wtorek, 20 października 2015

Rozdział 3

          Nieznajomego blondyna nie widziałam przez następne dwa dni. To spowodowało, że nieco odpuściłam w myśleniu o nim. Nadal jednak zastanawiałam się, kim on jest i co robi, bo miał w sobie coś takiego, co przyciągało do niego innych. Mimo że w ogóle się nie odzywał, biła od niego charyzma pomieszana z pewnością siebie i spokojem, którą nieczęsto zobaczysz u innych. Jedni się po prostu z czymś takim rodzą i nic nie możesz na to poradzić. A on… On z pewnością to coś w sobie miał.
         Jennifer miała z tego niezły ubaw, kiedy snułam dziwne teorie spiskowe na temat blondyna. W końcu jednak obie odpuściliśmy, bo w naszych fantazjach nieznajomy stał się tajnym agentem służb specjalnych i miał mnie zamknąć za nadużywanie na imprezach alkoholu i paleniu papierosów w miejscach niedozwolonych. Uznałam, że naczytałyśmy się za dużo książek i naoglądałyśmy zbyt wiele filmów, dlatego temat nieznajomego blondyna nawet w naszym mieszkaniu się urwał.

          Siedziałam z Taylor pod ścianą. Obie w rękach ściskałyśmy notatniki, porównując ze sobą zadania z ekonomii. Tak, studiując logopedię z fonoaudiologią, miałyśmy coś takiego, jak ekonomia. Nie wiem, po co nam to do takiego kierunku, ale nikt z nas nie protestował. W końcu to nie my układamy harmonogramy i plany zajęć.
          Blondynka pokręciła nosem, pukając w moją kartkę. Spojrzałam na jej notatki. Faktycznie, miałyśmy inne wyniki przy obliczaniu PKB metodą sumowania dochodów. Jęknęłam cicho. Nigdy nie lubiłam matematyki, a ona nie lubiła mnie.
 Ta… Już widzę  rzuciła, przekręcając brązowymi oczami.  Popieprzyłam wzory.
 To mam dobrze?
 Zaraz sprawdzę.  Wyciągnęła telefon i odpaliła w nim kalkulator. Po chwili pokiwała głową.  Masz dobrze. Daj spisać.
           Podsunęłam notatnik bliżej niej, aby lepiej widziała całe równanie. Taylor zaczęła szybko je przepisywać. Podniosłam głowę i byłam święcie przekonana, że w bocznym korytarzu mignęła mi znana blond czupryna. Wstrzymałam oddech, nie odrywając oczu od tamtego miejsca. Nikt jednak się nie pojawił.
 Dzięki.
 Jasne, nie ma sprawy  odparłam, zamykając notatnik, by po chwili raz jeszcze rzucić okiem w tamto miejsce. Nadal było puste.

            Profesor od prawa medycznego wypuścił nas z sali dziesięć minut szybciej, tłumacząc to tym, że spieszy się, na jakieś bardzo ważne spotkanie. Każdemu było to na rękę, bo oznaczało to, że zyskaliśmy dłuższą przerwę.
           Spakowałam książkę i notatnik do torby, a potem ruszyłam za Taylor, która już przeciskała się przez rzędy równych ławek. Razem z grupą wyszliśmy na cichy, kremowy korytarz. Zanim zdążyłam się zorientować, większość moich koleżanek i kolegów z roku zdążyła się rozpierzchnąć po całym budynku w celach, tylko sobie znanych.
 Idziemy zapalić?  rzuciła Taylor.
 Jasne.
 Skoczę, tylko do łazienki. Zaklepiesz nam ławkę?
           Pokiwałam głową, a ona odwróciła się na pięcie i pomaszerowała szybkim krokiem w stronę damskiej toalety. Wyciągnęłam telefon. Miałam jedną wiadomość od mamy, która jak zwykle pytała się o to, jak mi idzie na studiach w Sydney i czy nie wypstrykałam się ze wszystkich pieniędzy na koncie. Kochana mamusia.
           Zaczęłam jej odpisywać, stawiając krok za krokiem. Co jakiś czas zerkałam przed siebie, by na kogoś nie wpaść. W końcu nie chciałam być uważana za największą sierotę, a jakby nie patrzeć, powoli pracowałam na to miano.
          Skręciłam w stronę głównego holu, zmierzając w kierunku drzwi wejściowych. Podniosłam głowę i aż się zatrzymałam. Niedaleko wyjścia stał nieznajomy blondyn. Dziś znów miał na sobie koszulę w czarno-czerwoną kratę i do tego czarne spodnie. Widziałam też niebieski kabel od słuchawek, z którymi się nie rozstawał.
          Towarzyszył mu uśmiechnięty chłopak z czarną bandaną na głowie. Jego włosy koloru jasnego brązu, lekko skręcały się nad materiałem, tworząc niewielkie loki. Ubrany był w czarną koszulkę i dżinsową katanę z przypinkami. Miał wesołe brązowe oczy, które utkwione były w blondynie.
          Jednak to, co najbardziej zwróciło moją uwagę w tej dwójce, było to, że obaj posługiwali się językiem migowym. Ich ruchy były tak szybkie i płynne, że ledwo nad nimi nadążałam, choć i tak nie miałam pojęcia, o czym rozmawiają. Wszystko powoli zaczynało nabierać pełnego kształtu  a przynajmniej tak sądziłam. Być może blondyn zachowywał się tak, a nie inaczej, bo po prostu nie słyszał. Po co jednak były mu te słuchawki? Drugą opcją było to, że to jego kolega nie słyszy, a on doskonale zna język migowy, no i w dalszym ciągu nie lubi rozmawiać z obcymi.
          Wstrzymałam oddech, czując, jak robi mi się gorąco, gdy chłopak z bandaną odwrócił się w bok. Jego wzrok zatrzymał się na mnie. W dalszym ciągu miał na twarzy wymalowany uśmiech, a ja poczułam się, jak kompletna idiotka. Szczególnie że od dłuższego czasu stałam i nie robiłam nic innego, jak tylko się na nich gapiłam.
          Uniosłam telefon na wysokość oczu, dokańczając wiadomość, którą miałam wysłać do mamy. Ruszyłam przed siebie, starając się nie patrzeć na tę dwójkę. Musiałam ich jednak minąć, by dojść do drzwi wyjściowych. Najchętniej w tej sytuacji uciekłabym w drugą stronę.
          Przechodząc obok, nie mogłam się powstrzymać i podniosłam wzrok. Chłopak z bandaną uśmiechnął się szeroko, a ja niepewnie odpowiedziałam tym samym. A miał naprawdę uroczy uśmiech. Błękitne oczy blondyna skupiły się na mnie i on też się uśmiechnął, choć nie tak entuzjastycznie, jak jego kumpel. Porażka po całej linii.
          Wyszłam na zewnątrz. Cieszyłam się, że udało mi się w końcu wyjść z budynku, choć byłam pewna, że mam sporych rozmiarów rumieńce na twarzy. Kolejny obciachowy punkt, który można dodać do tej całej sytuacji określanej mianem porażki. Co się ze mną działo? 
             Usiadłam na ławce, na której często spotykałam się z Jen lub Taylor. Wygrzebałam z torby paczkę papierosów i zapalniczkę. Wyjęłam jednego, nadgryzłam kulkę, by mój nałóg stał się bardziej miętowy i odpaliłam go. Zaciągnęłam się raz, a potem drugi, powoli wypuszczając dym z płuc. Tak… Tego mi było trzeba.
 No, wiesz  usłyszałam oburzony głos blondynki.  Nie poczekałaś na mnie?
 Dopiero zaczęłam.
 Widziałaś te dwa ciasteczka przy wejściu?  zapytała, wskazując na drzwi. Prawie jęknęłam pod nosem.  Taki blondas i jego kolega.
 Błagam, Taylor, nie mów nic więcej  pomyślałam i znów się zaciągnęłam.
 Naprawdę ciasteczka  powtórzyła dziewczyna, a ja kiwnęłam głową, mając nadzieję, że dzięki temu da mi spokój. – Szczególnie ten blondyn z tymi niesamowicie błękitnymi oczami.
 A co z Kevinem?  wypaliłam.
 Kevin  zaczęła rozmarzonym tonem. Bingo. To poskutkowało tym, że Taylor zapomniała o dwóch chłopakach i skupiła się na jednym. Swoim nowo poznanym królewiczu z bajki.

~***~
            Wszedł do domu, w którym panowała cisza. Zresztą wokół niego zawsze panowała cisza. Ściągnął słuchawki i rzucił plecak na czarną sofę, podchodząc do stolika. Chwycił leżącą na nim opaskę, a potem zapiął ją na nadgarstku. Odwrócił się i ruszył w stronę czarno-białej kuchni.
           Nastawił wodę. Sięgnął po kubek. Nasypał do środka dwie, płaskie łyżeczki kawy, a potem odłożył puszkę na miejsce. Oparł się o blat, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Podniósł głowę, widząc wchodzącego do środka przyjaciela. Ashton kiwnął do niego, poprawił czarną bandanę, a potem rozsiał się na najbliższym krześle.
 Zrób mi kawy*  powiedział, migając, a blondyn odwrócił się i wyjął kolejny kubek. 
           Zerknął na czajnik. W dalszym ciągu paliła się lampka. Znów spojrzał na kumpla. Ashton uśmiechnął się, a Luke pokręcił głową.
 To była ona?  Blondyn kiwnął głową.  Wygląda na miłą i fajną dziewczynę. Do tego ma bardzo ładny uśmiech. Czemu do niej nie zagadasz?
 Bardzo śmieszne  odpowiedział, a potem odwrócił się. 
            Lampka w czajniku przestała świecić. Zalał dwie kawy, a potem podszedł z nimi do białego stołu.
 Pytam poważnie.
 Odpowiadam poważnie, więc pieprz się, Irwin.
          Ashton zaśmiał się cicho. Złapał za kubek z kawą i upił kilka małych łyczków. Przesunął się na krześle, by znów zerknąć na Hemmingsa. Luke spoglądał w telefon. Przesuwał szybko po ekranie palcami, odpisując na wiadomość. Czując na sobie wzrok przyjaciela, podniósł głowę i znów utkwił w nim swoje błękitne oczy.
 Może jesteście sobie przeznaczeni, skoro tak często na nią wpadasz  zaczął Ash, a Luke się skrzywił.  Nie mów, że ci się nie podoba.
 Podoba.
 Więc?
 Ale mogę się założyć, że pewne rzeczy mogą jej nie pasować.
 Myślę, że nie będzie jej przeszkadzać to, że masz słabą krzepliwość krwi  odparł Ashton. Luke pokręcił nosem i niewiele myśląc, uderzył go w tył głowy. – Ała!  warknął na głos Irwin.  Powaliło cię?!  Luke wstał z miejsca, pokazując mu środkowy palec.  Dobra, nie unoś się tak.  Blondyn przekręcił oczami po raz kolejny.  Gdzie ta twoja pewność siebie?
 Bo wcześniej umawiałem się z dziewczyną, która nie słyszała tak, jak ja.
 Nie wiem, w czym ty tu widzisz kłopot  odparł Irwin, a potem znów upił odrobinę kawy. – Calum jakoś nie ma z tym problemów.  Luke uśmiechną się.  Zresztą patrząc na niego, to on w ogóle nie ma problemów z dziewczynami. Jak on to robi, że zawsze wszystkie są jego?
 Nie mam pojęcia.
 Umów się z nią  pociągnął Ash, a Luke wziął głęboki oddech.  Dobrze ci zrobi nowa znajomość. Może w końcu…
 Co?
 Wrócisz do dawnej formy.

~***~
           Leżałam na łóżku w swoim niebieskim pokoju. Wpatrywałam się w sufit, wsłuchując się w ciche bębnienie kropli, które uderzały o szybę. Co jakiś czas dźwięk ten przyspieszał, by po chwili zwolnić, jakby chmury wiszące nad Sydney nie mogły się zdecydować, z jaką intensywnością powinny zrzucać na nas deszcz. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie burzy. Bo to burzy cholernie się boję, tym bardziej, gdy jestem sama w domu.
          Spojrzałam na telefon, odpisując Jonowi, że możemy zamienić się godzinowo pracą, bo z chęcią pójdę jutro szybciej do domu. Szczególnie że miałam do odbębnienia, tylko dwa wykłady, a potem sporą przerwę między zakończeniem zajęć a rozpoczęciem pracy. Taki układ naprawdę mi odpowiadał.
          Włączyłam w telefonie odtwarzacz, a potem odłożyłam go na bok. Zsunęłam na uszy słuchawki, dając się porwać pierwszej piosence. Uwielbiałam muzykę i nie wyobrażałam sobie, jakby to było, gdyby nagle mi jej zabrakło. I kiedy tylko o tym pomyślałam, przed oczami stanął mi blondyn ze swoim kolegą. Próbowałam w myślach przywołać ruchy ich rąk, ale nawet w głowie były dla mnie zbyt szybkie. Zresztą i tak nie znałam języka migowego.
           Potem zaczęłam odtwarzać po kolei każde spotkanie z nieznajomym, próbując wyłapać taki szczegół, który mógłby mnie naprowadzić na to, że on faktycznie może nie słyszeć. Jednak blondyn maskował się zbyt dobrze, więc nic dziwnego, że niczego nie zauważyłam. Czy w tych jego niebieskich słuchawkach też płynęła muzyka? A jak była to kolejna metoda odwrócenia uwagi? Powoli zaczęłam gubić się we własnych myślach. Wiedziałam za to jedno  nie miałabym nic przeciwko temu, by wpaść na niego jeszcze raz. 


* Dialogi prowadzone w języku migowym będą od tej pory zapisywane pogrubioną czcionką.


***
I tak oto sekret blondyna został ujawniony. Brawo dla tych, co szybko rozpracowali Hemmingsa :) Teraz pozostaje nam tylko wepchnąć ich w jakąś wspólną relację, co by się ludziska zapoznali ze sobą :D

Dziękuję wam za miłe słowa pod poprzednim rozdziałem :) To mega motywuje!

Kolejna część tradycyjnie w następny wtorek!

Pozdrawiam!

#PokochacCiszeFF

6 komentarzy:

  1. Taaaak, wiedziałam! Jednak moja główka jeszcze czasami pracuje, że umiem jako tako łączyć fakty XD Sama też chciałam nauczyć się PJM, a później ASL, ale niestety, nauczycielka olała sprawę :/ a szkoda.
    Liczę na ich kolejne wpadnięcie na siebie. Ja wierzę w przeznaczenie i te sprawy, i serio, tutaj się coś wyprawia ^^
    Czekam na kolejny! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam lekkie przeczucie po nazwie bloga ,, Pokochać ciszę '', ale myślałam, że to tylko moje wymysły i i tak byłam mega zaskoczona jak przeczytałam, że rozmawiają w języku migowym <3
    Mam nadzieję, że niebawem spotkają się jeszcze raz
    Rozdział wspaniały
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^
    ~ Oliwia xDD

    OdpowiedzUsuń
  3. To o taką ciszę chodzi!
    Jej, popłakałam się, gdy przeczytałam ten rozdział. Rzadko się to zdarza, ale jednak czasami się pojawia. Nie stało się to jednak dlatego, że dowiedziałam się, iż Luke nie słyszy, lecz dlatego, że chłopak ma tak wspaniałego przyjaciela, który nie odwrócił się od niego i co lepsze, specjalnie nauczył się dla niego języka migowego. Mieć takich przyjaciół, to skarb i jestem przekonana, że gdy pomiędzy bohaterami dojdzie do częstszych spotkań, to nie będzie początkowo łatwo, ale (!) myślę, że będą mieć sporo frajdy, kiedy Luke będzie ją uczył nowego "języka". Jestem pod wrażeniem tej historii.
    Naprawdę, chciałabym już poznać całą historię, żeby móc przeczytać ją od początku do końca i móc wylewać łzy, ile tylko będę chciała.
    Trzymaj się kochana i do następnego :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Agent służb specjalnych XD Dziewczyny to mają pomysły - W KOŃCU, w końcu potwierdziłaś moje jedno przypuszczenie, bo tak się zastanawiałam, że może on nie słyszy, ale raczej zbyt długo przy tym pomyśle nie zostałam a tu jednak! Ash to naprawdę super kumpel :) Nie mogę się odczekać, kiedy oni w końcu tak oficjalnie się poznają i jak będzie przebiegać ta ich znajomość. Początki mogą być trudne, ale... NO SIĘ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU!!! - Dobra, już schodzę z caps locka :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowicie mnie zaskoczyłaś tym, że Luke może nie słyszeć, mega oryginalne, podoba mi się i z ciekawością czytam dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że to takie małe "urozmaicenie" :) Cieszę się, że Ci się podoba i mam nadzieję, że tak będzie do końca :)

      Usuń