wtorek, 24 listopada 2015

Rozdział 10

           Cieszyłam się, że dzisiaj mam wolne zarówno od zajęć, jak i od pracy. Rano byłam nieprzytomna i potrzebowałam dodatkowego snu. Przyczyną tego było to, że nasza sąsiadka pani O’Hara urządziła u siebie huczną imprezę dla swoich hipisowskich przyjaciół i głośna muzyka dudniła, aż do samego rana. Oczywiście kochana starsza sąsiadka uprzedziła nas o imprezie – ba, nawet nas na nią zapraszała, ale ja i Jen grzecznie odmówiłyśmy. W ramach przeprosin za głośniejsze zachowanie, dała nam pełen talerz ciastek domowej roboty. Żadna z nas ich nie ruszyła, bo nie byłyśmy pewne, co takiego tam wrzuciła. Miałyśmy nauczkę po pierwszym razie, gdy nieświadome niczego wciągnęłyśmy całe pudełko łakoci, które przyniosła nam w ramach powitania nas w Sydney. Dostałyśmy po nich takiej głupawki i napadów niekontrolowanego śmiechu, że dopiero później zrozumiałyśmy, że pani O’Hara musiała je wzbogacić o marihuanę czy inne zielsko. Ale staruszka była tak wyluzowana, że w jej zachowaniu nic by mnie już nie zdziwiło. Miałam nadzieję, że gdy osiągnę jej wiek, to chociaż w połowie będę mieć tyle energii i ikry, co ona.
             Niewyspana Jen musiała udać się na zajęcia, a później do pracy. Współczułam jej, ciesząc się tym, że ja legalnie mogę jeszcze wylegiwać się w łóżku. W końcu jednak, gdy odespałam swoje, ruszyłam się z miejsca. Nie mogłam też lenić się w nieskończoność, bo dziś również umówiłam się z Lukiem. Tym razem chłopak przychodził do mnie, a ja miałam dla niego pewną niespodziankę, którą musiałam jeszcze przygotować.
            Blondyn miał pojawić się u mnie około siedemnastej. Z tego co mi napisał, po zajęciach musiał dokończyć jeszcze projekt graficzny plakatu, który robił w ramach swojej pracy. On, Ashton i Michael pracowali w firmie tworzącej i zajmującej się stronami WWW. Tamta dwójka odpowiadała za tworzenie witryn, dbaniu o nie i usuwaniu technicznych problemów. Luke zaś działał w dziale grafiki, która była odrębną dziedziną prowadzoną przez firmę. Współpracowali między innymi z wydawnictwami, klubami i innymi jednostkami, które składały zamówienia na grafikę. Praca ta była dla nich o tyle komfortowa, że mogli sami wybierać sobie czas pracy, a do tego nie musieli chodzić do biura, tylko wszystko robili na swoich komputerach w domu. Komunikowali się z pracodawcą zazwyczaj za pomocą e-maili i telefonu, a w przypadku Hemmingsa, głównie przez Skype.
             Dlatego kiedy zakończyłam szybką rozmowę z koleżanką z mojego rodzinnego miasta, a w tle zamajaczył mi dymek LuHemmo jest dostępny, uśmiechnęłam się, ale nie napisałam do niego pierwsza. Wiedziałam, że być może Luke pracuje i kontaktuje się ze swoim przełożonym, więc wolałam go nie odrywać od tego, co musiał zrobić. Zdążyłam jednak zmienić piosenkę w odtwarzaczu, gdy usłyszałam znajomy dźwięk, informujący mnie o tym, że ktoś chce ze mną rozmawiać. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, a potem nacisnęłam na dymek, który pojawił się w rogu ekranu.

LuHemmo: Jesteś już w domu?
MasterMel20: Jestem w domu cały czas. Robota skończona?
LuHemmo: Przed chwilą odesłałem projekt.
MasterMel20: To na co czekasz? Wpadaj natychmiast!
LuHemmo: Już odpalam jednorożca i zaraz tam będę :P
MasterMel20: Albo nie… Nie spiesz się, bo nie zdążę czegoś zrobić.
LuHemmo: Wystroić się na moje przyjście?
MasterMel20: To też :D Wolisz czerwoną czy czarną sukienkę?
LuHemmo: Ja raczej kiepsko wyglądałbym w sukience, ale do ciebie pasowałaby mi czerwona :) Równie dobrze możesz założyć na siebie rozciągnięte dresy. Zawsze wyglądasz znakomicie.
MasterMel20: Czy teraz to ty próbujesz ze mną flirtować?
LuHemmo: Domyśl się…
MasterMel20: Po prostu przyłaź już, okej?
LuHemmo: Nie możesz się doczekać?
MasterMel20: Masz mnie :D
LuHemmo: To idę. Do zobaczenia niedługo.
MasterMel20: Do zobaczenia :)

             Wyszłam ze Skype. Odłożyłam słuchawki i zabrałam się za szykowanie małej niespodzianki dla Hemmingsa. Oprócz tego sama musiałam się ogarnąć, bo miałam na sobie szare dresy i rozciągniętą koszulkę, a nie chciałam, by Luke zobaczył mnie w takim zestawie. Choć to było dość irracjonalne podejście, szczególnie, że między nami była relacja czysto kumpelska.

            Po jakieś godzinie od naszej rozmowy, w końcu usłyszałam upragnione pukanie do drzwi. Dobra, naprawdę nie mogłam się doczekać tego, kiedy Luke przyjdzie, ale to było silniejsze ode mnie. Na całe szczęście wyrobiłam się ze wszystkim, a nawet zdążyłam przygotować nam po kawie. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Blondyn odwrócił się w moją stronę, a na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Od razu odpowiedziałam tym samym.
- Gdzie twoja czerwona sukienka?
- Zawiedziony? – odpowiedziałam, przepuszczając go w drzwiach. Zaśmiał się i pokręcił głową. – Masz szczęście.
            Machnęłam na niego ręką, gdy ściągnął z siebie cienką kurtkę. Przeszłam do kuchni, biorąc dwa parujące kubki. Wcisnęłam mu jeden w dłoń, a następnie złapałam za talerz z ciastkami – kupnymi, nie tymi, które dostaliśmy od naszej pokręconej sąsiadki. Poprowadziłam go do mojego pokoju.
            Weszliśmy do środka. Odłożyłam kubek i ciastka na biurko. Odwróciłam się. Spojrzałam na Luke'a, który wpatrywał się w przewrócony głośnik z mąką. Uniósł brwi do góry, a potem powoli przeniósł na mnie swoje błękitne oczy. Wskazał na to palcem, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Podeszłam do niego, biorąc od niego kubek, by postawić go obok mojego. Po chwili Luke wcisnął mi telefon w dłonie.

Co? Robisz jakieś dziwne doświadczenie na zajęcia?

- Nie, to coś zupełnie innego – powiedziałam zadowolona. – Coś dla ciebie. – Wskazał na siebie palcem. – No, dokładnie.
            Pociągnęłam go za rękę w stronę biurka. Pokazałam mu, by usiadł na podłodze. Luke wzruszył ramionami i bez protestów zrobił to, o co go poprosiłam. Złapałam za laptopa i ściągnęłam go na dół, stawiając go niedaleko głośnika. Potem sama zajęłam miejsce blisko blondyna. Przysunęłam wszystko w naszą stronę.

Co dokładnie będziemy robić?

- Pamiętasz, jak powiedziałeś, że chciałbyś usłyszeć mój głos? – Zacisnął lekko usta, a potem pokiwał głową. – Wiem, że nie o coś takiego ci chodziło. Wiem, że takim sposobem go nie usłyszysz, ale będziesz mógł go zobaczyć – pociągnęłam z uśmiechem. – Przetestowałam to i to naprawdę działa. – Luke spojrzał na mnie, a ja przez chwilę zapatrzyłam się w te jego błękitne tęczówki. Po chwili lekko się uśmiechnął. – To, co? – Pokiwał głową z entuzjazmem.
             Odnalazłam fragment nagrania, które przyszykowałam. Na nim czytałam fragment książki Stephena Kinga. Wrzuciłam go do programu do obróbki dźwięku. Podłączyłam kabel od głośnika do laptopa. Najpierw wyciszyłam wszystko, by uzyskać podgląd fal dźwiękowych. Zadowolona z siebie, odwróciłam komputer bardziej w bok, by Luke mógł to zobaczyć.
- Tak wygląda jego liniowy zapis – powiedziałam, a blondyn uśmiechnął się. – W sumie nie różni się niczym od innych dźwięków. Nie jest zbyt wysoki, więc nie piszczę, jak stary materac, ale nie jest też niski. – Luke roześmiał się.

Co z głośnikiem?

- O, to zupełnie inna bajka – odparłam ze śmiechem. – Zauważyłam, że w tym przypadku, jakby każdy dźwięk ustawiał inny wzorek z mąki. Zrobiłam kilka prób. To tak, jakby każdy ton wywoływał inne drgania, a co za tym idzie układ mąki się zmienia.
              Pogłośniłam dźwięk w programie. Ustawiłam początek nagrania. Następnie przejechałam dłonią po głośniku, aby równomiernie rozprowadzić mąkę. Chwyciłam za przyszykowany ręcznik i wytarłam się w niego. Luke nie odrywał oczu od moich ruchów. Uśmiechnął się do mnie, a ja odpowiedziałam od razu tym samym.
- Gotowy? – Pokiwał mi głową, wlepiając oczy w głośnik.
             Włączyłam nagranie. Mąka od razu podskoczyła, wibrując na nim w rytm mojego głosu, który wypływał z głośnika. Zatrzymałam go po chwili. Oboje nachyliliśmy się, spoglądając na wzór, który powstał. Stworzyły się koła, które od najmocniejszego, rozchodziły się w coraz cieńsze linie. Jakby czytany fragment płynnie zmieniał skalę. Luke roześmiał się i poruszył na swoimi miejscu, ocierając się lekko o moje ramie.

Jest stonowany i nie wykracza poza skalę.

Oderwałam wzrok od jego komentarza i pokiwałam głową. Blondyn zamyślił się, a potem lekko puknął mnie w rękę. Spojrzałam na niego po raz kolejny.

Włącz to jeszcze raz.

             Znów kiwnęłam głową. Na nowo ustawiłam początek nagrania. Zerknęłam na Luke'a, który przyłożył dłoń do głośnika, ignorując to, że jego ręka pokryła się mąką. Puściłam to od początku, bacznie go obserwując. Poruszył się lekko, gdy wyczuł pierwsze drgania, które przechodziły przez jego palce. Na jego twarzy znów wymalował się szeroki uśmiech. Gdy fragment się skończył, od razu spojrzał w moją stronę. Podałam mu ręcznik, a on wytarł w niego rękę.
- I co?
- Jest piękny – powiedział, a ja poczułam, jak zrobiło mi się ciepło. Luke nie wiele myśląc objął mnie, a ja mogłam poczuć przyjemny zapach jego perfum, które uwielbiałam.  – Dziękuję- wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.

              Po tym doświadczeniu, zajęliśmy się piciem kawy, która trochę nam wystygła. Luke zajadał się ciastkami, a ja szybko posprzątałam w pokoju, nie chcąc mieć wszędzie mąki, chociaż i tak pełno było jej na dywanie. Potem zabraliśmy się za nasze ćwiczenia. Luke dalej uczył mnie migowego, a ja przy okazji ćwiczyłam z nim mówienie. Zaczęliśmy od najprostszych rzeczy, więc jedną i drugą naukę mogliśmy łatwo ze sobą połączyć. Zdążyłam też zauważyć, że migam znacznie lepiej, niż na początku i coraz więcej słów udaje mi się zapamiętać, jakby mój mózg dążył w tej dziedzinie do koniecznej perfekcji.
              W końcu odpuściliśmy sobie dalsze wspólne ćwiczenia i skoncentrowaliśmy się na rozmowie na temat książek i filmów. Włączyłam internetowe radio, by coś leciało mi w tle. Uwielbiałam muzykę i nigdy nie miałam jej dość. Akurat stacja zaczęła puszczać kawałki mieszane. Raz leciały najnowsze przeboje, by za chwilę zastąpić je starymi.
             Aż podskoczyłam, gdy usłyszałam jedną z ulubionych piosenek, która niesamowicie na mnie działała. Do kawałka U2 With Or Without You miałam jakiś niesamowity sentyment. Może dlatego, że przypominał mi dobre stare czasy, gdy po porostu byłam na etapie kochania tej piosenki. Wtedy słuchałam jej godzinami. Była dla mnie cudowna, jak i smutna zarazem. I ten głos wokalisty. Choć Bono nie dysponował idealnym męskim głosem, jak dla mnie. Wolałam takie z mocno widoczną chrypą w wokalu. W tej piosence jednak był zupełnie dopasowany do całości.
             Luke spojrzał na mnie zaciekawiony, gdy wyszczerzyłam się do niego szeroko. No, tak… On tego nie mógł słyszeć. Widząc jednak te jego błękitne tęczówki z tymi znanymi mi iskierkami, postanowiłam zrobić coś, czego jeszcze razem nigdy nie robiliśmy. Wstałam z łóżka, wyciągając w jego stronę rękę.
- Co?
- Zatańcz ze mną – powiedziałam, nakręcając się na ten pomysł jeszcze bardziej. – Uwielbiam ten kawałek.
- Co leci?
- U2 With Or Without You.
- Znam to. Pamiętam tą piosenkę.
- Idealnie. To jak będzie? – Luke pokręcił nosem. – Co?
- Jak mam z tobą tańczyć, skoro nie słyszę.
- Też mi problem – rzuciłam, wzruszając ramionami. – Kto powiedział, że to facet musi prowadzić? No, dalej Luke, bo zaraz się skończy!
              Widząc, że blondyn raczej nie jest skory do tego, by ruszyć się z miejsca, przekręciłam oczami. Niewiele myśląc, złapałam go za ręce i pociągnęłam go w swoją stronę. Zmusiłam go do tego, by wstał z łóżka.
- Przypomnij sobie, jak to mniej więcej leciało. Reszta to moja działka – powiedziałam z uśmiechem. – Zresztą, kto ci zabroni tańczyć? 
              Przysunęłam się do niego, kładąc dłoń na jego ramieniu. Drugą wsunęłam w jego rękę. Luke przez chwilę obserwował mnie. Po chwili objął mnie w talii, przybliżając się do mnie jeszcze bardziej. Po raz kolejny posłałam mu uśmiech. W końcu powoli ruszyłam w rytm muzyki, prowadząc go. A Luke… Luke całkowicie się temu poddał. On też się uśmiechnął.
- Czy to takie straszne? – zapytałam, nie odrywając oczu od jego twarzy.
- Jak to jest, że ty w moim przypadku nie widzisz w niczym problemu?
- Bo ich nie ma, ty je tworzysz na własne życzenie – odpowiedziałam, a on lekko przygryzł wargę. – Taka jest prawda. Przestań żyć z barierami Luke, a wyjdzie ci to na zdrowie – dodałam, pukając go w klatkę piersiową. Hemmings znów obdarzył mnie uśmiechem, a potem złapał mocniej za moją dłoń. Odsunął od siebie i okręcił mnie wokół własnej osi. Znów wpadłam w jego ramiona. Zaśmiałam się.
- Zatańczysz ze mną jeszcze jedną piosenkę?
- Skąd wiesz, że ta się skończyła?
- Domyślam się.
- Spodobało się?
- Mam wrażenie, że nie robiłem tego od wieków. Co teraz leci?
- Adele Someone Like You.
- Tego nie znam – odparł, ale nie protestował, gdy znów zaczęliśmy tańczyć.
- Chcesz znać słowa piosenki? – Kiwnął głową. – Okej. Przynajmniej legalnie mogę przy tobie śpiewać i się tego nie wstydzić.
- Śpiewasz?
- Jak pijany kot po kastracji– rzuciłam, a Luke parsknął śmiechem. – Tylko jeszcze jedna rzecz.
- Jaka?
- Zauważyłeś, że od samego początku prowadzisz ze mną normalny dialog? – Blondyn zerknął na mnie. Na jego policzkach pojawiły się lekkie rumieńce. – I nie przestawaj. Uwielbiam twój głos. – Uśmiechnął się lekko. – To, co? Chcesz wiedzieć, o czym ona śpiewa?
- Później… Później mi powiesz – powiedział powoli.
              Potem zrobił coś, co mnie zupełnie zaskoczyło. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej tak, że mogłam oprzeć się o jego ramię. Poczułam, jak jego dłoń mocniej oplata się wokół mojej talii. Do mojego nosa znów dotarł przyjemny zapach jego perfum. Muzyka nie leciała głośno, więc będąc tak blisko niego, mogłam usłyszeć równy rytm bicia jego serca. A był to naprawdę fantastyczny, uspakajający dźwięk. Luke oparł się brodą o moją głowę. W tym momencie byłam w moje prywatnej bajce, z której nie chciałam już nigdy wychodzić.

***
            Wszedł do domu. Ściągnął kurtkę, odwieszając ją na wieszak. Złapał za opaskę i założył ją na nadgarstek. W salonie nie było nikogo, ale on dostrzegł ruch w kuchni. Któryś z jego kumpli musiał tam być. Luke poszedł w tamtą stronę. Gdy tylko wszedł do środka, zauważył Caluma. Chłopak usiadł na krześle, a potem odwrócił się w jego stronę.
- Stary, już wróciłeś? – zapytał z uśmiechem. Blondyn również się uśmiechnął, choć miał wrażenie, że odkąd wyszedł z domu Mel, robi to niemalże cały czas. – Jak było? – pociągnął dalej Hood. Luke wiedział, że jego przyjaciel z łatwością rozpoznaje ich po kokach. Po takiej długiej znajomości już go to nawet nie dziwiło.
- Było super- odpowiedział. – Wezmę sobie coś do picia – uprzedził go, by Hood wiedział, że nie będzie na niego przez chwilę patrzał.
- Dobra, czekam.
            Luke odwrócił się w stronę lodówki i sięgnął po zimną Pepsi w puszcze. Otworzył ją, a potem znów jego oczy spojrzały na przyjaciela. Calum władował do buzi garść chipsów, chrupiąc pod nosem i brudząc sobie koszulkę okruchami.
- Już.
- Poznałem kogoś – zaczął Mulat, a Luke uniósł brwi do góry.
- Kolejna dziewczyna?
- Bardzo fajna dziewczyna – poprawił go. – Ma na imię Grace.
- A co z Amy?
- Chyba nie pasowaliśmy do siebie – skwitował Hood, wzruszając ramionami. –Za bardzo koncentrowała się na swoim wyglądzie. Fajnie, jak dziewczyna o siebie dba, ale bez przesady. Ciągle mówiła o tym, że musi trzymać dietę, jakich kosmetyków potrzebuje i wiecznie nawijała na temat sukienek. Dłużej bym z tym nie pociągnął. – Zmarszczył nos, a potem szybko dodał, słysząc śmiech Hemmingsa. – Ta… śmiej się. Masz szczęście, że Mel jest normalna.
- Mel, to tylko koleżanka.
- Och… tak. Koleżanka…
- Wal się.
- Pieprz się – odpowiedział mu ze śmiechem. Luke przekręcił oczami. – Umówiłem się z nią na jutro.
- Powodzenia.
- Czuję, że będzie dobrze. Jest naprawdę miła i sympatyczna. – Blondyn uśmiechnął się pod nosem. Zawsze zastanawiał się, jak Calum to robi. Wiecznie kręciły się przy nim, jakieś panny i to on miał najlepsze powodzenie wśród całej ich grupy.
- Idę do siebie. Muszę zobaczyć, czy mój projekt przeszedł.
- Spoko. Potem pewnie i tak będziesz gadał z Mel na czacie.
- Co?
- Nie udawaj, że nie gruchacie między sobą przez internet.
- Pieprz się – rzucił Luke, a Calum roześmiał się.

            Wstał od komputera, gdy skończył długą rozmowę ze swoim dyrektorem. Jego projekt został w pełni zaakceptowany i ku zadowoleniu Luke'a, nie musiał niczego w nim poprawiać. Facet zachwycał się dobranymi kolorami i całą kompozycją, dodając do tego, że Luke powinien częściej dostawać do robienia plakaty, niż inne drobniejsze rzeczy, bo ma do tego prawdziwą smykałkę.
            Położył się na łóżku, biorąc do ręki książkę. Zdążył przeczytać jedną stronę, a potem na chwilę odpuścił, bo jego myśli powoli zaczynały odpływać w całkiem innym kierunku. W jej kierunku. Zdał sobie sprawę, że jak tylko zaczynał o niej myśleć, na jego twarzy pojawiał się szeroki uśmiech, a on nie mógł tego w żaden sposób kontrolować. Czuł przyjemne ciepło, gdy była blisko niego, a każdy jej dotyk czy niewinny gest wywoływał w nim miłe doznania. Jej skóra elektryzowała, jakby była wzbogacona o miliony maleńkich ładunków, które powodowały przyjemne mrowienie i dreszcze, gdy się jej dotknęło. Uwielbiał sposób, w jaki na niego patrzyła. Podobało mu się to, jak nieraz się zawstydzała, a na jej policzkach pojawiały się lekkie rumieńce, które były naprawdę urocze. Jej uśmiech z pewnością potrafiłby stopić nawet najbardziej lodowate serce. Miała w sobie tyle pozytywnej energii, że chciało się być w jej pobliżu, jak najczęściej. I nie traktowała go, jak trędowatego. Nie przeszkadzało jej to, że nie słyszy. Choć ich dwa światy się różniły, to jednak oboje umieli je zespolić w jedną całość. Pozwalała mu na to, by się otworzył. By powoli pozbywał się barier, które od czasu do czasu się w nim pojawiały. Ona stopniowo rozbijała te mury i tą skorupę wokół niego, sprawiając, że Luke czuł się szczęśliwy.
             Nagle poskoczył, jak rozpędzona podsuszka trafiła go prosto w twarzy. Nie mógł usłyszeć, że ktoś wszedł do jego pokoju. Spojrzał z wyrzutem na Ashtona, który zwijał się ze śmiechu.
- Powaliło cię? – warknął.
- Dzwoniłem dzwonkiem, ale olałeś to – rzucił, a potem podszedł do niego. Władował się na jego łóżko, rozwalając się na nim, jakby był u siebie. – O czym tak intensywnie myślałeś?
- O niczym konkretnym.
- Och, jasne… Szczerzyłeś się do siebie, jakbyś był naćpany – skomentował Irwin. – No i miałeś gdzieś, że światło miga ci, jak w pieprzonej dyskotece. Mów, co się stało, bo jestem ciekawy.
- Nic się nie stało.
- Byłeś u Mel, nie? – Kiwnął głową w odpowiedzi. – Wszystko jasne…
- Co niby jest takie jasne?
- Wpadłeś Luke i temu nie zaprzeczysz.
- Wal się.
- Standardowa twoja odpowiedź – mruknął Ashton, przekręcając ciemnymi oczami.
- Wolisz soczyste: pierdol się?
- Coś mi się zdaje, że ty się sam przed sobą boisz się do tego przyznać.
- Do czego?
- Że wpadłeś – odpowiedział rozbawiony Irwin i tym razem to Luke przekręcił oczami. – Ale to w końcu cię dopadnie. I przypomnisz sobie moje słowa. A teraz rusz dupę, zrobiłem późną kolację.


***
Jest przytulasek, jest pierwszy taniec i pierwsze ćwiczenia Luka, a na końcu mieszana rozmowa z Irwinem, w której to chłopaki język migowy przeplatali z normalną mową. No i Calum znów zmienił dziewczynę :D Się rozszalał :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Cieszę się, że opowiadanie wam się podoba. Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :) Oliwia i Milena - dziękuję wam również za urodzinowe życzenia! 

Kolejny rozdział pojawi się w następny wtorek.

Pozdrawiam!


4 komentarze:

  1. Jeezuuu alee meegaa 😁 to opowoadanie różni się od wszystkich w dobry oczywiście sposób.Naprawdę fajnie się to czyta i czekam na następny rozdział 😉☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeezuuu alee meegaa 😁 to opowoadanie różni się od wszystkich w dobry oczywiście sposób.Naprawdę fajnie się to czyta i czekam na następny rozdział 😉☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Co ty ze mną robisz Roxy - znów prawie się popłakałam ze wzruszenia, jak czytałam te sceny z Lukiem i Mel. To było tak pięknie opisane, że aż mnie ścisnęło serducho. Jeśli ty ich w końcu nie połączysz, to lepiej już myśl gdzie się przede mną ukryć, bo normalnie będziesz mieć kiepsko :P I nikt ci nie pomoże - szczególnie, że dużo osób jest w team Łączymy Mel i Luka :P
    Wpadłeś Hemmo i przestań się kurna wykręcać, bo nikt ci nie wierzy - NIKT! HAHAH
    Kocham to opowiadanie!
    Czekam na kolejną część.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń