wtorek, 27 października 2015

Rozdział 4

        Położyłam torbę na ławce. Brodą starałam się przetrzymać telefon, pakując notatnik i ćwiczenia z logopedii. Moja mama nadawała, jak katarynka, prawie nie dopuszczając mnie do słowa. Odgarnęłam z czoła blond włosy, a potem zapięłam zamek. Przełożyłam telefon do drugiej ręki.
 Myślę, że babcia nie będzie zadowolona, jak jej to powiesz  odparłam, kręcąc głową.
 Tylko że twoja babcia znowu za bardzo zaczyna się wcinać w nasze życie.
 Mamo, jesteś dorosła, rób, co uważasz. Masz moje błogosławieństwo.
 Melissa!
 Jestem i nadal doskonale cię słyszę, mamo  pociągnęłam, przekręcając jednocześnie oczami.  I naprawdę nie wiem, co ci doradzić.
           Odkąd pamiętam, babcia  mama taty  wciskała się w małżeństwo swojego synusia. Krążyły o tym różne historie, jedne śmieszne, drugie znacznie mniej zabawne. Byłam wielce zaskoczona, że moja mama nie dostała w końcu na głowę, bo babcia potrafiła jej robić ciągłą kontrolę. Na szczęście był też dziadek, który potrafił nieraz utemperować swoją małżonkę, która na jakiś czas dawała spokój synowej. Kocham babcię, bo jest naprawdę świetną i miłą kobietą, ale takiej teściowej, to bym mieć nie chciała.
 Masz teraz przerwę? 
 Koniec zajęć. Idę do pracy.
– A jak ogólnie żyje wam się w Sydney?  pociągnęła, choć już milion razy odpowiadałam jej na to pytanie.
 Sydney jest większe niż nasze Griffith. Ale podoba mi się tu.
 Cieszę się, skarbie.
         Odwróciłam się, by ruszyć w stronę księgarni. Mieściła się ona na parterze największego budynku, czyli tego, w którym najczęściej miałam zajęcia. Tak, jak studencki bufet, też była cała oszklona, choć część witryny często zajmowały plakaty nowych książek czy promocje koncertów, jakie miały się odbyć w mieście.
          Przeszłam wzdłuż korytarza. W dalszym ciągu rozmawiałam z mamą, która teraz dla odmiany zaczęła wypytywać się o Jennifer. Zerknęłam w bok i aż wstrzymałam oddech. Niedaleko schodów stał blondyn i jego kumpel  tym razem w czerwonej bandanie na głowie. Na szczęście nie zrobiłam jakiegoś dziwnego ruchu czy kompletnie się nie zatrzymałam. Spuściłam tylko głowę i przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej zniknąć im z oczu. Tak… Całkiem normalne zachowanie. Chyba sobie pogratuluje.
– Melissa, słuchasz mnie?
 Co?  wydusiłam, wpadając do księgarni.
 Pytałam się, czy dostałaś przelew?
 Mamo  powiedziałam, kiwając szybko szefowi głową. Przeszłam na zaplecze.  Mówiłam, że nie potrzebuję dodatkowych pieniędzy.
 Tyle że ja się martwię…
 Mamo, ja i Jen doskonale sobie radzimy. Nie przejmuj się i nie martw o nas. Jesteśmy duże.
 Tak, tylko wolę chyba nie wiedzieć, na jak głupie pomysły możecie wpaść  odparła poważnym tonem. Przekręciłam oczami.
 Mamuś, muszę kończyć.
 No, tak… Szłaś do pracy. Jak zwykle się rozgadałam  rzuciła ze śmiechem.
 Jest okej, mam wyluzowanego szefa  odparłam, nieco naginając prawdę.
 Milej pracy.
 Miłego dnia, mamo.
 Kocham cię!
 Ja ciebie też. O! I uściskaj ode mnie tatę!
 Uściskam, uściskam.
 Pa  rzuciłam i rozłączyłam się.
          Wsunęłam telefon do kieszeni, a potem podeszłam do metalowej szafki. Otworzyłam ją i wyciągnęłam czystą koszulkę pracowniczą. Zerknęłam na drzwi, licząc na to, że mój szef nie wparuje do środka i szybko zrzuciłam z siebie białą koszulkę. Naciągnęłam na siebie czarną bluzkę, a potem przypięłam do niej plakietkę z imieniem. Zerknęłam w lustro, poprawiając włosy i makijaż. Mogłam zacząć zmianę.

~***~
         Odprowadził ją wzrokiem, aż do samej księgarni. Gdzieś w środku liczył na to, że być może spojrzy w ich kierunku raz jeszcze. Że być może znów się uśmiechnie. Ona jednak zniknęła tak szybko, jak się pojawiła.
         Czuł, jak Ashton puka nogą w podłogę. Odwrócił się w jego stronę, a on zrobił minę niewiniątka. Luke pokręcił głową, a Irwin dla odmiany nią pokiwał.
 No, przestań. Od kiedy to dziewczyna tak cię onieśmiela, co?
 Pierdol się  wysyczał cicho, co wywołało śmiech u Irwina. 
           Luke przeważnie niewiele się odzywał w miejscach publicznych, ale teraz był naprawdę poirytowany. Do tego stopnia, że sam to z siebie wymusił.  
 Dobra, to może chcesz powrócić do lekcji na przykładzie Caluma…
 Co ci tak zależy?
 Bo widać, że wpadła ci w oko, a ty masz po prostu wielkiego pietra. I tylko dlatego, że ona słyszy, a ty nie. Jakby było inaczej, to pewnie już byś się koło niej zakręcił. Albo ona koło ciebie. Zresztą może ona też jest wyjątkowa?  Luke uniósł brwi.  No, wiesz… Może dla odmiany ona jest posiadaczką ogona? Albo… Albo ma łuski?  Blondyn parsknął śmiechem.  Daj spokój, co ci szkodzi? Najwyżej cię spławi. Chociaż z twoją buźką to raczej nie możliwe.
 Tylko jak mam z nią rozmawiać?
 A jak rozmawiasz z nami?
 Ona raczej nie zna języka migowego.
 Jezu… Odezwij się do niej, przecież umiesz mówić  odparł Ashton, ale Luke szybko pokręcił głową. 
          Oparł się o ścianę. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zerknął na kumpla, który patrzył na niego, jak na kretyna. Irwin przekręcił oczami. Wiedział, że to jest ta bariera, którą Hemmings szybko nie przeskoczy.
 Nic z tego…
 Nie  przerwał mu Ash.  Zrób to wtedy po swojemu. No, wiesz… Umiesz szybko pisać. Masz wiele metod do wykorzystania. Musisz się, tylko przełamać. To, co? Zrób to dla swojego najlepszego kumpla, by nie myślał, że jesteś totalną ciotą bez jaj.
 Wielkie dzięki.
 Pokonuj swoje lęki  rzucił Ash z uśmiechem.  Motto Hooda.
 Niech ci będzie  odparł Luke.
 Tak, nie musisz mi dziękować. – Blondyn zmierzył go wzrokiem, a potem złapał za plecak. Narzucił go na ramię.  Widzimy się w domu.
          Luke machnął mu na odchodnym, a potem ruszył w stronę księgarni. Wziął głęboki wdech i podszedł do drzwi. Otworzył je, mijając się z wysokim mężczyzną w garniturze. Zdążył wejść do środka, a blondynka od razu podniosła głowę i spojrzała wprost na niego. Uśmiechnęła się.

~***~
         Ashton spojrzał na odchodzącego kumpla i uśmiechnął się pod nosem. Z chęcią zostałby na korytarzu dłużej i poobserwował, jak cała ta sytuacja się rozwinie, ale zaraz zaczynał zajęcia. Odwrócił się i ruszył w głąb bocznego korytarza, kierując się na swój wydział.
         Zdążył zrobić kilka kroków do przodu, kiedy ktoś wskoczył mu na plecy, prawie powalając go na ziemię. Utrzymał jednak równowagę, a po głośnym śmiechu od razu rozpoznał osobę, która go zaatakowała. Michael Clifford.
– Pojebało cię?
 Co to było za tajne spotkanie z Hemmo?  zapytał jego przyjaciel, przeczesując dłonią swoje brązowo-bordowe włosy. A Michael lubił często zmieniać ich kolor. Niedawno były w kolorze soczystej pomarańczy.
– Nasz mały chłopiec poszedł w końcu poderwać tę blondynkę. Jestem z niego taki dumny  powiedział Ashton, udając płaczliwy ton.
 Czadersko  skwitował Michael z uśmiechem.  Długo musiałeś go namawiać?
 Myślałem, że dłużej mi to zajmie. Jestem zajebisty!
 Ta, bo wpadniesz w samozachwyt, jak Calum.
 Widzimy się w domu, za pięć minut mam zajęcia  rzucił Irwin, klepiąc go w ramię.  Może wtedy Hemmo streści nam przebieg swojego spotkania.
 Albo zamknie się w pokoju i z niego nie wyjdzie.
 Nie… Oby nie  powiedział Ashton, kręcąc głową.  Dość dramatów.
 O, tak… Dość dramatów.

~***~
           Podniosłam głowę i spojrzałam wprost na Pana Cudne Oczy. Uśmiechnęłam się, przez chwilę zapominając języka w gębie. Miałam wrażenie, że jego błękitne tęczówki przeszywają mnie na wylot. Wszedł powoli do środka, a na jego twarzy też pojawił się lekki uśmiech. Dobra, przynajmniej nie skrzywił się na mój widok. Jest postęp.
           Skręcił w bok, w stronę alejki z podręcznikami do informatyki. Przemknął drugą stroną do działu, w którym zatrzymał się ostatnio. Wzięłam listę książek, zrobioną przez szefa oraz długopis. Miałam sprawdzić, czy wszystkie stoją na półkach. Mój kierunek  dział ekonomii.
           Przeszłam na drugą stronę, skąd miałam lepszy widok na blondyna z niebieskimi słuchawkami. Jego wzrok utkwiony był w kolorowych okładkach. Odwróciłam się i sama skupiłam się na tytułach, które miałam przed sobą. Powoli zaczęłam odhaczać poszczególne pozycje, jednocześnie przestawiając je tak, jak stać powinny. Ludzie nie zawsze odkładają rzeczy na odpowiednie miejsca.
           Spojrzałam w bok, sprawdzając, czy blondyn nadal kręci się w dziale horroru. Nie kręcił, bo stał niemalże obok mnie. Zmierzyłam go wzrokiem, a on znów lekko się uśmiechnął.
 Pomóc ci w czymś? – Pokiwał głową.  Okej… Co to ma być?
          Uniósł palec, a potem wyciągnął telefon. Szybko coś na nim wystukał, a następnie podał mi go. Przejęłam czarną komórkę i spojrzałam na wyświetlacz.

Harlan Coben Wszyscy mamy tajemnice

          Oddałam mu komórkę i kiwnęłam głową. Następnie ruszyłam do odpowiedniego działu, słysząc kroki blondyna za sobą. Znów odwróciłam się w jego stronę.
 Pomyliłeś działy. Coben pisze kryminały.
          Chłopak znowu zaczął szybko uderzać w ekran telefonu. Po chwili podał mi go. Zaśmiałam się cicho pod nosem.

Wiem, ale chciałem cię jakoś zagadać.

 Co z tą książką?  zapytałam, podnosząc głowę, a on zmarszczył czoło.  Co?

Powtórz pierwsze zdanie, bo nie zdążyłem go zobaczyć.

 Bez jaj, czytasz z ruchu warg?  pociągnęłam z uśmiechem, patrząc wprost na niego. On również się uśmiechnął, a potem pokiwał głową.  Nieźle… To znaczy… Ja…

Nic się nie stało. Odpowiem od razu na twoje pytanie  tak, nie słyszę.

– Moje pytanie raczej było takie, co ty tu robisz? Z taką umiejętnością powinieneś być w FBI.  Blondyn zaśmiał się, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Sposób, w jaki się śmiał i dźwięk, jaki przy tym wydawał, był naprawdę uroczy.  Co z tą książką? Chcesz ją?
           Pokiwał głową po raz kolejny, a ja schyliłam się, by odnaleźć wskazany tytuł. Namierzyłam odpowiednią pozycję i złapałam za nią. Wyprostowałam się i podałam mu ją.
 Kinga już całego przeczytałeś?  Pokręcił głową, a potem wystawił jeden palec.  Pierwsza strona?  Pokręcił głową po raz kolejny.  O! Mam… Pierwsze opowiadanie.  Uśmiechnął się i uniósł kciuk.  Na podstawie jednego z nich zrobiono film…  Ale blondyn przerwał mi, szybko kiwając głową, dając znać, że już to wie.  Świetnie, a chciałam się popisać informacjami  mruknęłam, co wywołało u niego kolejny cichy śmiech.  Coś jeszcze?  Znów pokręcił głową.  To zapraszam do kasy.
          Machnęłam na niego ręką, prowadząc go w stronę drewnianej lady. Ustawiłam się po swojej stronie, czyli tuż przy komputerze. Blondyn oparł się rękami o blat i znów wlepił we mnie te swoje niesamowicie błękitne oczy.
          Zaczęłam go kasować, a on podał mi kartę. Wyciągnął telefon i znów zaczął uderzać o jego ekran palcami, wypisując kolejne słowa. Odczekałam chwilę, ale on dalej wlepiał wzrok w komórkę, która zawibrowała w jego ręku. Najwyraźniej pisał z kimś sms-y. Niewiele myśląc, dotknęłam jego dłoni. Blondyn od razu na mnie spojrzał.
 Wprowadź pin  powiedziałam, a on lekko kiwnął głową. 
           Zapakowałam książkę, chowając tak, jak ostatnio paragon z potwierdzeniem do siatki i oddając mu kartę. Już chciałam się odezwać, kiedy chłopak wyciągnął telefon w moją stronę.

Jestem Luke.

 Melissa, miło mi.  Uśmiechną się, a potem lekko puknął w moją plakietkę. No, tak… On już to wiedział.

Dasz się zaprosić na kawę po pracy?

          Dwa razy musiałam przeczytać to zdanie, aby w końcu do mnie dotarło. Luke chciał się spotkać. Wychodzi na to, że dane mi będzie, choć odrobinę poznać tego tajemniczego blondasa. Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się.
 Pewnie. Kończę o trzeciej  powiedziałam, co wywołało u niego szeroki uśmiech.

          Im bliżej było do godziny trzeciej, tym byłam bardziej podekscytowana. Moje zachowanie i emocje zaskakiwały mnie. Przestałam poznawać samą siebie. Co się ze mną działo. Odpowiedź była jedna  Luke. Luke i moja niesamowita ciekawość względem jego osoby.
          Kiedy Jon wszedł do księgarni, zerwałam się z miejsca. Chłopak uniósł brwi. Nie spuszczając ze mnie swoich zielonych oczu, wgryzł się w kanapkę, którą trzymał w ręku.
 A tobie, co? Spieszysz się gdzieś?  zapytał, przeżuwając.
 Po pierwsze, nie mów z pełną buzią. Możesz się udusić.
 Dzięki, mamo  odparł, kontynuując jedzenie. Przekręciłam oczami.  A po drugie?
 Po drugie, tak spieszy mi się.
 Gdzie idziesz?
 Na kawę.
 Kawę możesz wypić na zapleczu…
 Nie taką kawę.
 Aaa… Taką kawę  rzucił z szerokim uśmiechem.  Dałaś się wyrwać jakiemuś lalusiowi?
 Nie twój interes, Jon  prychnęłam pod nosem.
 Czyli dałaś się  skwitował.  Zjem, przebiorę się i zaraz przyjdę. Tak, tak  dodał, kiedy już otwierałam usta, by znów się odezwać.  Będę się streszczał.
            Odwrócił się i zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować, wleciał na zaplecze, nieco mocniej trzaskając drzwiami. Opadłam z powrotem na krzesło. Mogę się założyć, że Jon teraz będzie mi urządzał przesłuchania odnośnie mojego wyjścia na kawę. Mimo że to facet, to jest tak bardzo pod tym względem podobny do Jen, że jest to na swój sposób przerażające.
            Miałam wrażenie, że minęły całe wieki, zanim Jon wyłonił się z powrotem na salę sprzedażową. Był już przebrany i gotowy na swoją zmianę, a ja mogłam legalnie zejść z posterunku. Minęłam go, zanim zdążył dojść do komputera, by usiąść na moje wcześniejsze miejsce. Teraz to ja weszłam na zaplecze. Zerknęłam na zegarek. Była za dwie trzecia. Musiałam włączyć szybsze obroty, by nie zaliczyć zbyt dużego spóźnienia.
            Przebrałam się z powrotem w białą koszulkę. Poprawiłam na szybko włosy i skontrolowałam makijaż. Nie chciałam wyglądać jak osoba pracująca w domu strachów. Spakowałam swoje rzeczy, raz jeszcze rzuciłam okiem w stronę lustra  włosy były w porządku  i wyszłam na sklep.
 Mam nadzieję, że jest tego wart  odezwał się Jon, wlepiając oczy w monitor. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Zerknął na mnie, mając na twarzy szeroki uśmiech.
– Co?
 Że jest wart tego, że poświęcasz mu swój czas.
 Skąd wiesz, że to on? Może to ona?
 Jesteś hetero.
 Może mi się odmieniło?
 Ta, a ja jestem baletnicą w czerwonych stringach. Udanego wyjścia na kawę  powiedział, akcentując dokładnie słowo kawa, a ja miałam ochotę trzepnąć go czymkolwiek, co miałam pod ręką. W tym wypadku byłaby to moja torba lub gruby podręcznik do Propedeutyki Teologii Katolickiej, który stał na półce, obok której przechodziłam. Gdybym chciała naprawdę zrobić mu krzywdę, wybrałabym to wielkie tomisko wiedzy.
– Do zobaczenia  rzuciłam przez ramię, kierując się w stronę drzwi.
 Ta, do zoba, Mel  wydusił z siebie, znów gapiąc się w monitor. Mogłam się założyć, że już odpalił, jakąś gierkę na Facebooku. Nasza praca o tej porze nie była zbyt wymagająca. Szczególnie że szefa nie było w pobliżu.
           Wyszłam na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Odwróciłam się, a pod moim nosem wymalował się uśmiech. Luke stał naprzeciwko księgarni, oparty o ścianę. Czarny plecak leżał obok jego stopy. Na uszach dalej miał niebieskie słuchawki, a w ręku ściskał telefon, po którego ekranie szybko błądził jego kciuk.
          Chyba musiał wyczuć, że ktoś się na niego patrzy, bo nagle podniósł głowę znad komórki. Jego błękitne oczy od razu napotkały moją osobę. Uśmiechnął się szeroko. Złapał za plecak i podszedł do mnie.
 Przepraszam za spóźnienie  powiedziałam, a on machnął ręką, dalej się uśmiechając.  To gdzie idziemy?  Luke podał mi telefon.

Starbucks czy kawiarnia na Forbest Street?

 Zdecydowanie Forbest Street, mają tam najlepszą kawę  rzuciłam, a on pokiwał głową.

Najlepsza kawa i czekolada w Sydney.

 Dokładnie!  Wskazał na drzwi i teraz to ja kiwnęłam mu głową. Oboje ruszyliśmy w ich kierunku.

           Siedzieliśmy obok siebie przy niewielkim, drewnianym stoliku ustawionym w samym rogu jasnej kawiarni. Klientów było już całkiem sporo. Zresztą tu zawsze byli ludzie. Popijaliśmy kawę z lodami waniliowymi, dużą warstwą bitej śmietany i wiórkami czekoladowymi, zagryzając to kruchymi rurkami z kremem kakaowym. Jakoś nigdy nie miałam limitu, jeśli chodzi o takie połączenia i z tego, co widziałam, blondyn najwidoczniej też nie. Jego ręka, co chwilę wędrowała w stronę talerzyka, a ja mogłam wsłuchiwać się w ciche chrupanie, gdy kolejna rurka lądowała w jego ustach.
          Nie było tak, że między nami panowała cisza  choć to może niezbyt trafne określenie w tym przypadku. Cały czas mieliśmy, o czym rozmawiać. Ja mówiłam, a on posługiwał się telefonem lub notesem, by zadawać mi pytania lub na nie odpowiadać. Czasem wystarczyło zwykłe skinięcie głową, które sama zaczęłam wykorzystywać. Może z boku wyglądało to wszystko dość dziwnie, ale my mieliśmy to gdzieś. W tym momencie reszta kawiarni dla nas nie istniała.
         Dowiedziałam się między innymi tego, że nazywa się Luke Hemmings, jest w moim wieku i pochodzi z Sydney. Razem z trójką swoich kumpli postanowił wynająć dwupiętrowy dom. Zrobili to, by zaznać trochę samodzielności i luzu. Pod tym względem doskonale go rozumiałam. Jest na trzecim roku architektury i urbanizacji, a w wolnych czasach nałogowo ogląda filmy i czyta książki. On natomiast wypytywał się o muzykę, jakiej lubię słuchać, a także mocno zainteresował się moim kierunkiem studiów. Opowiedziałam mu trochę o Griffith i tamtym życiu, a on dokładniej obejrzał mój tatuaż z grupą krwi i znakiem nieskończoności, który miałam na nadgarstku.
          Poczułam przyjemne ciepło na skórze, kiedy przejechał palcem wskazującym po tatuażu. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się i pokazał na siebie. Uniosłam jedną brew, a on zaśmiał się. Zakreślił na tatuażu koło, zahaczając tylko o litery i znak plusa, a potem znów wskazał na siebie.
 Mamy taką samą grupę krwi?  Pokiwał głową z uśmiechem.  Nieźle. Jak będziesz chciał, to mogę ci jej trochę użyczyć. Chyba że… Zmieniasz się w wampira i chcesz mnie wykorzystać jako jedzenie. Wtedy by trzeba było obgadać jakiś regulamin  rzuciłam, a on zaśmiał się cicho.

Aż tak nie odbiegam od normalności.

          Odsunęłam od siebie notatnik, na którym pochyłym i lekko zaokrąglonym pismem wypisał te kilka wyrazów. Zerknęłam na niego, a Luke upił łyk kawy, w dalszym ciągu uśmiechając się pod nosem. Zacisnęłam usta, przenosząc wzrok na jego słuchawki, które nadal miał w uszach. Kabel ukryty był w kieszeni i nie byłam pewna, czy prowadzi do czegokolwiek. W końcu blondyn nie używał odtwarzaczy mp3 ani innych tego typu gadżetów.
           Puknęłam go lekko w ramię, dając mu znać, że chcę mu coś powiedzieć. Odwrócił się, a ja się zawahałam. Nie byłam pewna, czy w ogóle powinnam go pytać o takie rzeczy. Luke jednak dalej wlepiał we mnie zaciekawione spojrzenie, a ja miałam dziwne przeczucie, że to o co go zapytam, może mu się wcale nie spodobać. Już chciałam odpuścić, ale blondyn zachęcił mnie gestem, bym w końcu to z siebie wydusiła.
 Po co ci one?

Mały kamuflaż. Dzięki temu nikt dziwnie się na mnie nie patrzy, jak czegoś nie słyszę.

 To głupie  skwitowałam, po przeczytaniu tego, co napisał. Luke uniósł brwi.  I ja głupio się czuję.
 Bo?  powiedział, poruszając tylko ustami. Takie pojedyncze wyrazy dałam radę odczytywać z ruchu jego warg, choć daleko było mi do tak zaawansowanego poziomu, jaki prezentował on.
 To tak… Nie wiem… Wiem, że nie leci w nich muzyka, ale to tak wygląda, jakbyś mnie w ogóle nie słuchał.

Ja i tak cię nie słyszę.

          Przekręciłam oczami. Blondyn w dalszym ciągu bacznie mnie obserwował. Westchnęłam i przejęłam od niego długopis, by mu odpisać.

Słyszeć a słuchać to dwie różne rzeczy.

          Luke przesunął notes bliżej siebie. Miałam wrażenie, że przeczytał te krótkie zdanie kilka razy, zanim znów spojrzał się na mnie. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, prawie zupełnie się nie poruszając. W końcu westchnęłam po raz kolejny i wyciągnęłam rękę w stronę tych przeklętych słuchawek, które teraz zaczęły mnie drażnić. Czy on bał się opinii innych na temat siebie samego? Zanim jednak dotknęłam niebieskiego kabelka, Luke złapał moją dłoń. Szybko pokręcił głową.
 Daj spokój, Luke  rzuciłam, czując jego ciepły dotyk na skórze.  Wstydzisz się?
          Wpatrywał się we mnie, lekko przygryzając wargę, co było naprawdę urocze. Na jego policzkach pojawiły się niewielkie rumieńce. Może mógł kontrolować swoje gesty i mimikę, ale nie reakcje, jakie wydawało jego ciało. Powoli pokręcił głową, ale mnie to i tak do końca nie przekonało.
 W takim razie ściągnij je  poprosiłam.  Ja i tak wiem.
           Blondyn w dalszym ciągu się nie poruszył. Nie wiele myśląc, wysunęłam rękę z jego dłoni, która nie powiem, ale mile rozgrzewała moją skórę. Przysunęłam się do niego jeszcze bliżej, a potem po prostu chwyciłam za słuchawki i powoli ściągnęłam je.
 To takie straszne?  Luke w dalszym ciągu nie odrywał ode mnie wzroku. Po chwili jednak wyciągnął rękę w moją stronę.  O, nie… Dostaniesz je z powrotem, jak skończymy nasze spotkanie.
           Chłopak skrzywił się. Zwinęłam niebieskie słuchawki, a potem wsunęłam je do kieszeni. Spojrzałam na niego z uśmiechem, a on przekręcił oczami.
 Obraziłeś się?  Pokręcił głową. – Więc uśmiechnij się i mniej innych gdzieś.
           Byłam pewna, że Luke się z nimi nie rozstawał. Że osoby z jego otoczenia  czy to rodzina czy paczka znajomych  przyzwyczaiła się do tych słuchawek. Dla mnie były jednak całkowicie zbędne. Może z nimi czuł się pewniej i bardziej bezpiecznie? Może dzięki nim był przekonany, że ludzie nie będą wytykać go palcami? Tyle że dla mnie ten jego mały kamuflaż był w pewnym rodzaju zaprzeczeniem tego, kim on był naprawdę. Bo czy to, aż taki wstyd nie słyszeć? Nie byłam w stanie zrozumieć tego, jak on się czuje, bo nie znałam świata, w którym żył. Ale czy tak bardzo różnił się on od mojego? Wraz z utratą słuchawek, odeszła jego pewność siebie, a ja postawiłam sobie za cel, by to z powrotem przywrócić. Przywrócić, ale swoją metodą.
 Uśmiechnij się, to rozkaz  rzuciłam z entuzjazmem.  Bez tych słuchawek wyglądasz zdecydowanie lepiej. I teraz przynajmniej sobie wmawiam, że twoja cała uwaga jest skierowana na mnie, co jest naprawdę bardzo miłym uczuciem.

Była i jest skierowana na ciebie.

 Teraz czuję się jeszcze lepiej  odpowiedziałam, a Luke lekko uśmiechnął się pod nosem.  Teraz zdecydowanie czuje się najlepiej  dodałam, wskazując palcem na jego usta. Blondyn zaśmiał się cicho.  Przestań, bo wpadnę w emocjonalną euforię  rzuciłam, co rozbawiło go jeszcze bardziej.

          Po wyjściu z kawiarni postanowiliśmy się przejść. Ruszyliśmy w kierunku parku, który znajdował się w pobliżu. Szliśmy zatłoczonym chodnikiem. Luke trzymał się blisko mnie. Odpuściłam męczenie blondyna rozmową, szczególnie że nerwowo rozglądał się na boki, jakby bał się, że zaraz na kogoś wpadnie. W końcu podczas rozmowy musiałby na mnie patrzeć. Zastanawiałam się, czy gdyby miał na uszach swoje magiczne słuchawki, poruszałby się pewniej wśród tej masy ludzi. Na uczelni jakoś nie był spięty.
         W pewnym momencie tak się na niego zagapiłam, że nie zauważyłam starszej kobiety z wózkiem z zakupami, który ciągnęła za sobą. Niemalże w niego weszłam, potykając się przy okazji o własne nogi i te pieprzone kółka, które najechały mi na białe trampki. Blondyn na szczęście to zauważył i jak się okazało  po raz drugi  miał całkiem dobry refleks. Zdążył złapać mnie za przedramię, zanim zaliczyłam bliski kontakt z chodnikiem.
 Jezu… Dzięki  wydusiłam, odwracając się, a on szybko kiwnął głową. Spojrzałam na kobietę.  Przepraszam.
 Nic się nie stało  odpowiedziała z lekkim uśmiechem, a potem ruszyła przed siebie. Zerknęłam na blondyna.
 Nie jestem ofiarą losu, która wpada ciągle na ludzi  powiedziałam, a on się uśmiechnął.  Naprawdę nie jestem… Co ja pieprzę  mruknęłam, a on nachylił się, by mnie lepiej widzieć, bo spuściłam nieco głowę.  Pod tym względem jestem ofiarą losu.  Luke zaśmiał się.  Cieszę się, że cię to bawi.
           Nagle to ja złapałam go za ramię i odciągnęłam na bok, kiedy po chodniku pełnym ludzi, przeciskał się w miarę szybko jadący rowerzysta. Kilka wyzwisk poleciało w stronę kierującego, mocno sugerując mu to, że powinien korzystać z ulicy lub ścieżki rowerowej. Luke raptownie odwrócił się, by spojrzeć na to, jak się oddala. Po chwili skupił się na mnie.
 Dzięki  powiedział bezdźwięcznie.
 Dobraliśmy się, nie ma co  skwitowałam, puszczając go.

          Oparłam się o barierkę, wpatrując się w spokojny stawek. Na jego tafli leniwie pływały kaczki, dwie duże i sześć małych. W parku było zdecydowanie mniej ludzi niż na głównych chodnikach w centrum Sydney. Słońce nadal przyjemnie grzało, choć nie było, aż tak ciepło. Ja i Luke już jakiś czas temu wciągnęliśmy na siebie czarne bluzy.
          Luke dotknął mojego ramienia, a ja spojrzałam w jego stronę, uśmiechając się przy tym. Za każdym razem, gdy na niego spoglądałam, kąciki ust podchodziły mi do góry, a ja miałam wrażenie, że nie mam nad tym żadnej kontroli.

O duchach?

– Tak, lubię  odpowiedziałam, bo temat naszej rozmowy znów zszedł na filmy.  Lubię horrory. A ty?

Zgadnij.

 Gatunek?  Luke pokiwał głową.  Patrząc na ciebie  zaczęłam, a potem zmierzyłam go wzrokiem.  Pewnie gustujesz w komediach romantycznych.  Szybko skrzywił się, robiąc przy tym dość zabawną minę. Zaśmiałam się.  To może… Romans?  Znów to zrobił, wytykając do tego język, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej. Puknął mnie lekko w ramię, uśmiechając się.  Dobra, dobra, tak na poważnie.  Pokiwał głową.  Pewnie akcja, sensacja i thrillery. O! I pewnie komedie.

Horrory też.

– To masz tak samo, tyle że ja odrzucam akcję i sensację  skwitowałam, a Luke ponownie się uśmiechnął. 
            Przez chwilę wpatrywał się we mnie, a ja nie za bardzo wiedziałam, na co czeka. Po chwili jednak złapał swój notatnik, znów układając go na barierce, a w ruch poszedł czerwony długopis.

Widziałaś Sinister?

 Pewnie. Jest genialny. Dwójka niedługo będzie w kinach.

Też go lubię. Widziałem dwa razy.

 Ja tak samo. Powinniśmy obejrzeć go kiedyś razem. Jest naprawdę dobry  powiedziałam, a on pokiwał głową i znów obdarzył mnie uśmiechem.  Mogę cię o coś zapytać?  Ponownie kiwnął głową.  W jaki sposób oglądasz filmy?  odezwałam się niepewnie. Nie chciałam go w żaden sposób urazić, ale nie mogłam zaprzeczyć temu, że przemawiała przeze mnie ciekawość. Luke znów skupił się na notatniku.

Wystarczy mi obraz i napisy do dialogów. Znam też stronę, gdzie można obejrzeć lub pobrać filmy z dodatkowymi opisami.

 Dodatkowymi opisami?

Opisują to, czego nie widać. Na przykład, ty usłyszałabyś skrzypnięcie drzwi, choć nie byłoby to pokazane w filmie. Wiesz jednak, że ktoś gdzieś wszedł. Taki napis daje mi znać, co się dzieje poza kadrem. Przeważnie są proste jak pukanie w drzwi, kroki na piętrze i tak dalej. Takie dodatkowe opisy nie są niezbędne, ale pomagają szybciej załapać, co się dzieje. Bez nich też da się ogarnąć całą scenę.

 Czyli, w sumie nie robisz nic nadzwyczajnego  skwitowałam, drocząc się z nim, a on zaśmiał się.

Wybacz, że cię rozczarowałem.

 Powiedz, chociaż że masz uczulenie na popcorn lub mlaszczesz przy jedzeniu. Niech ta ładna buźka ma jakąś skazę.

Uwielbiam popcorn! A tego, czy mlaszczę, to ci nie powiem, bo nie wiem. Choć mój kumpel uważa, że nieraz siorbię przy jedzeniu lub piciu. A co do tej skazy, to chyba wystarczy to, że nie słyszę.

 Coś ty się tego tak uczepił? To nie jest żadna skaza.

Czy ty wcześniej powiedziałaś: ładna buźka?

 No, nie  jęknęłam, krzywiąc się teatralnie, co wywołało u niego cichy chichot.  Nie dość, że siorbie, to jeszcze łapie cię za słówka! 
              Luke roześmiał się. Uśmiechnęłam się, wsłuchując się w ten przyjemny dla ucha dźwięk. I mogłabym to robić, przez długi czas.

~***~
          Wszedł do domu, prawie potykając się o leżące na środku przejścia buty. Przekręcił oczami, odpychając je nogą na bok. Ashton i Michael, jak zwykle rozwalali swoje rzeczy, gdzie popadnie. Ściągnął słuchawki. Złapał za opaskę, która leżała na szafce i nałożył ją na rękę. Podszedł do schodów i położył plecak na drugim stopniu po samej lewej stronie, aby nikt się o niego nie wywrócił. Następnie wszedł do kuchni. Jego kumple od razu na niego spojrzeli.
 Jest i on  odezwał się Clifford.  Ash powiedział mi o spotkaniu. Jak było?
          Luke uśmiechnął się, a potem podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej butelkę z piwem. Sięgnął po otwieracz i szybko pozbył się kapsla. Odwrócił się. Zielone oczy Michaela prawie świdrowały go na wylot. Był ciekawy i nawet nie próbował tego ukryć. Widział, jak Irwin uśmiechnął się szeroko.
 No ja pierdolę  jęknął Michael.  Wyduś coś z siebie!
 Po twoim uśmiechu wnioskuję, że tragedii nie było  powiedział Ashton.
 Było naprawdę świetnie  odpowiedział blondyn, a ci wyszczerzyli się jeszcze bardziej. Upili trochę piwa ze swoich butelek i znów spojrzeli na niego.  Co?
 A powiesz coś więcej?  dopytywał się Clifford.
 Co chcesz wiedzieć?
 No, nie wiem… Najlepiej wszystko.
 Myślę, że… że…
 No?!  ponaglił go Michael, a Luke zaśmiał się cicho.  Hemmo, weź! Gadaj!
 Myślę, że ją lubię. Ale znamy się dopiero jeden dzień…
 Przestań- rzucił Clifford.  Ja po jednym dniu byłem prawie zakochany po uszy!
– Zakochany?  zapytał ze zdziwieniem Ash.
 Coś tam już czułem, okej? Pasuje, Panie Czepiam Się O Uczucia Michael?
 Pieprz się  odparł Ashton, a potem spojrzał na blondyna.  Mów coś więcej na temat Mel. Jaka jest?
 Jest inna.
 W jakim sensie?  zapytał Irwin.
 Podoba mi się jej sposób bycia. Chyba tak to można nazwać.
 Spotkasz się z nią jeszcze?  wypalił Michael. Luke tylko się uśmiechnął.

~***~
            Leżałam na łóżku. Obok mnie, znajdował się laptop. Czytałam Gwiazd naszych wina. Książka ta potrafiła mnie wciągnąć. Zresztą czytałam ją, któryś raz z kolei. Zazwyczaj sięgałam po thrillery, kryminały i horrory, a do tej pozycji miałam jakiś dziwny sentyment, który nie wiem, skąd się wziął ani dlaczego. Nadal ubóstwiałam Harry’ego Pottera, ale to dlatego, że była to historia czytana jeszcze za dzieciaka. A Gwiazd naszych wina? Nie mam pojęcia, czemu tak do niej lgnęłam.
            Nagle podskoczyłam na łóżku, a książka prawie wyleciała mi z rąk. Zdążyłam ją złapać, zanim trafiła mnie w twarz. Do środka wpadła  i to dosłownie  Jennifer, szczerząc się, jak nienormalna. Spojrzałam na nią z wyrzutem.
 Ludzie w pracy mnie wkurwiali, miałam od zajebania roboty, ale pierdolić to! Gadaj o blondasie!  krzyknęła, siadając na materacu.  Chcę wiedzieć wszystko!
 Pohamuj się, Jen, nawet ja wszystkiego nie wiem.
 To była przenośnia, wariatko  mruknęła, a potem klepnęła mnie w udo.  Jaki on jest? Jak się nazywa, ile ma lat i jak wygląda?
 Wiesz, jak wygląda…
 Opisz go dokładniej.
 Mogę ci pokazać jego zdjęcie.
 Masz?!
 Dodał mnie na Skype. Ma zdjęcie na profilu.
– To na co czekasz? Pokazuj.
           Odwróciłam się do laptopa i wyszukałam kontakt. Przekręciłam komputer w stronę przyjaciółki, a ona, aż pisnęła. Spojrzała na mnie wielkimi oczami.
 Co?
 Takie ciacho! Jaki jest? Mów! 
           Wzięłam głęboki wdech i szybko streściłam jej najważniejsze informacje na temat Hemmingsa i przebiegu naszego spotkania. Jen, co jakiś czas podskakiwała w miejscu, zachowując się, jak rozchwiana emocjonalnie osoba, ale przynajmniej mi nie przerywała. Dopiero później skomentowała wszystko, upierając się przy tym, że powinnam spotkać się z nim raz jeszcze, szczególnie że już wcześniej wykazywałam dość spore zainteresowanie jego osobą. Obawiałam się jednak, że Jen myliła jedno zainteresowanie z drugim, bardziej bezpośrednim i nie tak grzecznym, jakie ja miałam na myśli.
 Nie wiem, czy znowu się zobaczymy, Jen  rzuciłam, kiedy przyjaciółka po raz kolejny wypaliła mi z tym pytaniem.
 Bo?
 Nawet nie mam jego numeru telefonu  powiedziałam, a ona się skrzywiła.  Co?
 Wiesz, co to oznacza…
 Tak, że pewnie on nie bawił się tak dobrze, jak ja.
 To też  zaczęła, uśmiechając się szeroko  lub był tak tobą zafascynowany, że o tym zapomniał.
 Przestań pieprzyć takie głupoty.
 Co najwyżej jedno z tych  skwitowała, wzruszając ramionami. – Ale masz go na Skype, może kiedyś się do ciebie odezwie, jak sobie o tobie przypomni.
 Jesteś chujową przyjaciółką.
 Ale i tak mnie uwielbiasz.
 Zdecydowanie cię uwielbiam  powiedziałam, a ona klepnęła mnie w udo po raz kolejny. Następnie wstała i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili zostałam w pokoju sama.
           Westchnęłam pod nosem i chwyciłam za książkę. Otworzyłam ją w zaznaczonym miejscu i już chciałam wrócić do czytania, kiedy usłyszałam znany dźwięk. Spojrzałam na monitor. Na ekranie pojawił się żółty dymek. Uśmiechnęłam się szeroko, widząc nick osoby, która chciała ze mną pogadać. Odezwał się LuHemmo


***
Rozdział jest długi, ale postanowiłam go nie dzielić. I tak kolejne części pojawiają się tu raz w tygodniu, więc nic się nie stanie, jak od czasu do czasu będą trochę dłuższe :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu - w końcu ta dwójka się poznała. Ale, jak przebiegać będzie ta ich znajomość? O tym oczywiście w dalszych częściach (ta Roxy Ameryki nie odkryłaś XD). 

Jak widać domysły, co do Luka były i się potwierdziły - Moje wy Sherlocki, a raczej Sherloczki :D Dziękuję również za wasze cudne komentarze! Wiecie, jak zmotywować i wywołać "banana" na twarzy! (A potem ludzie w pracy pytają się, czemu się szczerzę do tableta/telefonu, jak nie normalna.)

Kolejny rozdział pojawi się wyjątkowo w niedzielę, ponieważ w poniedziałek wyjeżdżam i wracam dopiero w środę wieczorem. 

Pozdrawiam!

#PokochacCiszeFF

3 komentarze:

  1. Rozdział wspaniały, jak to każdy rozdział w twoim wykonaniu. Uwielbiam wszystkie twoje opowiadania, proszę, nigdy nie przestawaj pisać!
    Ich spotkanie bardzo mi się podobało, jak zresztą cały rozdział i nie mogę doczekać się rozwoju wydarzeń.
    Czekam na następny rozdział ♥
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział !!! Tydzień temu nie byłam przekonana do tego pomysłu na osobę Luka ale teraz jestem całkowicie przekonana ...♥ jak dla mnie rozdziały mogly by byc nawet dluzsze ;* serio , tak cudownie piszesz ze jak dla mnie mogly by się nie konczyc
    Pozdrawiam i życzę weny M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze - OMG CUDOWNY GIF Z HEMMINGSEM! - Ash jest uroczy w tym, jak wspiera kumpla. No, Lukey dajesz i poderwij ją, to nic trudnego, bo ona też na ciebie leci - dobra, ale ty o tym nie wiesz heh :D Podoba mi się ta chemia między nimi. Oni mają w sobie to, coś i po prostu muszą być w końcu razem. Choć pewnie drogi łatwej nie będą mieli. Mam wrażenie, że Luke jest przy niej bardziej szczęśliwy - przynajmniej takie odniosłam wrażenie. To miłooooość!!! Zastanawiam się też, czy w twoim opowiadaniu zjawi się też Calum - bo Asha i Michaela już mamy, a co z Hoodem? Bo jak mi Hooda z tej cudownej historii wycięłaś, to się popłaczę na miejscu.
    Uwielbiam tą historię, czekam z niecierpliwością na niedzielę!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń