wtorek, 26 kwietnia 2016

Epilog

5 lat później

           Wysiadłam z samochodu i pędem ruszyłam w stronę budynku szpitala. Cholernie nie chciałam się spóźnić, a to mi groziło, gdybym jeszcze bardziej się ociągała. Nie udało mi się wyjść z pracy szybciej, więc to teraz tym truchtem starałam się nadgonić utracony czas.
           Dotarłam do głównego wejścia. Mijając pacjentów, ich rodziny, lekarzy i pielęgniarki, przeszłam na drugi koniec korytarza, aby dostać się do windy. Przycisnęłam guzik, niecierpliwiąc się jeszcze bardziej. Odruchowo zaczęłam tupać nogą, zwracając tym na siebie uwagę staruszki siedzącej na wózku inwalidzkim i młodej kobiety, która mogła być jej wnuczką czy kimś innym z rodziny. Zignorowałam zaciekawione spojrzenie chorej, zerkając na zegarek. Ukatrupię się na miejscu, jeśli naprawdę się spóźnię. W końcu drzwi windy rozsunęły się. Wsiadłam do środka zaraz za staruszką na wózku. Nacisnęłam przycisk z czwórką. To właśnie na tym piętrze mieścił się oddział otolaryngologiczny.
            Wjazd na górę zdecydowanie trwał za długo. Wypadłam na zewnątrz, jak tylko drzwi zdążyły się otworzyć. Czułam narastające zdenerwowanie połączone z ekscytacją. Te dwie sprzeczne emocje skutecznie potrafiły mnie rozstroić. Torba zadyndała mi na ramieniu, gdy ruszyłam do głównych drzwi, które prowadziły na oddział. Zdążyłam wejść na zielono biały korytarz, kiedy usłyszałam męski głos.
- Pani Hemmings? 
            Odwróciłam się tak raptownie, że prawie uderzyłam łokciem przechodzącego obok pacjenta w puchatym niebieskim szlafroku. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie promiennie, a ja dopiero teraz go rozpoznałam. Skinęłam mu głową na przywitanie, a by szybko skupić wzrok na osobie w białym fartuchu.
- Doktorze Brown – wydusiłam z siebie. Zorientowałam się, że sapię, jak wykończony bieganiem pies.
- Pani mąż znajduje się w gabinecie numer trzydzieści osiem. Dopiero, co tam przeszedł z doktor Holls.
- Dziękuję bardzo – rzuciłam z uśmiechem, a następnie ruszyłam we wskazanym przez niego kierunku.
             Kiedy zatrzymałam się pod odpowiednimi drzwiami, poczułam, jak cała się trzęsę. Emocje zaczynały brać górę, a ja bałam się tego, że zaraz najnormalniej w świecie się rozpłaczę. W końcu moja ręka dotknęła metalowej zimnej klamki. Nacisnęłam ją, wchodząc do środka. Dwie pary oczu od razu skupiły się na mnie.
- Jesteś! – rzucił z uśmiechem Luke.
- Przepraszam za spóźnienie – odparłam, podchodząc do blondyna. 
             Szybko pocałowałam go w czoło, nie mogąc się powstrzymać od tego małego czułego gestu. Usiadłam obok niego, witając się z doktor Holls, wysoką, ale pulchną kobietą po pięćdziesiątce. Miała zaraźliwy uśmiech, który praktycznie w ogóle nie schodził jej z twarzy.
- Jesteście gotowi? – zapytała, patrząc to na mnie, to na niego. Oboje pokiwaliśmy głowami. – Zaraz włączymy wszczepione implanty i ustawimy odpowiednią głośność. Z początku może się panu wydawać, że wszystko brzmi stosunkowo za cicho, ale w końcu znajdziemy odpowiednią skalę. Przeszedł pan pomyślnie całą rehabilitację i przygotowanie do tego procesu. O szczegółach kontroli i całej tej otoczce, pomówimy na końcu, bo pewnie nie może się pan już doczekać.
- Czekałem na to tyle, że mogę poczekać jeszcze trochę – powiedział Luke, a ja zerknęłam na niego z niedowierzaniem. – Żartuje, niech pani odpala to cacko.
             Odsunęłam się odrobinę, aby zrobić doktor Holls więcej miejsca. Kobieta podeszła do Hemmingsa. Nachyliła się ku niemu, sprawdzając i majstrując coś przy implantach. Starałam się zobaczyć, co takiego robi, ale nic z tego. Zupełnie się na tym nie znałam, więc była to dla mnie czarna magia.
             Zauważyłam, jak Luke drgnął, kiedy Holls wyprostowała się. Posłała mu szeroki uśmiech, a następnie wróciła za biurko. Skupiłam wzrok na blondynie, który zmarszczył lekko czoło. Splotłam nasze dłonie. Na szurnięcie krzesła lekko podskoczył, rozszerzając oczy. Zamarłam, nie odrywając od niego wzroku. Starałam się wyłapać każdą najmniejszą emocję, jaka wymalowywała się na jego twarzy.
- Panie Hemmings? 
            Luke od razu odwrócił się w jej stronę, słysząc pierwszy raz od piętnastu lat. Odruchowo zasłoniłam usta ręką, czując napływające do oczu łzy. Tylko się nie popłacz, tylko się nie popłacz, tylko się nie popłacz… 
- Nie jest za głośno? – Hemmings pokręcił głową, nadal starając się wejść w nową sytuację. – Z początku wszystko będzie dla pana świeże, ale z czasem pan się do tego przyzwyczai. Z każdym dniem mowa ludzka będzie bardziej wyraźna, kiedy mózg przestawi się na ten odbiór języka.
- Nie sądziłem… - Ale urwał, słysząc sam siebie. Zerknął na mnie. – Nie sądziłem, że będzie… trochę jest dziwnie - powiedział, uśmiechając się. – Powiesz coś?
- Jak powiem ci coś więcej, to z pewnością się rozryczę – wydusiłam wilgotnym głosem. Luke dokładnie zlustrował moją twarz, zatrzymując swoje błękitne tęczówki na moich oczach. Jego uśmiech powiększył się jeszcze bardziej. – Co?
- Masz… Twój głos…
- Liczyłeś na coś fajniejszego?
- Jest idealny... Tak, jest idealny. Ledwo rozumiem, co mówisz, ale ten dźwięk… Jest idealny i… jest tak piękny – odparł cicho, a jego palce mocniej zacisnęły się na mojej dłoni. Zauważyłam, jak zaszkliły mu się oczy i to wystarczało, bym rozkleiła się, jak dziecko. W sumie po niecałej minucie płakał także i on.

             Oprócz tego, że dziś był wielki dzień Luke'a, pod względem całego procesu odzyskiwania słuchu, to jeszcze przypadła w nim nasza pierwsza rocznica ślubu. Postanowiłam jednak nie ciągnąć go nigdzie do restauracji, a przyszykować kolację w domu. Chciałam, by to była nasza wspólna chwila. No i nie mogłam doczekać się tego, aż wręczę mu rocznicowy prezent. Cholernie ciekawiła mnie jego reakcja.
             Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy odpakowałam małą paczuszkę, jaką mi podarował. W środku znajdowała się cienka, srebrna bransoletka z delikatnym serduszkiem. Na nim wygrawerowano datę naszego ślubu. Jęczałam mu o tej ozdobie z dobry miesiąc, ale i tak byłam zaskoczona tym, że mi ją kupił. I że dodał do niej coś od siebie. A tak upierał się przy tym, że jest tandetna i niewarta ceny. Teraz przynajmniej wiem, czemu tak twierdził - pewnie bym sama jej nie kupiła, bo to by zniszczyło mu pomysł na prezent.
               Wślizgnęłam się mu na kolana, szybko odnajdując jego usta. Złączyłam nas w krótkim pocałunku. Luke szybko objął mnie ciasno ramionami, a potem mruknął niezadowolony, gdy się odsunęłam. Spojrzałam w jego błękitne tęczówki, przejeżdżając palcem po jego nosie. Uśmiechnął się.
- Dostanę jeszcze buziaka?
- Najpierw dostaniesz prezent.
- Nie musiałaś mi nic kupować.
- Otwórz to, dobra? – rzuciłam ze śmiechem, wciskając mu w dłonie pudełko. Musiałam się przetrzymać jego karku, aby nie spaść z jego kolan, kiedy mój mąż dorwał się do czerwonej tasiemki i błyszczącego złotego papieru.
               Zagryzłam wargę, nie odrywając od niego wzroku. Chciałam dokładnie zapamiętać jego minę, kiedy w końcu otworzy pudełko i zobaczy zawartość. Luke zręcznie podniósł wieczko, a potem wytrzeszczył oczy. Jego usta rozchyliły się, gdy zerknął na mnie, nie ukrywając zaskoczenia i szoku.
- Ty żartujesz…  - Pokręciłam głową, uśmiechając się. Luke po raz kolejny spojrzał do pudełka, dokładnie przyglądając się zdjęciu USG i parze malutkich biało czerwonych bucików. – O mój Boże – wydusił z siebie, nawet nie powstrzymując łez.
               Odłożył prezent na stół, by zgarnąć mnie po raz kolejny w swoje ramiona. Zadrżał, wciskając twarz w zagłębienie mojej szyi. Po chwili odsunął się, obdarowując mnie dłuższym i czulszym pocałunkiem. Otarłam palcami łzy, które wypłynęły z jego oczu. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Poważnie?
- Poważnie. Z jakiś tydzień temu poszłam do lekarza. Za twoimi plecami zrobiłam test, który wyszedł pozytywnie.
- I mówisz mi to dopiero teraz?
- Specjalnie zataiłam tą wiadomość, bo nasza rocznica, to dobra okazja do takiej niespodzianki.
- Który to miesiąc?
- Początek trzeciego.
- Już?
- Też byłam zdziwiona.
- I nic wcześniej nie zauważyłaś?
- Nie.
- To za sześć miesięcy zostanę tatą?
- Dokładnie.
- Jezu… Jestem… jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Kocham cię.
- Też cię kocham, Luke – odpowiedziałam, całując go po raz kolejny.


***
I Epilog za nami. Jestem pewna, że niektóre z Was podejrzewały, że właśnie tak to może się skończyć :) Nie mogłam odmówić Hemmo możliwości słyszenia, chociażby na końcu tej historii :) Myślę, że happy end, jak najbardziej się im tu należy.

Pisanie tej historii nie było łatwe. Opisywanie świata i tego, co czuje osoba niesłysząca (lub niewidząca, bo czasem trzeba było "posterować Calumem") nie należało do łatwych zadań. Szczególnie, gdy się tego nigdy nie doświadczyło. W dużej mierze opierałam się na doświadczeniach bliskiej mi osoby. Nigdy nie bałam się pytać - w tym przypadku bałam się tego, co mogę usłyszeć. Że będzie to nas swój sposób przykre. I czasem tak było. Osoba ta, nie tylko podsunęła mi pomysł na stworzenie takiej wersji bohatera (bo kto powiedział, że osoba niepełnosprawna nie może być jedną z głównych postaci w historii?), ale też choć odrobinę pomogła "zobaczyć inaczej". Dlatego Pokochać Ciszę zawsze będzie mi bliskie.

W tym miejscu chcę podziękować Wam, wszystkim czytelnikom, którzy chcieli poznać Mel i Luke'a. Którzy byli tu od samego początku, od połowy lub wpadli całkiem nie dawno. Wszystkim Wam razem i każdemu z osobna. Za każde zostawione tu słowo (które były cholernie miłe, motywujące i naprawdę cudowne) lub ślad w postaci kolejnej podskakującej statystyki. Dzięki Wam naprawdę chciało się pisać - nie tylko tę historię, bo dajecie zastrzyku weny i chęci do pracy, która przekłada się też na inne opowiadania.
Niektóre z Was pisały (w komentarzach/mailach), że dzięki Pokochać Ciszę zaczęły patrzeć na świat i ludzi niepełnosprawnych nieco inaczej.  Że otworzyło Wam oczy, pozwoliło poznać inną perspektywę. Pokazało, że takie osoby wcale nie są gorsze - są tacy sami, jak my. Tylko ich postrzeganie i funkcjonowanie w świecie odrobinę się różni. To było coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Coś, co mnie pozytywnie zaskoczyło i co uważam za swój ogromny sukces. Pisząc je, nawet nie myślałam o tym, że może ono coś zmienić. Dlatego cholernie się z tego cieszę. 

Nawet nie będę ukrywać tego, że jest mi smutno, bo to ostatni wpis tutaj. Mam nadzieję, że niektóre z Was jeszcze kiedyś powrócą do tej historii lub będą ją mile wspominać. Ja jednak nie żegnam się z Wami całkowicie. Znajdziecie mnie na Wattpadzie lub pozostałych blogach, gdzie znajdują się inne opowiadania mojego autorstwa. Również zapraszam na Aska i Twittera. Nie rzucam pisania, więc jeszcze nie stawiam ostatniej kropki :)

Dziękuję Wam raz jeszcze! I do "zobaczenia" w innym miejscu!
(chciałam napisać do następnego wtorku, ale to już niestety nie tutaj)