wejściu – dodał ze śmiechem. Uśmiechnęłam się do niego.
              W tym momencie do pokoju wróciła pozostała dwójka. Calum zajął fotel stojący naprzeciwko. Blondyn postawił przed nim parujący kubek, a drugi wylądował obok mnie. Zajął miejsce po mojej drugiej stronie.
- To – zaczął Ashton. – Co studiujesz?
- Daj spokój, Irwin – mruknął Calum ze śmiechem. – Nie udawaj, że nic o niej nie wiesz. Dobrze wiemy, ile ma lat, z kim mieszka, skąd pochodzi i co studiuje. Nawet wiemy, jakie filmu lubi oglądać.
           Zerknęłam na Ashtona, który zrobił zakłopotaną minę. Jak widać Calum był chyba najbardziej bezpośredni z nich wszystkich i walił wszystko prosto z mostu. A Ash chciał zachować się, jak dobry kumpel udając, że Luke wcale, aż tak dużo na mój temat z nimi nie rozmawiał. Miałam ochotę parsknąć śmiechem, szczególnie, że Mulat miął z tego wszystkiego niezły ubaw.
           Przeniosłam wzrok na Luke'a. Blondyn świdrował kumpla wściekłym wzrokiem, choć pewnie Calum nie zdawał sobie z tego sprawy. Widziałam, jak zacisnął lekko dłonie w pięści. Udałam, że opieram się o kolano, a drugą ręką wyciągnęłam w stronę Hemmingsa. Przejechałam palcami po jego ciepłej skórze, a chłopak spojrzał na mnie. Odwróciłam się niby od niechcenia i puściłam mu oczko, by wyluzował. Luke uśmiechnął się.
          Ashton już chciał odezwać się po raz kolejny, gdy drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadł szczupły, wysoki chłopak. Wszyscy, oprócz Luke'a, podskoczyliśmy na swoich miejscach. Spojrzeliśmy w jego stronę. Blondyn zrobił to samo, ciekawy tego, co nas tak nagle zainteresowało.
           Zielone oczy nieznajomego spoczęły wprost na mnie. Uśmiechnął się. Odpowiedziałam tym samym, zatrzymując dłużej wzrok na jego brązowo-bordowych włosach. Zaszeleściły siatki, gdy postawił je na podłodze. Następnie podszedł do mnie, wyciągając dłoń.
- Cześć, jestem Michael.
- Melissa.
- W końcu mogę cię poznać. Dużo o tobie słyszałem – pociągnął, dalej się uśmiechając.
- Nie przeginaj, bo nasza blond księżniczka dostanie spazmy – rzucił ze śmiechem Calum. Luke warknął pod nosem. – No, przestań Luke. Znam Mel i wiem, że należy do tych normalnych osób.
- Dzięki, Cal – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej. Głowa Luke'a wędrowała od jednej do drugiej osoby, a on starał się nadążyć nad nami wszystkimi. Miał nieco utrudnione zadanie, bo znajdowaliśmy się dość daleko od siebie, ale najwidoczniej chłopak dawał radę nas wszystkich ogarnąć.
- Dobra, kupiłem wszystko, co chciałeś, więc rób ten obiad. Jestem głodny – rzucił Michael, siadając na sofie, jednocześnie wypychając z miejsca Ashtona.
- Główny kucharz? – zapytałam, odwracając się do blondyna. Luke pokiwał mi z uśmiechem głową.
- Najlepszy w tym domu – skwitował Ash, wstając z sofy. – Mel, zostaniesz na obiedzie?
- Jasne, chętnie ocenię twoją kuchnię – odparłam, a on uśmiechnął się po raz kolejny.

             Po wypitej kawie, zostawiliśmy kumpli blondyna na dole. Luke zaprowadził mnie do swojego pokoju. Zatrzymaliśmy się przed brązowymi drzwiami. Dostrzegłam na ścianie coś w rodzaju dzwonka. Odwróciłam się do chłopaka, wskazując guzik palcem. Luke wyciągnął telefon. Po chwili otrzymałam odpowiedź.

Coś, jak pukanie.

             Uniosłam brwi do góry, spoglądając na niego. Blondyn uśmiechnął się i otworzył drzwi. Następnie nacisnął na dzwonek, a światło w pokoju zaświeciło się.
- Dobre – rzuciłam, a on pokiwał głową. Oboje weszliśmy do środka.
            Uśmiechnęłam się pod nosem, jak tylko minęłam próg. Jego królestwo było tak samo niebieskie, jak moje. Na biurku piętrzyły się książki i stosy zapisanych kartek. Na dużym łóżku leżał laptop. Okno wychodziło na ogród, przez co można było mięć wgląd na to, co dzieje się na zewnątrz. Na ścianach wisiały plakaty filmowe oprawione w antyramy. Obok wysokiej ciemnej szafy, stała komoda ze zdjęciami. Podeszłam do nich, by zobaczyć rodziców i braci blondyna.
             Luke podszedł bliżej, a mój wzrok natrafił na jego silikonową opaskę, którą założył zaraz po przyjściu do domu. Puknęłam go w ramię. Od razu spojrzał na mnie.
- Co to? – Luke tradycyjnie wyciągnął telefon.

Wyłapuje sygnał z dzwonka do drzwi. Dzięki temu wiem, że ktoś przyszedł.

- Dobre – powiedziałam, kiwając głową. – Co wtedy robi?
             Luke uniósł palca do góry, a potem szybko ściągnął opaskę. Machnął w moją stronę, więc wyciągnęłam rękę. Nałożył mi ją, a ja skupiłam się na przyjemnym elektryzującym uczuciu, jakie wywołał we mnie ten krótki moment, gdy jego skóra otarła się o moją.
            Znów podniósł palca, dając mi znak, bym uważała. Potem nacisnął niewielki guziczek, a ja aż podskoczyłam, gdy silikonowa opaska zawibrowała na moim nadgarstku. Luke zaśmiał się, rozbawiony moją reakcją.
-Że też nigdy nie dostałeś od tego zawału – rzuciłam, oddając mu ją.

Od tego? Coś ty. Żebyś widziała, jak mocno nawala mój budzik.

            Zaśmiałam się, czytając to, a potem oddałam mu komórkę. Spojrzałam na chłopaka. Również się do mnie uśmiechał. Następnie pociągnął mnie w stronę łóżka. Usiedliśmy na nim, a on odpalił komputer. Wlepiłam oczy w monitor. Na tapecie miał małego rysunkowego pingwina. Otworzył notatnik.

Mamy jeszcze chwilę, zanim Ash ogarnie się z obiadem. Później pewnie będziemy zmuszeni posiedzieć dłużej z chłopakami, bo nam tego nie popuszczą. Teraz mamy chwilę czasu, więc co chcesz robić?

            Przez chwilę zapatrzyłam się na jego chude palce, które szybko uderzały w klawiaturę komputera. Oderwałam od nich wzrok i skupiłam się na tekście przede mną.
- Widziałeś zwiastun nowego Więźnia Labiryntu? –zapytałam, a on pokręcił głową. – W takim razie koniecznie to sobie zobacz.
- Teraz? – zapytał bezdźwięcznie, spoglądając na mnie.
- Nie, później. – Luke uniósł brwi do góry. Złapałam za jego komputer, odstawiając go na bok. – Możesz dalej pouczyć mnie migowego lub jeśli wolisz możemy rozegrać kolejną rundę walki na poduszki – powiedziałam, a on roześmiał się.- Decyduj. – Zdążyłam to powiedzieć, a pierwsza poduszka poleciała w moją stronę. – Tak myślałam – odparłam, gdy zrobiłam unik.


***
I zagadka dlaczego Luke nie mówi się rozwiązała - wstydzi się i tyle :D Mówiłam, że będzie to proste i niezbyt skomplikowane :) Mam jednak nadzieję, że się nie zawiodłyście :)
Rozdział dodany dopiero teraz, bo wcześniej nie zdążyłam dorwać się do kompa, a potem był mecz, który chciałam zobaczyć do końca :) Więc lekka obsuwka czasowa była :)

Dziękuję wam za wszystkie super, cud, miód komentarze, które uwielbiam BARDZO MOCNO :) 

Kolejny rozdział pojawi się wyjątkowo w piątek :)

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Luke nie wstydź się przy niej - to w końcu Mel! Powiedz coś w końcu i wszyscy będą szczęśliwi :) Czy oni flirtowali ze sobą przez smsy? Albo się naoglądałam za dużo filmów, albo faktycznie tak było :) Oni muszą być razem - pasują do siebie. Nie wyobrażam sobie, byś połączyła ich z kimś innym.
    Taaak! w końcu Mel poznała pozostałą ekipę :D Rozmowa między Ashem i Michaelem była świetna hahaha Clifford może powinien być w FBI, jak tak lubi wypytywać ludzi :) Cal - nooo ty po porostu jesteś Cal :D
    Bardzo - naprawdę bardzo spodobał mi się ten rozdział. Jest cudowny! Nie mogę doczekać się piątku! Cieszę się, że z okazji własnych urodzin robisz nie sobie, a nam prezent :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny, przepraszam, że nie skomentowałam wcześniej ;-)
    Mogłabym wiele pisać, o tym jak ty wspaniale piszesz i o Luke'u o Mel i o reszcie, ale szczerze ci powiem, że zwyczajnie mi się nie chcę, więc skrócę to wszystko i napiszę jedynie:
    Niesamowity rozdział, cudownie napisany, jak zwykle jestem pod wrażeniem twoich umiejętności pisarskich. ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń