wtorek, 6 października 2015

Rozdział 1

         Jeśli ktoś chciałby stworzyć film na podstawie mojego życia, to gwarantuję, że widzowie zanudziliby się na śmierć. Od zawsze mieszkałam na przedmieściach Griffith. Tu też uczęszczałam do szkoły, a potem przez dwa lata studiowałam na pobliskiej akademii. Nigdy nie należałam do szkolnej elity, nigdy nie wpakowałam się w żadne kłopoty, nigdy nie zawaliłam żadnego egzaminu. Jedynymi moimi wyskokami były zbyt długie imprezy, pełne szalonej zabawy, popadnięcie w nałóg nikotynowy, a potem zrobienie sobie tatuażu na nadgarstku pod wpływem chwili i zachcianki, której nie żałuję do tej pory. Nie miałam problemów w domu, a moje życie od zawsze było, w jakiś sposób poukładane i w pełni kontrolowane przez siebie samą. Nuda i zwyczajność… Choć ja nigdy na to nie narzekałam. Ale przecież wiadomo, że film powinien być pełen wzlotów i upadków, a także punktów kulminacyjnych, które przyciągną widza do ekranu. Nie… To nie tutaj… Sprawdźcie salę obok.
         Z moją przyjaciółką Jennifer znamy się od dziecka. Nasze mamuśki do tej pory są bliskimi przyjaciółkami, a ich znajomość ciągnie się od szkoły podstawowej. Tworzymy zgrany duet, a że obie jesteśmy jedynaczkami, to traktujemy się także, jak siostry. 
        Każda z nas marzyła o tym, by wyrwać się z Griffith, do jakiegoś innego miasta i tam nieco rozwinąć skrzydła, pomijając opiekuńczych rodziców. W te wakacje postanowiłyśmy zmienić uczelnię i wyjechać do Sydney. Zaczęłyśmy szybko działać w tym kierunku, a pocieszał nas fakt, że obie mogłyśmy dokończyć studia na tamtejszym uniwersytecie. Jen znalazła nieduże mieszkanie, a ja postarałam się o wyszukanie dla nas jakichś miejsc pracy. Ona została kelnerką w jednej z większych restauracji w mieście, ja wcisnęłam się do uniwersyteckiej księgarni, gdzie w ciszy mogę, nie tylko czytać książki, ale obijać się, bo ruchu za dużego tam nie ma.
          Przeprowadzka miała też na celu poznanie nowych ludzi  Jen od razu oznajmiła mi, że chce się zakochać po uszy – a także spróbowania życia z daleka od rodziny i sprawdzenia się w sytuacjach, w których trzeba będzie liczyć, tylko na siebie. Przeprowadzając się do Sydney, nie wiedziałam jednak, że trafimy na pewną, dość niezwykłą paczkę przyjaciół, która otworzy mi oczy, a ja zobaczę świat w zupełnie inny sposób. W sposób, którego jeszcze do tej pory nie znałam.

~***~
          Wypadłam z pokoju, prawie potykając się o własne nogi. Musiałam zdążyć na zajęcia, a czasu miałam coraz mniej. Nie rozumiałam tego, jakim cudem nigdy nie mogę wyszykować się, by wyjść z domu punktualnie, jak normalny człowiek. Cięgle w biegu, wiecznie gdzieś się spiesząca. To cała ja.
          Przeleciałam obok Jennifer, która na spokojnie popijała poranną kawę. Czułam na sobie jej wzrok. Brązowe oczy dokładnie śledziły każdy mój ruch. W pewnej chwili wychwyciłam nawet jej cichy śmiech, kiedy torba wyleciała mi z ręki, gdy próbowałam jednocześnie ją przetrzymać i założyć trampki.
 Hej, blond aniołku  rzuciła z uśmiechem.  Znowu zaspałaś?
          Na odchodnym pokazałam jej środkowy palec, co wywołało u niej głośniejszy chichot, który rozniósł się po salonie połączonym z kuchnią, w której ona siedziała. Przekręciłam oczami, zawiązując drugi but, a potem wyleciałam z mieszkania. Zatrzymałam się jednak w połowie drogi do chodnika. Klucze… Nie wzięłam pieprzonych kluczy od domu. Przeklęłam pod nosem i wróciłam do środka.
           Spojrzałam na Jen, która zamachała kluczami. Drugą ręką dalej obejmowała biały kubek z parującą kawą. Utkwiłam w niej swoje niebieskie oczy, a ona zakołysała dłonią, przez co klucze wydały z siebie cichy brzdęk.
 Dzięki.
 Już chciałam do ciebie dzwonić, gdybyś się nie zorientowała.
 Dzięki  powtórzyłam, a potem zabrałam jej kubek, by upić mały łyk tego napoju bogów. Kawa…
 Ej!
 Dzięki  powiedziałam po raz trzeci. 
          Złapałam za klucze, a potem odwróciłam się i wyleciałam z domu, przypominając sobie, że przecież spieszę się na zajęcia z diagnozy i terapii logopedycznej. Nasz profesor nienawidzi, gdy ktoś się spóźnia, a nie chciałam, by wyrzucił mnie za drzwi, jak to często robi w przypadku takich osób. Pognałam więc przed siebie, ciesząc się, że do kampusu mam niecałe piętnaście minut piechotą.

          Wpadłam do budynku, od razu kierując się w stronę schodów. Spojrzałam na wyświetlacz. Jen przysłała mi zdjęcie naszej starszej sąsiadki, paradującej po ogródku w samej tylko bieliźnie. Nie, staruszka nie jest chora ani nic z tych rzeczy. Wyznaje zasadę, że jest u siebie i może chodzić tak, jak jej się to podoba. Pani O’Hara jest kolorową hipiską, która dalej czerpie z życia to, co jej się należy. Kobieta jest przemiła, nieco zbzikowana i naprawdę urocza, o ile nie przeraża cię siedem kotów, które wiecznie się kręcą po jej mieszkaniu. Za to potrafi robić huczniejsze imprezy niż niejeden młody człowiek. Tak… Sąsiedztwo w Sydney mamy wprost cudowne.
          Zaśmiałam się pod nosem, a następnie poprawiłam torbę. Zabrałam się za odpisywane na mms-a. W dalszym ciągu nie patrząc na drogę, szłam w kierunku schodów. Nie powinnam być zdziwiona, że w połowie tej trasy wpadłam na kogoś, prawie zwalając go z nóg  bo tempa to nie miałam za wolnego.
          Odbiłam się od wysokiego chłopaka, który się zatoczył. Wypuścił z rąk notatnik, który uderzył w podłogę z cichym łoskotem. W głowie miałam już wizję bliskiego kontaktu z podłożem, ale nieznajomy szybko chwycił mnie za przedramię, ustawiając do pionu.
 Przepraszam, naprawdę przepraszam  wydusiłam, podnosząc głowę.
          Utkwiłam wzrok w blondynie, któremu sięgałam kawałek za ramię. Uśmiechnął się lekko, a ja dostrzegłam kolczyk w jego dolnej wardze. Na uszach miał niebieskie słuchawki, których kabel ciągnął się, aż do kieszeni jego czarnych spodni. Tak… Nie spodziewałam się, że można tu spotkać, aż takich przystojniaków. Potrząsnęłam lekko głową, odrywając wzrok od jego niesamowicie błękitnych oczu. Nie ma nic głupszego, jak durne gapienie się na obcego, którego prawie powaliło się na podłogę.
 Przepraszam.
 Jest okej  powiedział dużo ciszej, schylając się po notatnik. Podniósł go i włożył do torby. Kiwnął głową, a potem minął mnie i pierwszy wszedł po schodach.
           Odprowadziłam go wzrokiem. Nagle jednak wróciłam na ziemię. Zajęcia! Klepnęłam się otwartą dłonią w czoło i sama zaczęłam szybko wspinać się na górę, by zdążyć przed godziną zero. Na szczęście do sali wpadłam tuż przed profesorem.

          Siedziałam w naszym studenckim bufecie, rozmawiając z Taylor, z którą byłam na tym samym roku. Dziewczyna od dziesięciu minut rozprawiała na temat jakiegoś przystojniaka, które wyrwała na imprezie. Co jakiś czas jej przytakiwałam lub odpowiadałam innymi monosylabami, ale jej najwyraźniej to wystarczało.
          Wsadziłam do ust kolejną porcję spaghetti, kiedy poczułam wibrację w kieszeni. Szybko wyciągnęłam telefon, przepraszając Taylor, która tylko pokiwała głową. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła moja przyjaciółka.
 Tak?
 Melissa Masterson – powiedziała poważnym tonem.
 Jennifer Roth  odparłam, a ona wybuchła śmiechem.
 Jak będziesz wracać z roboty, skoczysz do sklepu? Myślałam, że ja to zrobię, ale mój boski szef przedłużył mi zmianę.
 Jasne, nie m sprawy. Masz, jakąś listę?
 Zaraz ci ją prześlę  odpowiedziała, a ja pokiwałam głową, choć ona tego nie mogła zobaczyć.  Dzięki, jesteś wielka.
 Tak, wiem.
 Widzimy się w domu!  I rozłączyła się.
           Wzruszyłam ramionami i wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni. Taylor znów zaczęła swoją paplaninę na temat tego boskiego kolesia z niesamowitym uśmiechem. Podniosłam głowę. Nasz studencki bar był cały oszklony od strony wejścia, więc łatwo można było zobaczyć to, co dzieje się na zewnątrz, jak i wewnątrz. Zagapiłam się na sylwetkę blondyna, na którego wpadłam dziś rano. Przeszedł wzdłuż korytarza, a potem nagle się zatrzymał. Wyjął telefon. Jego długie palce przesunęły się kilka razy po ekranie, a następnie schował urządzenie i ruszył dalej, tylko w znanym sobie kierunku.
 Czy ty mnie słuchasz?
 Co?
 Gadałam o Kevinie. Słuchasz mnie?
 Tak, pewnie  odpowiedziałam, odrywając wzrok od szyby. Nieznajomy blondyn zniknął.

            Wykładowca z socjologii zlecił nam do przeczytania na następne zajęcia książkę z zakresu relacji międzyludzkich. Dlatego po zakończeniu zajęć udałam się do biblioteki, mając nadzieję, że zdążę ją dorwać, zanim zrobią to inni ludzie z mojej grupy. Musiałam też się pospieszyć, by wyrobić się na swoją zmianę w księgarni. A zmieniałam samego szefa, więc nie wypadało mi się spóźnić.
           Weszłam do ogromnej biblioteki, w której łatwo można było się bawić w chowanego, nawet gdyby grupa liczyła sto osób. Książki dla ułatwienia poukładane były wydziałami i alejkami, a szybki system komputerowy  wirtualny katalog  pomagał w znalezieniu interesującej cię pozycji. Wystarczyło wklepać tytuł i nazwisko autora i zaraz przed oczami widziało się ilość dostępnych sztuk, a także czas oczekiwania na te, które są już wypożyczone.
            Spisałam sobie numer książki, a także alejkę, do której musiałam się udać. Z kartką w ręku, ruszyłam na poszukiwania. Kręciłam się między półkami, sprawdzając co chwilę numery i litery i porównując je z tym, co widniało na moim świstku.
            W końcu natrafiłam na odpowiedni dział i alejkę. Skręciłam w bok i tym razem, to on wpadł na mnie. Na szczęście teraz poruszaliśmy się znacznie wolniej, niż przedtem, więc uderzenie nie było zbyt mocne, a my bez problemów utrzymaliśmy pion. Spojrzałam na blondyna, który zrobił przepraszającą minę. W uszach nadal miał niebieskie słuchawki. Gdyby je ściągnął, z pewnością słyszałby, że ktoś idzie w tym samym kierunku, co on. Choć z drugiej strony sama też powinnam to była słyszeć.
 Nic się nie stało – rzuciłam, widząc, że nieznajomy raczej nie kwapi się do tego, by przeprosić, choć teraz to była ewidentnie jego wina.
           Blondyn przez chwilę wpatrywał się we mnie, nadal milcząc. Wzruszyłam ramionami i minęłam go, kierując się w stronę odpowiedniej półki. Zerknęłam ukradkiem do tyłu, czując jego wzrok na sobie. Chłopak jednak odwrócił się i odszedł, a ja jeszcze przez chwilę słyszałam jego kroki na drewnianej podłodze. Złapałam za książkę, która na szczęście nie była gruba i razem z nią ruszyłam w stronę kobiety, która siedziała za ladą z napisem  wypożyczalnia.
           Nieznajomy blondyn intrygował mnie coraz bardziej, a ja miałam ogromną chęć dowiedzenia się o nim, czegoś więcej. Wiedziałam jednak, że nie powinnam wtykać nosa w nie swoje sprawy, dlatego postanowiłam wyrzucić go ze swojej pamięci. W końcu pewnie i tak więcej się już nie spotkamy, a dzisiaj to po prostu był przypadek, że ciągle stawał mi na drodze. 


***
Mamy za sobą ich pierwsze spotkanie, które jest standardowym oklepanym sposobem na wprowadzenie danego bohatera do historii - ale cóż, nieraz w prostocie jest jakiś urok, nie? :D 

Cieszę się, że w jakiś sposób was zaciekawiłam. I naprawdę mam nadzieję, że ta historia się wam spodoba. Dziękuję za tak miłe słowa! To naprawdę dobra motywacja!

Kolejny rozdział w następny wtorek!

Pozdrawiam!

#PokochacCiszeFF

5 komentarzy:

  1. Bardzo mnie zaciekawiłaś...
    Może i jest to standardowy sposób wprowadzenia postaci, ale bardzo mi się podoba i ogólnie blog na prawdę genialnie się zapowiada.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^
    ~ Oliwia xDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Oklepane czy nie, mi się podobało :D Jest tajemniczy blondyn, z którym spotkała się dwa razy - a w sumie widziała go trzy. Jestem ciekawa, kiedy Luke znów pojawi się na jej drodze. Zapowiada się super - choć na razie jest trochu tajemniczo, biorąc pod uwagę tożsamość naszego blond ciasteczka.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, Paula jak zwykle jest tak rozkojarzona, że nie zauważyła, że Roxy, zamiast jednego nowego opowiadania, ma dwa nowe. Ot ci heca,
    Muszę Ci się przyznać, że moim skromnym zdaniem, zapowiada się fantastycznie. Boziu, po co ja to w ogóle piszę, wszystkie twoje opowiadania są fantastyczne.
    Chyba wiem, jaka tajemnica kryje się za naszym ukochanym Lucyferem, ale na razie nie zdradzę swoich myśli, nie chcę w razie czego spoilerować innym czytelnikom, którzy się być może nie domyślili. :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. W O W tylko tyle mogę wykrztusić, fajnie się zapowiada. Ps. Zapraszamy do siebie: once-upon-a-lost-love.blogspot.com !

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaaa ! Znowu! Cudo ! Błagam kobieto pisz więcej!Jak ja uwielbiam ten Twój styl pisania😍 On jest taki... Taki.. taki MEGA ,że aż brak mi słów! Weny życzę i Lecę czytać dalej😜😘

    OdpowiedzUsuń