niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 5

           Rozmawiałam z Lukiem do trzeciej w nocy. Nic dziwnego, że rano byłam ledwo przytomna. Na szczęście nie zaspałam, choć nie powiem, ale ciężko było zmusić się do tego, by wstać z łóżka. Kiedy wychodziłam z domu, Jen nadal spała. O dziwo, dzisiaj udało mi się wyjść wcześniej, bo zawsze pędzę wszędzie na ostatnią chwilę. Byłam z siebie naprawdę dumna. Co nie zmienia faktu, że i tak potrzebowałam kofeiny, która tchnie we mnie trochę życia, co bym nie zasnęła na wykładach z podstaw neurologii.
           Byłam prawie na miejscu. Z daleka widziałam budynek uniwersytetu. Musiałam, tylko przejść na drugą stronę ulicy. Skręciłam w bok i wyciągnęłam telefon, który zawibrował mi w kieszeni. Dostałam sms-a od Jona, który już zaczął wypytywać się o tajemniczego faceta, z którym wczoraj wyszłam na kawę. Przekręciłam oczami. W wiadomości nazwał Luke'a lalusiem, więc postanowiłam go za to słowo trochę przetrzymać. Blondyn zdecydowanie nie był lalusiem, o jakim myślał Jon.
            Ruszyłam przed siebie, nadal gapiąc się w telefon, bo kumpel przysłał kolejny popędzający mnie sms. Chciałam już zejść z chodnika na ulicę, gdy nagle ktoś mocno pociągnął mnie do tyłu, łapiąc za ramię. Podskoczyłam, widząc czerwony samochód, który przejechał niedaleko mnie. Wstrzymałam oddech. To był ten moment, kiedy przed oczami przelatuje ci całe twoje życie. Z własnej głupoty wpadłabym pod rozpędzony samochód. Co ostatnio jest ze mną nie tak?
 Dzięki, nie widziałam go  powiedziałam z ulgą.
 Spoko, ja też nie  odpowiedział męski głos. 
               Zrobiłam wielkie oczy. Chłopak był niewidomy. Na nosie miał czarne okulary, a w dłoni białą laskę. Puścił mnie, poprawiając plecak, który miał na plecach. Przyjrzałam się dokładnie jego czarnym włosom, ciemnej karnacji i lekkiemu uśmiechowi, który wymalowany był na jego twarzy.
 Wstrzymałaś oddech- odezwał się ponownie.   Albo tak powaliła cię moja uroda, albo jesteś w szoku, że uratował cię ślepy.  Zacisnęłam usta, a potem zaśmiałam się, kiedy nieznajomy uśmiechnął się jeszcze szerzej.  Czuję, że to pierwsze.
 Tak, zdecydowanie to pierwsze. – Rozejrzałam się, ale zanim zdążyłam zrobić cokolwiek, chłopak przejął stery.
– Możemy przechodzić  powiedział, a potem ruszył przed siebie. 
             Poszłam za nim. Byłam pewna, że osoby niewidome poruszają się wolniej, ale chłopak szedł o wiele szybciej, niż ja. Na końcu drogi musiałam podbiec, aby się z nim zrównać.
 Studiujesz tu?  zapytałam.
 Jestem na trzecim roku ekonomii. Myślę, że będę zajebiaszczo wyglądał w garniaku i krawacie, kiedy będę w telewizji rozprawiał na temat popytu i podaży. Oczywiście, jak dostanę dyplom i miano eksperta.  Parsknęłam śmiechem.  A ty?
 Trzeci rok logopedii i fonoaudiologii.
– Jestem Calum  powiedział, wyciągając rękę.
 Melissa  odpowiedziałam, podając mu swoją. Uścisnął ją lekko, w dalszym ciągu mając na ustach szeroki uśmiech.
 Melissa? Tak nazywa się koleżanka mojego przyjaciela, o której ciągle gada.  Zagryzł wargę, a potem znów się uśmiechnął.  I teraz mam nadzieję, że nią nie jesteś, bo by mnie zabił, gdyby się dowiedział, że to powiedziałem.
 Jak kolega ma na imię?
 Nie powiem ci, bo okaże się, że faktycznie się znacie i ty mu to powiesz i naprawdę będę mieć przekichane  rzucił jednym tchem, a potem się zaśmiał. Przekręciłam oczami.
            Calum zatrzymał się, a potem podciągnął pod ucho nadgarstek. Zauważyłam na nim zegarek. Nacisnął guzik, a cichy głos oznajmił mu, że jest dziesięć po dziewiątej. Następnie podszedł bliżej, zahaczając laską o mojego buta.
 Tu jesteś  powiedział z entuzjazmem.  Upewniasz się, że dotrę cały na zajęcia?
 Po akcji na pasach, to raczej nie muszę się zastanawiać, czy dasz radę tam dojść  odpowiedziałam, co spowodowało, że Calum zaśmiał się ponownie.  Ale możemy już iść? Chcę zahaczyć o bufet.
 Ja też. Muszę kupić kawę.
 Ja to samo.
 W takim razie, idziemy razem  zarządził i wyprzedził mnie, ruszając w kierunku drzwi.

            Chyba los postanowił dać mi jakąś lekcję, której jeszcze nie rozgryzłam i nie zrozumiałam, bo postawił na mojej drodze Caluma po raz drugi. Zaczęłam się zastanawiać, co takiego zaczyna się dziać, że trafiam na tak niezwykłych ludzi. Bo zarówno Luke, jak i Calum z pewnością mogli się do nich zaliczać. Może byli inni, ale sposób ich patrzenia na świat, był naprawdę fascynujący. A przynajmniej fascynujący dla mnie.
            Na Caluma wpadłam na korytarzu, kiedy odwołali nam jedne wykłady. On też miał okienko. Razem udaliśmy się do bufetu  po raz drugi tego dnia, by ponownie wypić kawę i coś do tego przekąsić. Siedzieliśmy w kącie, rozmawiając i co chwilę wybuchając śmiechem. Nie mogłam się nadziwić, jaki Calum potrafi być bezpośredni i zdystansowany do wszystkiego. Nawet do siebie.
 A słyszałaś to  powiedział, machając w moją stronę palcem. Wytarłam kąciki oczu, bo prawie popłakałam się ze śmiechu, przy ostatnich trzech kawałach, które opowiadał.  Siedzi dwóch niewidomych na ławce w parku. Jeden z nich nagle kichnął. A na to drugi: stary, weź mi też Pepsi otwórz!
 Matko… Jesteś niesamowity.
 Tak, wiem, ale i tak dzięki  odpowiedział, co wywołało z mojej strony kolejną serię śmiechu.
              Nagle podniosłam głowę. Uśmiechnęłam się szeroko, choć to było trudne, bo od śmiania bolała mnie szczęka. Jen rozejrzała się po bufecie. Gdy natrafiła na naszą dwójkę, jej oczy się rozszerzyły. Szybko podeszła do nas.
 Witam, koleżankę  odezwał się Calum. Wcześniej powiedziałam mu, że Jen zaraz się zjawi. Zapytałam też, czy nie ma nic przeciwko temu, a ten szybko zaprzeczył.
– Nieźle  odparła Jen, mierząc go wzrokiem.
 Mówisz tak, bo fantastycznie wyglądam w tej koszulce czy jesteś pod wrażeniem mojego dobrego słuchu?
 I to, i to. Jestem Jennifer.
 Domyśliłem się. Jestem Calum. Mel trochę mi o tobie opowiedziała.
– To wszystko kłamstwo i nie wierz w żadne jej słowo  odparła brunetka, a chłopak się zaśmiał.   Pójdę po kawę. Chcecie coś?
 Nie, dzięki  powiedziałam szybko.
 A ty, Calum?
 Też podziękuję  rzucił z uśmiechem.
 Ostatnio to masz szczęście do poznawania nowych ludzi  stwierdziła Jen.  Najpierw Luke, a teraz Calum. Zaraz wracam  rzuciła na odchodnym. 
            Chłopak powoli się odwrócił. Widziałam jego brązowe oczy, które ustawione były na wprost mnie. Wiedziałam, że mnie nie widzi, ale teraz miałam wrażenie, jakby intensywnie się we mnie wpatrywał.
 Co? – wydusiłam z siebie.
 Nic. Właśnie się dowiedziałem, że faktycznie znasz mojego kumpla.
 To Luke?  odparłam, a on pokiwał głową.  Jaki ten świat mały.
 Dokładnie. I tylko ani słowa o tym, co powiedziałem rano.
 Jasne. Buzia na kłódkę.
 I tak ma być, bo inaczej rozgadam po całej uczelni, że zaciągnęłaś mnie do męskiej łazienki i chciałaś robić striptiz przed biednym, niewidomym chłopakiem.  Kiedy to powiedział, parsknęłam śmiechem, a Calum po chwili do mnie dołączył.

            Skończyłam pracę w księgarni. Poszłam się przebrać, a potem pożegnałam się z szefem, który dziś brał resztę zmiany. Ruszyłam w stronę drzwi, poprawiając torbę, którą miałam na ramieniu. Wyszłam na prawie pusty korytarz.
           Podniosłam głowę i od razu się uśmiechnęłam. Naprzeciwko mnie, oparty o ścianę, stał Luke. Jego błękitne oczy od razu zmierzyły mnie od góry do dołu. On też się uśmiechnął. Byłam zaskoczona, że go tu widzę. Nie umawialiśmy się na spotkanie. Podszedł bliżej, wyciągając z kieszeni małą karteczkę. Przejęłam ją, wpatrując się w jego pismo.

Masz teraz czas? Jeśli tak, to zapraszam na obiad. Nie wziąłem od ciebie numeru telefonu, więc nie mogłem zapytać wcześniej.

 Jasne, z chęcią  powiedziałam, patrząc się na jego szeroki uśmiech. Luke pokazał mi podniesiony kciuk.  Daj telefon.
            Uniósł z zaciekawieniem brwi. Sięgnął do kieszeni, wyciągając z niej komórkę. Odblokował ją, a potem podał mi. Szybko odnalazłam kontakty i zapisałam mu swój numer. Oddałam mu telefon, a on znów się uśmiechnął.
 To tak na przyszłość.  Kiwnął głową.  I jeszcze jedno  powiedziałam, ciągnąc go za niebieski kabel od słuchawek.  Ściągaj to.
           Luke pokręcił nosem i ciężko westchnął. Spojrzał na mnie, a ja ponagliłam go machnięciem ręki. Przekręcił oczami, co w jego wykonaniu wyglądało naprawdę uroczo, a potem powoli ściągnął je i schował do kieszeni. Zerknął na mnie.
 Od razu lepiej  rzuciłam, a Luke ponownie westchnął.  Oj, przestań! Idziemy  rzuciłam z entuzjazmem, łapiąc go za przedramię i ciągnąc w stronę drzwi.

            Po zjedzonym obiedzie poszliśmy do parku, po drodze zahaczając o sklep. Kupiliśmy lody, w ramach deseru, a potem rozsiedliśmy się na ławce, tuż przy bujnie rosnących drzewach. Przez dłuższą chwilę zajadaliśmy się lodami i po prostu śledziliśmy przechodniów, którzy kręcili się po alejce, wyłożonej czerwoną, brukową kostką. Między nami panowała cisza, ale była ona przyjemna, a nie krępująca.
           W końcu spojrzałam na blondyna, który wystawił twarz do słońca, przymykając powieki. Mój wzrok powoli zatrzymywał się na poszczególnych partiach jego twarzy, począwszy od postawionych do góry blond włosów, po linię szczęki i lekko zadartym nosie. Widziałam kolczyk w jego wardze. 
           Nagle Luke odwrócił się i jego błękitne oczy spojrzały wprost na mnie. Zrobiło mi się ciepło i byłam pewna, że na moich policzkach pojawiły się niewielkie rumieńce. Nie ma to, jak zostać przyłapaną na intensywnym gapieniu się na osobę, która siedzi obok. Uśmiechnął się. Wyją telefon i wystukał coś na nim. Następnie podał mi go.

Co? Mam coś na twarzy?

               Pokręciłam głową, oddając mu telefon. Znów zaczął przesuwać po ekranie palcami.

W takim razie, o co chodzi?

            Odwrócił się i usiadł tak, by znaleźć się dokładnie naprzeciwko mnie. W dalszym ciągu badawczo mi się przyglądał. Zacisnęłam lekko usta, zerkając na niego. Luke westchnął pod nosem i ponownie skupił się na telefonie. Po chwili urządzenie znów skierowało się w moją stronę.

No, mów. Przecież powiedziałem, że możesz pytać mnie o wszystko. Nie wkurzę się ani się tym bardziej nie obrażę. Więc?

            Przez moment się zawahałam. Sama nie wiedziałam, czy chcę poruszać ten temat, w końcu to była jego prywatna sprawa, a my znaliśmy się niecałe dwa dni. Tylko dwa dni. Luke wyciągnął rękę. Popukał mnie po ramieniu, a ja znów na niego spojrzałam. Na jego twarzy pojawił się miły i przyjazny uśmiech.
 Czy… Czy ty nie słyszysz od urodzenia? – wydusiłam, czując, że moja twarz znów oblewa się szkarłatem. 
             Luke szybko pokręcił głową. Zaczął uderzać palcami w ekran. Przyglądałam się jego twarzy, szukając jakiejkolwiek oznaki tego, że może w jakiś sposób mogłam go urazić. Ale wyglądało na to, że blondyn nie miał nic przeciwko mojej ciekawości.

Straciłem słuch w wypadku. Miałem dziesięć lat. Jechałem z ojcem i uderzył w nas samochód dostawczy, prawie nas przygniatając. Doszło u mnie do poważnych uszkodzeń wewnątrz uszu i do przerwania nerwu słuchowego. Oprócz tego miałem rękę i nogę w gipsie, ale na szczęście pod tym względem pozbierałem się do kupy. Aparatów słuchowych nie noszę, bo z nimi też nic nie słyszę.

 A implant słuchowy?
            Luke pokręcił głową. Potem odwrócił się, udając, że zaciekawiły go psy biegające za frisbee. Lekko zacisnął usta. Po jego zachowaniu wnioskowałam, że chyba wjechałam na dość niewygodny temat. Usiadłam tak, że teraz prawie stykaliśmy się ze sobą nogami. Przejechałam palcami po jego dłoni, co od razu za skutkowało tym, że chłopak z powrotem na mnie spojrzał.
 Widziałam, że masz grę dla dwóch osób  powiedziałam, mając na myśli jego telefon. Pokiwał głową.  Mała rywalizacja? Co ty na to?  dodałam z uśmiechem, a on odpowiedział tym samym.

Co robi przegrany?

 Musi przetransportować wygranego do budki z lodami. Przegrany stawia lody numer dwa. Chyba że wolisz zjeść coś innego.  Luke pokręcił głową, a potem uniósł kciuk.  To dawaj tę swoją cegłę.

            Luke parsknął śmiechem po raz kolejny. Spojrzałam na niego niezadowolona. Musiałam zadrzeć głowę jeszcze wyżej, bo stał na ławce. Okazało się, że blondyn miał znacznie lepszy refleks i szybszą reakcję ode mnie. Nic dziwnego, że łatwo pokonał mnie w grze, która polegała na prostej zasadzie, kto pierwszy ten lepszy. Graliśmy do trzech zwycięstw i wszystkie punkty i tak były jego. Hemmings rozłożył ręce, a potem wskazał na mnie, wykonał gest, jakby coś dźwigał, by na końcu pokazać palcem na siebie.
 Uniosę cię. Dam radę  zapewniłam go z uśmiechem.  Najwyżej po drodze zaliczymy glebę.  Luke sięgnął po telefon.

To może idź po trawie, to będzie mniej boleć.

– Dobry pomysł  powiedziałam.  Dobra, wskakuj.
            Podeszłam jeszcze bliżej ławki, na której stał. Odwróciłam się. Po chwili objął mnie ramionami. Poczułam przyjemny zapach jego perfum, które przyjemnie podrażniły mi nos. Złapałam go pod kolana. Luke był ciężki i długi, ale przecież nie mogłam wymięknąć już na samym początku. Przesunął twarz bliżej mojej, a ja słyszałam, jak cicho chichocze. Uśmiechnęłam się. 
            Nie powiem, by była to łatwa droga, bo pod koniec miałam wrażenie, że nogi zapadają mi się w trawnik, a ja nie jestem w stanie nimi ruszać. Ludzie spoglądali na nas rozbawieni, a dzieciaki wytykały nas palcami, krzycząc, że one też tak chcą. W końcu jednak zatrzymałam się przy budce, zwalając go ze swoich pleców. Wzięłam duży, głęboki wdech. Mężczyzna za kasą zerknął na nas z zaskoczeniem. Luke spojrzał na mnie z uśmiechem. Wskazał mnie palcem, a potem uniósł kciuk.
 Tak, jest okej  odpowiedziałam, a on znów się zaśmiał. – Ale lekko nie było. Mam nadzieję, że następnym razem to ty przegrasz.
             Luke uniósł jedną brew i pokiwał głową, co wyglądało, jak dosłowne ta, jasne. Wyprostowałam się. Mogę się założyć, że jutro będą boleć mnie plecy. Ale musiałam przyjąć to na przysłowiową klatę, w końcu to był mój głupi pomysł.
– Jakie lody chcesz?  zapytałam, podchodząc do menu. Mężczyzna z budki nadal nie odrywał od nas wzroku. Chyba stanowiliśmy dla niego ciekawą mieszankę. Blondyn wskazał na słowo duże, a potem czekoladowe. Kiwnęłam głową i podeszłam do lady.  Poproszę dwa duże czekoladowe lody.

~***~
             Zszedł na dół. Przeszedł do kuchni. Złapał za otwartą wcześniej paczkę chipsów, a potem razem z nimi wrócił do salonu. Usiadł obok Michaela, wlepiając oczy w telewizor. Chłopaki spojrzeli na niego.
– Gdzie byłeś?  zapytał Irwin, kiedy Luke utkwił w nim swoje błękitne oczy.
 Na obiedzie, a potem w parku  odpowiedział powoli blondyn.
 Z nią?  dopytywał się Clifford.
– Czy mówimy tu teraz o koleżance naszego blondaska?  odezwał się Calum. Luke przekręcił się i usiadł na wprost nich, by lepiej ich widzieć, a co najważniejsze lepiej rozumieć.
 Melissa  wtrącił Michael, przeciągając sylaby.
 Poznałem ją  pociągnął dalej Hood, a Luke wlepił w niego zaciekawiony wzrok. Jest naprawdę fajna. Jej koleżanka też. Obie są wyluzowane…
 Bez jaj, on ją zna, a my nie?  jęknął Clifford.  To kurwa niesprawiedliwe.
– Nie wiedziałem, że ją znasz  odpowiedział Hemmings.
 Poznaliśmy się dzisiaj.
 Nic mi nie mówiła  powiedział Luke, wsadzając dłoń do paczki chipsów. 
           Calum wyciągnął rękę przed siebie, a potem lekko przejechał nią po puszce. Złapał za nią i wypił kilka małych łyków słodkiego napoju.
 Ma dziwną przypadłość wpadania na coś lub pod coś – skwitował z uśmiechem Hood, a potem spoważniał.  Dziś prawie weszła pod samochód.
 Tak, Mel to ma – rzucił ze śmiechem Luke, obracając przekąskę w ręku.
 Poznamy ją kiedyś?  zapytał Irwin, wskazując na Michaela i siebie.
 Może  odparł blondyn ze śmiechem.
 Co ty? Boisz się ją tu przyprowadzić?  wypalił ze śmiechem Clifford.  Może się boi, że ktoś z was zgarnie mu ją sprzed nosa.  Luke pokazał mu środkowy palec, a chłopak zareagował kolejnym chichotem. 
             Nagle w pokoju rozbrzmiał dźwięk przychodzącej wiadomości. Dłoń Michaela zanurkowała do kieszeni. Wyciągnął telefon. Uśmiechnął się do ekranu.
 Uuu… Koteczek wrócił? – rzucił Luke ze złośliwym uśmiechem.
– Michael znów zacznie się ślinić ze szczęścia  dodał Irwin.
 Jesteście zazdrośni i tyle. Przejdzie wam, jak sami znajdziecie sobie dziewczyny. No, Hemmo jest blisko…
 To tylko koleżanka  wtrącił Luke.
 Tak to sobie tłumacz, blondasku- odparł Michael i wstał z miejsca.  A teraz wybaczcie, frajerzy, ale idę spotkać się z moim kotkiem.
 Miłego pieprzenia się i pozdrów od nas Zacka  rzucił złośliwym tonem Hood.  Już nie możemy się doczekać, by znów codziennie patrzeć na jego uroczą mordkę.
– Spieprzaj, Cal  odpowiedział, podchodząc do drzwi.  Nie czekajcie na mnie, misiaczki  rzucił na odchodnym i wyszedł z domu.
 Są ze sobą już od roku, a Michael dalej zachowuje się, jakby to dopiero były początki  skomentował Ashton.  Jeśli któryś z was, jak się zakocha, będzie się tak samo zachowywał, to chyba tego nie zniosę.
 A jak ty będziesz się tak zachowywał, jak się zakochasz?  odparł Calum.
 Wtedy macie pełne prawo mnie zastrzelić  odpowiedział Irwin, wyciągając się na fotelu, a oni parsknęli śmiechem. 


***
Kolejny rozdział za nami - Milena masz w końcu w opowiadaniu Caluma - przecież nie mogłam pominąć w nim Hooda :D

Jako, że rozdział pojawia się dzisiaj, pomyślałam, że następny zostanie wrzucony na bloga w czwartek. Co by nie robić długich przerw. Wtedy po kolejnym rozdziale znów wrócimy do systemu "wtorkowego" :)

Dziękuję wam za miłe słowa i opinie na temat tej historii. Mam nadzieję, że dalsze części również przypadną wam do gustu :) Dzięki raz jeszcze! Uwielbiam!

Pozdrawiam!

#PokochacCiszeFF

8 komentarzy:

  1. Mam pytanie! Bo jeśli Luke nie słyszy, to czemu nic nie mówi? To ma coś wspólnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym czemu się do niej nie odzywa, a do swoich kumpli tak będzie wyjaśnione później. Zdradzę tylko, że powód będzie dość prosty i nieskomplikowany :)

      Usuń
  2. Bo do niej się nie odzywa! A do innych tak! Skąd pomysł na takie opowiadanie o niepełnosprawności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł wpadł nagle. Długo się kształtował. Czytałam też kilka opowiadań, gdzie niewidomi byli jednymi z głównych bohaterów. Postanowiłam uderzyć w inną stronę, a inspiracją do tego był mój kuzyn :)

      Usuń
  3. Bardzo ppodoba mi si,ę fabuła tego opowiadania, jest całkowicie oryginalna i niepowtarzalna. Zaciekawiłaś mnie tym opowiadaniem i z przyjemnością będę czekała na kolejne rozdziały i ciąg dalszy. Wielki plus dla ciebie za to że poruszasz bardzo trudne tematy w swoim opowiadaniu. Czekam na ciąg dalszy opowiadania o Melissie i Luku

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowity rozdział *.*
    Bardzo mnie ciekawi to dlaczego Luke do niej nie mówi, skoro może. Powiedziałaś, że powód jest dość prosty, a ja myślę nad tym już z 5 minut i nic... Chyba przechodzę przez zaćmienie umysłu, czy coś...
    Caluś <3 Wreszcie. Już go uwielbiam w tym opowiadaniu ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest i Cal! Zrobiłaś z niego słodkiego niewidomego. Już go uwielbiam za to poczucie humoru i dystans jaki ma :) Luke i Mel - JA CHCIEĆ BY ONI BYĆ RAZEM! Muszą... Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Też się zastanawiam, czemu on do niej nic nie mówi, a z chłopakami gada normalnie. I czy ja dobrze zrozumiałam, że Miki ma chłopaka? Niezła z nich mieszanka, jak każdy jest tak inny :) Podoba mi się. Zresztą, ja kocham to opowiadanie!
    Chcę już next!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń