wtorek, 13 października 2015

Rozdział 2

          Leżałam na kanapie z książką w ręku. Dzisiaj miałam wolne od zajęć, więc postanowiłam przeczytać materiał zlecony przez naszego profesora od socjologii. Przebrnęłam przez pierwsze dwa rozdziały, prawie przysypiając. Miałam wrażenie, że autor w kółko powtarza to samo, bo akurat ja większej różnicy w tej jego paplaninie nie widziałam. Liczyłam na to, że następne fragmenty będą znacznie ciekawsze i może powiedzą mi coś konkretniejszego na temat tych przeklętych relacji międzyludzkich w społeczeństwie.
          Jennifer wyłoniła się ze swojego pokoju, ściskając w rękach biały fartuch. Studiowała farmację i z tego, co pamiętałam z jej planu zajęć, dzisiaj wypadały jej zajęcia w laboratorium. Odrzuciła na bok długie, brązowe włosy, a na jej okrągłej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
 Co czytasz?  zapytała, podchodząc bliżej. Zerknęła na okładkę, a potem skrzywiła się.  Co to ma wspólnego z twoim kierunkiem?
 Nie wiem, ale najwyraźniej coś ma, skoro mam ten przedmiot  powiedziałam ze śmiechem.  Myślałaś, że czytam jakiś romans?
 Ty?  rzuciła ze śmiechem, by po chwili pokręcić głową. – Ty i romans?
 Idź już sobie, przeszkadzasz mi.
– Kontakty międzyludzkie  powiedziała powoli, pukając po raz kolejny w okładkę, a książka poruszyła się w moich dłoniach. – Jest tam coś o seksie?
– Nie o takie kontakty chodzi  rzuciłam, a ona zrobiła minę niewiniątka.
– O której kończysz pracę?
 O siódmej.
 Fajnie. Pomalujesz mi paznokcie, a potem obejrzymy jakiś film?
 Stoi.
 Dzięki, blondi  rzuciła na odchodnym, a potem wyszła z mieszkania. Przekręciłam oczami i lekko zazgrzytałam zębami. Nienawidziłam, jak tak do mnie mówiła.

           Stałam przy półce z fantastyką. Choć była to typowa studencka księgarnia, to jednak znajdowały się tu także pozycje spoza wydziałów. Dzisiaj mieliśmy dostawę, więc na zmianie było nas dwoje. Ja i Jon. Chłopak był w moim wieku i studiował filozofię. Był wygadanym śmieszkiem, który rewelacyjnie potrafił udawać głos naszego szefa.
           Schyliłam się po kolejne nowe książki, by wypełnić nimi puste miejsca na półce. Jon kręcił się po księgarni, co jakiś czas coś przestawiając i przesuwając. Dziś do jego działki należało zrobienie nowej wystawy Top10. Słyszałam, jak od czasu do czasu klnie pod nosem, gdy fiszki z cenami nie chciały trzymać się na miejscu. Sama nie lubiłam robić tej wystawy, więc cieszyłam się, że to na niego spadło to zadanie.
           Kiedy opróżniłam cały karton, zaciągnęłam go do naszej lady. Złapałam za nożyk i rozcięłam go. Szybko złożyłam i znów przeciągnęłam przez pół sklepu, by dotrzeć do zaplecza. Weszłam do środka, rzucając karton na stertę innych, które leżały przy drzwiach wyjściowych.
               Upiłam łyk zimnej już kawy, krzywiąc się przy tym lekko. Z kubkiem podeszłam do zlewu i wylałam ją. Umyłam go, a następnie wróciłam na salę sprzedażową, po której kręciło się kilku klientów. Poprawiłam służbową, czarną koszulkę, a także plakietkę ze swoim imieniem. Prezencja musiała być nienaganna.
           Dwójka chłopaków i jedna dziewczyna zakręciło się koło działu z psychologii, a potem podeszli do kasy z identycznymi książkami w dłoniach. Skasowałam ich szybko, życząc im na końcu miłego dnia  obowiązkowa formułka  a potem klapnęłam na krzesło.
           Spojrzałam na Jona, który dalej męczył się z wystawą Top10. Zaśmiałam się, gdy odwrócił się w moją stronę. Poprawił okulary, które miał na nosie. Szkła w nich powiększały jego oczy do tego stopnia, że z łatwością z daleka można było dostrzec ich ciemny kontur i mocno zielone tęczówki.
– Pomóc ci?  zapytałam, bujając się na krześle.
 Nie, dzięki, księżniczko  odparł, a ja przekręciłam oczami. Złapałam za taśmę samoprzylepną.
– Orientuj się! – krzyknęłam, rzucając nią w jego kierunku. Chwycił ją i uśmiechnął się.  Zaklej od tyłu, to nie będzie widać, a fiszki będą się trzymać.
 A szef?
 Szef tego nie widzi  powiedziałam ze śmiechem.
 Dobry patent, dzięki.
 Polecam się na przyszłość. Czy teraz mogę wrócić do nic nierobienia?
 Nie chcesz porozwiązywać ze mną krzyżówek?
 Może być  odparłam, wzruszając ramionami.
            Zawsze utrzymywaliśmy księgarnię w idealnej czystości, więc w ciągu dnia nie mieliśmy zbyt wiele do roboty. Wszystko zazwyczaj sprzątało się rano i wieczorem. Dlatego naszą rozrywką były krzyżówki, które rozwiązywaliśmy wspólnie. Przeważnie jedno z nas siedziało przy ścianie, a drugie na krześle z krzyżówką w dłoni. Na głos czytało się hasła i wspólne myślało nad odpowiedzią.
            Sięgnęłam do szuflady, odgarniając papiery. Wyciągnęłam pękaty plik krzyżówek, uformowany w książeczkę z wściekle czerwoną okładką. Złapałam za długopis i rozwaliłam się na krześle jeszcze bardziej.
 Co tam masz? – zapytał Jon.
 Zatopione w pocałunku?
 Proste. Usta.
– To też wiedziałam  odparłam, wpisując hasło.

            Związałam blond włosy w koński ogon. Dzisiaj skręcały się jeszcze bardziej, niż zazwyczaj, przez co miałam wrażenie, że są poza jakąkolwiek kontrolą. Po zjedzeniu szybkiego obiadu wyszłam z powrotem na sklep, by Jon mógł zamienić się ze mną miejscem. Teraz to on poszedł jeść.
           Wróciłam za ladę, siadając na swoim stały miejscu. Odpaliłam stronę internetową naszej hurtowni, sprawdzając, czy wprowadzono już jakieś nowe pozycje, które warto by było zamówić. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi. Podniosłam głowę, wpatrując się we wchodzącego do środka nieznajomego blondyna, na którego dwukrotnie wczoraj wpadłam. Najwidoczniej los postanowił częściej stawiać go na mojej drodze, choć ja nie miałam zupełnie pojęcia dlaczego.
            Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego błękitne oczy  które mi się podobały i temu zaprzeczyć nie mogę  spojrzały w moją stronę. Na uszach znowu miał niebieskie słuchawki. Tym razem oprócz koszulki z Nirvaną, narzuconą miał na siebie czarno-czerwoną koszulę w kratę. Lekko uśmiechnął się, a potem ruszył w stronę półek.
           Oparłam się o ścianę, czekając, aż wyjdzie. Nie mogliśmy siedzieć, gdy na sklepie byli klienci, więc byłam zmuszona stać. Powoli śledziłam go wzrokiem, zastanawiając się, w jakim dziale się zatrzyma. Może przynajmniej dowiem się, co studiuje. Nie! Stop! To mnie w ogóle nie powinno obchodzić.
            Blondyn stanął przed półką, która zahaczała o fantastykę i horror. Nie mogłam dokładnie dostrzec, co przyciągnęło jego uwagę, bo na chwilę zniknął mi z oczu, zapewne schylając się. Miałam wrażenie, że minęła wieczność, odkąd wyłonił się zza ciemnych regałów. Żeby nie wyjść na idiotkę, udałam, że sprawdzam coś w komputerze. I tak za często się na niego gapiłam.
           Chłopak podszedł do lady, kładąc książkę na blacie. Wyprostowałam się i bez słowa chwyciłam za nią. Wybrał zbór opowiadań Stephena Kinga Czarna bezgwiezdna noc. Przejechałam nią pod czytnikiem, a potem zapakowałam czarną książkę w białą siatkę z logo naszej księgarni.
 Równe dziesięć dolarów  powiedziałam, przenosząc wzrok z komputera na niego.
           Spojrzał na wyświetlającą się cenę, a następnie sięgnął do tylnej kieszeni spodni. Wyciągnął z niej skórzany portfel. Wyjął kartę i podał mi ją, lekko się przy tym uśmiechając. Okej, najwyraźniej Pan Mega Cudne Oczy, nie bawi się w rozmawianie z obcymi.
           Wsunęłam ją do terminala, wbijając cenę. Poprosiłam o pin. Na sam koniec urwałam paragon i potwierdzenie z karty, wrzucając te dwie rzeczy do siatki. Oddałam mu kartę.
 Dziękuję i miłego dnia.
– Dzięki – powiedział ciszej, a potem odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. 
             Gdy tylko za nimi zniknął, opadłam na krzesło. Ten człowiek zaczynał mnie intrygować coraz bardziej.

          Weszłam do mieszkania, czując przyjemny zapach przypraw. Jennifer robiła swoje popisowe danie. Zapiekany makaron z serem i piersią z kurczaka. Uwielbiałam jej kuchnię, choć ja sama wcale źle nie gotowałam. Wolałam jednak kiedy to ona się w to bawi.
           Rzuciłam torbę na sofę, a następnie przeszłam do białej kuchni. Usiadłam na drewnianym krześle, a Jen odwróciła się do mnie z uśmiechem. Po chwili pod nosem miałam pełen talerz jedzenia. Moja kochana Jen zawsze wiedziała, czego potrzebuję.
 Wsuwaj, złotowłosa  powiedziała, a ja przeklęłam pod nosem. Wyszedł z tego, co prawda prawdziwy bełkot, bo usta miałam pełne makaronu. – Jak było w pracy?
 Nudno.
 Czyli standardowo. U nas też raczej nic specjalnego się nie działo, ale lubię mieć zajęcia w laboratorium. Przynajmniej się nie przysypia. Choć nie… Ja raz zasnęłam, ale to było w Griffith.
 Przypomnieć ci dlaczego?
 Bo balowałam przez całą noc i nie zdążyłam się przespać? Wciąż o tym pamiętam. Szczególnie że babka zaczęła robić jakieś pieprzone eksperymenty, a mnie od tego zapachu tak zemdliło, że musiałam na dłużej rozmawiać z toaletą.
             Zaśmiałam się pod nosem, kontynuując jedzenie. Jen przyjrzała mi się uważniej. Zamrugałam, nie wiedząc, o co może jej chodzić. Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej.
 Co?
 O czym tak myślisz?
 Ja? O nikim.
 Mam cię!  rzuciła, wyciągając w moją stronę palec. Aż podskoczyłam na krześle, bo zrobiła to tak szybko i gwałtownie.  Zapytałam się, o czym myślisz, a ty od razu powiedziałaś o nikim. No… Mel… Poznałaś kogoś?
 Nie.
 Twoje nie było zdecydowanie za szybkie  pociągnęła Jen, a ja przeklęłam się w myślach. Ona za dobrze mnie znała.  Więc? Kto to jest i czy ja też go mogę znać?
 Nie wiem, kto to jest i nie mam pojęcia, czy ty go znasz – odpowiedziałam, a Jen uniosła brwi. Wlepiła we mnie brązowe oczy.
 Ja chyba nic z tego nie rozumiem.
 Po prostu  zaczęłam, a potem westchnęłam ciężko.  Wpadłam wczoraj na niego przypadkiem, a potem on przypadkiem wpadł na mnie…
 Dwa przypadki to nie przypadki  przerwała mi, a potem machnęła ręką, bym kontynuowała.
 A dzisiaj przyszedł kupić książkę.
 Co studiuje?
 Nie wiem.
– Ile ma lat?
 Nie wiem.
 Jak się nazywa?
 Nie wiem.  Jen spojrzała na mnie jak na kretynkę.
 To może zacznijmy od tego, co o nim wiesz.
 Niewiele. Wiem tylko, że chyba lubi czytać Stephena Kinga, bo dzisiaj kupował jedną z jego książek.
 Jak wygląda?
 Całkiem nieźle  odparłam powoli, a Jen, aż pisnęła pod nosem.  Blond włosy lekko postawione do góry, błękitne oczy, jest wysoki, chyba lubi Nirvanę, bo miał dzisiaj ich koszulkę na sobie.
 Takie ciasteczko?
 Zdecydowanie można go określić mianem ciasteczka.
 Więc, czemu do niego nie zagadałaś?
 Bo chyba on nie jest zainteresowany. W ciągu tego całego wpadania na siebie odezwał się dwa razy i to na tyle cicho, że ledwo go słyszałam.
 Może woli facetów?
 Zresztą nie interesuję się nim w taki sposób…
 Interesujesz się nim? – złapała mnie za słowo i zachichotała pod nosem.
 Nie w tym sensie. Po prostu… Ciekawi mnie. Jest taki…
 Jaki?
 Inny.
 Lubię innych. Przynajmniej nie są nijacy  skwitowała Jen, wzruszając ramionami. 


***
Mamy ich spotkanie numer dwa, które trwało nieco dłużej, niż te pierwsze :)
Mam nadzieję, że rozdział w miarę się wam spodobał :)

Lariste - wielkie dzięki za tak miłe słowa - mam nadzieję, że nie zawiodę :) Jestem ciekawa też twoich domysłów i tego czy się sprawdzą :)

Dzięki za te trzy super miłe komentarze, które są dobrą motywacją :) Serio :) 

Kolejny rozdział pojawi się w następny wtorek.

Pozdrawiam!

#PokochacCiszeFF

3 komentarze:

  1. Rozdział wspaniały - jak każdy w twoim wykonaniu XD
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jen jest tak fajnie walnięta, że z chęcią bym się z nią zakumplowała :D Ale ta nasza "blondi" też jest świetna :) Ogólnie obie bohaterki ci wyszły - ale jak mogłoby być inaczej :) Hemmings intryguje mnie coraz bardziej. Szczególnie, że milczy jak zaklęty, z początku pomyślałam, że może nie umie mówić, ale przecież jakoś się do niej odzywa - choć to są pojedyncze słowa. Ciekawe... Nie mogę doczekać się kolejnej części!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Wohohoh, zaczyna się dziać ^^ I like it ;3 Jen wydaje się fajnym ludzikiem ♡ Blondi... Oj, Jennifer polubimy się ;D Luke, Luke, Luke... Co ty tam ukrywasz? Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że on jest głuchy? Takie przeczucia cx
    Rozdział genialny, jak wszystko co piszesz ( tak, podlizuję się w tym momencie xD A co tam :") ). Troszku wydaję mi się oklepany ten pomysł (przepraszam ;c), bo dużo się naczytałam, takich lovków na uczelni i etc. Mimo to wiem, że nie zawiedziesz ^^
    Z niecierpliwością czekam na następny, oczywiście <3
    Penguin xoxo

    OdpowiedzUsuń