wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 7

           Nie widziałam się z Lukiem od czterech dni. Powód tego był taki, że blondyn musiał wykonać jakiś trudny i ważny projekt na ćwiczenia z Bloku kompozycyjno-plastycznego. Udało mi się raz z nim pogadać na Skype, kiedy zrobił sobie krótką przerwę. Musiałam przyznać to przed samą sobą, że zaczęłam powoli za nim tęsknić. Choć nie znaliśmy się długo, to Luke miał w sobie coś takiego, że szybko można było przyzwyczaić się do jego obecności.
           Postanowiłam wykorzystać ten moment, robiąc swoje własne doświadczenie. Już wcześniej o tym myślałam, ale nie miałam czasu, by to w jakiś sposób zrealizować. Chciałam poczuć na własnej skórze ten świat, w którym obraca się Hemmings. Świat bez dźwięku. Wiem, że nie byłabym w stanie zrozumieć go tak naprawdę, ale zafundowałam sobie jego namiastkę.
            W tym celu zakupiłam wyciszające dźwięki słuchawki, których przeważnie używali robotnicy na budowach. Po powrocie z zajęć siedziałam w nich niemalże cały dzień, nie słysząc zupełnie nic. Było to dosyć dziwne doświadczenie, bo dopiero po wyłączeni tego zmysłu, zauważyłam, jak bardzo jest dla mnie ważny. Co chwilę zerkałam na telefon, bo miałam wrażenie, że co jakiś czas słyszę jego dźwięk, choć tak naprawdę to mój mózg tworzył to podświadomie. Brakowało mi muzyki, od której byłam uzależniona. Oprócz tego, byłam niepewna i nieco zdezorientowana. Podczas oglądania filmu nie potrafiłam skupić się na napisach, co zaczynało mnie niesamowicie drażnić. Ogólnie przez ten cały czas byłam rozkojarzona. A panująca cisza stała się zbyt przytłaczająca. Domyślałam się, że z początku Luke mógł czuć się podobnie. Jak tylko o tym pomyślałam, nie wytrzymałam i rozkleiłam się, jak małe dziecko. Po ściągnięciu słuchawek wszystko wróciło, choć ja wcale nie czułam się lepiej.
             Na drugi dzień po tym doświadczeniu, jak tylko skończyłam zadanie na Ekonomię, przysiadłam do komputera. Pomyślałam, że mogłabym ten wolny czas przeznaczyć na coś pożytecznego. W tym celu odnalazłam stronę z nauką języka migowego. Chciałam porozumiewać się z Lukiem tak, jak jego kumpel. Z pewnością to ułatwiłoby nam wspólną komunikację, a blondyn nie musiałby tak często korzystać z notatnika i komórki. Jednak moje podekscytowanie tym planem było tak wielkie, że ledwo mogłam skoncentrować się na lekcjach i znakach. W sumie nie zapamiętałam z tego zbyt wiele, ale i tak byłam dumna, że coś tam załapałam. Obiecałam sobie, że do tej sprawy muszę podchodzić mniej emocjonalnie, to może wtedy coś z tego wyjdzie. Prawda była taka, że to, co wiązało się z Lukiem – a język migowy, jak najbardziej się z nim łączył – wprawiało mnie w tak duży entuzjazm, że aż sama byłam tym zaskoczona. Co ten z pozoru milczący blondyn ze mną robił?

             Przeważnie było tak, że w czasie dostawy byłam na zmianie wspólnie z Jonem. Teraz jednak dostawca przyjechał o dwa dni szybciej. Na szczęście nie było tego tak dużo. Tylko dwa kartony. Od razu zabrałam się za pracę, by rozpakować zamówienie, jak najszybciej.
            Wprowadziłam wszystko do komputera, a następnie zaszyłam się za półkami, rozkładając książki w odpowiednich działach. Byłam tak pochłonięta pracą, że nawet nie usłyszałam tego, że ktoś wszedł do księgarni. Tak… Pod tym względem raczej nie zasługiwałam na miano Pracownika Roku.
            Kucałam na dziale Filozofii, dokładając do pozostałej literatury, podręczniki, które dzisiaj przyszły. Skupiłam się na tym, by szły one alfabetycznie, dzięki czemu łatwiej można było odnaleźć interesującą klienta pozycję.
           Nagle tknięta dziwnym impulsem, odwróciłam się w bok. Wyłapałam, tylko czarne spodnie i trampki, które znajdowały się tuż obok mnie. Podskoczyłam i zaliczyłam klasyczny upadek z niskiej wysokości, spadając na tyłek. Poczułam, jak moje serce przyspiesza ze strachu. Po chwili usłyszałam śmiech blondyna.
- Ta, bardzo śmieszne – rzuciłam, spoglądając na niego. Luke pokiwał głową, a potem podał mi ręce, pomagając wstać. Znów na uszach miał te swoje niebieskie słuchawki.– Nie można tak zakradać się do ludzi – powiedziałam, pukając go placem w klatkę piersiową. – To grozi zawałem!
- Przepraszam – odpowiedział bezdźwięcznie, siląc się na spokój, choć ja dobrze widziałam, że ma ochotę wybuchnąć śmiechem po raz kolejny. Prychnęłam pod nosem.
- Jak projekt? - zapytałam, a blondyn uniósł kciuk do góry. – Coś konkretnego, bo jestem trochę zawalona robotą?

Spotkamy się dzisiaj?

- Pewnie. Kończę o trzeciej – odpowiedziałam z uśmiechem. Luke szybko odwzajemnił go. Znów uniósł kciuk do góry. – Spotkamy się tutaj? – Pokiwał głową. – Okej.
            Ponownie posłał mi szeroki uśmiech, a ja zapatrzyłam się w te jego słodkie dołeczki w policzkach. Odwrócił się i machnął mi ręką, kierując się w stronę drzwi. Choć miałam sporo pracy przy dostawie, to gdzieś w środku poczułam, że wcale nie chciałam, by sobie poszedł. Wolałam, by został tu ze mną i mi potowarzyszył. Szczególnie, że naprawdę w jakiś sposób się od niego uzależniłam.

             Przebrałam się i wyszłam z zaplecza. Pożegnałam się z jęczącym Jonem, który krzywił się na widok kartonu, który musiał sam rozpakować. Ja najnormalniej w świecie nie zdążyłam już tego zrobić. Mój kumpel chyba liczył na to, że przez całą swoją zmianę będzie mógł się lenić, grając w swoje ulubione gry na Facebooku. Jak to mówią – peszek.
             Wyszłam z księgarni, a mój wzrok od razu natrafił na blondyna, który stał pod ścianą. Luke zawsze był punktualny. Wlepiał oczy w telefon, szybko przesuwając po nim palcem. Dopiero po chwili podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko.
- Długo czekasz? – Pokręcił głową i tym razem to ja uśmiechnęłam się.
             Spojrzałam przez oszklone drzwi na zewnątrz. Dzisiaj pogoda w Sydney pozostawiała wiele do życzenia. Od rana padało i nic nie wskazywało na to, by w ciągu kilku następnych godzin, miałoby się to zmienić. Miałam nadzieję na to, że nie będzie burzy, bo cholernie się tego bałam.

Gdzie masz ochotę iść?

- Może pójdziemy do mnie? Chyba, że chcesz wędrować w deszczu?
               Luke pokazał mi jeden palec, a potem kiwnął głową. Następnie wyprostował drugi, dla odmiany kręcąc nią. Dzięki temu uzyskałam odpowiedzi na moje pytania. To przypomniało mi o moim samodzielnym kursie z języka migowego, za który się zabrałam, a który okazał się w dużym stopniu porażką, bo mało z niego wyniosłam. Mimo tego, chciałam popisać się przed nim moimi nowymi umiejętnościami.
- Po pierwsze – zaczęłam, wskazując na niego palcem. – Ściągnij te słuchawki. – Luke przekręcił oczami, ale bez sprzeciwu to zrobił. Spojrzał na mnie kręcąc nosem. – Tak jest lepiej. – Chłopak wzruszył ramionami. – Po drugie, nauczyłam się czegoś. – Machnął mi ręką, bym kontynuowała. – To patrz uważnie – dodałam, a on zaśmiał się, wlepiając we mnie zaciekawione błękitne oczy.
             Wzięłam głęboki oddech, a potem powoli zaczęłam wykonywać ruchy dłońmi, mając nadzieję, że o niczym nie zapomnę. Przywitałam się z nim, a potem przedstawiłam mu się. Przeliterowałam swoje imię, bo tylko tak mogłam powiedzieć mu, jak się nazywam. Na twarzy blondyna pojawił się szeroki uśmiech. Następnie dodałam ile mam lat, a Luke parsknął śmiechem.
- No, co? Ej! – Hemmings znów zaśmiał się, a potem wyciągnął telefon. Odczekałam chwilę.

Ogólnie dobrze ci poszło, ale powiedziałaś, że masz siedemdziesiąt lat.

              Zrobiłam wielkie oczy, a potem spojrzałam na niego. Sama miałam wielką ochotę się roześmiać. No, tak… Do siedemdziesiątki trochę mi jeszcze brakuje. Luke uśmiechnął się i kiwnął mi głową.
- To jak jest dwadzieścia? – Luke zgiął lewą rękę w pięść, a potem położył na niej dwa wyciągnięte palce. Dobra, szybko zrozumiałam, w którym momencie zrobiłam błąd. Po prostu zamiast na górę, ustawiłam te palce na dół, co dało mi zupełnie inną liczbę.
- Okej, załapałam – powiedziałam z uśmiechem.- I tak niedługo będę w tym lepsza od ciebie – dodałam z przekąsem, a Luke uniósł jedną brew do góry, uśmiechając się z politowaniem, co mogłam odczytać jako – ta, jasne.

Co cię naszło na język migowy?

- Inspirujesz mnie przystojniaku – odpowiedziałam, a on parsknął śmiechem. – Ale nie powiem. Internetowy kurs nie odda tego tak dobrze, jakby uczył mnie jakiś nauczyciel.

Ja mogę cię nauczyć. Mam w tym dziesięcioletnie doświadczenie, więc jestem ekspertem.

- Serio? – Pokiwał głową z uśmiechem. – Super. Tylko nie pęknij od tego swojego ego – dodałam, a on znów zaczął się śmiać. – Idziemy? – Znów pokiwał głową. – Okej. Jak się ściśniemy, to zmieścimy się pod moją parasolką.

               Wpadliśmy do mieszkania uciekając przed ulewą, która pogorszyła się, gdy byliśmy w połowie drogi. Na początku całkiem znośnie padało, ale później deszcz powiększył się. Dodatkowo zerwał się wiatr, który mimo parasolki, chłostał nas zimnymi kroplami po twarzach.
               Ściągnęłam mokrą bluzę i odwiesiłam ją na krzesło. Na szczęście materiał przetrwał tą próbę i nie przesiąkł, dzięki temu moja koszulka została sucha. Blondyn po chwili powiesił swoją bluzę obok. W domu było ciepło, więc mogliśmy parodiować w środku na krótkich rękawach.
               Zrobiłam nam kawy i pogrzałam sos serowy z makaronem, który dzisiaj przed swoja pracą upichciła Jen. Uwielbiałam jej kuchnię, więc to ona najczęściej serwowała obiady w naszym wspólnym mieszkaniu. Zresztą miała do tego talent, a ja nawet nie próbowałam wchodzić jej w drogę.
               Po skończonym posiłku, ogarnęłam trochę kuchnie, a potem oboje przeszliśmy do mojego pokoju. Luke był w nim po raz pierwszy, więc z ciekawością rozglądał się po niebieskim wnętrzu. Na szczęście nie miałam tu bałaganu, bo wczoraj trochę tu posprzątałam. Już chciałam włączyć muzykę, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. W sumie nie była nam do niczego potrzebna. Szczególnie jemu.
- Więc? – zapytałam, kiedy na mnie spojrzał. Wyciągnął telefon i wystukał na nim kilka słów. Następnie podał mi go.

Zacznijmy od podstaw.

- Jasne, nauczycielu – odparłam, a on uśmiechnął się. Uwielbiałam, gdy to robił. W takich momentach mogłabym się na niego gapić godzinami. Teraz była ku temu okazja i nawet nie będzie to wyglądać dość dziwnie.
               Usiadłam po turecku na łóżku, a on zajął miejsce naprzeciwko mnie. Zaczęliśmy od alfabetu i liczebników. Luke cierpliwie przekazywał mi swoją wiedzę i poprawiał mnie, gdy robiłam błędy. Do tego czasem kręcił głową, robiąc przy tym zabawne miny. Kiedy powtórzyłam mu wszystko, przeszedł do kolejnych znaków, takie jak powitania, żegnania i tak dalej.

To teraz wymigaj, ty nazywasz się Luke Hemmings.

- Nie może być samo Luke? – zapytałam, a on zaśmiał się i szybko pokręcił głową. 
             Zachęcił mnie machnięciem ręki, a ja westchnęłam. Powoli zaczęłam migać, zatrzymując się, tylko przy literce G, starając sobie przypomnieć, jak ona wyglądała. Wiedziałam, że ma podobny układ, jak S. Blondyn zamrugał oczami, czekając, aż skończę. W końcu jednak dokończyłam, a on uśmiechnął się po raz kolejny, unosząc kciuk do góry.
- To teraz ty – rzuciłam, wskazując na niego palcem. Kiwnął głową.
- Ty nazywasz się Melissa Masterson  - powiedział, robiąc to takim tempem, że moje oczy ledwo za nim nadążyły. Niewiele myśląc złapałam za poduszkę i trzepnęłam go w ramię, co wywołało z jego strony cichy śmiech.
- Co? –zapytał bezdźwięcznie, robią minę niewiniątka.
- Może kurna jeszcze szybciej – mruknęłam, uderzając go po raz kolejny. Luke niewiele myśląc, złapał za drugą poduszkę i przyłożył mi, trafiając mnie w czubek głowy. Poduszka zsunęła się na dół, sprawiając, że moje blond włosy zaczęły sterczeć w różne strony.
- Przegiąłeś- warknęłam pod nosem i zanim Luke zdążył się zorientować, powaliłam go na materac. 
               Usiadłam na nim, okładając go poduszką i śmiejąc się, jak nienormalna. Blondyn złapał za drugą, by się zasłonić. Spróbowałam mu ją wyrwać, ale co ja mogłam. Był ode mnie silniejszy. Nachyliłam się nad nim. Jego włosy już nie prezentowały się tak świetnie, jak na początku, a to dzięki mojej zabójczej poduszce. Teraz z bliska mogłam obejrzeć te jego niesamowicie błękitne oczy.
- Co?- zapytał ze śmiechem.
- Nie popisuj się – odpowiedziałam, a on znów parsknął śmiechem. 
              Wykorzystał ten moment, by to on mógł być górą. Poleciałam na plecy, gdy jednym szybkim ruchem mnie z siebie zrzucił. Teraz to on nachylił się nade mną. Na jego twarzy wymalował się triumfujący uśmiech.
- Wygrałem – rzucił zadowolony z siebie, poruszając tylko ustami.
- Wcale nie. – Przekręcił oczami i pokiwał głową. – Wcale nie. – Znów pokiwał głową, drocząc się ze mną. – Nie!
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Ale z ciebie…
- Dupek? – dokończył bezdźwięcznie. 
            Zacisnęłam usta, starając się nie parsknąć śmiechem na widok jego udawanej oburzonej miny. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie. Luke prychnął cicho pod nosem, a ja zrobiłam wielkie oczy. Już myślałam, że się najnormalniej w świecie obraził. Gdy tylko o tym pomyślałam, blondyn zaczął mnie łaskotać, więc krzyknęłam w proteście, szarpiąc go za koszulkę. Próbowałam złapać go za ręce. W końcu udało mi się przetrzymać jedną jego dłoń. Poczułam przyjemne ciepło bijące od jego skóry. I przez ten moment naprawdę nie chciałam go puścić. Luke jednak łaskotał mnie dalej, a ta jego słodka tortura sprowadziła mnie na ziemię. 
             Uniosłam się do góry, by go z siebie zrzucić. Musiałam wykorzystać w tym celu więcej siły, by to zrobić. Naparłam na niego mocniej, a potem odepchnęłam go, co spowodowało, że blondyn przechylił się. Złapałam go, by nie spadł z łóżka, ale i tak ciężar jego ciała pociągnął naszą dwójkę w dół. Oboje wylądowaliśmy na podłodze z głośnym hukiem. Jęknęłam pod nosem. Tak bliski kontakt z podłożem nie był przyjemny.
- Nic ci nie jest? – zapytałam, siadając. Blondyn zrobił to samo. –Nic ci nie jest? – powtórzyłam, gdy na mnie spojrzał. Ze śmiechem pokręcił głową, a potem wskazał na mnie. – Mi też nie. - Nagle drzwi od pokoju otworzyły się i stanęła w nich Jen.
- Co ty wyprawiasz? – rzuciła, unosząc brwi do góry. 
             Przez to wszystko nawet nie słyszałam, że moja przyjaciółka wróciła do domu. Jen dopiero po chwili zorientowała się, że nie jestem sama. Jej brązowe oczy spoczęły na Hemmingsie, który machnął jej ręką, nadal siedząc na podłodze.
- O! Cześć ciasteczko. Czy ja chcę wiedzieć, co wy robicie?
- Był mały wypadek przy pracy – odpowiedziałam, czując, jak Luke spogląda na mnie. Odwrócił się w jej stronę i pokiwał głową.
- Ta… Przy pracy? – drążyła dalej Jen. – Dobra, naprawdę w to nie wnikam - skwitowała z szerokim uśmiechem, a potem zamknęła za sobą drzwi. Ja i Luke spojrzeliśmy na siebie i nie mogąc się dłużej powstrzymać, wybuchliśmy śmiechem.



***
Mamy pierwszą naukę migowego :) 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)
Już niedługo w końcu Mel pozna pozostałą ekipę Hemmingsa -tylko teraz nie pamiętam, czy to będzie w następnym czy w kolejnym rozdziale.

Dziękuję wam za wszystkie miłe słowa. Cieszę się, że opowiadanie wam się podoba :) Motywujecie mnie do dalszej pracy! Dzięki raz jeszcze :)

Kolejna część pojawi się klasycznie w następny wtorek.

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! :D Tylko, kiedy on się kurde do niej normalnie odezwie, tak jak do kumpli? :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odezwie się, kiedyś się odezwie - będzie też powiedziane dlaczego się nie odzywa. O ile dobrze pamiętam, będzie o tym mowa, gdy Mel pozna resztę chłopaków - więc najbliższy rozdział lub kolejny, bo serio teraz nie pamiętam, jak to tam akcja idzie :D

      Usuń
  2. Świetny rozdział, nie wiem jak wytrzymam do wtorku, ale warto poczekać. Wciąż zastanawiam się dlaczego on nie chce z nią normalnie rozmawiać, dobrze, że będzie to niedługo wytłumaczone bo umieram z ciekawości ;)
    Pozdrawiam Pati

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział <3
    Mel uczy się języka migowego, żeby lepiej zrozumieć Luke'a - to takie urocze ♥
    Za niedługo ekipa ją pozna - już nie mogę się doczekać
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeeeeeej jest pierwsza nauka języka migowego :) oni są idealnie dobrani. Ja wiem, że Luke będzie z nią szczęśliwy! Myślałam, że nooooo wiesz XD że podczas tej zabawy się może. .. pocałują :) a tu klops. Kocham to opowiadanie serio, jak każde Twoje :) nie mogę się doczekać kiedy Mel pozna w końcu pozostałych i kiedy w końcu Luke się do niej odezwie :)
    Czekam na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń